Czarny dzień ukraińskiego futbolu

Czarny dzień ukraińskiego futbolu

Nadzieje były ogromne, a i możliwości też. Reprezentacja Ukrainy udowodniła, że może się skupić, zmobilizować i pokazać grę na poziomie europejskim przez cały mecz, jak to pokazała ze Szwedami i w równej grze z Francją. Kolej była na Anglię. Ukrainę satysfakcjonowało tylko zwycięstwo, Anglikom wystarczył remis.

Chłopcy ruszyli do walki ostro, zdając sobie sprawę, że od nich zależy dalszy los rozgrywek. Atakowali, kontratakowali, przetrzymywali piłkę. Strzelali wprawdzie niewiele i mało celnie. Odczuwało się jednak brak Szewczenki i jego końcowego uderzenia. Po odniesionej kontuzji kolana, Oleg Błochin postanowił oszczędzać głównego napastnika, w nadziei na dalszą grę drużyny w mistrzostwach. Po ukraińskich piłkarzach od początku widać było wielką wolę zwycięstwa. Anglicy mieli problemy z wymienieniem kilku podań, ponieważ ich akcje ofensywne szybko były kasowane. W 7. minucie groźny strzał z dystansu oddał Denis Garmasz, jednak piłka poszybowała nad poprzeczką.

Po pewnym czasie pierwszą składną akcję przeprowadziła reprezentacja Anglii, ale dośrodkowanie Ashley’a Cole’a z lewej strony boiska pozostawiało wiele do życzenia, dzięki czemu Andrij Piatow nie miał żadnych problemów przy interwencji. Na Anglików mocno zaczęli naciskać piłkarze Ukrainy Jewhen Konoplanka, Anatolij Tymoszczuk, Ołeh Husiew, Andrij Jarmołenko, zdając sobie sprawę z wagi meczu.

O piłkę walczy Marko Dević (Fot. www.kirotv.com)
Mimo że grali bez swojego lidera, to w pierwszej części meczu nadawali ton grze, dłużej będąc przy piłce. Anglicy grali trochę tak, jakby bali się podjąć ryzyka. Gospodarze widzieli, że mają więcej miejsca i próbowali coraz śmielszych akcji. Trzy Lwy były trochę ospałe, ale od czasu do czasu zrywały się, aby ukąsić rywala. W 28. minucie swoją szansę miał Wayne Rooney, który znalazł się w idealnej sytuacji, ale nie trafił czysto głową w piłkę. W odpowiedzi Andrij Jarmołenko próbował technicznym strzałem zaskoczyć Harta, co także nie przyniosło efektu w postaci gola. Na przerwę piłkarze poszli przy wyniku 0:0.

Krótko po przerwie Wayne Rooney strzela upragnioną bramkę. Dla Anglii jest 1:0. Ukraina mobilizuje siły i z większym zacięciem atakuje bramkę Anglii. Ukraińcy nie zamierzali się poddać. Husiew bardzo ostro dośrodkował w pole karne, a Hart ledwo sobie z tym poradził, wybijając piłkę na rzut rożny. Gra zaczęła się rwać. Kibice widząc bezradność swojego zespołu w ataku, zaczęli domagać się wpuszczenia na boisko Andrija Szewczenki, krzycząc głośno: „Szewa, Szewa”.

W 62 minucie w akcji Marko Dević wyszedł sam na sam z bramkarzem, strzelił w Harta, piłka jednak wpadła do bramki po interwencji golkipera, sytuację uratował John Terry ofiarnym wślizgiem wybijając piłkę, która przekroczyła linię bramkową. Sędzia, Viktor Kassai z Węgier, nakazał grać dalej, chociaż powtórki telewizyjne pokazały, że był gol dla Ukrainy.

Ukraińcy naciskali, potężny strzał z dystansu oddał Konoplanko, Hart bronił, jednak nie było nikogo z rywali, którzy mogliby wbić piłkę do siatki z najbliższej odległości.

Ukraińcom nie pomogło wejście Szewczenki, o którego tak bardzo dopominali się kibice. Bohater meczu ze Szwecją nie był w ogóle widoczny, a zapisał się w protokole meczowym tym, że został ukarany żółtą kartką za brzydki faul na rywalu.

W ostatnich fragmentach meczu Ukraińcy nie byli już tak aktywni i nie naciskali przeciwników. W doliczonym czasie gry kolejny niecelny strzał zapisał na swoim koncie Jarmołenko, a po ostatnim gwizdku angielscy kibice głośno świętowali awans swojej drużyny do ćwierćfinału.

Po meczu powiedzieli:
Oleg Błochin (trener reprezentacji Ukrainy): Byliśmy drużyną zdecydowanie lepszą, stwarzaliśmy znacznie groźniejsze sytuacje. Naszej porażki winny jest sędzia. Nie uznał prawidłowo zdobytej bramki przez Marco Devića. Anglicy mieli dużo szczęścia.

Roy Hodgson (trener reprezentacji Anglii): To był bardzo zacięty mecz, a my od początku graliśmy bardzo dobrze. Przyznaję, że przed przyjazdem do Doniecka nie spodziewaliśmy się, że uda nam się wygrać grupę.

Krzysztof Szymański

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

X