Jesteśmy omylni pl.freepik.com

Jesteśmy omylni

Na stronie internetowej Ambasady Federacji Rosyjskiej w Polsce pojawił się tekst niepublikowanego jeszcze wywiadu ambasadora Siergieja Andriejewa dla tygodnika „Do Rzeczy”, będący zbiorem propagandowych haseł, które od dwóch miesięcy zna już chyba cały świat. Na pytania Piotra Włoczyka ambasador w zasadzie nie udziela odpowiedzi, ale też ma chyba inny cel: wypełnia postawione przed nim zadanie i utrwala oficjalny przekaz.

Pytany, dlaczego rosyjskie wojsko tak źle radzi sobie w konfrontacji z armią ukraińską, Andriejew mówi o przebiegającej zgodnie z planem operacji specjalnej, mającej na celu ochronę mieszkańców Republik Ludowych Donieckiej i Ługańskiej, „demilitaryzację i denazyfikację Ukrainy, zapewnienie jej neutralnego statusu oraz zabezpieczenie praw jej ludności rosyjskojęzycznej”. Podkreśla przy tym, że są to zadania wyznaczone przez Putina, co możemy odczytywać jako wskazanie jednoosobowej odpowiedzialności prezydenta Federacji Rosyjskiej za to, co dzieje się dziś nad Dnieprem i jest to akurat bardzo ciekawy wątek. Z jednej strony w tych słowach pobrzmiewa uniżenie wobec Putina, z drugiej są wyrazem pewnej ostrożności. Brzmi to trochę tak, jakby dyplomata zabezpieczał się przed zarzutami, jakie może usłyszeć po przegranej przez Rosję wojnie i budował sobie alibi. Przypomni wówczas, że od początku był przeciwny tej agresji, winien jest jej tylko jeden człowiek, a że mówił to, co mówił? Cóż, taka rola ambasadora.

I choć mamy nadzieję, że taka interpretacja jest właściwa, to nie możemy żyć złudzeniami, jakimi karmi się dziś wiele osób komentujących to, co dzieje się na Ukrainie. Każde, najdrobniejsze nawet zwycięstwo, każda porażka Rosjan, przyjmowane są nie z wyważonym zadowoleniem, a z entuzjazmem godnym końca wojny. Jeśli wziąć pod uwagę potrzebę budowania morale, to takie reakcje są ze wszech miar pożądane. Ale jeżeli mamy rozsądnie przygotowywać się do dalszych zmagań zbrojnych, nie wolno tracić czujności i lekceważyć wroga. Również w przestrzeni informacyjnej.

W dalszej części rozmowy Andriejew akcentuje domniemaną przewagę Rosjan nad Ukraińcami, ale też to, że nie walczą oni z ludnością cywilną w „bratnim kraju”, przeciwstawiając tę postawę amerykańskim działaniom w Syrii czy Iraku. Dodaje przy tym bajki o radosnych powitaniach agresora i chętnym włączaniu się ludności Donbasu w odbudowę pokoju, rusofobicznych działaniach rządu w Kijowie i tę o działaniach państw zachodnich, dozbrajających Ukrainę i przekształcających ją w „antyRosję”.

Tego rodzaju symetryzm obecny jest w wielu dostępnych w Internecie materiałach, a stawianie znaku równości między działaniami żołnierzy USA czy NATO, a zbrodniami, jakich dopuszczają się dziś Rosjanie, jest powszechnym zabiegiem bazującym w dużej mierze na emocjach, ale też na niedostatecznej wiedzy. Mało kto chyba pamięta, że gdy w 2011 r. Syryjczycy wyszli na ulice, to po to, by protestować przeciwko autorytarnym rządom Baszara al-Asada – człowieka, którego reżim wspierały m.in. Iran i Rosja, bombardująca w Syrii także cele cywilne i mająca na sumieniu śmierć wielu obywateli tego kraju. O tym porównujący działania Kremla do tych prowadzonych przez państwa NATO nie wspominają.

