Gazetę Poranną z ostatnich dni listopada 1925 r. zdominowały informacje o zgonie Stefana Żeromskiego.
21 listopada większość prasy polskiej umieściła oficjalny nekrolog.
+
Stefan Żeromski
Warszawa, 20. listopada. Godz. 12. w południe. Około godz. 11 tej zmarł tu Stefan Żeromski
w mieszkaniu swem na Zamku Królewskim skutkiem paraliżu serca, wywołanego przepracowaniem
i długoletnią chorobą płuc, która w ostatnich czasach przejawiała się nieustannymi atakami gwałtownej
dusznicy. Wieść momentalnie rozbiegła się po całej Warszawie i pogrążyła ją w najgłębszej żałobie.
Gazeta zamieściła również artykuł redakcyjny, autorstwa dr. Henryk Balka, zaczynający się słowami: Jak grom spadła nieoczekiwanym bolesnym ciosem na Polskę wieść, iż Stefan Żeromski zakończył życie. Umilkło „corardens” naszego pokolenia, grążac w żałobie rodaków – zgasł duch czysty, jasny i świetlany, co blaskiem prawdy opromieniał drogi sumienia narodowego – odszedł ku wiecznemu ognisku Miłości ten, co jak magnes, za życia zawsze się ku niemu kierował. Dostojnemu Przewodnikowi naszych dusz, boskiemu Kapłanowi Piękna, niezrównanemu Mistrzowi Słowa, Wielkiemu Budowniczemu Mowy Ojczystej chylimy się wszyscy w kornym pokłonie.

Dalej następuje przypomnienie drogi życiowej Zmarłego i jego twórczości. A kończy się tekst słowami:
Ten człowiek, płonący nieustannym żarliwym ogniem Uczucia, był zarazem wielkim – Artystą. Magnus Parens współczesnej literatury polskiej – tchnieniem swej wielkiej indywidualności artystycznej owiał plejadę młodszych pisarzy, co poszli drogą wskazaną przez mistrza…
Jeśliby chcieć w zwartem określeniu zamknąć istotę artyzmu Żeromskiego, to pomimo, iż pozostawił w spuściźnie tylko dzieła epickie i dramatyczne – był on par excellence lirykiem. I stąd wynika twierdzenie paradoksalne na pozór: Żeromski, artysta, najczulej słuchający głosu wewnętrznego, dążący z niezwykłą wprost uczciwością do prawdziwości ekspresji – jest jednym z najbardziej subjektywnych autorów polskich…
Dlatego w zapędzie rozpłomienionego uczucia nie raz może nie jedno przecenił, nie jedno zlekceważył… Dziś jednak milkną głosy krytyki. Błędy bowiem płynące z miłości są równie cenne, jak kroki szczęśliwe i udałe… Trzeba przytoczyć do nich tę miarę, na którą zasługują – miarę serca.
Żeromski na nią całkowicie i zupełnie – ZASŁUŻYŁ.

Wielką narodową stratę poetycko ujął Henryk Zbierzchowski.
Na zgon Stefana Żeromskiego
Byłeś jak dzwon
O ścianach ze spiżu,
O sercu ze złota,
(Wykuła go tęsknota
Na cierpień krzyżu).
A serce to biło
Przez tyle lat
Polsce na trwogę,
Ludziom na czyn.
Kto zgubił drogę,
Kto w drodze padł
Na głazie win,
Tego dopadał
Dzwoniący spiż
I znów się dźwigał
Ku gwiazdom wzwyż,
Ku Polsce wzwyż.
Gdzież teraz na polskim tanie
To cudne granie?
Gdzież ten krzepiący ton
Z czystego złota,
Z dzwonnego spiżu?
Skąd ta cisza, o Chryste?
Pękło serce dzwonu złociste
I umilkł dzwon.
(Zabiła go tęsknota
Na cierpień krzyżu).
