Kolejnym pismem codziennym, z „kurierem” w tytule był wydawany we Lwowie i Krakowie „Kurier Codzienny”. Jak obecnie wiele czasopism o szerszym zasięgu, publikował około połowy materiałów „ogólnokrajowych”, a połowę – regionalnych.
Z pisownią języka polskiego ciągle są problemy – reformujemy, reformujemy i… nic z tego. Zresztą niektóre słowa wyglądają na pierwszy rzut oka bardziej niż dziwnie. Ale to kwestia przyzwyczajenia…
Dziwolągi nowej pisowni
U nas się wszystko ciągle reformuje, a więc i pisownię także.
Ale wiele z tych reform wzbudza wprost przerażenie. Ostatnie wiadomości o projektowanej reformie pisowni poruszyły i zaniepokoiły opinję publiczną z tego powodu, że gdyby ta nowa pisownia weszła w życie, byłoby to zerwaniem i z kulturą powszechną i z innemi językami słowiańskiemi, a nawet podeptaniem własnej kultury i historji własnego języka. Pisownia bowiem nie może mieć na uwadze tylko względów fonetycznych, lecz musi się liczyć z etymologją wyrazów, które powstawały nie tylko zależnie od przyrodzonych warunków danego języka, ale także w związku z innemi językami, nawet często nieżyjącemi. Uwzględnienie samej tylko fonetyki doprowadziłoby nasz język do stanu dzikiego i wyuzdanego barbarzyństwa.
Wyraz „wchód” pisaliby ludzie, kierujący się tylko fonetyką po barbarzyńsku: „fhut”. Cztery błędy w jednym wyrazie, o ile kierujemy się etymologją! Wyraz „tchórz” – pisano by „thuż”. Tylko trzy błędy! Wyraz „chór” pochodziłby w nowej pisowni nie od łacińskiego wyrazu „chorus”, lecz od niemieckiego „hure”, bo pisano by „hur”. Miła dla wielu „pierzyna” nie zawierałaby w sobie piór, lecz piegi, bo pisałaby się „pieżyna”. I tak dalej, i tak dalej…
Język jest wielkim skarbem każdego narodu i dlatego winien być otaczany jak najczulszą i najrozumniejszą opieką. Projektowana pisownia zostawia dawną w nazwiskach. Ale jakie stąd wynikną dziwolągi? Np. znakomity profesor literatury polskiej Chrzanowski będzie się pisał przez „chrz”, ale roślina „chrzan” przez „hżan”. To okropne! Kto wpadł na pomysł szukania czeskich znaków dla naszego języka?
Pisownia nie powinna narzucać pewnych rzeczy, ale raczej stabilizować rzeczy ustalające się w języku i to nie wśród nieuków, ale wśród inteligentnego i znającego dobrze język polski ogółu społeczeństwa polskiego. W sprawie pisowni powinno rozstrzygać nie kilku specjalistów, którzy, jak się okazuje, mogą doprowadzić do rzeczy barbarzyńskich, ale powinien być zapytywany ogół nauczycielstwa szkół średnich i tych wszystkich, którzy się tą sprawą interesują.
Lwowskie uczelnie miały czym się pochwalić i dlatego swe osiągnięcia postanowiły przedstawić na Wystawie przyrodniczej, wiele aspektów której są aktualne i dziś.
Wystawa w Muzeum Przemysłu Artystycznego jest wspaniałym pokazem działalności naukowej Lwowa na polu nauk przyrodniczych w ciągu ostatnich lat 15, skoncentrowanej głównie w zakładach naukowych uczelni akademickich Lwowa: Wydziału mat. przyrodniczego U. J. K., likwidowanego niestety obecnie, a tak zasłużonego Wydziału rolniczo-lasowego Politechniki oraz Akademii Medycyny Wet. Wprawdzie ograniczono się na Wystawie w zasadzie do nauk przyrodniczych teoretycznych, niemniej jednak uwzględniono zdobycze nauk przyrodniczych, mające doniosłe znaczenie dla życia praktycznego (medycyny, rolnictwa, leśnictwa, górnictwa, przemysłu chemicznego i radiotechniki) przyczem starano się umieścić takie zbiory, które mogą wzbudzić wśród publiczności szersze zainteresowanie.
