Dzięki wsparciu Konsulatu Generalnego RP ukazała się książka „Architektura międzywojennego Łucka” Spotkanie z autorem - Aleksander Kotys, fot. Ludmiła Przyjmaczuk

Dzięki wsparciu Konsulatu Generalnego RP ukazała się książka „Architektura międzywojennego Łucka”

Architektura jest specyficznym sposobem poznania historii miasta, jego ludności, zjawisk i nawet powiązań rodzinnych. Tak uważa wołyński historyk, dziennikarz, kierownik Wydziału spuścizny kulturowej Rady Miejskiej Łucka Aleksander Kotys. Interesował się sztuką powstawania domów, poznając Łuck przez pryzmat jego ulic i placów. Początkowo publikował swe spostrzeżenia w sieciach społecznościowych i na stronach Rady miasta.

fot. Ludmiła Przyjmaczuk

Przed trzynastu laty Aleksander Kotys zaczął pracę w Archiwum Obwodowym, gdzie są zgromadzone oryginały dokumentów z historii tych terenów. Jak opowiedział sam historyk, najbardziej interesowała go architektura okresu międzywojennego, gdy Łuck stał się centrum administracyjnym woj. wołyńskiego. Te dane przechowywane były w Archiwum. Wyniki wieloletnich badań Aleksander Kotys przedstawił w książce „Łuck: architektura. Najlepsze projekty z lat 1920-1930”, którą ostatnio zaprezentowano w Obwodowej Bibliotece dla dzieci i młodzieży.

– Zaczynając od 2012 r. przeglądałem w Archiwum wszystkie materiały, dotyczące nieruchomości, które pojawiły się w tym okresie – wspomina autor. – Opracowałem około 3000 materiałów. Z najbardziej interesujących robiłem kopie – okazało się, że jest ich 700. Z tego wybrałem około sto projektów, które podobały mi się najbardziej. Pracę ukończyłem w czerwcu ubiegłego roku. Jednym słowem – zbadałem całe archiwum Wydziału technicznego magistratu. Wybrałem najbardziej interesujące, najbardziej reprezentacyjne, o największym kolorycie. Wszystko to trafiło do mojej książki. Niestety nie wszystkie obiekty zachowały się do naszych czasów, a niektóre z nich nigdy nie zostały zrealizowane.

W pracy, jak twierdzi autor, mało jest tekstu, a wiele materiałów fotograficznych. Ilustrują różne projekty nieruchomości – społeczne, oświatowe, obiekty przemysłowe, zakłady komercyjne i budownictwo mieszkaniowe. Przedstawiają różnorodność stylów ówczesnej architektury – od prostych po złożone tendencje i zjawiska.

Kilka słów o architektach, o fachowcach, którzy tworzyli oblicze międzywojennego wojewódzkiego miasta Łucka. Byli to fachowcy najwyższej klasy. Jak twierdzi autor, w Łucku, jako centrum woj. wołyńskiego działało wielu znanych ówczesnych architektów: Sergiusz Tymoszenko, Franciszek Kokesz, Kazimierz Szkolnicki, Tadeusz Kraft, Anna Baranowska i inni. Autor publikuje zdjęcie z 1938 r., na którym są przedstawieni członkowie Łuckiego oddziału Stowarzyszenia Architektów Rzeczypospolitej. Posiadali rządowe licencje na prawo projektowania różnego rodzaju budowli.

– Większość z nich ukończyła Warszawską lub Lwowską Politechnikę –pisze historyk. – Ponieważ posiadali prestiżowe wykształcenie, ich projekty, którymi był zabudowany międzywojenny Łuck, przedstawiały wysoki poziom. Wprowadzili do panoramy Łucka wiodące tendencje międzywojennej architektury, w tym i modernizm.

