Gazowy konflikt między Rosją i Ukrainą narasta

Gazowy konflikt między Rosją i Ukrainą narasta

Ukraina grozi sądem, jeśli Rosja nie obniży cen gazu. A Rosja straszy spadkiem wartości ukraińskich gazociągów. W 2012 r. Rosja zwiększy presję na podporządkowanie sobie Ukrainy – nie mają wątpliwości w Kijowie. „Kluczową rolę nadal będzie odgrywać gazowa sfera, a zawładnięcie ukraińskimi aktywami będzie miało zasadnicze znaczenie dla Gazpromu” – napisał wpływowy tygodnik „Dzerkało Tyżnia”.

 

Od miesięcy Ukraina negocjowała nowe kontrakty gazowe z Rosją. Kijów chciał obniżyć – nawet o połowę – zapłatę za rosyjski gaz, oferując w zamian Gazpromowi udziały ukraińskich gazociągów, którymi płynie tranzytem trzy czwarte surowca eksportowanego z Rosji do Europy Zachodniej. Ale negocjacje nie przyniosły wyników, bo Rosja postawiła warunki nie do przyjęcia. Według nieoficjalnych informacji, Moskwa żądała, by Ukraina wycofała się z Europejskiej Wspólnoty Energetycznej, przekreślając plany integracji z UE.

Negocjacje będą wznowione w połowie stycznia. Ale Ukraina musiała przyjąć budżet na 2012 r. przy założeniu, że średnia roczna cena za 1000 m sześc. rosyjskiego gazu wyniesie 416 dol. – niemal 50 proc. drożej niż w 2011 r.

 

– Lepiej żyć z tego, co się ma, niż żyć pod obce dyktando – napisał na Facebooku premier Ukrainy Mykoła Azarow.

Jednak jesienią na Ukrainie odbędą się wybory parlamentarne i władze w Kijowie nie chcą zrekompensować wzrostu wydatków na import gazu, podnosząc opłaty za gaz dla konsumentów. – Teraz nie można podnosić taryf na gaz dla ludności – powiedział pod koniec grudnia prezydent Ukrainy Wiktor Janukowycz. To zmusi rząd Ukrainy do zaciągania długów na zapłatę rachunków od Gazpromu. A już w listopadzie Kijów musiał w tym celu wziąć pożyczkę w banku Gazpromu.

Słowną batalię Gazprom ciągnął do końca roku. – Nie wykluczam, że w 2012 r. mocno może spaść cena tak zwanych ostatnich strategicznych zasobów Ukrainy, czyli jej gazociągów – powiedział w sobotę Miller. Nie wyjaśnił, na czym opiera to przypuszczenie.

 

Andrzej Kublik
www.wyborcza.biz
03-01-2012

X