Koszalińska miłość po polsku

Koszalińska miłość po polsku

W Iwano-Frankowsku (d. Stanisławowie) z wielkim sukcesem przebiegły występy koszalińskiego Teatru Dramatycznego im. Juliusza Słowackiego. Goście odwiedzili Ukrainę po raz pierwszy. Ich spektakl spotkał się z gorącym przyjęciem ze strony publiczności.

 

„Koszalin i Iwano-Frankowsk są miastami partnerskimi, dlatego w ramach współpracy podpisaliśmy umowę o wymianie w dziedzinie kultury, – mówi dyrektor iwano-frankowskiego dramatyczno-muzycznego teatru im. Iwana Franka Rostysław Derżypilski.

 

– Nasi aktorzy jeździli w czerwcu ubiegłego roku do Koszalina na festiwal kultury ukraińskiej „Słodka Darusia”. Wtedy zaprosiliśmy teatr z Koszalina na występy do nas.

 

Bardzo się cieszymy, że nasi koledzy przyjechali, pokonawszy 1100 km w jedną stronę, długo i cierpliwie wystali sześć godzin na granicy, cierpliwie czekając aż celnicy przeglądną rekwizyty”.

W Iwano-Frankowsku siedmioro aktorów i dziesięcioro pracowników sceny przedstawiło mieszkańcom Przykarpacia i gościom spektakl muzyczny pt. „Jesteśmy na wczasach, czyli polska miłość”, według utworów znanego polskiego piosenkarza Wojciecha Młynarskiego. „Piosenki Młynarskiego lubi kilka pokoleń słuchaczy i to nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie, – mówi w wywiadzie dla Kuriera dyrektor bałtyckiego teatru Zdzisław Derebecki. – Nie tylko Polacy je słuchają, bo te piosenki są uniwersalne. Właśnie z tych piosenek reżyser Cezary Domagała stworzył spektakl, w którym prawie nie ma słów – tylko muzyka”.

Spektakl grany jest w Koszalinie już od dwóch lat. Zawsze podobał się widzom. Przywołuje wspomnienia, wielu widzów śpiewa razem z aktorami, u kogoś wywołuje łzy, u kogoś – uśmiech. Dla aktorów i wszystkich, którzy przyczynili się do spektaklu, prawdziwą nagrodą są przeżycia widowni.

W sztuce mowa jest o skomplikowanych stosunkach siedmiorga ludzi – czterech mężczyzn i trzech kobiet, którzy co roku przyjeżdżają do pensjonatu „Biały Orzeł” na wypoczynek. Nie są małżeństwami, ale łączą ich stosunki intymne. Dlatego często pomiędzy nimi wynikają śmieszne i smutne sytuacje, wyrażone przez słowa piosenek. Prawdziwym rodzynkiem spektaklu są dowcipy z okresu socjalistycznej Polski.

Na koniec pan Derebecki wyraził swoje zdanie o miejscu i roli teatru w kulturze: „Często patrzymy na Europę Zachodnią, szukamy języka, którym dotarlibyśmy do serca widza. Naszego widza musimy bawić, nawet mówiąc z nim na poważne tematy. Nie mogę powiedzieć czy polski, czy ukraiński teatr jest lepszy. Jest to po prostu teatr, wielki teatr, który często odwiedzają przyjaciele i wrogowie, mający wiele pytań i szukający ratunku, ale i szukający radości. Spotykamy wszystkich jak starzy rodzice swe dzieci. Ukraińskie teatry często zwracają się do twórczości ludowej, folklorystycznej, poszukiwania narodowego samookreślenia. U nas już dawno tego nie ma. W Polsce poszukują języka, formy i sposobów kontaktu z widzem”.

Sabina Różycka

X