Legendy starego Stanisławowa. Część 122 Przestępca znaczy kolejny obiekt grabieży. Lata 30. XX w. NAC

Legendy starego Stanisławowa. Część 122

Krzyże na klatkach schodowych

Na początku 2017 r. w mieście rozeszły się groźne pogłoski. Na swoich klatkach schodowych mieszkańcy zaczęli zauważać znaki. Koło drzwi na poziomie oczu, ktoś rysował niewielkie, ledwo widoczne „plusy” i „minusy”. W sieciach społecznościowych potoczyła się ożywiona dyskusja – kto to robi i po co? Większość internautów doszła do wniosku, że robią to złodzieje. Niby znakiem „+” oznaczają mieszkania, które warto okraść, a „-” te biedniejsze i nie warte zachodu.

Niektórzy mieszkańcy nawet twierdzili, że widzieli tych „artystów” – młodego i przyzwoitego z wyglądu chłopca z teczką. Aby zdezorientować złoczyńców ludzie zaczęli zacierać znaki, zamieniać „+” na „-”, a najbardziej zdecydowani zglaszali to policji. Gdy liczba zgłoszeń przekroczyła dwadzieścia, policja zaczęła działać. Okazało się, że większość znaków rysowali przedstawicieli firm internetowych i w tan sposób oznaczali mieszkania, do których doprowadzono już lub nie doprowadzono jeszcze Internetu.

Jednak znakowania mieszkań przez przestępców też nie można odrzucać. Złodzieje mają o wiele więcej oznaczeń niż widoczne z daleka „+” i „-”. Na przedwojennych ilustracjach możemy zobaczyć przykłady. Na niektórych drzwiach przestępca maluje znak, że tu jest ryzyko wpadki, a jego kolega na bramie – znak, że na podwórzu jest zły pies.

Frankiwsk, którego nie będzie

W architekturze jest takie pojęcie, jak „bezwartościowa zabudowa”, czyli nieposiadająca żadnego stylu i wartości zabytkowej. We Frankiwsku podobne dzielnice są na Majzlach, w okolicy niemieckiej kolonii, poza ulicą Gen. Tarnawskiego – tereny zabudowane przeważnie prywatnymi parterowymi domkami z przełomu XIX-XX w. Te mieszczańskie uliczki zachowały jeszcze ducha starej Austrii. Biorąc pod uwagę budowlany boom, są one skazane. Budowlańcy zajęli się jednak przede wszystkim centralnymi ulicami.

Zniszczona kamienica na Belwederskiej 37. Zdjęcie ze strony „Galka.if.ua”

Na przykład taka Belwederska. Na początku lat 2000. miała ona jeszcze wiele starych wilijek, dobrze pamiętających batiarów i zasępionych mieszkańców żydowskiego getta. Z czasem te stare chatki zostały wyparte przez wielopiętrowe bloki.

Nowy gmach w miejscu zniszczonej kamienicy. Zdjęcie autora

Budynek nr 37 długo opierał się natarciu nowych zabudowań, ale w 2017 r. przyszła kolej także na niego. Kompania „Stowarzyszenie budowlańców” zniszczyła starą kamienicę, wykopała dół, wylała fundament i kolejne piętra szybko zaczęły piąć się wzwyż. Wydawać by się mogło, że jest to typowy obrazek dla naszego miasta, który nikogo nie dziwi. Ale tym razem była nieoczekiwana kontynuacja…

Mural Romana Bonczuka na sąsiednim budynku. Zdjęcie autora

Artysta Roman Bonczuk, znany autor Muzeum „Niebiańskiej Sotni”, zdecydował się uwiecznić starą kamienicę. O jakieś 10 m obok stoi jego blok mieszkalny z głuchą ścianą szczytową. Artysta wpadł na pomysł, by namalować na niej olbrzymi mural. Ideę poparła fundacja Aleksandra Szewczenki „Nowy Iwano-Frankiwsk”. Praca nad muralem trwała trzy tygodnie. Ponieważ w tym czasie kamienicę już zniszczono, artysta korzystał ze starych zdjęć. W maju 2017 r. dzieło zostało ukończone. Zatytułowano je „Frankiwsk, którego już nie będzie”.

