Fundacja Wolność i Demokracja wspiera rodaków na Ukrainie fot. Konstanty Czawaga / Nowy Kurier Galicyjski

Fundacja Wolność i Demokracja wspiera rodaków na Ukrainie

Mościska i Sądowa Wisznia to są miasteczka położone przy granicy z Polską, gdzie sporo Polaków, zwłaszcza osób starszych pomimo wojny na Ukrainie nadal pozostają w swoich domach rodzinnych. Borykają się z trudnościami i cieszą się, że Polska o nich pamięta. 5 maja prezes Fundacji Wolność i Demokracja Lilia Luboniewicz odwiedziła te miejscowości, gdzie spotkała się z Polakami. Przekazała potrzebującym paczki z żywnością i środkami czystości. Projekt „Pomoc Rodakom w obliczu wojny na Ukrainie” jest finansowany ze środków Kancelaria Prezesa Rady Ministrów w ramach zadania publicznego dotyczącego pomocy Polonii i Polakom za Granicą 2022.

– Fundacja Wolność i Demokracja od pierwszego dnia agresji rosyjskiej na Ukrainę wspiera rodaków na Ukrainie, wspiera Ukraińców – powiedziała dla Kuriera Galicyjskiego Lila Luboniewicz. – Dzisiaj jesteśmy z wizytą monitorującą punkty logistyczne, które zostały utworzone przez Fundację, a takich punktów na całej Ukrainie jest dwadzieścia. Chcemy poprzez działalność takiego punktu koordynacyjnego, logistycznego docierać z pomocą humanitarną do małych miejscowości, do których duża pomoc nie dociera. A zależy nam na tym, żeby dotrzeć do każdej osoby polskiego pochodzenia, szczególnie w tym trudnym czasie. Obserwujemy bardzo trudną sytuację związaną z tym, że brakuje żywności. Brakuje leków. Co więcej, być może dało by się kupić lek, niemniej jednak ceny są tak wysokie, że osoby szczególnie potrzebujące nie stać na zakupienie potrzebnych, niezbędnych leków. Więc przede wszystkim żywność i leki.

fot. Konstanty Czawaga / Nowy Kurier Galicyjski

Prezes Fundacji WiD stwierdziła, że jest bardzo duża różnica w dopływie pomocy humanitarnej z Polski, z Unii Europejskiej do różnych terenów Ukrainy.

– Dociera ona w pierwszej kolejności do obwodów zachodnich, a dalej jest transportowana do obwodów centralnych – wyjaśniła Lilia Luboniewicz. – Ale tam jest większa potrzeba. Tam są większe braki żywnościowe. Większe braki w też w środkach higieny osobistej. Więc naszym zadaniem jest również przekazywać tę pomoc dalej na wschód, docierać do najmniejszych miejscowości.

Lila Luboniewicz wysoko doceniła zaangażowanie miejscowych organizacji polskich w pomoc uchodźcom.

– W niektórych domach polskich powstały huby, do których jest dostarczana pomoc charytatywna, a dalej jest dzielona, transportowana właśnie na wschód. Jestem przekonana, że organizacje polskie odgrywają bardzo ważną rolę w niesieniu pomocy uchodźcom wewnętrznie przesiedlonym na Ukrainie i dziękuję im za to zaangażowanie – podkreśliła prezes Fundacji Wolność i Demokracja.

W Mościskach taki hub zorganizowano w siedzibie Domu Polskiego, który tuż przed wojną został kapitalnie wyremontowany przy wsparciu władz polskich i Fundacji Wolność i Demokracja.

