C-K Kronika Kryminalna. Rok 1905. Część II

Kurier Lwowski
1 lutego 1905

Zbrodniczy pomysł. Współdzierżawca propinacji w Chorostkowie Kopel Blum dostał w tych dniach telegram ze Lwowa z podpisem ojca swego wspólnika Rubina Rottenberga z prośbą, aby natychmiast wysłał 250 kor. pod jego adresem do Hotelu Guttmanna. Blum, nie namyślając się ani chwili, pieniądze wysłał, a obecnie, przekonał się, że padł ofiarą jakiegoś oszusta, który zabrawszy pieniądze natychmiast ulotnił się z wymienionego hotelu.

Młodzi fałszerze koronówek. Do sklepu Blanka przy ul. Na Błonie, przyszedł przed paru dniami młody chłopak kupić chleba za 4 grosze i zapłacił koroną. Blank na pierwszy rzut oka spostrzegł, że moneta jest fałszywa, nie miała bowiem wcale dźwięku i brak jej było obramienia. Zapytany chłopak, skąd jest i skąd ma koronę, odrzekł że jest praktykantem u szewca przy ul. Gródeckiej, a gdy Blank chciał do niego przystąpić, umknął. Zawiadomiona o tem policja, zbadała wkrótce, że chłopiec nazywa się Jan Oszpar, jest praktykantem u mosiężnika przy ul. Gródeckiej. Dalej pokazało się, że korona została sfabrykowania w warsztacie mosiężniczym. Pomysł dał do tego i głównym wykonawcą był 16 letni terminator Wład. Baranowski, bardzo mało sprytu i chęci okazujący w zawodzie mosiężniczym. Pomocnymi mu byli rówieśnicy: wymieniony wyżej Jan Oszpar i Antoni Such. Falsyfikat wykonano w nocy. Wszystkich trzech aresztowano, a narzędzia skonfiskowała policja. Zakwestionowana korona miała być wedle zeznań aresztowanych pierwszym ich kunsztykiem.

Kurier Lwowski
4 lutego 1905
Nieudany zamach na życie. Onegdaj nad ranem wezwano pogotowie ratunkowe do hotelu Saskiego, gdzie przywieźli oficerowie jakąś szansonistkę Niemkę, która strzeliła do siebie z rewolweru. Lekarz pogotowia skonstatował zdarcie naskórka na piersiach. Gdzie utkwiła kula rewolwerowa nie wiadomo, a desperatka nie będzie miała wiele kłopotu z leczeniem rany. Oficerowie opowiadali, że wyszli z tą dziewczyną z kawiarni. Na ulicy przyszło do jakiejś miłosnej sceny i rozległ się strzał, po którym odebrano jej z rąk rewolwer.

Oryginalna wróżka. Doniesiono policji, że niejaka Chaja Barth, zamieszka a przy ul. Smerekowej l. 3 oszukiwała naiwnych ludzi za pomocą wróżby. Zgłaszające się do niej osoby okradzione przez złodziei, którym za stosowną opłatą obiecywała, że zobaczą u niej w mieszkaniu twarz złodzieja. Wróżka robiła „hokus pokus”, zapalała dwie świece, umieszczając swą ofiarę między lustrami odpowiednio ustawionymi i w ten sposób powodowała u niej złudzenie, że w dali widzi twarz złodzieja. Była to jednakowoż twarz owej ofiary wróżki, tylko że z powodu załamywania się światła, a więc w lustrach, przybierała inne kształty. Kilka osób zostało w taki sposób oszukanych. Dalszym czarodziejskim praktykom położyła kres policja.

Wypuszczony na wolność. Jan Didko, murarz, którego policja aresztowała i odstawiła do więzienia pod zarzutem skrytobójczego morderstwa, rzekomo popełnionego przez zaczadzenie swej narzeczonej Franciszki Michałowskiej, sługi w domu przy ul. Janowskiej, został przez sędziego śledczego dr Wasunga wypuszczony na wolność. Pokazało się bowiem, tak z wyniku sekcji zwłok p. Michałowskiej, jak i z innych faktów, że podejrzenie nie ma dostatecznego uzasadnienia.

Kurier Lwowski
5 lutego 1905
Zamach samobójczy tinglówki. – Odnośnie do onegdajszej notatki o zamachu samobójczym histerycznej „artystki” tinglowej prosi nas właściciel hotelu saskiego, iż panna Lea Dohou (właściwie Thorau), strzeliła do siebie nie w hotelu Saskim, lecz w pewnej kawiarni tutejszej, i że stamtąd dopiero przywieźli ją oficerowie do hotelu Saskiego, w którym mieszka – Jak wiadomo niedoszła samobójczyni napędziła tylko strachu towarzyszom „nocnej wyprawy”, nic sobie nie zrobiwszy.

Ucieczka żon. Dwóch stroskanych mężów udało się onegdaj do policji z prośbą aby im odszukała zbiegłe żony. Gospodyni z Gajów, Jewdocha Kudryńska, pozostawiła 5 dzieci i uciekła najprawdopodobniej do Lwowa. Jeszcze gorszy los spotkał woźnego lwowskiego starostwa Ilika Chomika. Żona zabrała mu 1600 koron gotówką, książeczkę kasy oszczędnościowej na 200 koron i całą jego garderobę. Małżonka zapowiedziała, że jedzie do ojca, tymczasem mąż dowiedział się, że czyni przygotowanie do ucieczki za morze.