Warto tu przytoczyć wypowiedź Wiktora Hugo: „To co zmarło jako realność, istnieje jako przypomnienie”.

Pierwsza kamienna i dwupiętrowa

Czy nie zastanawialiście się Państwo, jaki dom we Frankiwsku jest najstarszy. Odpowiedź „Bastion” od razu odpada, bo to nie budynek, a fortyfikacja. W Google możemy znaleźć odpowiedź i adres: ul. Halicka 14. Stoi tam faktycznie budowla, wzniesiona w 1737 r. jako dom starców i kalek. Ale palma pierwszeństwa należy jednak nie do tej budowli.

Tak naprawdę najstarszą murowaną kamienicę naszego miasta wstyd pokazać turystom. To nasz pałac Potockich ze swoją złożona historią. Początkowo założyciele Stanisławowa mieli drewnianą rezydencję w miejscu dzisiejszej katedry greckokatolickiej. Pod koniec 1670 r. magnat Andrzej Potocki rozpoczął wielką budowę na północno-wschodniej okolicy miasta. Wystawiono tam murowany pałac, chroniony dwoma bastionami. Według polskich historyków prace zostały ukończone w 1682 r. i tę datę należy przyjąć za początek kapitalnego budownictwa w Stanisławowie. Prawdopodobnie autorem projektu był inżynier-fortyfikator podpułkownik Francois Corrasini z Avignionu.

Pałac Potockich. Zdjęcie Andrija Szustykiewicza

Teren pałacu Potockich jest dość rozległy i stoi tam kilka budowli. Która z nich jest najstarsza? Otóż – stary pałac leżący w głębi po lewej od bramy wejściowej. Jest to wielka dwupiętrowa budowla, praktycznie pozbawiona dekoracji zewnętrznych, ponadto podparta kontrforsem. Nie mamy tu żadnych analogii z europejskimi pałacami i jest ku temu kilka przyczyn.

Po pierwsze – są to tylko pozostałości po zamku, a właściwie jego lewe skrzydło, której to budowli Potoccy tak i nie ukończyli. Po drugie – na początku XIX w. rezydencja przechodzi na własność państwa i Austriacy urządzają tu szpital wojskowy, na którego potrzeby dokonują znacznych przeróbek. W kolejnych latach budynek wiele razy był przebudowywany i remontowany, aż w 2004 r., kiedy to cały kompleks pałacowy trafił do rąk oligarchy Olega Bachmatiuka. Kilkakrotnie obiecywał on generalną modernizację, ale pozostało to w świecie marzeń, a tymczasem pałac powoli się rujnował.

W 2017 r. obiekt został przywrócony miastu. Rozpoczęły się prace renowacyjne w niektórych budynkach. Idzie to powoli, nie tak, jakby się chciało, ale idzie. Mamy więc nadzieję otrzymać w końcu obiekt turystyczny z najstarszą historią.

Etażerka. mal. Andrij Jefimienko

Etażerka

Materiały, które ukazują się w rubryce „Legendy Stanisławowa” składają się z dwóch części – tekstu historycznego i ilustrującego go zdjęcia. Tym razem zmienimy kolejność i zaczniemy opowieść od ilustracji.

Obraz lokalnego artysty Andrija Jefimenki, namalowany w 2018 r., otrzymał nazwę „Etażerka”, ale czytać ją należy od góry do dołu. Przedstawiono fragment mieszczańskiego pokoju w staromodnym stylu, z błękitnymi tapetami, na ścianie obraz „Ostatnia wieczerza”, a pod nim drewniana etażerka – oś obrazu. Górna półka etażerki przedstawia ciche prowincjonalne życie austriackiego Stanisławowa – maszkaron z kamienicy przy ul. Kurbasa, perfumy, ołówki, kryształową popielnicę.

