Od miesięcy ukraińska energetyka funkcjonuje w trybie frontowym. Każdy kolejny dzień przynosi komunikaty, które jeszcze niedawno brzmiałyby jak scenariusz katastroficznego filmu: tysiące odbiorców bez prądu, podstacje trafione pociskami, linie wysokiego napięcia uszkodzone, bloki elektrowni pracujące pod presją. Dziś to codzienność.
Tylko 11 lutego w wyniku rosyjskiego ataku w dwóch rejonach Zaporoża bez dostaw energii elektrycznej pozostało ponad 11 tysięcy abonentów. Dzień wcześniej wojska rosyjskie uderzyły w gminę Wilniańsk w rejonie zaporoskim, miejscowości pogrążyły się w ciemnościach. To nie są incydenty odosobnione, lecz element stałej presji wywieranej przez Rosjan na ukraińską infrastrukturę krytyczną.
Szczególnie dramatyczna sytuacja panuje w obwodzie charkowskim. Regionalna komisja ds. bezpieczeństwa technogeniczno-ekologicznego i sytuacji nadzwyczajnych uznała stan w sektorze energetycznym za nadzwyczajną sytuację na poziomie regionalnym. Władze wprost przyznają: region znajduje się pod ciągłym ostrzałem. To oznacza nie tylko zniszczenia, ale też ciągłą walkę z czasem, bo każda naprawa może zostać przerwana kolejnym uderzeniem.

Prezydent Wołodymyr Zełenski dziękował państwom i społeczeństwom wspierającym ukraińską energetykę, podkreślając jednocześnie osobistą odpowiedzialność władz lokalnych za przywracanie światła i ciepła. W wielu regionach, jak zaznaczył, proces odbudowy właściwie się nie kończy: rosyjskie ataki są stałe, a wraz z nimi stała jest praca energetyków, którzy przywracają zasilanie. Najtrudniejsza sytuacja dotyczyła Charkowszczyzny, Połtawszczyzny i Sum, a także południowych rejonów obwodu odeskiego, gdzie wiele domów korzysta z ogrzewania elektrycznego. W Kijowie ponad 1400 budynków wciąż pozostaje bez ciepła.
Skala uderzeń pokazuje, że celem nie są pojedyncze obiekty, lecz fundament systemu. Pod rosyjskim ostrzałem znalazły się podstacje oraz linie przesyłowe 750 kV i 330 kV czyli kręgosłup ukraińskiej sieci energetycznej. Ucierpiały również elektrownie cieplne w Bursztynie i Dobrotworze, a bloki elektrowni jądrowych były rozładowywane przez personel w celu stabilizacji systemu. To operacje, które wymagają ogromnej precyzji i doświadczenia, bo każdy błąd może mieć konsekwencje dla milionów odbiorców.
Energetyka stała się jednym z głównych pól tej wojny. Rosyjskie ataki na sieć to próba złamania odporności Ukrainy poprzez uderzenie w codzienność obywateli: w światło w mieszkaniach, ogrzewanie zimą, funkcjonowanie szpitali, szkół i zakładów pracy. Jednocześnie jest to sprawdzian dla ukraińskiego systemu zarządzania kryzysowego i solidarności społecznej.
Paradoksalnie, w tej nieustannej walce o megawaty i kilowolty widać także inny wymiar – mobilizację. Energetycy pracują często pod ostrzałem, lokalne władze organizują pomoc i alternatywne źródła zasilania, a wsparcie międzynarodowe pozwala odbudowywać to, co zostało zniszczone. Ukraina uczy się funkcjonować w warunkach ciągłego zagrożenia infrastruktury, ale cena tej lekcji jest bardzo wysoka.
Zima dodatkowo uwypukla dramat całej sytuacji. Brak prądu to nie tylko brak światła, lecz także ciepła i bezpieczeństwa. W tej wojnie linie wysokiego napięcia stały się równie strategiczne jak linie frontu, a walka o energię jest dziś walką o przetrwanie państwa i jego obywateli.
Eugeniusz Sało
