Kijowscy Polacy na Majdanie

Kijowscy Polacy na Majdanie

Wojciech Jankowski rozmawia z Wiktorią Radik, prezes Stowarzyszenia Polaków „Zgoda” z Kijowa.

Gdy byłem na Majdanie, to za każdym razem spotykałem kogoś z biało-czerwoną flagą. Byli to członkowie pani Stowarzyszenia.
Jak tylko zaczęły się protesty, od razu postanowiliśmy dać polski akcent. Traktowałam to tak, że ludność ukraińska nie składa się jedynie z Ukraińców. Przedstawiciele 123 narodowości zamieszkują Kijów. Polska społeczność jest dość liczna i musimy pokazać naszą obecność na Majdanie i wsparcie dla tego ruchu.

Drugim celem było to, żeby pokazać gościom z Polski, odwiedzającym Majdan, że są tu Polacy i można liczyć na naszą pomoc.

Czy ktoś prosił o pomoc?
Tak. Zdarzyło się, że na Majdan przyjechało kilku studentów Uniwersytetu Jagiellońskiego z Krakowa. Studiują ukrainistykę. Nie byli absolutnie przygotowani na te warunki. Mieli za sobą kilka nieprzespanych nocy. Dziewczyna znalazła schronienie u mnie. Nakarmiłam ją i miała gdzie się przespać i umyć. Chłopak chciał zobaczyć jak najwięcej, ale zmęczenie i jemu dało się we znaki – przewrócił się na ruchomych schodach i potłukł twarz. Został zabrany do szpitala, ale wszystko skończyło się dobrze i wrócili szczęśliwie do siebie.

Ludzie podchodzili do nas, Polacy z różnych stron Ukrainy – Charkowa, Czerniowiec, Lwowa, Tarnopola. Podchodzili do nas i mówili, że dobrze że tu jesteśmy i wspieramy Majdan.

Jak często bywacie na Majdanie?
Staramy się codziennie. Mamy dyżury, aby pogodzić to z naszymi codziennymi zajęciami.

Kiedyś stałem obok i chyba w 15 minut podeszło do pani z 10 osób i pytało skąd jesteście?
Tak jest cały czas. Bo gdy rozpoczęły się protesty, to odbierano nas jako wsparcie Europy w dążeniach Ukraińców. Teraz, gdy zmieniła się sytuacja i są inne wymagania zawsze serdecznie się do nas odnoszą i pomagają. Spotykaliśmy się z polskimi zespołami, które odwiedzały Majdan.

O czym pomyślała Pani na wiadomość, że ludzie zbierają się na Majdanie?
Pomyślałam, że dzieje się tak jak przed 20 laty, gdy robiliśmy łańcuch przyjaźni pomiędzy Wschodem i Zachodem – lewym i prawym brzegiem Dniepru. Staliśmy w tym łańcuchu od polskiej ambasady w Kijowie przez Żytomierz do granicy Polski za Lwowem. Chcemy, żeby wolna i niepodległa Ukraina żyła tak jak cała Europa. Marzymy o tym przez te 20 lat. Mamy nadzieję, że los się do nas uśmiechnie i będziemy w jednej Europie, nie będzie granic i będą ludzkie i chrześcijańskie stosunki pomiędzy nami.

Z czym była związana przerwa w odwiedzinach Majdanu?
Związana była z obchodami świąt Bożego Narodzenie i Nowego Roku, który, zresztą, spotykaliśmy na Majdanie. W tym okresie corocznie koncertuję z polskimi kolędami, organizuję koncerty, chóry, solistów. Jest to swego rodzaju popularyzacja polskich kolęd.

W tym roku zostałam zaproszona do polskich wiosek na Żytomierszczyznę. Nie chciałam, żeby były to same koncerty, chciałam odwiedzić te wioski, porozmawiać z mieszkańcami. Gościliśmy w pięknym kościele w miejscowości Romanów, a przy okazji odwiedzałam okoliczne wioski, np. Czerwone Chatki. Są to bardzo piękne i malowniczo wśród lasów położone wioski. Są tam msze po polsku i wiele młodzieży odwiedza nabożeństwa. Pięknie śpiewają. Byłam też w Sobołówce, maleńkiej wiosce zagubionej wśród lasów. Nie ma tam kościoła, a jedynie kaplica. Tam też wiele osób przyszło na nasz koncert. Do tych miejscowości artyści nie przyjeżdżają.