W dziale fizyki wystawiono liczne aparaty, skonstruowane we lwowskich pracowniach dla bardzo precyzyjnych badań z zakresu wysokich temperatur, elektroniki, nauki o koloidach. Na szczególną uwagę zasługują w tym dziale termoelementy, wyniki badań nad przewodnictwem elektrycznem substancyj sproszkowanych, aparaty szklane do otrzymywania bardzo czystej wody oraz prace nad elektrycznością, wykonane w Laboratorium Elektrotechn. Politechniki.
Z zakresu chemii zwracają uwagę liczne prace nad pochodnemi ropy (naftowej, gazu ziemnego i soli potasowych, związane z górnictwem obu południowych województw: lwowskiego i stanisławowskiego, dalej wykresy z działu elektrochemji i fotochemii, wreszcie aparaty do badań z chemji analitycznej i fizjologicznej. Bogatym jest pokaz technologji chemicznej, szczególnie w dziale przeróbki ropy i gazu ziemnego i nowych metod badania i analizy produktów naftowych.
W dziale astronomii przedstawione są prace, dotyczące gwiazd tzw. zmiennych, zatem ich fotometria, jak niemniej wykresy i fotografje tych gwiazd w gwiazdozbiorze Centaura; w dziedzinie geofizyki wyniki badań, prowadzonych w Obserwatorium Politechniki nad trzęsieniami ziemi oraz dwa sejsmografy trzęsień w Japonji i na Krymie Czwarty dział obejmuje mineralogie i petrografię, przyczem szczególne zainteresowanie wywołują badania nad fosforytami w. Niezwiskach, ważne dla rolnictwa oraz rudy manganowe, odkryte w Karpatach Wschodnich, na. płd. od Żabiego w dorzeczu Białego i Czarnego Czeremoszu.
Bardzo bogato wyposażonym jest na Wystawie dział Ochrony przyrody, skupiając w pierwszym rzędzie zabytki przyrody na terenie działalności Lwow. Komitetu O. P. Liczne fotografje, nader artystycznie wykonane, ilustrują zabytki przyrody Lwowa i okolicy: Czartowską Skałę, Miodową Grotę; Aleję lipową w Snopkowie, las bukowy na Pohulance i wiele innych, – dalej rezerwaty w paśmie Czarnohorskiem, cisowe, bukowe, Skalnoleśne, stepowe („Makutra” koło Brodów), godne widzenia partje lasów, zabytki przyrody w południowych Miodoborach, aleję modrzewiową Sobieskiego na górze Haraj pod Żółkwią i lipową w Barszczowicach, aleje w parku dworskim w Dukli, w Podhorcach i w Zamku koło Rawy Ruskiej – szczątki pierwotnych stepów, osobliwie zabytkowe drzewa, jak np. olbrzymi pień starego dębu, zamieniony na kaplicę w Wróblowicach, ogromny jałowiec w Kreonowie itp.
Fotografie terenów Karpat Wsch., projektowanych na rezerwat „Matecznik dla zwierzyny”, wreszcie halawy stepowe na Podolu i przyroda Jaru Dniestrowego na ilustrowanej mapie dopełniają reszty tego budzącego zainteresowanie pokazu.
To w końcu jak to jest – krokodyle płaczą czy nie…
Krokodyle nie ronią łez
W londyńskim ogrodzie zoologicznym zdarzył się niedawno zabawny wypadek. Jakiś jegomość rzucił kilka bomb łzawiących do ogrodzenia, w którem znajdują się krokodyle. Publiczność musiała uciekać w popłochu, gdyż gaz łzawiący wywoływał strumienie łez. Tylko krokodyle nie reagowały na drażniący gaz zupełnie – oczy ich pozostały suche.
Aresztowany przez policjanta ,,bombiarz” oświadczył spokojnie, że chciał w ten sposób wykazać, iż przysłowie o łzach krokodylich nie jest zgodne z prawdą. Ponadto oświadczył, że uważa siebie za badacza, który oddał nauce wielką przysługę, obalając jeden z najbardziej rozpowszechnionych, a niezgodnych z prawdą przesądów.