W kolejnych numerach Gazeta opisuje też ostatnie chwile Pisarza…
Zmarł nagle, bez cierpień, na Zamku Królewskim
Cały kraj śledził z powagą i niepokojem przebieg jego choroby i z ulgą odetchnął na wiadomości o polepszeniu o tyle, iż kilku lekarzy samochodem Marszalka Sejmu mogło przewieźć go z Konstancina spod Warszawą do stolicy. W ostatnich czasach Stefan Żeromski wstawał codziennie i prowadził normalny tryb życia pod opieką żony i córki. Wczoraj położył się na spoczynek nieco później i obudził się dziś o 11 rano. W chwilę potem wezwał żonę i poprosił o odsłonięcie rolet. Zanim p. Żeromska zdążyła to uczynić, Stefan Żeromski stęknął cicho i przestał żyć. Zgasł bez cierpień. W chwili katastrofy był sam w domu z żoną, córka bawiła bowiem na mieście. Wkrótce potem wieść o zgonie znakomitego pisarza rozbiegła się po stolicy. Na podwórzec Zamku zaczęli nadciągać przyjaciele osobiści Zmarłego, przedstawiciele władz, literatury i prasy. W tej chwili odbywa się wymiana zdań, gdzie Stefan Żeromski ma być pochowany.
Jak się Wasz korespondent dowiaduje, pogrzebem zajmie się Państwo. Rząd na wiadomość o zgonie Żeromskiego przesłał depeszę kondolencyjną, podpisaną w imieniu rządu przez Min. Raczkiewicza.
… i pierwsze Przygotowania do pogrzebu.
Zwłoki ś.p. Stefana Żeromskiego zostaną przeniesione jutro rano do zamienionej na kaplicę sali kolumnowej Polskiego Klubu Literackiego na Zamku. Zmarły był założycielem tego klubu i jego pierwszym członkiem honorowym. Począwszy od południa, publiczność będzie miała dostęp do zwłok. W ciągu dnia jutrzejszego dyrektor departamentu sztuki Skotnicki ma dokonać uroczystej dekoracji zwłok orderem Wielkiej Wstęgi Polonia restituta, nadanym świeżo Zmarłemu.
Straż honorową przy zwłokach aż do chwili wyprowadzenia mają pełnić członkowie Polskiego Klubu Literackiego. Pogrzeb wyznaczono na poniedziałek, 23. b. m., godz. 13.
Na dziedzińcu zamkowym pożegna Zmarłego, twórcy „Popiołów” Minister wyznań i oświecenia publicznego, p. Grabski.
Hołd Zmarłemu oddał również Prezydent Rzeczypospolitej.
Warszawa 21 listopada. Dzisiaj o godz. 9 rano pieszo z Belwederu przybył na Zamek Prezydent Rzplitej. Znalazłszy się przed otwartą trumną Prezydent ukląkł i odmówił krótką modlitwę, poczem złożył pocałunek na czole Zmarłego. Prezydent udał sie następnie ku mieszkaniu p. Żeromskiej i oświadczył jej, że ze względu na urząd, jaki piastuje nie będzie mógł towarzyszyć zwłokom na sam cmentarz, jednakże w charakterze przyjaciela śp. Zmarłego przybędzie w dniu pogrzebu na Zamek, by towarzyszyć konduktowi do Placu Zamkowego.

Informując dalej swoich Czytelników, Gazeta Poranna w kolejnym numerze zamieszcza relację z pogrzebu Pisarza.
Pogrzeb Tego, co był „sercem serc” Polaków
Warszawa, 23 listopada. W słotny, jesienny dzień nastąpiło wczoraj złożenie zwłok Stefana Żeromskiego do grobu. Przebieg uroczystości żałobnej był następujący: O godz. 12.45 przybył Prezydent Rzpltei w otoczeniu adiutantów i w towarzystwie dyrektora kancelarii cywilnej Lenca. Dokoła Zamku zgromadziły się już tymczasem olbrzymie tłumy ludności, delegacje itd.
Kondukt pogrzebowy ruszył z dziedzińca zamkowego około g. 1-szej. Przy zwłokach pełniła wartę honorową straż oficerska. Wyprowadzenie zwłok nastąpiło po przemówieniu księdza superintendanta kościoła ewangelicko-reformowanego Semadeniego. Na dziedzińcu przemówił minister oświaty Stanisław Grabski, który zakończył swoje dłuższe przemówienie następującemi słowy: „Z serca Żeromskiego, które przestało bić w jego ciele, ale bije i bić będzie w piersiach czytelników książek – idzie dla sumień polskich ten nakaz: Pragnijmy wszyscy, by nowe pokolenia polskie żyły w radości i poczuciu swej siły, choć życie jednostek i narodów nie jest nigdy wolne od ciężkich doświadczeń. Gdy opatrzność ześle na Was doświadczenia, nie zamykajcie się tylko w sobie, tak by zmagania dusz Waszych nie były jedynie lichym i egoistycznym bólem. Łączcie Wasz ból osobisty z dążeniem do udoskonalenia Narodu, a wtedy ból ten nie złamie Was, lecz uszlachetni”.