Poza półprawdami interesującym sposobem na uwiarygodnienie przekazu jest przepuszczenie go przez drogę podobną do tej, jaką pokonują agenci – nielegałowie, których naturalizacji dokonuje się etapami, przerzucając ich przez różne miejsca na Ziemi. Przykładem takich zabiegów jest popularność materiału, w którym wypowiada się amerykańska dziennikarka Lara Logan. Prawdopodobnie niewiele osób sprawdzi, kim ona jest, a tymczasem trudno mieć zaufanie do rzetelności osoby stawiającej znak równości pomiędzy specjalistami walczącymi z COVID-19, a nazistowskimi oprawcami, która po kłamstwach w materialne dotyczącym sytuacji w Libii w 2012 r. opuściła CBS News. Ponadto Logan snuje opowieści o laboratoriach broni biologicznej na Ukrainie, okultystach w Azowie i satanistycznych teledyskach Zełenskiego, porównując zbrodniarzy sądzonych w Norymberdze z „nazistami” na zachodniej Ukrainie, sponsorowanymi jej zdaniem przez CIA.

Kuriozum to wpisuje się w atrakcyjny dla wielu osób trend będący hybrydą teorii spiskowych i wiedzy tajemnej, udostępnianej w tym przypadku przez osobę kryjącą się pod pseudonimem „aron jasnowidz”. Zgodnie z taką narracją prawda jest tuszowana przez tajemnicze siły sterujące światem, a ci, którzy mają odmienne zdanie, to sabotażyści. Niestety, takie treści nie wszystkim wydają się niedorzeczne, tym bardziej, że na portalach informacyjnych prognozy wróżbitów publikowane są tuż obok tekstów analitycznych.

Trudno się zatem dziwić, że niektórzy zatracili zdolność odróżniania prawdy od fikcji, szczególnie, że specjaliści od dezinformacji wiedzą, jak kłopotliwe bywa oddzielenie racjonalnej oceny wydarzeń od emocji, a te są nieustannie podsycane nie tylko za sprawą informacji, ale przede wszystkim dyskusji, w tym tych inspirowanych przez trolle. Doskonałym pretekstem do takich sporów jest m.in. przypominanie tragicznych kart z historii, takich, jak Wołyń.

Nie zapomina o tym ambasador Andriejew. Wie doskonale, że jego przekaz adresowany jest do Polaków i że wieloletnie zabiegi propagandystów przedstawiających Ukrainę jako kraj „banderowski” padły w Polsce na podatny grunt. Dlatego dyplomata dobitnie podkreśla, że to „ukraińscy neonaziści – godni spadkobiercy” ludzi odpowiedzialnych za Wołyń, torturują niewinne ofiary i dokonują brutalnych mordów, a nie jego rodacy. Także śmierć niewinnych ludzi przypisuje żołnierzom z batalionu „Azow” i wojskom ukraińskim, które mają „używać cywilów jako żywych tarcz” i niszczyć własne miasta.

Te kłamstwa też nie są żadną nowością, ale raz jeszcze należy podkreślić, że w polskiej dyskusji toczącej się w Internecie coraz częściej padają słowa poddające w wątpliwość ukraińskie doniesienia. Stawiane są pytania, czy aby na pewno w Buczy wydarzyło się tyle złego, jaka w tym rola samych Ukraińców, a na stronach prawicowych pojawiają się wpisy mające równoważyć skalę rosyjskich zbrodni, przypominające o mordach UPA. Andriejew doskonale wie, że słowo „banderowiec” budzi w wielu Polakach negatywne skojarzenia i nie ma znaczenia, w jakim kontekście jest dziś osadzone. Ważne, że wybrzmiewa i przekreśla sens pomocy ludziom, którzy naprawdę jej potrzebują

Nie wiemy, czy wywiad ukaże się w takiej formie, w jakiej opublikowano go na stronie ambasady. Jeśli tak, to pewne wątpliwości budzi fakt, że dziennikarz przyjmuje bezkrytycznie odpowiedzi Andriejewa i nie opatruje ich komentarzem, nie zadaje też pytań uszczegóławiających, przez co możemy odnieść wrażenie, że w pełni podziela poglądy Rosjanina. Miejmy nadzieję, że finalnie czytelnicy zapoznają się z obiektywnym i rzetelnym tekstem, ale co, jeśli tak się nie stanie? Czy w obecnej formie rozmowa ta jest szczególnie istotna lub niebezpieczna?