Z Brzeżan donoszą nam, że profesor gimnazjalny Pan I tak silnie uderzył dnia 28 z.m. w klasie ucznia III klasy Edwarda G. w głowę, że uczeń zaraz następnego dnia zachorował. Rodzice chłopca wnieśli zażalenie do dyrektora gimnazjum i Rady szkolnej.

Kurier Stanisławowski
5 lutego 1905
Nowe oszustwo. Znany na tutejszym bruku pośrednik w sprawach pieniężnych Izrael Krumholz rodem z Bursztyna, zamieszkały w Stanisławowie od 4 lat, naciągnąwszy tut. kapitalistów na 120.000 koron pojechał w odwiedziny do byłego swego szefa Ef. Ch. Kanej zamieszkałego w Ameryce. Za zbiegłym oszustem rozesłano listy gończe.

Malwersacja. Niezwykła sensacja w sprawie o wykrycie w tut. Urzędzie podatkowym malwersacji, której dopuszcza się oficjał podatkowy Fr. Kalik. Pobierał on mianowicie za kwitami przez siebie wystawionymi, należytości zakondykowane na pensjach rozmaitych osób, które urząd podatkowy miał wypłacać wierzycielom. Ogólna suma zdefraudowanych w ten sposób pieniędzy wynosi około tysiąca koron, które rodzina Kalika pokryła. Malwersanta uwięziono i wytoczono mu karne śledztwo.

Kurier Lwowski
11 lutego 1905
Rewizja w handlach żelaznych onegdaj na tzw. „Krakowiakach” wśród handlarzy starem żelazem. Do sklepów wpadła znienacka policja i zrobiła rewizję, przeszukano też ławy handlarzy. Plon był obfity. W sklepie Salamona Sperlinga zakwestionowano długi złoty damski łańcuszek roboty plecionej ze spojówką w formie pięciu listków wysadzanych brylancikami i z dwoma frędzelkami, dalej męski złoty łańcuszek w kształcie wstążki, srebrny zegarek złoty damski po obu stronach emaliowany i dwa kolczyki ze złotych 10 koronówek. Części tych przedmiotów były ukryte między żelazem w piwnicy. W innym handlu zabrano laskę z sztyletem, okutą srebrem z monogramem S. D. i koronę. Przedmioty powyższe pochodzą niezawodnie z kradzieży. Ponadto skonfiskowano w kilku handlach nie posiadających koncesji na sprzedaż broni, mnóstwo rozmaitych gatunków strzelb, szabel, rewolwerów, szpad i bokserów. Broń zostanie do sądu, a po rozprawie przeciw handlarzom, nastąpi licytacyjna sprzedaż tej broni.

Drobne wiadomości. Biednej stróżce domu pod l. 35 przy ulicy Szeptyckich Marii Haliczanowskiej skradł jakiś gałgan gotówkę 7 koron, a ze ściany zabrał srebrny zegarek męża. Mieszkanie było zamknięte na kłódkę, którą złodziej rozbił na drobne kawałki. Wdowa p. Teofila Runge, zgubiła przed gmachem politechniki czarną wełnianą torebkę z pularesem, zawierającym 90 kor. i klucz od mieszkania. Sklepikarz Majer Pollenberg, dał zarobnikowi Janowi Rutkowskiemu do odniesienia worek z 80 kg. owsa. Rutkowski zamiast odnieść worek pod wskazanym adresem, sprzedał go. Nazajutrz spotkał Pollenberg swego pośrednika w mieście i zapytał, co się z workiem stało. Rutkowski miał jeszcze tyle czelności, że żądał dwie kor. za to, że wskazał miejsce. Wziąwszy pieniądze, wyśmiał Pollenberga i usiłował uciekać. Zamiar się nie udał, schwytano go i odstawiono na inspekcję . Tutaj odebrano mu 2 kor., poczem zamknięto w areszcie. Na strych domu przy ul. Kaleczej l. 6, zakradli się złodzieje, rozbili cztery kufry i skradli z nich na szkodę p. Emilii Borzęckiej 4 wielkie poduszki, kołdrę i kilka sukien.

Kurier Lwowski
13 lutego 1905
Napad z nożem w ręku. Ul. Grodecką szli wczoraj wieczorem dwaj ślusarze kolejowi Wiktor Panasiewicz i Kazimierz Groszek. Towarzyszyły im żona Panasiewicza i jej siostra. Nagle bez powodu napadło ich trzech ludzi a w czasie kłótni jeden z napastników ugodził Panasiewicza nożem w głowę, a Groszkowi zadał dwie rany w szyję. Powstało wielkie zbiegowisko a na widok krwi pospieszyli przechodnie z pomocą i napastników przytrzymali. Główny sprawca, który nożem wojował, nazywa się Wasyl Czapkowski, jest służącym w ruskiem seminarium duchownem, pomagali mu Stanisław Stanek, służący także w tem seminarium i Grzegorz Słupski, dozorca domu. Rannych opatrzyło pogotowie ratunkowe a napastników aresztowano.

