Co z nielegalnym upamiętnieniem ukraińskim w Przemyślu?

Co z nielegalnym upamiętnieniem ukraińskim w Przemyślu?

Krzyż z tablicą w języku ukraińskim, nielegalnie postawiony w ub. roku na Cmentarzu Głównym w Przemyślu, może wkrótce zostać usunięty.

Na odosobnionym i nieogrodzonym skrawku Cmentarza Głównego w Przemyślu, w kwaterze 58 (tzw. „kwaterze samobójców”), mieszczącej się tuż nad górnym parkingiem, w sąsiedztwie Cmentarza Wermachtu, ktoś w lipcu ub. roku nielegalnie postawił wielki brzozowy krzyż z tablicą oznaczoną godłem Ukrainy i napisem w języku ukraińskim. Wymienionych jest tam z imienia i nazwiska 68 Ukraińców, którzy – jak głosi napis – zostali „rozstrzelani w latach 1945-49 przez członków Urzędu Bezpieczeństwa w Przemyślu”.

Pod krzyżem stoją wygasłe lampiony oraz dwa dość świeże wieńce w narodowych barwach ukraińskich: od przesiedleńczego towarzystwa „Nadsanie” ze Lwowa oraz „Spiłki (związku) Represjonowanych z Peremyszla”. Napisy na wieńcowych szarfach oddają cześć „bojownikom”, którzy „zginęli za wolność Ukrainy”.

– Krzyż z tablicą w języku ukraińskim zauważyłem w lipcu ub. roku, podczas codziennego obchodu cmentarza. Ktoś postawił go bez wiedzy i zgody administracji cmentarza. Nie wiemy czy w tym miejscu znajduje się zbiorowa mogiła. Nie sprawdzaliśmy tego, bo nikt nie zwrócił się do nas o zbadanie tej kwestii. Kwatera 58. została przeznaczona pod pochówki na przełomie lat 1947/48 i nie ma żadnych zapisów, żeby ktokolwiek był tam wcześniej chowany – mówi kierownik administracji Cmentarza Głównego Ryszard Siniewicz.

Prezes przemyskiego Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej Andrzej Ziemniak przypomina, że zgodnie z polskim prawem oraz regulaminem cmentarzy, wszelkie pochówki, remonty czy budowy upamiętnień należy zgłaszać do zarządu cmentarza, który wydaje na to zgodę administracyjną lub kartę remontu.

– Nie jest rolą administracji cmentarza, ani PGK, prowadzenie dochodzenia, kto to postawił. Ograniczyliśmy się więc do poinformowania o tym fakcie Wydziału Gospodarki Komunalnej Urzędu Miejskiego, który reprezentuje właściciela cmentarza, czyli prezydenta miasta Przemyśla. Oto kopia naszego pisma z dnia 11 lipca 2012 roku, przekazanego do Urzędu Miasta wraz z dokumentacją fotograficzną. Od tamtej pory nie dostaliśmy od naczelnika Wydziału Gospodarki Komunalnej żadnej decyzji, co z tym upamiętnieniem należy zrobić – mówi prezes Ziemniak.

Naczelnik Wydziału Gospodarki Komunalnej Urzędu Miasta Przemyśla, Elżbieta Duplaga, zawiadomiła Radę Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa w Warszawie o nielegalnym upamiętnieniu ukraińskim, ale dopiero 31 stycznia 2013 roku, czyli w dniu mego wywiadu na ten temat z prezesem PGK i kierownikiem administracji cmentarza. Jak mi powiedziała, tyle czasu (ponad pół roku) wymagały nieformalne próby dotarcia do inicjatorów upamiętnienia i nakłonienia ich do jego dobrowolnego usunięcia. Próby te okazały się zresztą nieudane.

– Nie udało się nam ustalić, kto postawił to upamiętnienie. Kontaktowaliśmy się z przedstawicielami mniejszości ukraińskiej, aby sami je usunęli. Nie były to rozmowy czy pisma oficjalne, więc nie mogę powiedzieć, z kim się kontaktowałam. Skoro jednak nikt nie zareagował, to będzie oficjalny wniosek do Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa o usunięcie tej tablicy – mówi naczelnik Duplaga.

Fot. Jacek BorzęckiOd autora:
„Tablica na upamiętnieniu ukraińskim nie podaje kim byli wymienieni Ukraińcy, gdzie żyli i w jakich okolicznościach stracili życie z rąk funkcjonariuszy UB. Miejmy nadzieję, że historycy z rzeszowskiego IPN ustosunkują się do treści tejże tablicy i wkrótce wyjaśnią nam te niewiadome. Na razie można jedynie domyślać się, że chodzi tu o bojowników OUN-UPA. Jak wiadomo, członkowie tej formacji polityczno-zbrojnej zwalczali (także na południowo-wschodnich krańcach powojennej Polski) nie tylko wszelkie struktury Państwa polskiego, ale i polską ludność cywilną.

Mimo to, polskie państwo nie broni upamiętniania „upowców”. Jeśli Ukraińcy wymienieni na nielegalnej tablicy zostali faktycznie rozstrzelani przez UB, to można ich upamiętnić zupełnie legalnie, zgłaszając stosowny wniosek do Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa w Warszawie. Rada zapewne uwarunkowałaby swoją zgodę jedynie tym, że chodzi o ich faktyczne mogiły, a nie symboliczne upamiętnienia (choć w praktyce, nasze władze wciąż tolerują zbudowany w 1994 roku przez byłych upowców symboliczny pomnik ku czci „bohaterów UPA” w Hruszowicach koło Przemyśla) oraz, że tablice nagrobne będą dwujęzyczne i nie będą gloryfikowały tej nazistowskiej formacji (wprawdzie walczącej o wolną Ukrainę, ale jednocześnie przeprowadzającej „czystkę etniczną”). Dopuszczany przez Radę napis: „zginął za wolną Ukrainę” powinien być chyba satysfakcjonujący dla strony ukraińskiej.

Twórcy nielegalnego upamiętnienia ukraińskiego na Cmentarzu Głównym w Przemyślu z pewnością znali tę ugodę, jak również musieli być świadomi nieco podobnej, choć odwrotnej sytuacji sprzed kilku lat w Przemyślu. Wtedy to przedstawiciele mniejszości ukraińskiej zażądali usunięcia z tzw. Pomnika Wołyńskiego na przemyskim Cmentarzu Wojennym figury przedstawiającej pomordowane dzieci. Kluczowym argumentem był fakt, że figura została umieszczona na pomniku przez miejscowych kresowian bez uzgodnienia z administracją cmentarza i władzami miasta. I wówczas władze zaaprobowały ten argument i usunęły ową „nielegalną” figurkę.

Skoro mimo tych faktów, nieznane osoby zdecydowały się na postawienie upamiętnienia ukraińskiego bez wiedzy władz miasta Przemyśla, to musiały liczyć się z nieuchronnością decyzji o jego rozbiórce. Być może o taki finał tej inicjatywy im chodziło. Może chcieli dać pretekst nacjonalistom we Lwowie, Tarnopolu i Stanisławowie do oskarżania Polski o usuwanie ukraińskich upamiętnień, aby w ten sposób uzasadnić swoje próby blokowania przygotowywanych tam w bieżącym roku – przez Radę Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa – trzech kolejnych, legalnych upamiętnień na zbiorowych mogiłach mieszkańców unicestwionych przez OUN-UPA polskich wiosek”.

Jacek Borzęcki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

X