„Średnia pensja wynosi 30-35 tys. dynarów, coś około 300 euro. Ale wypłaty zależą od regionu: w Belgradzie, jak to w stolicy zarabiają więcej, a im dalej od stolicy – tym mniej – mówi Milica Markowicz z Palicza. – Często rodziny maja krewnych na wsi, którzy pomagają produktami. Na wyżywienie tracimy 150-200 euro na miesiąc. Litr mleka w supermarkecie kosztuje do 1 euro, niewielka bułeczka – 80 centów, 600-800 gramowy bochenek chleba – 30 centów, litr oleju słonecznikowego – 1,4 euro, kilo wołowiny – 6,2 euro, wieprzowina 5,76 euro, drób – 3,5-4 euro. Jarzyny lepiej kupować na rynkach, bo tu wszystko jest świeże i tańsze. Kilo jabłek kosztuje 0,4-0,8 euro, winogron – 0,8-1,1 euro, papryka – 0,3-0,6 euro, cebula – 0,2-0,3 euro, ziemniaki 0,25-0,4 euro. Oprócz tego na targu można dostać lokalną wódkę (!) pędzoną z jabłek, śliwek, winogron, pigwy czy moreli – rakiję. Litr tego trunku – od 2 do 4 euro. Po trunek w długich kolejkach ustawiają się turyści i każdy, kto odwiedził Serbię wiezie do domu rakiję lub piołunową nalewkę – „pilinkowec”.
Opłaty komunalne wynoszą około połowy dochodu – 150 euro. Kto nie ma własnego domu musi dobrze zaciągać pasa. Według studentki Marii Wranicz z Belgradu cena wynajętego jednopokojowego umeblowanego lokalu w stolicy to wydatek rzędu 150-200 euro miesięcznie. I to bez opłat komunalnych. Na prowincji cena wynajętego mieszkania jest o około 30% niższa. Osoby niepracujące mogą liczyć na pomoc socjalną w wysokości 50 euro miesięcznie, Ale gdy ma nawet małą działkę to pomocy mu nie przyznają.
Przy urodzeniu dziecka matka otrzymuje zapomogę 700 euro. Pieniądze te dzielą na równe części i wypłacają kobiecie w ciągu roku. Ale w tym zakresie w Serbii jest jedna bardzo ciekawa rzecz – w 5-6 miesiącu ciąży kobieta otrzymuje 200 euro na pieluszki i ubranka dla przyszłego dziecka.
Szczodrość niektórych lokalnych urzędników poraża: w miejscowości Jagodina na południu Serbii, przy zawarciu małżeństwa w wieku 28-38 lat z lokalnego budżetu wypłacane jest 3 tys. euro, a przy narodzinach dziecka rodzina dostaje jeszcze kilka tysięcy euro. Wrażenie sprawia jeszcze jedna cecha Serbów – nieograniczona, wprost fantastyczna miłość ojców do swych synów i córeczek. W parkach, teatrach lalek, sklepach, po drodze do przedszkoli częściej można spotkać ojców niż matki. Warto byłoby te tradycje przejąć i na Ukrainie.
Ale, gdy dziecko przekroczy próg szkoły, to odpowiedzialność za nie ponoszą oboje rodzice. Do pierwszej klasy państwowych bezpłatnych szkół maleństwa idą w wieku 7 lat, a kończą szkołę w wieku lat 15. Uczniowie masowo uprawiają sporty w różnych sekcjach, działają w kółkach artystycznych, plastycznych i innych zajęciach pozaszkolnych. Następnie idą do szkół zawodowych, artystycznych, pedagogicznych lub 4-letnich gimnazjów. Tam przygotowują się do matury i na studia wyższe.
Władz państwowych, jak wszędzie, Serbowie nie lubią. Dużo mówi się o korupcji i bezczynności urzędników, którzy funkcjonowali przy poprzedniej władzy. Obecnie Serbowie wiążą swoje nadzieje z byłym radykałem, a obecnie nacjonalistą i prezydentem państwa Tomisławem Nikoliczem. Z jednej strony Serbowie spoglądają na Europę, ale wsłuchują się też w to co mówi Moskwa.
Sabina Różycka
