Jak pani Emilia uratowała swoją 98-letnią teściową

Jak pani Emilia uratowała swoją 98-letnią teściową Polacy w Berdyczowie. Zdjęcie z archiwum autora

Berdyczowianka Emilia Biłozir jest na emeryturze, jednak już od dawna chętnie pracuje społecznie w księgarni katolickiej przy klasztorze karmelitów bosych w Berdyczowie (Narodowe Sanktuarium NMP). W tej pracy pomaga jej zawsze mąż Eduard. Sklep jest bardzo popularny wśród wiernych, w tym licznych pielgrzymów, ponieważ może pochwalić się rozmaitością nowinek książkowych, dewocjonaliów, obrazów itd.

Niestety pandemia koronawirusa „zawitała” też do księgarni. Pewnego dnia zachorowała pani Emilia, następnie jej mąż. Wyniki badań laboratoryjnych potwierdziły zakażenie COVID-19. Chorowali dość ciężko, ale najbardziej obawiali się, że mogą zarazić matki męża, 98-letniej teściowej pani Emilii – Bronisławy Pacholiweckiej-Biłozir, z którą razem zamieszkują. Staruszka od dawna leży, cierpi z powodu mnóstwa przewlekłych chorób, dlatego wirus mógłby mieć fatalne skutki…

A jednak pomimo noszenia w domu maseczek i rękawiczek, wirus dotarł do babci Broni. Poczuła się bardzo źle, chociaż temperatura ciała nie przekraczała 37,7 stopni. Bardzo męczył ją silny kaszel.

Pani Emilia i jej mąż byli zrozpaczeni. Co robić, jak uratować matkę i teściową?

Zaczęli dzwonić na pogotowie, ale tam, dowiedziawszy się o podeszłym wieku pacjentki, poradzono im dzwonić do lekarki rodzinnej. Telefonu lekarki, jak podkreślają, nikt nie odbierał. Dzwonili do izby przyjęć szpitala miejskiego – też telefon milczał… Znajoma lekarka „wyjaśniła” wtedy mężowi: czego oczekujecie, babcia jest babcią…

Pani Emilia z mężem stanęli w obliczu brutalnej rzeczywistości: pozostali sam na sam z tą straszną sytuacją i ratowanie 98-letniej staruszki leży na ich barkach, chociaż nie są oni medykami (Emilia z wykształcenia jest handlowcem, Eduard – marynarzem, absolwentem Akademii Morskiej).

Zrozpaczona pani Emilia najpierw wołała, płakała, prosząc Boga o pomoc i ratunek. A potem wzięła się w garść i zaczęła działać. Dostała kartę medyczną babci Broni, znalazła zalecenia lekarzy sprzed siedmiu lat, kiedy staruszka chorowała na zapalenie płuc. Na własne ryzyko dawała antybiotyk, przepisany 7 lat temu, przeczytała w internecie różne porady, dodała jeszcze lek na kaszel, który podawała z ciepłą wodą. I najważniejsza rzecz – modlitwa. Pani Emilia padała na kolana koło łóżka teściowej, brała w swoje ręce jej osłabioną rękę i modliła się, a nawet szlochała na głos, błagając Boga o ratunek i siły, aby wytrwać i nie dopuścić do odejścia teściowej. Dla pani Emilii teściowa była jak prawdziwa matka, już od wielu lat zastępowała jej zmarłą matkę, otaczając ciepłem rodzinnym i miłością.

Szczególnie przykra była dla rodziny myśl o tym, że będą zmuszeni pochować tak bliską osobę w torbie plastykowej, jak to teraz czynią w takich przypadkach.

Widać modlitwa dotarła do nieba, bo po 10 dniach teściowa poczuła się lepiej, kaszel powoli zniknął, wróciły do normalności oddech i temperatura, pojawił się apetyt. (Prawie jak w Ewangelii – teściowa została uzdrowiona z gorączki).

W taki cudowny sposób wyzdrowiała Bronisława Pacholiwiecka-Biłozir, 98-letnia Polka, berdyczowianka, mająca wnuków, prawnuków oraz praprawnuków.

…Pani Bronisława jeszcze przed wojną, we wczesnej młodości zawsze uczęszczała z koleżankami do berdyczowskiego kościoła św. Barbary (w którym swego czasu znany pisarz francuski Honoriusz Balzak poślubił Polkę Ewelinę Hańską). Młodzież chodziła wtedy boso. Pani Bronisława wspomina, jak przed kościołem myli nogi w kałużach, żeby wstąpić do świątyni z czystymi nogami. Teraz modli się w domu, dziękując synowi i synowej za wszystko, szczególnie za modlitwę. W każdy pierwszy piątek do pani Bronisławy przyjeżdża kapłan – karmelita bosy, spowiada, udziela komunii.

Jednak niepokoi nas pytanie. Jak dużo jeszcze osób w podeszłym wieku, zwłaszcza pochodzenia polskiego na Ukrainie pozostaje bez należytej opieki medycznej w czasach pandemii koronawirusa? Czy ktoś pomoże im w razie choroby? Znamy wiele przykładów bohaterskiej pracy przedstawicieli służby zdrowia, niestety istnieją też całkiem inne zachowania, o których tu wspomniano… Szczepienia osób starszych (i nie tylko dla nich!) na Ukrainie, przeżywającej kryzys ekonomiczny, gdzie brakuje sprzętu do przechowywania szczepionek w warunkach bardzo niskich temperatur, wydają się bardzo oddaloną perspektywą. Nawet nie wiadomo co to będą za szczepionki, jakiego producenta, bodajże ze skutecznością zaledwie 50%.

Sam mam dwoje chorych leżących rodziców w wieku 80+, którymi opiekuję się i ze smutkiem obserwuję obecną sytuację ze szczepieniami na Ukrainie…

Ośmielam się zaproponować uruchomienie akcji „Szczepionka dla Rodaka”.

Czy mogłaby Polska, która nigdy nie zapomina o Polakach, rodakach na Kresach, walczących jeszcze w czasach radzieckich o polskość i wiarę katolicką, pomóc i w tej sytuacji? Czy istniałaby możliwość dwuetapowego przyjazdu jednej czy kilku mobilnych brygad w celu przeprowadzenia akcji szczepienia chętnych Polaków-kresowiaków w wieku 80+ oraz ich najbliższych osób (bez względu na wiek), opiekujących się nimi na co dzień? Gdyby udało się zaszczepić łącznie tysiąc, a nawet więcej osób w takich skupiskach Polaków jak Lwów, Żytomierz, Berdyczów, Winnica, Kijów itd., byłoby to pięknym, wymownym, w skali międzynarodowej, przykładem ratowania bliźniego, a faktycznie darowania im życia.

dr Jerzy Sokalski
prezes „Polskiego Radia Berdyczów”
członek Zarządu Głównego Związku Polaków Ukrainy

X