Diagnoza: „meżyhiryzm”

Diagnoza: „meżyhiryzm”

Co mają w głowach gospodarze? Taka myśl nasuwa się podczas spaceru po rezydencji byłego prezydenta. Meżyhiria jest tak olbrzymie, że zwiedzanie może się zmienić w całodniową turystyczną wyprawę.

Być może Czytelnicy pamiętają mój pierwszy reportaż z wyjazdu do rezydencji Janukowycza z 29 grudnia 2013 roku. Wtedy, półtorej kilometra przed rezydencją prezydenta spotkał nas kordon drogówki i KAMAZy, stojące w poprzek drogi, a 300 m przed bramą wojsko i berkut. Wszyscy kierowcy, którzy jechali wtedy do Meżyhiria otrzymali później wezwania do sądu z wydumanym oskarżeniem „o niezatrzymanie się na żądanie drogówki”. Wraz z Jurijem Andruchowyczem, jako świadek byłem na dwóch posiedzeniach sądu. Jechaliśmy autem naszych znajomych, a z powrotem wracaliśmy innym samochodem. Ponieważ sytuacja w państwie się zmieniała, pierwszy sędzia odesłał sprawę do drogówki na „dopracowanie” szczegółów, kolejny sędzia w ogóle nie chciał przyjąć sprawy do rozpatrzenia. Ale są to już stare dzieje i dygresja autora.

Wczoraj, gdy wraz z innymi zwykłymi obywatelami Ukrainy i Polakami (widziałem polskie flagi) trafiłem do rezydencji obalonego mordercy i tyrana (proszę mi wybaczyć patos, ale przecież nie przesadzam), ochrony nie było nawet blisko.

Meżyhiria zajmuje prawie 100 hektarów powierzchni i przy wjeździe bardzo brakowało mi mapy, żebym mógł określić, co chcę zobaczyć. Janukowycz znał swój majątek i nie wyobrażał sobie, że kiedyś stanie się on miejscem publicznym. Ale była to tylko kwestia czasu. Po przekroczeniu punktu kontroli, za ogrodzeniem o wysokości 6 metrów, znajduje się brama w stylu „współczesnego baroku” i sztachety. Od razu warto zaznaczyć: żadnej koncepcji stylistycznej, ani wartości artystycznej budowle rezydencji nie mają. Wydaje się, że zaprojektował to wszystko architekt o zdolnościach zbliżonych do tych, jakie miał sam Janukowycz jako prezydent. Być może sam właściciel zażądał takiego „stylu” bo uważał, że jest „cool”.

Za bramą po lewej jest tzw. „chonka” – olbrzymi dwupiętrowy drewniany dom z kamienną podmurówką. Ozdobiony „elementami” architektury antycznej. Obok było jedno z miejsc do grillowania, które bardzo upodobał sobie „proffesor”. Do wnętrz na razie nikogo nie wpuszczają, aby nie dopuścić rabunku, który już zresztą miał miejsce. Koledzy, którym udało się wejść do „chonki” piszą i publikują dowody na istnienie kochanki prezydenta, o której nikt do tej pory nie wiedział. Pierwsza dama przez cały czas spokojnie mieszkała sobie w Doniecku, a „nowa dama” była prezesem fundacji i właścicielką salonu Spa w Kijowie. Pochodziła z rodzinnej miejscowości Janukowycza – Jenakijewa w obwodzie donieckim. Razem mieszkali w „chonce” w pokojach z widokiem na Dniepr.

Obok zabudowań są stawy, przy których jest bania i kilkukilometrowe pole golfowe. Dalej jest niewykończony garaż i lądowisko dla helikoptera. Tu właśnie do lat 30 XX wieku stał słynny klasztor meżyhirski, w którym opiekowano się starszymi zaporożcami (w XVII wieku w klasztorze Przemienia Pańskiego mieścił się szpital dla kozaków weteranów Siczy Zaporoskiej – red.). Dopiero teraz archeolodzy będą mieli okazję zbadać jego fundamenty, bo nawet przed Janukowyczem był tu teren rządowych sanatoriów, do których nie wpuszczano naukowców.

Lądowisko helikopterów oddalone jest o 2,5 km od bramy wejściowej, ale to jeszcze nie koniec terenu rezydencji. Pod lądowiskiem jest stary garaż z kolekcją zabytkowych samochodów. Janukowycz tęsknił do czasów sowieckich, większość aut pochodzi z tego okresu. Jest nawet radiowóz milicyjny. Chyba właśnie takim odwożono prezydenta do „miejsc osamotnienia”… Obok garażu prywatna stacja benzynowa, a poniżej – kanał z przerzuconymi dekoracyjnymi mostkami. Droga prowadzi do pływającego baru mieszczącego się na statku-galeonie. Zza firanek widać w środku olbrzymi stół zastawiony najróżniejszymi alkoholami. Taki stan zastali pierwsi aktywiści, którzy przybyli do Meżyhiria. Wokół „galeonu” nurkowie znaleźli zatopione dokumenty i taśmy z nabojami do karabinów maszynowych. Granitowy brzeg Dniepru chroniony jest na całej długości rezydencji drutami, które jeszcze niedawno były pod napięciem.

Wzdłuż brzegu na błotnistym terenie widnieją dziwne zagony zasypane gnojem. Nie mogłem zrozumieć przeznaczenia tego miejsca, ale kiedy zobaczyłem specjalne stanowiska na broń, zrozumiałem, że wypuszczano tu dziki czy inną zwierzynę, do której strzelał chory przywódca. Majątek zamyka zoo z psiarnią, w której zebrano kilkadziesiąt rzadkich ras, przeważnie psów bojowych.

Ponieważ zawodowo zajmuję się badaniem starych rezydencji, mogę podać krótką charakterystykę tego, co zobaczyłem. Nawet włości króla Bawarii Ludwika II, znanego ze swej ekscentryczności i gigantomanii, wysiadają przy rezydencji w Meżyhiriu.

Cokolwiek powstanie tu w przyszłości – rezydencja powinna służyć społeczeństwu.

Dmytro Antoniuk
Tekst ukazał się w nr 4 (200) za 28 lutego-17 marca 2014

X