Koniec okupacji 1915

Koniec okupacji 1915 Odznaka wyzwolenia Lwowa (Fot. NAC)

Tego dnia mieszkańcy miasta byli szczęśliwi, a władze wybiły nawet specjalną okolicznościową odznakę z datą 22 czerwca 1915 roku – przed 90 laty zakończyła się rosyjska okupacja Lwowa podczas I wojny światowej.

Józef Białynia Chołodecki, autor wspomnień okupacyjnych, tak opisywał ten okres:

„Z każdym dniem wzrastał niepokój, potęgowało się zdenerwowanie wśród mieszkańców Lwowa, wobec widoku nadlatujących aeroplanów austriackich i niemieckich, ciskania bomb na miasto, wobec sporadycznych wypadków poranień lub śmierci, przechodzącej ulicami cywilnej ludności.

Wywozili równocześnie Rosjanie z budynków rządowych, miejskich, z biur banków i instytucyj, a także i z prywatnych mieszkań, co im tylko podpadło pod rękę. Rewizje, nie tylko w instytucjach ruskich, jak np. w Muzeum im. Szeptyckiego przy ulicy Mochnackiego, w domach Ukraińców i Żydów były na porządku dziennym, lecz także i w mieszkaniach inteligencji polskiej. Senzację wywołało porwanie i wywiezienie na kolej Dr. Aleksandra Czołowskiego, a to na skutek fałszywego donosu o nielojalności jego wobec władz rosyjskich i udziale w tajnej konspiracji. Już go wsadzano razem z innymi brańcami do wagonu, gdy oto nadszedł, ku niemałej konsternacji żandarmów, rozkaz wypuszczenia go na wolność.

Osiągając dobre i łatwe wyniki obław przy sposobności występów muzyk wojskowych, zaaranżowali Rosjanie, na wielką skalę, obławy w niedzielę 30 maja r. 1915. W parku Kościuszki grały trzy muzyki: jedna w pobliżu Stowarzyszenia „Skała”, druga obok restauracji, trzecia obok ulicy Kleinowskiej. Ponadto zgromadziło się, jak zwykle w niedzielę, sporo ludu obok katedry. Zwabiła muzyka słuchaczów i na wały Hetmańskie. Wtem zjawiły się nagle patrole rosyjskie i to nie patrole policyjne lub piesze, lecz patrole kozackie, otoczyły ludność zebraną obok muzyk, zamknęły Rynek i ulicę Halicką, połapały mnóstwo młodzieży różnych warstw społecznych, popędziły ich do kopania wałów lub grobów. Komiczną była afera, jaka miała miejsce przy wyłapywaniu robotników przez niezorientowanych w sytuacji „nadzieratela” i „gorodowego”. Łażąc po kamienicy, weszli do mieszkania, w którem zastali siedzącego w negliżu mężczyznę. Na jego widok zagadnęli go z miejsca przez „ty” i wydali ostry rozkaz, aby się ubierał czym rychlej i szedł do roboty. Osobnik przyjął ich milcząco, wdział na siebie, leżący w pobliżu, uniform pułkownika, a gdy niefortunni delegaci oniemieli z przerażenia, wytrzaskał obu po gębach, kopnął nogą i wyrzucił za drzwi.

Ponura cisza zaległa nad Lwowem w dniu 19 czerwca r. 1915; płoszył ją tylko odgłos strzałów armatnich. Ruch przechodniów zmniejszał się po ulicach, przygasał. Załatwiwszy sprawę dążył każdy ku domowi; zdało mu się, że wśród rodzinnego ogniska zniknie niepokój, że odzyska równowagę umysłu. W tern rozeszła się wieść, że w nocy będą Rosjanie zabierać z mieszkań i wywozić, upatrzonych z góry zakładników. Pierwotna lista desygnowanych zakładników przedłożona hr. Bobrinskiemu przez gradonaczelnika Aleksieja Skałłona, obejmowała 250 nazwisk. Z tych skreślił hr. Bobrinski 100. Faktycznie zdołano zebrać tylko 38, z których jeden umknął z dworca na Podzamczu. O jedenastej przed południem wyruszył pociąg w drogę ku Krasnemu i Brodom, uwożąc 37 brańców, a to: 12 Polaków, 10 Rusinów i 15 Żydów. (Wśród zakładników, którzy dążyli na blisko trzyletnie wygnanie był i Józef Białynia Chołodecki, autor powyższych wspomnień – red.)

Zawitał dzień 22 czerwca r. 1915, dzień osnuty w dymy nocnych pożarów, ale pogodny i pełen błogich nadziei wśród strapionej ludności. Około godziny 9 rano podążył w towarzystwie kozaka oficer rosyjski na wieżę ratuszową, zdjął chorągiew o barwach rosyjskich, zwinął ją i odszedł w milczeniu, a równocześnie znikły chorągwie z drzewca na Kopcu Unii Lubelskiej i na gmachu Namiestnictwa.

