Legendy starego Stanisławowa. Część 39

Legendy starego Stanisławowa. Część 39 A tak gmach Filharmonii wygląda dziś, pocztówka z kolekcji Zenowija Żerebeckiego

Cięty ołówek

W latach 20. ubiegłego wieku w stanisławowskim gimnazjum ukraińskim rysunku wykładał ukraiński malarz Osyp Sorochtej. Dyrektorem był wówczas Mykoła Sabat – człowiek ostry, apodyktyczny, którego bali się i uczniowie, i profesorowie. Sorochtej, jak większość artystów, często spóźniał się na zajęcia. Pewnego razu dyrektor udzielił mu porządnej reprymendy za kolejne spóźnienie. Obrażony malarz narysował w pokoju nauczycielskim karykaturę złego Sabata. A był w tym mistrzem, jego portretowe szarże słynęły w całym Stanisławowie.

Tak przestawił swego dyrektora Osyp Sorochtej – i wyleciał z pracy, ilustracja z archiwum autora

Gdy karykatura była już prawie na ukończeniu, do pokoju nauczycielskiego wszedł dyrektor. Sorochtej siedział tyłem do wejścia i nie zauważył groźnego gościa. W pokoju zapanowała złowroga cisza. Sabat zobaczył twórczość malarza, ale mu nie przeszkadzał w pracy. Gdy karykatura została ukończona, malarz obejrzał się i zmartwiał.

– Dobra robota, panie Josypie. Proszę dać mi jeszcze autograf na pamiątkę – rzekł dyrektor, poczym zabrał rysunek ze sobą.

Właściwie sprawę można by uznać za zakończoną, gdyby nie śmiałość Sorochteja. W 1926 roku w polskim czasopiśmie „Zez” opublikował on kolejną karykaturę swego szefa, gdzie przedstawił go jako złego psa buldoga, ale w okularach i z ludzkim organem płciowym.

Tu cierpliwość dyrektora się urwała – nauczyciel został zwolniony z gimnazjum i przeniósł się do prowincjonalnego Śniatyna.

Tablica poświęcona rzeźbiarzowi Hryhorijowi Krukowi na murze dawnej Krajowej Szkoły Obróbki Drewna, ilustracja z archiwum autora

Chłopak bez talentu

Wspaniała budowla dawnego Urzędu ds. walki ze zorganizowaną przestępczością przy ul. Łepkiego 28 była kiedyś o wiele skromniejsza, a też instytucja, która tam się mieściła, szanowała prawo – Krajowa Szkoła Obróbki Drewna. W 1927 roku (lub według innych danych – 1925) ze wsi Bratyszew przyjechał tu na naukę chłopak Hryćko. Został zapisany na wydział rzeźbiarski i rozpoczął naukę. Uczeń nie wykazywał szczególnych uzdolnień. Tak wspomina ten okres:

– Pewnego dnia nauczyciel Franczuk z mego wydziału wezwał mnie do siebie i poradził opuścić ten wydział, bo nie widzi we mnie zdolności w tej dziedzinie. Rada nauczyciela bardzo mnie zabolała. Przeniosłem się na wydział stolarski – między samych komunistów…”.

Los jednak zrządził inaczej. Z czasem Hryhorij Kruk został znanym rzeźbiarzem, którego prace zdobią światowe muzea. A groźnego nauczyciela Franczuka ludzie pamiętają jedynie dlatego, że pisze o nim Kruk w swoich wspomnieniach.

Krajowa Szkoła Obróbki Drewna, zdjęcie ze źródeł internetowych

Zakonnicy – bimbrownicy?

W 1920 roku do Stanisławowa przyjechali oo. redemptoryści, których z Belgii zaprosił biskup Hryhorij Chomyszyn. Zakonnicy rozpoczęli swą działalność i w 1927 roku zbudowali klasztor przy ul. Gołuchowskiego (ob. Czornowoła). Przy klasztorze była niewielka świątynia, nazywana przez mieszkańców kaplicą. Redemptoryści planowali budowę wielkiego kościoła… ale niespodziewanie nastąpił „złoty wrzesień”.

Po wojnie klasztor zamknięto i umieszczono w nim dziecięcą przychodnię lekarską. W latach 1980. stare zabudowania rozebrano, żeby wybudować szpital położniczy. Robotnicy, którzy rozbierali stary klasztor natknęli się na strychu na aparat do pędzenia bimbru. Wyglądał na dość stary i pokryty był grubą warstwą różnego śmiecia. Pracownicy łamali sobie głowę, kto tu pędził bimber – zakonnicy czy lekarze pediatrzy?