Policja okazała wyrozumienie dla naukowej pasji aresztowanego i puściła go wolno.

W lwowskim wydaniu informacje codzienne w Kronice lwowskiej:
Jubileusz S .S . Benedyktynek łacińskich we Lwowie
W szeregu podniosłych uroczystości święcił w dniu wczorajszym klasztor S. S . Benedyktynek łacińskich 150-lecie swej szkoły (1785–1935). W osobnym artykule omówimy niebawem dzieje tego tak dla Lwowa zasłużonego klasztoru i jego rolę, jaką spełniał w biegu wieków na miejscowym terenie od chwili swego powstania. Klasztor wraz z. kościółkiem oraz zabudowaniami, zarówno swą zewnętrzną, jak i wewnętrzną strukturą, stanowi prześliczny fragment architektury starego Lwowa, a ponieważ pomimo wieków, mimo burz dziejowych, jakie uderzały o jego mury, tworząc dla siebie zamkniętą całość, zachował trwale pierwotne zarysy, przeto głębokie sprawia na widzu wrażenie. Prześliczne wnętrze klasztoru, wybudowanego na miejscu dworku Herburtów, istny labirynt przejść, wspaniałe sale o beczkowo-krzyżowych sklepieniach, stylowy portyk (kościółek wystawiony przez znakomitego architekta Pawła Rzymianina) – powodują, iż klasztor wśród dawnych zabytków „christianissimat urbis” zajmuje jedno z pierwszych miejsc.
Założony w r. 1595 przez ziemiankę Katarzynę Szaporowską, która założyła fundację z trzech wsi, zamienionych później na Lesienice, na polu wychowania ziemianek, garnących się w ciągu wieków do tego klasztornego konwiktu, spełniał dużą rolę kulturalną, jaką zresztą na terenie swych wzorowych szkół spełnia po dzień dzisiejszy. Wspaniały jego rozwój przypada na okres Jana III. Sobieskiego, którego siostra Anna była zakonnicą w tym klasztorze, a ukochana ciotka, Dorota Daniłowiczówna z Oleska, długoletnią jego, wielce zasłużoną, ksienią, toteż Sobieski był opiekunem i dobrodziejem tego klasztoru, w którego murach często w zaciszu szukał chwilowego odpoczynku po trudach wypraw wojennych.
Zebranej na wczorajszej uroczystości 150-lecia szkoły licznej publiczności prawdziwą biesiadę chwilową przyniósł Dyr. Dr. Aleksander Czołowski, który ze swej niezrównanej, znakomitej skarbnicy wiedzy o dawnym Lwowie, tchnął swemi cennemi uwagami w stare, dostojne mury klasztorne jakby dawne życie, ożywił je fakt, że z każdego fragmentu przemówiły świetną swą przeszłością. Uroczystości rozpoczęły się nabożeństwem w kościółku klasztornym, odprawionem przez Ks. Dziekana W. P. Matejkiewicza. Podniosłe kazanie wygłosił Ks. Dr. Wyszyński. W czasie Mszy chór zakładowy pod batutą P. Zofji Zaleskiej odśpiewał kilka utworów. W kościółku zebrała się liczna publiczność, grono nauczycielskie z czcigodną ksienią Izydorą Waliską oraz uczennice.
B. komendant rosyjski Przemyśla żyje we Lwowie
Przewrót bolszewicki wywołał tłumną emigrację byłych carskich oficerów za granice Rosji. Emigracja ta rozpierzchła się niemal po całym świecie, skupiając się w dużych zastępach, szczególnie w miastach zachodniej i południowej Europy. Młodzi oficerowie jęli się rozmaitych zawodów, starsi w miarę posiadania zasobów finansowych utrzymywali się na fali życia, a gdy te wyczerpały się, żyją w nędzy z dnia na dzień. Gdzie ośrodki emigracyjne są silne, tam zasobniejsi byli oficerowie rosyjscy zorganizowani we własne zrzeszenia, spieszą z materjalną pomocą swym, na skrajną nędzę zepchniętym, towarzyszom.