Wydaje się, że nie bardziej, niż inne publikacje pojawiające się w polskich mediach, a wywiad umieszczony na stronie placówki dyplomatycznej zapewne przejdzie bez większego echa, gdyż niewiele osób poszukuje w tym miejscu informacji. Nie mniej całość powinna niepokoić o tyle, że większość czytelników nie zdaje sobie trudu, by weryfikować dostępne treści, a tym samym słowa ambasadora stają się pożywką dla tych, którzy świadomie, bądź nie, rozpowszechniają prorosyjską narrację. Ponadto brak polemiki budzi obawy o standardy polskiego dziennikarstwa i skalę dezinformacji, jaką jesteśmy karmieni, a im więcej jej będzie, tym trudniej będzie zachować wobec niej czujność.

Od lat widzimy narastający problem ze zrozumieniem wagi informacji i ich interpretacją, a odkąd powszechnie dostępny stał się Internet czujemy się wręcz w obowiązku komentować to, co czytamy, zasłaniając się przy tym często wolnością słowa, postrzeganą jako wolność do własnej, ale już nie cudzej wypowiedzi. W zalewie tych wszystkich treści krytykujemy rządy za opieszałość czy brak wsparcia militarnego dla Ukrainy nie mając świadomości tego, że o skali prawdziwej pomocy nie powinniśmy wiedzieć, za to powinniśmy widzieć jej efekty. Nie powinien też dziwić brak informacji o tym, co dzieje się na froncie, gdyż w interesie wojska leży troska o ograniczenie wycieku jakichkolwiek danych, a żądanie od osób, od których zależy los wojny, by relacjonowano ją krok po kroku, jest niemożliwe do spełnienia. Podobnie nierealne jest oczekiwanie, że wirtualne bańki, w jakich żyją inni ludzie, będą identyczne z naszą, wykreowaną przez algorytmy karmiące się setkami przeczytanych przez nas artykułów, zakupami online, podsłuchanymi rozmowami. Czytając o tragedii Buczy czy walkach o Mariupol nie zauważamy, że każdej publikacji towarzyszą reklamy i że poruszamy się w świecie, w którym ktoś komuś płaci za nasz czas i nasze przekonania i może dlatego tak bardzo dziwimy się, że świat, w którym żyją dziś Rosjanie, różni się od naszego.

Rosjanie karmieni są fałszywymi informacjami podobnie jak my, obywatele świata, o którym Andriejew z przekąsem mówi „cywilizowany”. Mieszkańcy Wołgogradu czy Moskwy wierzą, że przed 9 maja ich armia zdobędzie Kijów, a Ukraińcy zostaną wyzwoleni spod jarzma faszystowskiego rządu. Mieszkańcy Warszawy ufają, że Rosją rządzą idioci, a FSB jest tak nieudolna, że fingując spisek ukraińskiego SBU na życie Władimira Sołowiowa, podpisuje dokumenty nie imieniem i nazwiskiem, a słowami „podpis nieczytelny”. Nawet, jeśli rzeczywiście tak jest, nie można wyciągać wniosku, że wojna jest już wygrana. To, że w stronę zatopionego krążownika „Moskwa” posłano zwodowaną w 1913 r. „Kommunę” nie dowodzi, że Kreml zaniechał użycia broni chemicznej czy przestanie straszyć atomem. Dziś mylimy się wszyscy, tkwiąc w bańkach zbudowanych przez algorytmy, ale przede wszystkim przez naszą własną ignorancję.

Agnieszka Sawicz

Tekst ukazał się w nr 8 (396), 29 kwietnia – 16 maja 2022

Prof. dr hab. Agnieszka Sawicz pracuje na Wydziale Historycznym Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, a z Kurierem Galicyjskim współpracuje od 2009 r. Zajmuje się historią współczesnej Ukrainy, polityką rosyjską i z pasją śledzi wszelkie fałszywe informacje. Lubi irlandzką muzykę, gorzką czekoladę i górskie wyprawy. Od 2013 r. jest też etatową wiedźmą, autorką ukazujących się w wirtualnej przestrzeni „Zapisków Wiedźmy”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

X