Wydanie ukazało się dzięki wsparciu Konsulatu Generalnego RP w Łucku. Poczynając od 2014 r. projekt autora uzyskał poparcie placówki dyplomatycznej. Publikacja ukazała się w wersji dwujęzycznej – po ukraińsku i polsku.

– Jest to nasza wspólna historia – stwierdził konsul generalny Krzysztof Wasilewski. – Ukazujemy jej fragment i ważne jest aby to robić, co jest również naszym zadaniem.

Aleksander Kotys zakochany jest w Łucku i stara się ciągle wyszukiwać coś interesującego. Z zawodu jest astronomem. Był jednak dziennikarzem, a obecnie jest kierownikiem Wydziału spuścizny kulturowej Łuckiej Rady miejskiej. Osoby na takich posadach mają ograniczony czas na własne hobby.

Podczas prezentacji książki autor powiedział kilka słów o architektach:

We wspólnocie zawodowej, która tworzyła te gmachy w międzywojennym Łucku, jako stolicy woj. wołyńskiego, było wielu architektów najwyższej klasy. Władze udzielały im zezwolenia na projektowanie obiektów sportowych, przemysłowych, młynów, czy domów mieszkalnych. Wysoki poziom ich oświaty pozwalał na powstawanie budowli w kontekście architektury ogólnopolskiej i budownictwa europejskiego dzięki przeglądowi najnowszych idei i koncepcji praktycznych. W książce przedstawiłem wycinki ich najważniejszych prac, konkretne adresy i zdjęcia obecnego widoku obiektów. Przede wszystkich pragnąłem pokazać same projekty.

Okres międzywojenny był bardzo korzystny dla Łucka. Ożywiło się życie miasta i jego części składowych. Miasto rozwijało się w globalnym europejskim kontekście. Był to okres powstawania miast po rozpadzie imperiów i okres stosowania tendencji, charakterystycznych dla całego kontynentu.

Starałem się przedstawić projekty od prostych do bardziej złożonych. Kopiowałem najbardziej interesujące. Początkowo były z tym trudności, ale po 2021 pozwolono mi fotografować interesujące mnie materiały. Prace ruszyły szybciej i w czerwcu ubiegłego roku je zakończyłem, wybierając najciekawsze projekty do publikacji.

Starałem się zbalansowanie przekazać od prostych do złożonych wszystkie architektoniczne tendencje i zjawiska w ówczesnym Łucku.

Przez ponad dziesięć lat pracowałem i pisałem o willach w Łucku. Wprawdzie nie jest to moja pierwsza publikacja. Znane jest mi uczucie, które towarzyszy podsumowaniu długiej pracy. Jestem tu bardzo wdzięczny Konsulatowi za wsparcie. W tej książce jest mało tekstu –jest to raczej album ze zdjęciami na dobrym papierze. Takie ładne wydanie chce się wziąć do rąk, można je dać komu w prezencie, jako dzieło, które opowiada o Łucku, o jego kulturze, architekturze w bardzo interesującym okresie lat 1920-1930.

To już trzeci mój wspólny projekt z Konsulatem RP. Druga książka zaczynała się od krótkich filmików o polskim okresie Łucka. Potem ukazała się publikacja o okresie międzywojennym Wołynia. Ta, trzecia książka, jest moją drogą do przedstawienia historii Łucka poprzez architekturę. Daje to możliwość lepszego poznania samego miasta.

Swego czasu trafiły mi do rąk książki Waldemara Piaseckiego i Feodosija Mandziuka „Ulice i place Łucka” z 2005 r. oraz Bogdana Kołoska i Rostysława Metelnickiego „Łuck: Architektoniczno-historyczny opis”. Są to cztery znane w Łucku postacie. Niestety przy życiu pozostał jedynie Bogdan Kołosok, mieszkający obecnie w Kijowie.