Byłam też w Obuchowie. Jest to duże miasto pod Kijowem. Miejscowym kościołem opiekują się oblaci. Nie ma tu mszy po polsku. Nasz koncert został bardzo dobrze przyjęty, bo ludzie chcą słyszeć słowo polskie i kolędy śpiewali razem z nami. Były to bardzo proste, ale wzruszające spotkania.

Myślę, że artysta powinien przychodzić do ludzi w takich miejscowościach i dla nich śpiewać od serca, a nie za ogromne honoraria, jak nasze gwiazdy. Takie występy są serdecznie przyjmowane i pozwalają ludziom utrzymywać pewien poziom intelektualny. My też uczymy się od nich serdeczności, która w dużych miastach zanika.

(Fot. Wojciech Jankowski)Jest różnica pomiędzy Kijowem i tymi miejscowościami?
Jest różnica. W miastach zdarza się, że nie znasz sąsiadów. Mieszkam w 12-pietrowym bloku, który ma 16 klatek. Mieszka tam ponad 5 tys. osób i nie sposób ich znać. W takiej wiosce, gdzie jest kilkadziesiąt gospodarstw, wszyscy się znają i mają sobie dużo do powiedzenia. Tam życie jest prostsze.

Czy dużo jest Polaków w Kijowie, Obuchowie?
Nie wiem ile jest Polaków w Obuchowie. Znam tylko pojedyncze osoby. A w Kijowie mamy osiem stowarzyszeń Polaków. Każde z nich zajmuje się swoim zakresem działań. Moje Stowarzyszenie „Zgoda” opiekuje się miejscami pamięci narodowej. A jest ich w Kijowie sporo. Przed 20 laty zaczęliśmy opiekować się polskimi grobami na Bajkowskim cmentarzu. Cmentarz został założony w 1846 roku przez rosyjskiego generała Bajkowa, jego kwatery zostały podzielone według wiary i do dziś są tu kwatery rosyjska, polska, żydowska i luterańska. Na kwaterach polskich jest ponad 3 tys. grobów. Wiele z nich ma inskrypcje po polsku. Opiekujemy się 360 grobami, bo nie jesteśmy w stanie uporządkować więcej. Ustawiamy tam tabliczki informujące, że mogiła jest pod opieką Stowarzyszenie „Zgoda”. Pomaga to utrzymać groby w porządku. Bardzo wiele grobów zostało zniszczonych, szczególnie w latach 50-70. XX wieku, gdy urządzano tam nowe pochówki.

Kto ze znanych Polaków został tam pochowany?
Staramy się dowiedzieć w archiwach, kto został tam pochowany. Naszym zadaniem jest też dokumentowanie polskich śladów w Kijowie. Polacy byli już tu mniej więcej od XII wieku. A w XIX wpisali się w historię miasta: profesorowie Uniwersytetu Kijowskiego, Politechniki, literaci (poeta Włodzimierz Wysocki – „ostatni lirnik polski z Ukrainy”), artyści (malarz Wilhelm Kotarbiński, spod jego pędzla wyszły malowidła w soborze św. Włodzimierza, jego grobu szukaliśmy przez cztery lata), archeolog Józef Chojnowski, założyciel prywatnego muzeum, wydawca Leon Idzikowski, drukujący książki po polsku, drukował utwory Mikołaja Łysenki, są także architekci, przemysłowcy. W Kijowie były całe dzielnice polskie.

Obecnie przygotowałam wystawę „Polskie akcenty Kijowa”, na którą złożyły się fotogramy 90 miejsc związanych z Polakami.

Są jeszcze groby legionistów.
Tak, oczywiście. To też nasza wielka praca. W 1994 roku przypadkowo poznaliśmy panię Marię Bońdziuk, która powiedziała nam, że pamięta z dzieciństwa jak jej rodzina opiekowała się grobami żołnierzy polskich z 1920 roku. Było tam 114 mogił z krzyżami i tabliczkami, pomnik i kaplica. Za to zresztą w latach późniejszych rodzina była represjonowana (lata trzydzieste) i zesłana do Kazachstanu. Wróciła tylko ona. Pokazała nam to miejsce, które było pierwotnie ogrodzone, a obecnie pozostały jedynie słupki. Odnowiliśmy tę kwaterę.

Wojciech Jankowski
Tekst ukazał się w nr 2 (198) za 31 stycznia – 13 lutego 2014

 

Zobacz na TV Kurier Galicyjski:

 

Majdan. 19.01.2014

 

Polski hymn Majdanu

X