293 dni, trwające rządy rosyjskie we Lwowie zakończyły się”.

Atmosferę tych dni oddają opisy prasowe. Kurier Lwowski swe ostatnie „okupacyjne” numery zakończył 9 czerwca. Możemy tam poznać jedynie oficjalne wiadomości z frontu i wydarzenia w mieście. Informacje są bardzo lakoniczne:

W Galicji bitwa trwa, przy czym 2./15. czerwca najbardziej natężone walki toczyły się między Sanem a Lubaczowem i w rejonie Krakowca.

Na froncie dniestrzańskim w nocy na 3./16.czerwca w sekcji między rzekami Tyśmienicą a Stryjem nieprzyjaciel został odparty i cofnął się w nieładzie. Ogółem nad Dniestrem pod Żurawnem w ciągu 1.-2./14.-15. czerwca wzięliśmy do niewoli 202 oficerów i 8.544. szeregowców, zabraliśmy 6 dział, 21 karabinów maszynowych, jaszczyki z pociskami i inną zdobycz. Nieprzyjaciel 2./15. czerwca przeprawił się przez Dniestr ponad Niżniowem i poniżej tego miasta. Oddziały, które przeprawiły się poniżej Niżniowa, znieśliśmy, tamte ponad Niżniowem powstrzymaliśmy w ofensywie. Walka trwa.

Lwów bez prezydentów. Onegdaj w godzinach południowych zmuszeni byli miasto nasze opuścić wszyscy trzej prezydenci, trzej najlepsi jego opiekunowie.

Wśród całej niedoli, jaką niesie nam z sobą wojna, nowym ciosem uderzającym w samo serce miasta, staje i ten wyjazd – zwłaszcza wyjazd ukochanego przez całą ludność prezydenta Rutowskiego, który był jej i najmędrszym ojcem i jakby najczulszą matką także. Mądrze ster trzymał w czas złowieszczej burzy, ratując tonących, podając na wszystkie strony pomocną dłoń. Całe miasto zasiał instytucjami ratunkowymi, o nikim nie zapomniał. Na każdą biedę – znajdował doraźny ratunek, na każdą potrzebę środek zaradczy, w podziw wprawiając miękkością serca, siłą, hartem i wprost genialną sprężystością umysłu.

Śmiało też powiedzieć można, że dzięki jemu i jego towarzyszom pracy nasze miasto ni głodu ni chłodu nie zaznało. I nie w przenośni. Ale dosłownie powiedzieć można, że całe miasto płacze dziś po nim, a wśród pragnień – a pragnień ma wiele – jedno z gorętszych, by ujrzeć go znowu jak najprędzej u steru nawy miejskiej.

Prezydent miasta, dr. Rutowski, opuszczając Lwów, powierzył dalsze kierownictwo miasta dyrektorowi magistratu, p. Bolesławcowi Ostrowskiemu. który jako długoletni urzędnik magistratu, zna doskonale stosunki naszego miasta.

Palenie wsi (Fot. NAC)

Z terenów dopiero co wyzwolonych napływają alarmujące wieści.

Zgliszcza i ruiny. Stosownie do najnowszych rozkazów, armia rosyjska, cofając się, zostawia za sobą zgorzeliska wsi i miasteczek. Z rozkazu oficerów palą żołnierze chaty, stodoły, sterty i wiatraki. Zboże na pniu jedno pozostaje niezniszczone. Chyli się dalej pod wiatru powiewem – lecz z siedzib ludzkich nie zostało i śladu. U studzien pozrywano łańcuchy i potopiono wiadra.

Tej taktyki trzymały się wojska rosyjskie, gdy na wiadomość o wzięciu Lwowa przyszło im się cofać z 22. na 23. czerwca. Od legionisty, przybyłego z owych stron, otrzymaliśmy o tej niszczycielskiej akcji następujące szczegóły.

Rosjanie częściowo spalili wieś Wyżnicę w olbrzymiej większości. Doszczętnie zgorzało też miasteczko Urzędów. Ocalało zrazu parę domów, lecz patrole rosyjskie wróciły, by i te spalić. Zażądały przedtem od każdego domu tytułem okupu po ośm rubli. Właściciele chętnie żądane kwoty wypłacili, to ich jednak nie uratowało od utraty dachu nad głową. Żołnierze, schowawszy ruble, domy podpalili.