Następna półka – kilka tomów o I wojnie światowej. Stoją tam zabawkowe figurki niemieckiego żołnierza, polskiego legionisty i ukraińskiego strzelca siczowego. Obok nich pokaźny foliant z dwugłowym orłem na grzbiecie, mówiący o upadku imperium rosyjskiego.

Kolejna półka też zawiera informację. Na starym zdjęciu miasta widzimy zakątek Stanisławowa z ratuszem, na tle którego niemiecki motocyklista ucieka na Zachód. O upadku Trzeciej Rzeszy świadczy leżąca książka z czarnym orłem. Na tle książek z trójzębem stoi figurka wojaka UPA. Stoi tu również Wielka Radziecka Encyklopedia”, tomik klasyki rosyjskiej i figurki NKWD-zistów z czaszkami zamiast twarzy.

Na dolnej półce zdjęcie studentów Instytutu Nafty i Gazu, chłopcy i dziewczęta w panterkach. Obok leżą telefony komórkowe – wojna przeszła na płaszczyznę informacyjną.

A teraz legenda, a właściwie anegdota, czemuś wcale niewesoła:

Zmarł pewien solidny mieszkaniec naszego miasta. Stanął przed Stwórcą. Bóg pyta:

– Proszę, opowiedz mi o swoim życiu.

– Co mam powiedzieć? Pojawiłem się na świecie w okresie Austro-Węgier, ożeniłem się podczas Zachodnio-Ukraińskiej Republiki Ludowej. Dzieci urodziły się w Polsce, do szkoły poszły w III Rzeszy. Wnuki pojawiły się w ZSRR. A zmarłem na Ukrainie.

– Taaak, rzucało ciebie synu po świecie.

– Ależ, Panie, ja nigdy w życiu nie wyjeżdżałem z Frankiwska!

Coraz wyżej, coraz więcej

Frankiwsk trudno nazwać miastem drapaczy chmur. Wprawdzie kilka wielopiętrowych domów jest. Interesujące, że każda epoka ustanawiała swój specyficzny rekord. Przyjrzyjmy się im.

W latach 80. XVII w. Potoccy zbudowali swoją rezydencję. Centralnym był dwupiętrowy pałac, który przez dłuższe lata uważany był za najwyższy budynek w mieście. Ratuszu i świątyni nie będziemy tu brali pod uwagę.

Austriacy pod koniec swego panowania uszczęśliwili miasto kilkoma gmachami. Pierwszym był czteropiętrowy hotel „Union” (ob. centrum biznesowe „Kijów” na początku deptaka), wybudowany w 1912 r.

Sowieci odznaczyli się siedmio-, ośmio- i jedenastopiętrowymi blokami. Ich niewątpliwym osiągnięciem był trzynastopiętrowy blok przy ul. Nadbrzeżnej Wasyla Stefanyka 32, wzniesiony w 1990 r.

Nowe dzielnice Frankiwska. Zdjęcie ze strony „Melnyk Group”

Czym będzie się szczycić okres niezależnej Ukrainy? Mamy tu kolejny rekord! Niedawno we Frankiwsku stanął 15-piętrowy blok kompanii „М group development”. Wybudowano go przy ul. Wasyla Stusa w 2018 r. według projektu Jarosława Doroszenki. Blok ma 85 mieszkań i pewne udogodnienia w związku z wysokością. Na przykład: jest tu niezadymialna klatka schodowa, oddzielona od centralnego wejścia i przeznaczona do ewakuacji mieszkańców podczas wybuchu pożaru. Budynek wyposażono w dodatkowe pompy, do podpompowywania wody na wyższe piętra, zaś każde mieszkanie wyposażone jest w regulator ciśnienia.

Taka budowla powinna mieć swoją szczególną nazwę. Wieża należy do kompleksu mieszkalnego „Europejskie City” i własnej nazwy nie posiada. Frankiwscy budowlańcy zapowiadają jednak, że będą budować wyżej, więcej i szerzej.

Ciekawe, czy za 100 lat ich budowle też staną się „zabytkami architektury”? – jeśli jeszcze będziemy mieli taką listę.

Iwan Bondarew

Tekst ukazał się w nr 4 (488), 27 lutego – 16 marca 2026

X