Nieliczna emigracja rosyjska ostała się i w naszem mieście. Wśród niej żyje w skrajnej nędzy b. pułkownik rosyjski, Sergjusz Kondratów, który pełnił obowiązki komendanta twierdzy przemyskiej, gdy dostała się ona w ręce oblężniczej armji rosyjskiej. Nazwisko tego pułkownika w okresie wielkiej wojny światowej niejednokrotnie wypływało na łamach biuletynów wojennych i ówczesnej prasy lwowskiej. Pułk. Kondratów pochodzi z bardzo zamożnej rodziny, zamieszkałej w Petersburgu, lecz skrajnie zubożałej, majątek jej bowiem uległ konfiskacie, dokonanej przez władze bolszewickie. Pułk. Kondratów, po przebyciu ciężkiej choroby, żyje w naszem mieście w skrajnej nędzy. Ażeby w uczciwy sposób zarobić na kawałek chleba, trudni się domokrążnym handlem ołówków, co jednakowoż mały zysk mu przynosi.
W ostatnim czasie pułk. Kondratów czuje się wielce osamotnionym, gdyż towarzysze jego i przyjaciele, b. oficerowie carscy, którzy przebywali we Lwowie na emigracji, wyjechali do Mandżurji. Ciężkie warunki życiowe, w których pozostaje pułk. Kondratów, wzbudzają u tych, którzy się zetknęli z nim, prawdziwe współczucie.
Jak zawsze interesujące są „Zwyczaje polskie”. Tym razem o Popielcu.
Po długim, tegorocznym okresie zapustnym i „szalonych dniach” nastąpił w dniu dzisiejszym Popielec. W czasie dzisiejszego Nabożeństwa tradycyjnym zwyczajem święci się popiół, otrzymany z zeszłorocznych palm, poczem z ust kapłana, posypującego nim głowy wiernych, padają owe znane słowa: „Memento homo, quia pulvis es et in pulverem revertens! – „Prochem jesteś i w proch się obrócisz!”.
Pięknie myśl tę wyraził w połowie XVIII w. ks. Michał Urban Szóstowicz w wierszu, którego fragment przytaczamy:
„Pomnij człecze, że twe plemię
Z ziemi wzięte, pójdzie w ziemię.
Umrzesz i już się nie wrócisz
Proch jesteś i w proch się obrócisz”…
Kitowicz w swym „Opisie zwyczajów i obyczajów w Polsce” podaje wiele zwyczajów, związanych z dniem popielcowym. „Przy kościołach – pisał – studencikowie czatowali na wchodzącą do kościoła białą płeć, której przypinali na plecach kurze nogi, skorupy od jajek, indycze szyje, rury wołowe i inne tym podobne materklasy” (odpadki). Przed przechodzącą niewiastą rzucano na ziemię garnek, napełniony popiołem suchym, przyczem popiół wznoszony w powietrze, okurzał ją od stóp do głowy. Padały wówczas z ust młodzieńca słowa: „Popielec! Mościa Panno!”.
Związały się z Popielcem liczne ludowe przypowieści, z których jedną przytaczamy:
„Gdy w Popielec pogoda, wiosna będzie sucha.
Gdy deszcz –będzie mokra, a jeżeli zimno – będzie zimna”.

Rubryka Z dnia o ciekawostkach:
Śmierć portjera bankowego na posterunku. W portjerce Warszawskiego Banku Dyskontowego przy ul Kościuszki 1. 7, znajdującej się tuż przy bramie, pełnił wczorajszej nocy służbę Juljan Bojko, portjer, liczący 40 lat. Portjer, który pełnił w gmachu służbę strażniczą, od czasu do czasu wstępował do portjerki, gdzie na kuchence gazowej gotował sobie herbatę. Prawdopodobnie zmożony czuwaniem zdrzemnął się, gdy z kuchenki gazowej skutkiem nieustalonej na razie przyczyny począł wydobywać się gaz świetlny, chwile jego były policzone. Gdy wczesnym rankiem jeden z urzędników udając się do biura, nie mógł dodzwonić się w bramie, strażnik „Czuwaj” otworzył ją i wówczas obaj natknęli w portjerce na zwłoki Bojki.