Proszę zwrócić uwagę, jak zatytułowane są te książki – „Ulice i place Łucka”. Jest to ten architektoniczny szkielet, który pomógł mi zrozumieć miasto, bo dzieli się ono na ulice, które przecinają się, na place, a na ulicach stoją budynki. Jest to bardzo złożona matematyczna struktura. Druga książka, którą znalazłem w bibliotece mojej babci, zaczyna się od słowa „architektura”. Chociaż jest nieduża, to jest bardzo ważna i specyficzna, bo takich publikacji więcej nie ma. Książki te pisali fachowcy-architekci, którzy w czasach sowieckich pracowali w biurach projektowych i zabudowywali miasto. Wiele mieli do powiedzenia. Doceniali przedwojenną architekturę Łucka, opowiadali o sobie, krytykowali i chwalili udane projekty.

Z czasem moje zainteresowanie architekturą przerodziło się w zbieranie fotografii obecnego wyglądu budynków. Od około 2000 r. zacząłem gromadzić te fotografie. Umieszczałem je w sieciach społecznościowych i na różnych stronach. Przeglądając je, zauważyłem, że dominuje tu jeden typ architektury – stare budynki.

Z czasem udało mi się uzyskać dostęp do archiwów i rozpocząć własne badania. W 2012 r. trafiłem do Państwowego archiwum obw. wołyńskiego. Jest to wspaniała instytucja dla badaczy, zwłaszcza zbiory Wydziału technicznego magistratu międzywojennego Łucka, które zachowały się w dobrym stanie.

Po prostu zamawiałem kolejne teczki od najstarszych czasów do końca 1939 r. Z najbardziej interesujących projektów robiłem kopie. Dziś, po weryfikacji, mam około 700 kopii projektów różnych budynków wznoszonych w tym czasie w mieście. Jest to cząstka – 700 kopii z ponad 3 000 dokumentów, które tam są. Naturalnie są też rysunki zwykłych domów, ale nie miały artystycznej czy wizualnej unikalności. Dlatego potrzeba to było zweryfikować. Praca w Archiwum przed 2012 r. miała swoje utrudnienia – w tym okresie zabraniano fotografowania. Nie można było wziąć aparat czy telefon i skopiować dokument. Trzeba było zamawiać skany, płacić za nie lub omijać te biurokratyczne przeszkody. Dlatego przez pierwszy okres jedynie przeglądałem teczki i zwracałem je. Zdarzało mi się jednak fotografować z ukrycia najbardziej interesujące dokumenty, bo gdy widzi się takie skarby, to nie sposób powstrzymać się, by nie pokazać tego ludziom. Później, gdy w latach 2020–2021 zmieniły się porządki w Archiwach i zezwolono na fotografowanie dokumentów bezpłatnie, zacząłem zbierać materiały. Do czerwca ubiegłego roku ukończyłem ich gromadzenie. Są to niezwykle cenne historycznie zachowane projekty budynków.

Bardzo interesujące jest oglądanie planu budynków, których już nie ma. Rozumiem, że zdjęcie pokazałoby więcej niż plany. Ale żyjemy w okresie fotografii, jesteśmy przyzwyczajeni do naciśnięcia przycisku i zrobienia zdjęcia. Jednak te projekty kreśliła ręka architekta, kreśleń dotykali pracownicy Wydziału technicznego, stawiali podpisy, daty, widoczne są ich poprawki i ich zamysł. Nawet, gdy budynek nie został zrealizowany, widzimy, jak był projektowany. Inna rzecz, gdy autor przedstawia budynek w 3D – nie jest to płaski rysunek, lecz jest światło i cień na fasadzie. Takich projektów jest niewiele, ale miały one przeznaczenie estetyczne i możemy je zobaczyć na kartach tej publikacji.