– W pierwsze dni wojny w Mościskach było bardzo ciężko– powiedział Henryk Ilczyszyn, prezes Towarzystwa Kultury Polskiej Ziemi Lwowskiej oddział w Mościskach. – Była atmosfera ogromnego strachu i ogromnego ciężaru, ponieważ już 24 lutego widzieliśmy kolejki samochodów, które jechały w stronę Polski. W następnym dniu wojny, 25 lutego już widzieliśmy ludzi, którzy szli pieszo ze Lwowa, ponieważ nie było transportu. Matki z dziećmi. Wózek, dziecko trzyma się wózka, jeszcze jedno dziecko trzyma za rękę i tak szły ze Lwowa do granicy, do przejścia Szeginie-Medyka. Ogromna praca była włożona w to, żeby pomóc tym ludziom, żeby nawet zwykłej wody podać, talerz zupy, herbatę, ciastko. Bo wiadomo – dziecko idzie, potrzebuje, musie się napić. To były strasznie wymęczające dni, ponieważ oddziaływały na psychikę ludzi, że te bomby tak spadają. Nikt się nie spodziewał, że w XXI wieku coś takiego może się odbywać. Towarzystwo było zaangażowane, ponieważ bardzo dużo organizacji zgłosiło się do Mościsk i pomagało. Członkowie Towarzystwa wszyscy się zaangażowali, pracowali w dzień i w nocy. Nie było by tej roboty, gdyby nie państwo Polskie, gdyby nie to wsparcie na taką szeroką skalę, to otwarcie serca swojego na tych biednych ludzi, którzy uciekali od wojny. Teraz trochę się uspokoiło, nie ma takich kolejek, nie ma takiej ilości ludzi. Są uchodźcy, osoby przemieszczone ze wschodu są też u nas w domach. W Mościskach zostały osoby starsze, bo nie chciały opuszczać swoich domów, bo jak się mówi – stare drzewa się nie przesadza. Jako prezes wiedziałem, że muszę im pomóc, bo są tacy, którzy nawet nie mają sił żeby pójść do sklepu. Trzeba było dostarczyć im do domu, zaopiekować się tymi ludźmi. Ogromna praca. Musimy mieć informacje gdzie, w których domach, jacy są ludzie, którzy potrzebują najbardziej. I to robimy, ogromne wsparcie dała Polska i to dla nas naprawdę bardzo budujące. Naprawdę teraz widzimy, jak też Ukraińcy nigdy nie wierzyli, że Polska może na taką ogromną skalę pomóc Ukraińcom.

Jeden z hubów pomocy humanitarnej znajduje się w miasteczku Sądowa Wisznia, gdzie też pozostała część miejscowych Polaków.

– Ta pomoc jest potrzebna – stwierdził Włodzimierz Szeptycki. – Teraz takie trudne czasy u nas nastały, dlatego bardzo dziękujemy polskiej stronie, Polakom, którzy pomagają nam. Dużo ludzi też z naszej miejscowości bronią naszej Ukrainy. Parę osób już zginęło. Dość często ludzie z Polski do nas dzwonią, zapraszają do siebie, ale chcemy być tutaj na swojej ziemi.

fot. Konstanty Czawaga / Nowy Kurier Galicyjski

Do Sądowej Wiszni i okolicznych wiosek ciągle przybywają uciekinierzy.

– Przyjechaliśmy z miasta Drużkowka w obwodzie donieckim – powiedziała Natalia Oddielencewa. – Pracowałam w instytucji komunalnej w mieście Swiatohirśk. Gdy w dniu 12 marca zaczęły się ostrzały, następnego dnia ewakuowałyśmy się do Lwowa. Stąd przekierowano nas do wsi Wołczyszczowice. Jesteśmy zarejestrowani w tym ośrodku pomocy humanitarnej. Otrzymujemy wszystko, czego potrzebujemy. Podoba się nam tu. Ludzie są życzliwi, wszyscy wierzący. Nieco inaczej, jak u nas na Donbasie, niech nie gniewają się nasi rodacy. Mieszkamy w akademiku. Pracuję jeszcze dystancyjnie, jest tu internet. Ze mną przyjechał syn, 14-latek, uprawia koszykówkę. Już został zaproszony do uczestnictwa w zespole lwowskim, dokąd jeździ dwa razy w tygodniu na treningi. Nie planujemy wyjazdu za granicę. Być może syn dostał się na studia we Lwowie. Oby wojna się skończyła, chciałabym wrócić do domu.

Po spotkaniu prezesa Fundacji Wolność i Demokracji Lilii Luboniewicz z burmistrzem Sądowej Wiszni Zenowijem Foltowіczem zapytałem go, jak władze lokalne radzą sobie z napływem wymuszonych przesiedleńców do tej miejscowości.

– W tej chwili w regionie Sądowej Wiszni oficjalnie przebywa 700 osób z Kramatorska, obwodów charkowskiego i donieckiego, z miejsc największych walk. Są to przeważnie kobiety z dziećmi i emeryci. Ci ludzie przyjechali bez bagaży. Co zdążyli wziąć do rąk, z tym przyjechali. Na początku przyjmowaliśmy ich w zakładach edukacyjnych – w przedszkolach, w szkołach, potem szukaliśmy dla nich prywatne kwatery. Przede wszystkim zaopatrzyliśmy ich w odzież, żywność i środki czystości. Tego oni teraz najbardziej potrzebują. Pomoc głównie przyszła z Polski. Jest to najbliższy partner i przyjaciel, jak się mówi – przyjaciela poznaje się w biedzie. Właśnie w takiej biedzie Polska pokazała, że jest naszym partnerem, naszym przyjacielem, naszym dobrym sąsiadem. Oczywiście cała wspólnota europejska pomaga – z Hiszpanii, z Włoch przysyłano nam żywność, środki pieniężne, leki. Ta pomoc nadal jest nam potrzebna, dlatego że ilość przesiedleńców się zwiększa. Zaczęliśmy budować modułowe miasteczko z fundacji amerykańskiej, planujemy umieścić tam trzysta osób.