Lwów zalany pomarańczami. Podajemy zestawienie ilości pomarańcz, które przywieziono do Lwowa na teren województwa lwowskiego w czasie od 19 do 26 lutego. Ogółem przywieziono pomarańcz różnego gatunku wagi brutto około 388.000 kg. pakowanych w 8.800 skrzyń. Pomarańcze napływają do Lwowa i na cały teren województw południowo-wschodnich w dalszym ciągu w bardzo dużych ilościach, co winno spowodować zniżkę cen pomarańcz. Już dziś można dostać cztery pomarańcze za 50 groszy. Nie są to owoce w wielkim stylu, ale smaczne i słodkie.
Nadmiar tych pomarańcz zauważyć można… na chodnikach, które stale są zaśmiecane skórkami pomarańczowemi, stanowiącemi pułapkę na przechodniów. Onegdaj na takiej właśnie skórce pomarańczowej poślizgnął się znany artysta-rzeźbiarz p. Kurczyński i złamał nogę.
Skarga 100 nauczycielek. Sto nauczycielek łódzkich zwróciło się do Najwyższego Trybunału Administracyjnego z prośbą o wzięcie ich w opiekę. O co tu chodzi? Chodzi mianowicie o to, że 1 lipca 1933 r. ukazał się okólnik, odmawiający dodatku mieszkaniowego nauczycielkom, których mężowie nie są nauczycielami i pobierają już taki dodatek. W związku z tem samorząd łódzki odmówił wypłaty dodatku mieszkaniowego100 nauczycielkom, które wysłały do N. T. A. zażalenie. Wyrok będzie posiadał charakter zasadniczy także dla innych samorządów.
Plaga kradzieży we wsiach. 26 lutego br. włamali się nieznani sprawcy przez strzechę do komory jednego z gospodarzy w Załężu. Szukając za pieniędzmi, które ów gospodarz otrzymał ze sprzedaży pola i nie mogąc ich znaleźć, złodzieje zabrali w pośpiechu worek mąki oraz 1 kg psiego smalcu. Dochodzenia w toku. Ciekawe, czy złodziejom wyjdzie ten psi smalec na zdrowie!

Wypadek szybowcowy. W szybowcowej szkole w Kulikowie pod Krzemieńcem odbywały się w dniu 4 bm. ćwiczebne loty zimowe, w których to wziął udział kierownik sekcji szybowcowej na okręg wołyński, pilot inż. Walenty Nowacki. P. Nowacki po wzniesieniu się na szybowcu szkolnym na wysokość 200 m, wskutek nagłego podmuchu wiatru, ześlizgnął się na skrzydło i spadł, odnosząc bardzo dotkliwe obrażenia ciała. Szybowiec został całkowicie zniszczony.
W międzywojennej Polsce istniało coś takiego jak Opłata za rower. Cyklistów nowe ceny uderzały po kieszeni: Została w roku bieżącym zwiększona z kwoty 3 sł. 50 gr. do 5 zł., którą należy uiścić w magistracie.

Odrobina uśmiechu (nie tylko dla cyklistów): Na wesoło:
W restauracji – Co macie tu dobrego? – Charakter…
Romantyczna przygoda
– Kiedy byłem w Madrycie, to tam w jednej portowej knajpie zwymyślałem od ostatnich jedną hiszpańską księżniczkę.
– Za co?
– Za to, że ona wcale nie była hiszpańską księżniczką!
Dobry sposób. Ciotka Klocia robi szalik na drutach. Spieszy się straszliwie! Siostrzeniec mówi jej:
– Dlaczego się cioci właściwie tak spieszy?
– Bo – odpowiada ciocia Klocia. – Mam bardzo mało włóczki. Spieszę się żeby skończyć, zanim włóczka wyjdzie!
Z rozmówek małżeńskich. – Tchórz jesteś!
– Ja jestem tchórzem? Ja zrobiłem to, na co nikt się nie chciał odważyć!
– Co?
– Ożeniłem się z tobą!
Została zachowana oryginalna pisownia
Opracował Krzysztof Szymański
Tekst ukazał się w nr 5 (465), 14 – 27 marca 2024