W chwili, gdy kondukt pogrzebowy wyszedł z Zamku, samoloty Ligi Obrony Powietrznej rozrzucać poczęły żałobne ulotki.
Duchowieństwo Kościoła rzym.-kat. postanowiło nie brać udziału w pogrzebie.
Prezydent Rzpltej odprowadził zwłoki Stefana Żeromskiego aż do Placu Zamkowego, a konduktowi pogrzebowemu towarzyszył aż do PI. Teatralnego premier Skrzyński w otoczeniu ministrów.
Komitet pogrzebu Stefana Żeromskiego stanął obecnie wobec zagadnienia, gdzie pochować zwłoki znakomitego pisarza. Tymczasowo zwłoki umieszczone zostały w katakumbach na cmentarzu kalwińskim; przeniesienie ich na inne miejsce nastąpi w czasie późniejszym. Dodać należy, że Komitet otrzymał zawiadomienie, iż Żeromski przed kilkunastu laty wybudował w Małopolsce mauzoleum dla swego zmarłego syna i tam też pragnął spocząć po śmierci.
Obok tych ważnych wydarzeń Gazeta nie stroniła od aktualności Lwowskich:
W siódmą rocznice oswobodzenia Lwowa
Siedem lat temu Lwów po śmiertelnych 3-tygodniowych zapasach wszedł w skład terytorium Państwa Polskiego. Sztandar polski, powiewający z wieży ratuszowej, był widomym znakiem tego aktu. Odtąd i – da Bóg – na wieki, noga nieprzyjaciela nie przekroczyła bram miasta, choć o jego mury rozbijały się jeszcze wraże zastępy, choć niejednokrotnie miasto dygotało w wysiłku zdecydowanej na wszystko obrony.
Dzień 21. listopada był ostatnim dniem niewoli; świt następny był pierwszym świtem wolności. Rocznica dzisiejsza niesie ze sobą i rapsod rycerskiej epopei i triumf, wywalczony orężnie, święto Ducha i żelaznej woli i nieustraszonego serca. Niesie sławę „polskiego Verdun”, „zawsze wiernego” – w doli i niedoli, w wojnie i pokoju. Potwierdza tradycję przedmurza i czujnej, nieugiętej stanicy kresowej. W przyszłość rzuca ślubowanie, że tak jak było, będzie i nadal: do krwi ostatniej kropli z żył!…
Goją się rany wojenne, odbudowują zgliszcza i ruiny, przechodzą wypadki, którymi jeszcze gorączkował się i dymił dzień wczorajszy. Ale wielka rocznica lwowska nie zatraci nigdy swej świeżości, swego majestatu. Dnie listopadowe wykazały, że polski duch Lwowa nie stracił pod zaborem wiekowym swej prężności. Nie upadł. Nie pogodził się z losem, nie skarlał. Pozostał czujny, zawsze gotów poświęcić się dla Sprawy, gdy ona zażąda ofiar.
Gdyby na kresach naszych, wschodnich i zachodnich rozłożyć gęstym szpalerem miasta-twierdze, temu podobne, nie istniałaby „kwestja granic”. Nie istniałby zamach zbrojny i zdradziecki traktat, zdolny naruszyć całość ziem naszych.
Dlatego uczcijmy rocznice zwycięstwa listopadowego!

Wówczas odsłonięto też pomnik Orlętom przy Politechnice Lwowskiej.
Odsłonięcie pomnika Orląt
Pochód udał się ulicami miasta pod gmach Politechniki na uroczystość odsłonięcia pomnika „Orląt”. Gdy pochód stanął na miejscu, Chór Technicki odśpiewał kantatę, poczem ks. Dobiecki, ten kapłan, który w dniach walk poświęcił to miejsce na chwilowy spoczynek poległych w obronie Lwowa „Orląt”, w podniosłej mowie uczcił pamięć tych, którzy byli pierwszymi żołnierzami odrodzonej Polski.
