Jubileusz z łezką w oku

Jubileusz z łezką w oku

Każdy jubileusz jest okazją do pewnych podsumowań, przedstawienia dorobku, analizy działalności, odznaczenia zasłużonych. Dziesięć lat działania szkoły plastycznej „Wrzos” – to niby niezbyt długi okres, ale można już zmierzyć wyniki.

Poddasze „Własnej Strzechy” przy ul. Rylejewa 9 specjalnie udekorowano na uroczystość, na ścianach jedna przy drugiej, prace uczniów szkoły plastycznej. Są i sami „uczniowie” – poznać ich można po kolorowych odznakach na ubraniach. Odznaki, oczywiście, są w kolorze wrzosowym. Dziesięć lat temu przyszli po raz pierwszy na zajęcia plastyczne, nie byli już dziećmi. Często nie byli to nawet ludzie młodzi, przychodzili aby spotkać się z przyjaciółmi, a przy okazji rozwinąć swoją pasję z lat młodości. Trafili w dobre ręce, zajęcia prowadziła wspaniała nauczycielka, profesor Lwowskie ASP Irena Strilciw. Nauczyć można dzieci w przedszkolu, a do ludzi w starszym wieku trzeba znaleźć szczególne podejście, to właśnie pani Irenie udało się najlepiej.

Jej metoda „wychowawcza” polegała na tym, że nikogo do niczego nie zmuszała. Podpowiedziała, poprawiła proporcje, zwróciła uwagę na kolorystykę i kompozycję. Dzięki Irenie Strilciw, sami tego nie zauważając, uczniowie stali się „studentami ASP”.

Zaprzyjaźnili się, polubili, a sprzyjały temu wspólne wyjazdy na plenery do Polski, Jazłowca czy do miejscowości Polana, gdzie Irena Strilciw miała swoją „daczę”. Talenty dobrze poprowadzone zaczęły owocować coraz lepszymi pracami. Pojawiły się pierwsze wystawy prac uczniów szkoły: Jolanty Szymańskiej, małżeństwa Tajnerów, Teresy Gugi, Jerzego Komorowskiego i innych. Prace, które można było tu zobaczyć, były dziełami w pełnym tego słowa znaczeniu: dojrzałe, ze wspaniała kolorystyką i kompozycją. Prace te ozdobiły ściany poddasza Własna Strzecha podczas jubileuszu.

Irena Strilciw podczas uroczystych obchodów (Fot. Krzysztof Szymański)Niestety, Irena Strilciw z powodów rodzinnych nie będzie mogła kontynuować zajęć w szkole „Wrzos”. Jak każda nauczycielka, która rozstaje się po 10 latach ze swymi podopiecznymi Irena Strilciw odczuwa smutek. Dało się to wyczuć podczas jubileuszu. Mimo, że pani Irena nadrabiała miną i starała się dowcipnie i z humorem prowadzić jubileuszowe spotkanie z miłośnikami twórczości uczniów szkoły, to jednak łza kręciła się w jej oku. Szczególnie, gdy uczniowie obdarzyli ją prezentami i słowami wdzięczności. Irena Strilciw zżyła się ze swymi uczniami i chwile rozstania starała się im umilić: przygotowała dla każdego dyplom i postarała się o wydanie okolicznościowej kroniki na 10 lecie istnienia szkoły plastycznej „Wrzos”. Wspaniałe wydanie, bogato ilustrowane obrazami uczniów, z opisem najważniejszych wydarzeń z każdego minionego roku, plenerów, w których brali udział i listą osób, które były uczniami szkoły. Jest to piękna pamiątka nie tylko dla samych słuchaczy i pani Ireny, ale dla wszystkich miłośników ich twórczości.

Jak przystało na jubileusz, był urodzinowy tort ze świeczkami, wino, soki, ciasteczka i cukierki. Ale nawet ich słodycz nie mogła zagłuszyć goryczy rozstania. I również pozostał pewien niesmak, że dziesięcioletnia praca Ireny Strilciw na niwie krzewienia kultury polskiej nie znalazła uznania w oczach polskich towarzystw i instytucji.

Krzysztof Szymański
Tekst ukazał się w nr 22 (194) za 29 listopada–16 grudnia 2013

X