W Sądowej Wiszni spotkaliśmy też pochodzącego z tej miejscowości  Jerzego Wójcićkiego, redaktora naczelnego „Słowa Polskiego” w Winnicy.

– Im dalej od Lwowa, tym więcej czuje się wojnę – powiedział. – Im bliżej do Kijowa, tym więcej widać śladów zniszczeń po działaniach wojsk rosyjskich na terenie Ukrainy. Za Winnicą już widzimy po prawej, po lewej stronie duże wały ziemne chroniące przed ewentualnymi odłamkami pocisków i dużo więcej wojska, czyli jest duży kontrast między Ukrainą zachodnią, Ukrainą centralną i Ukrainą wschodnią. Pomocy też znacznie więcej dociera niestety na tereny Ukrainy zachodniej. Tak samo i Fundacje pozarządowe, i wolontariusze też częściej tutaj docierają. Jest w tym w pewnym sensie racja, bo tutaj jest dużo uchodźców. W samej tylko Sądowej Wiszni jest ich około tysiąc dwieście. Ale w Winnicy na przykład jest ponad dwadzieścia tysięcy oficjalnie zarejestrowanych uchodźców. Tyle samo jest też nieoficjalnie, a może nawet więcej. Dlatego jest duże zapotrzebowanie na żywność, na zagospodarowanie czasu tych dzieci i tych kobiet, które po prostu przez większość czasu siedzą w domach i nie wiedzą czym się zająć. To jest problem natury społecznej. Też to wielkie wezwanie dla szkolnictwa, dla władz lokalnych, żeby jakoś ten czas zużytkowały z korzyścią. Ale też jest duży problem ze szkolnictwem jako takim, bo początek roku zaczął się z pewną ilością uczniów i okazało się, że przed końcem roku w niektórych szkołach jest 20 procent od początkowej liczby, a w innych dwieście procent, jak na przykład na zachodzie Ukrainy. W Winnicy jest w miarę stabilnie, ale wczoraj na przykład w okolicy Winnicy zestrzelono dwie rakiety leczące prawdopodobnie w kierunku Lwowa. Wojnę czuje się mocno w Winnicy, bo w tym mieście funkcjonuje sztab Sił Powietrznych Ukrainy i dosyć dużo jest jednostek wojskowych. Więcej grup dywersyjnych rosyjskich też działa, dlatego trzeba być cały czas uważnym, czuwać, jak to się mówi.

Zapytałem też Jerzego Wójcickiego o obecnej działalności organizacji polskich w Winnicy i okolicach.

– Większość prezesów prawdopodobnie opuściła Winnicę, ale część pozostała – powiedział. – Ci, co pozostali, próbują działać w akcjach wolontariacko-pomocowych. W Winnicy jest dużo osób polskiego pochodzenia w wieku podeszłym, które potrzebują pomocy doraźnej. W Winnicy jeszcze można kupić mleko, chleb, ale w miejscowościach mniejszych może już być z tym problem, bo przez problemy z dostawami paliwa dowiezienie zwykłego chleba staje się dzisiaj dużym wyzwaniem. Bo paliwa na Ukrainie nie ma i im dalej od granic zachodnich, tym mniej tego paliwa jest. Najlepszym transportem dzisiaj stał się rower, ale rower jest dobry w mieście. A do dowiezienia chleba i mleka niestety się nie nadaje. Z Polski dużo pomocy płynie i jest czasami wrażenie, że ona rozpływa się między wschodem a zachodem Ukrainy, a do centrum kraju dociera znacznie mniej, chociaż tam też jest bardzo dużo uchodźców. Zajmuję się przeważnie współpracą z różnymi programami międzynarodowymi, komunikacją i monitoringiem rozdysponowania pomocy. Międzynarodowe organizacje przedmiotowo podchodzą do placówek edukacyjnych i adresowo przekazują im pomoc. Tego trzeba też więcej nie tylko na zachodzie, a także w Winnicy, w Kijowie, w tych miejscach, gdzie tę pomoc można jeszcze bezpiecznie przekazać.

Konstanty Czawaga

Przez całe życie pracuje jako reporter, jest podróżnikiem i poszukiwaczem ciekawych osobowości do reportaży i wywiadów. Skupiony głównie na tematach związanych z relacjami polsko-ukraińskimi i życiem religijnym. Zamiłowany w Huculszczyźnie i Bukowinie, gdzie ładuje swoje akumulatory.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

X