Maltretowano ludność i w inny sposób. Niepokojono ją wieścią, iż wszyscy mężczyźni od 18 do 55 roku życia będą przez „germańców” wywiezieni. Pędzono ją nahajkami, zabrawszy poprzednio bydło i nie zapłaciwszy za nie. Wystraszona ludność kryła się po lasach, wiklinach i jarach, gdzie przesiadywała w ukryciu nieraz i dwa tygodnie.

Uchodźcy (Fot. east.news)

Jednym z pierwszych obwieszczeń nowej – czy raczej starej – władzy było:

Namiestnik Galicji dr. Korytowski otrzymał na skutek swej prośby zwolnienie z urzędu, a generał piechoty Hermann Collard zamianowany został namiestnikiem Galicji. To zarządzenie stoi w bezpośrednim związku z postępami wojskowej ofensywy w Galicji i z odzyskaniem znacznej części, kraju koronnego, który przez wiele miesięcy był widownią inwazji rosyjskiej.

Nowo mianowany naczelnik kraju, jakkolwiek wojskowy z zawodu, nie łączy z swoim urzędem żadnych funkcji wojskowych lecz otrzymuje jedynie ten zakres działania, jaki miał jego poprzednik, i jest wobec ministerstwa odpowiedzialny za zgodne z ustawami wykonywanie swego urzędu.

Wśród dowodów najwyższej łaski ustępuje dr. Korytowski ze stanowiska, któremu w najcięższych li czasach poświęcił ofiarnie swe najlepsze siły. Cesarz zastrzegł sobie ponowne użycie osoby dr. Korytowskiego do służby.

W kolejnym dniu mamy już „Obwieszczenie powołania do armii C.K. i Kr. Węg.”

Na podstawie Najwyższego zarządzenia zapowiedzenia całego c.k. i kr. węg. pospolitego ruszenia zostają wszyscy pospolitacy urodzeni w latach 1873 do 1897 włącznie, którzy nie pełnią jeszcze dotąd służby w armji wspólnej, marynarce wojennej, obronie krajowej, lub nie służą przy żandarmerii albo w pospolitym ruszeniu, pociągnięci do służby z bronią w pospolitym ruszeniu, o ile przy przeglądzie za zdatnych do tego uznani zostaną.

Jawienie się do czynnej służby. Kiedy i gdzie uznani za zdatnych mają stanąć do czynnej służby, dowiedzą się o tem przy przeglądzie. Uznani za zdatnych przy, dodatkowym przeglądzie mają narukować w przeciągu 48 godzin po ich przeglądzie.

Zaniechanie albo spóźnienie narukowania karanem będzie w myśl wymienionej wyżej ustawy.

Z frontu na Galicji w tym czasie sucho donoszą:

We Wschodniej Galicji koło Sokala rozgorzały na nowo zacięte walki. Nieprzyjaciel stawia jak najzaciętszy opór. Oddziały armii arcyksięcia Józefa Ferdynanda wyparły Rosjan po uporczywych zmaganiach z wielu pozycji. Straty przeciwnika znaczne. Wczoraj podana liczba jeńców, zabranych przez armię arcyksięcia, wzrosła do liczby 8.000.

Łupy wojenne do 15 karabinów maszynowych i 4 jaszczów amunicyjnych. Także dalej na wschód ku rzece Bug wtargnęły austro-węgierskie i niemieckie wojska na wielu miejscach do nieprzyjacielskich pozycji. Nad górnym Bugiem zdobyły węgierskie pułki atakiem przyczółek mostowy Dobrotwór na północ od Kamionki Strumiłowej. Nad Złotą Lipą i nad Dniestrem położenie bez zmiany.

Na łamach prasy za to są obszerne dane z frontów bałkańskiego, włoskiego, francuskiego i z terenów działań armii niemieckiej przeciwko Rosjanom. A we Lwowie zaczyna się życie pokojowe: ogłoszona jest możliwość powrotu uchodźców na tereny wyzwolone spod okupacji rosyjskiej:

Wychodźcy otrzymają legitymacje i wolne bilety jazdy. Po powrocie do kraju otrzymają oni w miejscu zamieszkania zapomogi przez cztery tygodnie.

Powrót nastąpić ma w przeciągu 3 tygodni. Cała rodzina wracać ma razem.

Wracając do zrujnowanych i spalonych domów ludzie od nowa budowali swoje życie, nie przeczuwając, że za pięć lat znów wrócą Rosjanie – tym razem jako „czerwona zaraza”. Okropności nowej wojny, już o wiele bardziej bezwzględnej i brutalnej, przetoczą się znów przez ich z takim trudem odbudowane domy i pochłoną nowe ofiary.

Tym razem spoczną one jednak na ołtarzu odrodzonej Ojczyzny.

Opracował Krzysztof Szymański
Tekst ukazał się w nr 12 (232) 30 czerwca – 16 lipca 2015

X