W Centrum Historii Miejskiej we Lwowie odbył się pokaz i dyskusja na temat nowo zdigitalizowanych w tym ośrodku prac Witolda Romera (1900–1967), znanego lwowskiego uczonego i mistrza fotografii. Przed II wojną światową kierował on Instytutem Fotografii na Politechnice Lwowskiej i był prezesem Lwowskiego Towarzystwa Fotograficznego. Nakręcał też filmy. Dla większości obecnych na sali było to pierwsze spotkanie z twórczością Witolda Romera.

– Chyba tylko słyszałem to nazwisko – nie ukrywał w naszej rozmowie Rościsław Kuzyk, poeta, tłumacz, dyrektor Biblioteki Artystycznej we Lwowie. – Może jakieś zdjęcia też widziałem, ale nie widziałem tych filmów i tak naprawdę nie wiedziałem, że istnieją. Czyli wiedziałem, że tacy artyści jak Romer czy Puchalski istnieli. Teraz wiem już więcej i mogę też znaleźć więcej informacji ma ich temat, bo bardzo mnie to zainteresowało. Też zajmuję się fotografią, właśnie fotografią analogową, interesuję się tym i staram się dowiedzieć więcej na ten temat, a teraz po obejrzeniu tych filmów, może zacznę jakieś swoje filmiki robić.

– Wydaje mi się to super ciekawe, niezwykle ważne, bo bez tych filmów nie da się zobaczyć pełnego obrazu dziedzictwa lwowskiej tradycji artystycznej i w pełni go docenić – stwierdził ukraiński kompozytor Ostap Manulak. – Mamy wyjątkowe możliwości. Musimy teraz zobaczyć, jak te zdigitalizowane materiały powracają do światowego obiegu artystycznego
Podczas II wojny światowej Witold Romer wyemigrował do Anglii, gdzie zajmował się fotografią lotniczą w British Air Force. Po wojnie przeprowadził się do Wrocławia i kontynuował pracę naukową na Politechnice. Jego archiwum zostało odkryte blisko jedenaście lat temu przez Barbarę Romer, jego wnuczkę. Po raz drugi przyjechała do Lwowa. Uczestniczyła w spotkaniu w Centrum Historii Miejskiej. Również udzieliła wywiadu dla Kuriera:
– Tak naprawdę to był trochę przypadek i instynkt, który mnie poprowadził, gdy w naszym domu na wsi, po sprzedaży domu rodzinnego, znalazłam w starych skrzyniach archiwum dziadka. Częściowo jako wyrzucony, mieścił się w stodole, częściowo w specjalnym pokoju. Zajrzałam tam, zobaczyłam zdjęcia moich przodków i to stało się moją pierwszą inspiracją, gdy mocniej zabiło mi serce w tym kierunku. W tych czasach trochę już przygasł dawny blask mojego dziadka. Przeglądałam te zdjęcia bardzo uważnie. Nawet poświęciłam jeden pokój, żeby rozłożyć te wszystkie negatywy. I zobaczyłam na nich, po pierwsze historię mojej rodziny, bo tam też są zdjęcia starsze, niż robił Witold. Po drugie zobaczyłam ogromną pracę wielkiego artysty, którym był mój dziadek. I postanowiłam działać w tym kierunku, aby przywrócić zainteresowanie jego twórczością.