Szczególnym elementem jest wizualizacja fasad w kolorze. Gdy pojawia się kolor – gwasz lub akwarela –jest to rzadki moment. Takie fasady też przedstawiłem w książce. Przedstawiam budynek przy ul. Bogdana Chmielnickiego. Niestety został przebudowany i dziś trudno rozpoznać pierwotne elementy i kolor. Kolory w bardzo ciekawy sposób wizualizują historię. To bardzo rzadka okazja – znaleźć projekt w kolorze. Inna historia dotyczy szeregu budynków przy ul. Łesi Ukrainki. Dziś już ich nie ma, stoi tam teraz Ziarno. W 1928 r. stały tam budynki-bliźniaki, należące do przedsiębiorczyni Guty. Były tam bank, spółka akcyjna, cukiernia i warsztaty. Te budynki też są w książce.

W planach mamy nie tylko 3D przedstawienie budynków, ale plany pięter i korespondencję, dotyczącą ich projektowania i budowy, jak w przypadku willi dra Rafałowskiego. Niestety nie zachowała się, a stała koło szkoły nr 1. Na planach podpisane są funkcje pokoi: gabinet, sypialnia, salon, kuchnia. Stała ona w dzielnicy willowej i ciekawie ukazuje jakie pokoje w tych budowlach były.

Architektura nie jest dla mnie czymś czysto technicznym. Jest żywym, specyficznym sposobem na poznanie historii miasta, jego mieszkańców, zjawisk, czy rodzinnych historii. Dzięki architekturze dobrze się to udaje.

Oddzielnym tematem są budowle przemysłowe – cegielnie, młyny. Widzimy jak zmieniało się ich wyposażenie i konstrukcje.

Gdy zebrałem już materiał, zrozumiałem, że wystawić go trzeba nie tylko na FB, ale i w publikacji książkowej. Zwróciłem się do Konsulatu Generalnego RP i przedstawiłem tam swoje materiały. Po otrzymaniu od nich wsparcia, w tarnopolskim wydawnictwie Kron przygotowano wydanie do druku i tak ukazała się ta publikacja. Te kilka stron tekstu (w wersji dwujęzycznej: po ukraińsku i polsku) w książce są po to, aby wyjaśnić czytelnikowi, skąd pochodzi materiał, jaka jest jego wartość, jak go zrozumieć i ocenić. W książce przedstawiono 98% materiałów z Archiwum państwowego, a 2% – to projekty, które odnajdywałem w innych on-line publikacjach. Oprócz archiwum magistratu korzystałem ze zbiorów Archiwum Województwa Wołyńskiego. Zgromadzono tu wiele projektów budynków mieszkalnych, fabryk i sklepów.

Pierwsze kilka planów budynków nie pochodzą z archiwum. Jest to klasyczna architektura – Banki Polski i Rolny. Dalej książka składa się z 5 rozdziałów:

1 – gmachy publiczne: teatry, kioski, sklepy, gmachy towarzystw i organizacji;

2 – szkolnictwo: gimnazja i szkoły, zaprojektowane przeważnie w stylu modernizmu. Przedstawiam najciekawsze projekty;

3 – budowle przemysłowe: młyny, cegielnie, krupiarnie, stacje benzynowe z podziemnymi rezerwuarami;

4 – obiekty sportowe: stadion, w budowie był tor rowerowy, kompleks sportowy im. J. Piłsudskiego, przystanie. Te obiekty w latach międzywojennych miały państwowe poparcie i zamawiano oryginalne projekty;

5 – budownictwo mieszkaniowe, w tym prywatne – wille. Pokazałem około 100 różnych obiektów różnych rozmiarów. Wcześniej nikt nic podobnego nie robił.

Jest to pierwsze i tak obfite badanie architektury międzywojennego Łucka. Nie dotyczy tylko architektury – ale i mieszkańców. Ludzie wkładali pieniądze w projekty, w budowle i zbudowali je tak, że wiele z tego dotrwało do naszych czasów, dlatego uważam, że zasługują na naszą uwagę.

Ludmiła Przyjmaczuk

Tekst ukazał się w nr 11 (471), 13 – 26 czerwca 2025

X