Klasztor redemptorystów, zdjęcie z archiwum o. Mykoły Hryhorczuka

Jak gimnazjaliści zerwali defiladę

Przed kilku laty w krajoznawczej serii „Moje miasto” ukazały się wspomnienia Wołodymyra Makara „Mój Stanisławów”. Opisuje w nich swoje dzieciństwo i naukę w ukraińskim gimnazjum, które przypadły na lata 20. ubiegłego wieku.

W tamtych latach Państwowe Gimnazjum z ruskim językiem wykładowym było wyspą ukraińskiego patriotyzmu w polskim Stanisławowie. Uczniowie dobrze pamiętali okres ZURL i uważali Polaków za okupantów.

11 listopada 1927 roku, gdy gimnazjaliści wracali z nabożeństwa w katedrze, nakazano im dołączyć się do defilady. W trybie przymusowym. Cały polski Stanisławów obchodził Dzień Niepodległości. Na placu Centralnym wzniesiono trybunę, na której stali ważni goście. Pod trybuną w szyku marszowym przechodzili żołnierze, strażacy, kolejarze, uczniowie polskich szkół. Jako ostatni mieli iść uczniowie ukraińskiego gimnazjum.

Defilady w międzywojennym Stanisławowie, zdjęcie z archiwum Olega Hreczanyka

Widowisko jednak się nie udało. Jak pisze Makar, „wszystkie czwórki załamały się nagle, kolumny zlały się w bezładną masę, o żadnym kroku marszowym mowy być nie mogło… Na twarzach salutujących notabli pojawił się grymas niezadowolenia, zdziwienia, zaskoczenia, oburzenia, złości, obrazy i wstrętu. Zobaczyli przed sobą nie karnie maszerujące kolumny, lecz stado stłoczonych włóczęgów. Z pochylonymi głowami, nie zdejmując czapek, nie reagując na rozkazy, przetupały obok trybuny wszystkie klasy wraz ze swymi zakłopotanymi profesorami. Jednym słowem – uroczyście zaplanowana defilada zakończyła się wielkim skandalem”.

Ten incydent wywołał oburzenie społeczności polskiej. Nawoływano do zamknięcia gimnazjum. Lecz na tym się skończyło.

Teatr w stylu „econom class”

Spoglądając na budynek Filharmonii – dawnego Teatru miejskiego – trudno przypuścić, że został on wybudowany w dalekim 1891 roku. Ba, gmach z końca XIX wieku wcale nie jest podobny na budowle z tego okresu – jest jakiś prymitywny i ponury. Dawniej teatr posiadał kopułę, portyk z kolumnami, wiele dekoracyjnych sztukaterii i dekoracji architektonicznych. Jednak w czasie I wojny światowej w gmach trafiło kilka pocisków artyleryjskich i przez wiele lat teatr stał jako ruina.

Z wielkim trudem Towarzystwo Muzyczno-Dramatyczne, które opiekowało się budynkiem, znalazło fundusze na jego odbudowę. Odbudowę zaprojektował inżynier Stanisław Trela. Był doświadczonym fachowcem, który prowadził prace przy odbudowie miejskiego ratusza. Ale w tym przypadku wynik jego pracy nie był, mówiąc oględnie, porażający. Jak taki utalentowany architekt mógł dopuścić się takiej chałtury? Wielu gości naszego miasta uważa, że Filharmonię zbudowano w okresie sowieckim.

Tak miał wyglądać odbudowany Teatr Miejski w Stanisławowie, zdjęcie z gazety „Kurier Stanisławowski”

Tak naprawdę Trela nie jest winien. W „Kurierze Stanisławowskim” z roku 1929 umieszczono zdjęcie jego projektu odbudowy. Widać tu teatr z kolumnami, obłożony kamieniem, ze sklepionymi w kształcie arki oknami, ale jak zwykle na to wszystko zabrakło pieniędzy. Dziennikarze skarżyli się, że na wykonanie tych prac brakuje 100 tys. złotych. Postanowiono skupić się na wewnętrznych komunikacjach: nowej wentylacji, centralnym ogrzewaniu, zmodernizowano instalację elektryczną i ustawiono nowe krzesła na widowni. A na zewnątrz – nimimalizm i oszczędność kosztów.

6 października 1929 roku odnowiony teatr został uroczyście otwarty. Prace trwały jeszcze trzy lata i ukończono je dopiero we wrześniu 1932 roku. Było to zupełnie coś innego niż zaprojektował Stanisław Trela.

Iwan Bondarew

Tekst ukazał się w nr 5 (369), 16–29 marca 2021

X