Barbara Romer podzieliła się też swoimi refleksjami z pobytu we Lwowie w czasie wojny:
–Byłam we Lwowie dziesięć lat temu. Bardzo dokładnie zwiedziłam miasto. Odwiedziłam miejsca zamieszkania mojej rodziny na Długosza 25 i Jakuba Strzemię 3. Te ulice zbiegają się ze sobą i widać je na filmie rodzinnym Witolda. Lwów bardzo dobrze zwiedziłam, bardzo mi się podoba. Jest naprawdę spokojnym miastem. Przepięknym. Nie zrujnowanym. Dobrze się tutaj czuję. To interesujące zwiedzać Lwów śladami Witolda i szukać miejsc, w których robił swoje filmy i zdjęcia. Aczkolwiek był on artystą, który podróżował po całej Polsce i po całej Europie, więc jego twórczość jest bardzo szeroka. Był świetnym portrecistą. Umiał wspaniale uchwycić ludzi, ich charaktery, ich piękno. Jeździł po całej Europie, fotografował też architekturę. Również przyrodę fotografował. Ogólnie można powiedzieć, że jego zdjęciom towarzyszy pewien rytm. Jest wyczuwalny praktycznie we wszystkich zdjęciach poza tatrzańskimi i poza portretami. Znalazłam boisko, na którym właśnie nakręcił film. Znalazłam ulicę z filmu rodzinnego pt. „Kronika Rodzinna”, w którym mój tata idzie z plecaczkiem do szkoły. No i oczywiście kąpielisko, na którym częściowo był kręcony film „Woda”.
Skanowanie dzieł Witolda Romera w Centrum Historii Miejskiej trwało cały tydzień.
– Przywiozłam tutaj kilka filmów Witolda Romera, aby Centrum mogło się wzbogacić o obrazy z historii Lwowa z mojego archiwum. Ale przywiozłam też materiały o twórczości mojego dziadka – wyjaśniła Barbara Romer. – Chodzi o to, żeby przypomnieć jego nazwisko, żeby wybrzmiało także dziś”. Zeskanowaliśmy kilka filmów Witolda Romera, m.in. „Kroniką Rodzinną”, „Miasto działu wodnego” i kilka innych filmów. Na razie rodzi się projekt dłuższej współpracy. Niektóre filmy nie są całością, więc chcemy je po prostu zmontować, aby stanowiły pewną całość. Bo jest troszeczkę bałaganu w tych filmach. Zostały one wywiezione ze Lwowa do Krakowa, potem do Wrocławia. Trzeba uporządkować to archiwum, a później podejmiemy następne kroki.
Czy nie bała się Pani jechać do Lwowa?
– Nie, znajomy Andrij Bojarów zapewnił mnie, że jest tu bezpiecznie i tak się czuję.

Pomysłodawcą tego wydarzenia, również trwającej we Lwowie wystawy fotograficznej „Domowroty” Włodzimierza Puchalskiego jest lwowski artysta Andrij Bojarów. Po zakończeniu spotkania w Centrum Historii Miejskiej powiedział w wywiadzie dla Kuriera:
– Wspominałem dziś, że zobaczyłem najpierw negatywy Puchalskiego w archiwum Romera. Zwróciłem uwagę, że są w archiwum, że je wystawiał i dopiero później się dowiedziałem, że był asystentem Romera. Tutaj porządek jest odwrócony. W 2018 roku, gdy robiłem w Łodzi wielką wystawę fotografii lwowskiej, dowiedziałem się, gdzie jest archiwum w Niepołomicach i wstąpiłem do tego archiwum. I tam już odkryłem, można powiedzieć, Puchalskiego w tym kształcie jak go teraz pokazujemy go we Lwowie. Najpierw pokazaliśmy go w Krakowie. Była taka okazja w Międzynarodowym Centrum Kultury i teraz wystawa przyjechała do Lwowa, ale Romer był obecny cały czas. Miałem kontakt z Barbarą Romer, spotkania głównie we Wrocławiu, również spotkanie we Lwowie w 2018 roku. Oczywiście razem robiliśmy program towarzyszący, więc nie mogło się obejść bez wizyty pani Barbary i pokazu tych filmów. Po zeskanowaniu materiału mamy wielkie plany na przyszły rok, by je zmontować. Wszystko dotyczy Lwowa i przedwojennych filmów Romera.

Oparta na metaforze „powrotów”, na temacie dziś szczególnie wrażliwym, seria „Domowroty” aktualizuje rozważania nad nieustannym procesem fizycznego i materialnego powrotu oraz prowadzi emocjonalne i intelektualne refleksje nad tym, czym jest miejsce, przynależność i więzi. Program publiczny jest częścią projektu „Homing: Returns of People, Places and Archive”. Projekt jest realizowany we współpracy z Goethe-Institut na Ukrainie.
Konstanty Czawaga