Następnie imieniem Komitetu budowy pomnika przemówił hr. Leon Piniński, jako gospodarz Politechniki, wskazując, że pomnik ten upamiętnia bohaterstwo równe Termopilom. Imieniem miasta przyjął pomnik w pełną pietyzmu opiekę wiceprez. dr. Stahl. Jako gospodarz Politechniki przemówił rektor Polit. Łopuszański z wezwaniem, by cześć dla tych bohaterów krwi wzbudziła w narodzie bohaterstwo pracy.
Komendant O. K. VI. gen. Malczewski w swej mowie po oddaniu hołdu bohaterskiemu pokoleniu „Orląt” zaznaczył, że winno ono być nam symbolem wiary, nadziei i miłości, który skupi wszystkich obywateli Rzeczypospolitej w jedną potężną straż Mohortów. Ostatnie przemówienie wygłosił sił prezes Związku Obrońców Lwowa pułk. Hoszowski, wyrażając wiarę, że duch, który ożywił szeregi „Orląt”, nie wygaśnie i będzie się odnawiał z pokolenia w pokolenie.
Po odsłonięciu pomnika, którego dokonał hr. Piniński, orkiestra odegrała ,,Rotę”, zaś po następnych przemówieniach Hymn narodowy.
Henryk Zbierzchowski, oprócz tego, że był „nadwornym poetą” Gazety Porannej, na jej łamach parał się też krytyką teatralną.
Premiera w „Semaforze”
Teatrzyk „Semafor” w swej młodej, junaczej jeździe w krainy sztuki wjechał na właściwy tor. Jak przypuszczałem w poprzednich sprawozdaniach, doszło już do pewnej symbiozy pracy wszystkich czynników artystycznych, zajętych w zespole, a nawet, co jest naprawdę rzadkiem ze względu na krótki czas tej pracy, do pewnego odrębnego stylu o czysto indywidualnych walorach. Trzeci program jest już rzeczywiście mocny bez żadnych zastrzeżeń i wprowadza taką masę barw, tonów i nastroji, że dla człowieka inteligentnego stwarza teren do pięknych refleksji i nie codziennych wzruszeń.
Cały program balansuje zręcznie między poezją a groteską – najwyższym tonem poezji była „Poczta” Rabindranata Tagore, z której nie uroniono ani jednego ziarenka czystego złota – najwyższym tonem groteski „Walc Straussa” w kapitalnej inscenizacji Andy Kitschman, która jest Orfeuszem w spódnicy „Semafora” i pracuje dla niego z ekspanzją dwóch mężczyzn.
Tym razem p. Meyen, jako reżyser i muzyk, wykazał doskonałe odczucie artystyczne i inteligentną pomysłowość. Teatrzykowi, który pracuje tak ładnie i mimo walki z ciężkimi warunkami nie traci junaczego zapału, życzymy, ażeby zjednał sobie jak najwięcej konsumentów. Bo ma skrzydła nie fałszowane i propagować chce czystą sztukę.
Gazeta akcentowała uwagę Czytelników na zabezpieczeniu swoich majątków i cennych rzeczy.
Złodzieje we Lwowie nie próżnują
Jest to zdaje się jedyna „branża fachowa”, której nigdy nie brak pola do pracy, która nawet w najbardziej bezgotówkowych czasach z miejsca otrzymuje nagrodę za swą „robotę” i która wskutek tego istotnie we Lwowie „pilnie pracuje”. I tak w jednym tylko dniu wczorajszym popełniono szereg włamań i kradzieży.
Mianowicie skradziono przy ul. Łyczakowskiej 110, p. Karolowi Chomickiemu z mieszkania zloty zegarek, złotą branzoletkę z brylantem i parę damskich lakierków, łącznej wartości 1000 zł.; nieproszeni goście odwiedzili również Izaka Kohna przy ul. Alembeków 14, zabierając „na pamiątkę” srebrne lichtarze, łyżeczkę i parę bucików, wart 220 zł.; Jakóbowi Goldbergówi, z szatki wystawowej w bramie domu przy ul. Bilczewskiego, skradziono 12 sztuk trykotaży, wart. 80 zł.
W końcu popełniono większe włamanie przy ul. Gródeckiej 73, gdzie przez otwarcie okna dostali się włamywacze do mleczarni Heleny Heltzman, a stąd przez wyrżnięcie dziury w drzwiach do składu skór Mirki Sperling, na szkodę której skradli 2 duże bale skóry.
Została zachowana oryginalna pisownia
Opracował Krzysztof Szymański
Tekst ukazał się w nr 202 (482), 28 listopada – 17 grudnia 2025