Ucieczka więźnia. Wczoraj popołudniu z zakładu karnego przy ul. Kazimierzowskiej uciekł więzień Józef Ledwo, zarobnik, liczący lat 40 z Pełkina, w pow. Jarosławskim. Odsiadywać miał jeszcze 4 letnie więzienie.

Kurier Lwowski
16 lutego 1905
Dwa zamachy samobójcze dokonane zostały onegdaj wieczór przez dwie kobiety. W domu przy ul. Zamarstynowskiej l. 25, zażyła pastylkę sublimatu akuszerka Stanisława St., matka 1 dziecka. Pogotowie ratunkowe wypompowało jej żołądek i pozostawiło opiece domowej. Życiu desperatki, która nie chciała podać powodu zamachu na swoje życie, nie grozi na razie niebezpieczeństwo. Tragiczniejszy wypadek wydarzył się w realności przy ul. Kochanowskiego l. 40, gdzie z drugiego piętra rzuciła się na dziedziniec 20 letnia dziewczyna Zofia U., służąca, zamieszkała w tym domu u swej siostry Anny J. Około g. 9 powróciła Zofia z Przemyśla od swoich krewnych. Pozostawiwszy swe rzeczy na dworcu, przyszła do wymienionego domu i rzuciła się z ganku. Nieszczęśliwa dziewczyna pozostawiła list do swej siostry, podając, że przyczyna desperackiego kroku, tkwi wbraku środków do życia i w tem, że nigdy nie miała szczęścia i spotykała się z pogardą ludzi, siostrze zaś, posiadającej ośmioro dzieci, nie chciała być ciężarem. Odwieziona wozem stacji ratunkowej, poddana tam została desperatka powierzchownym oględzinom, które wykazały złamanie nogi i kręgosłupa. Wskutek tego jest słaba nadzieja uratowania jej życia.

Wojna z babami. Srogą walkę wydał drugi (szynkarski) departament magistratu najrozmaitszym osobnikom niewieścim, co po biurach roznoszą przekąski, czasami mięsne, dla zgłodniałych urzędników i stąd nieraz czerpią źródło dla biednej egzystencji. Oto kiedyś biegała po korytarzach magistrackich niejaka Maria Kostoń płacząc i łzy wylewając z tego powodu, że jej pan komisarz z drugiego biura skonfiskował cały bufet złożony z paru kawałków kiełbasy, wędzonki i salcesona. Wszystkie te smakołyki wkroczyły podobno w zakres niedozwolonego ustawą i koncesjami przemysłu i za to też zostały skonfiskowane. Biedny babiszon, który w ten koszyk z wiktuałami włożył cały swój kapitał zakładowy i obrotowy, nie mógł się utulić z żalu nad tą krzywdą i dla ulżenia sercu popuszczał ile mógł wodze językowi, wymyślając pod adresem magistratu w ogólności, a pana komisarza w szczególności. Przecie po wszystkich urzędach snują się takie ruchome jadłodajnie, a nikt się tem nie gorszy, mimo, że żadna instytucja nie miała podobno zamiaru zakładać bajzlu we własnym zakresie działania, jak to zamyślał magistrat.

Kurier Lwowski
20 lutego 1905
Awanturnik. Na ul. Żółkiewskiej kilku podpitych ludzi zaczepiało wczoraj przechodniów. Gdy ich upomniał policjant, jeden z awanturników uderzył go w twarz. Wówczas policjant dobył szabli i ciął go w twarz. Ranny począł uciekać, lecz policjant przy pomocy drugiego schwycił go i odstawiono go na stację ratunkową. Sprowadzony na policję, podał awanturnik, że nazywa się Józef Lenios, jest czeladnikiem blacharskim. Tutaj wyprawił Lenios olbrzymią awanturę i pobił kilku policjantów; chciał też rzucić się na komisarza policji. Okuto go i w taki sposób obezwładnionego, zawieziono do szpitala.

Kurier Lwowski
21 lutego 1905
Na latarni. Marcin Wilk, dozorca domu przy ul. Głębokiej l. 21, podpiwszy sobie dobrze, wszczął z żoną na małą skalę wojnę i… został zwyciężonym. To go tak podrażniło, że zniszczył w swojem pomieszkaniu wszystko, co tylko nawinęło się pod rękę, następnie chwycił za siekierę, wybiegł na ulicę i zaczął rąbać Bogu ducha winną… latarnię. Powstało wkrótce zbiegowisko, wśród którego znalazł się też policjant. Ten aresztował Wilka, a tymczasem aresztowanemu skradł ktoś siekierę.

Nie wolno pluć w tramwajach. Ministerstwo kolejowe poleciło miejskiemu zakładowi elektrycznemu, by w sposób widoczny umieścił w wozach tramwajowych napisy, iż spluwanie na podłogę w tramwaju, w myśl istniejących przepisów jest surowo wzbronione, a wykraczający przeciw temu zakazowi będą karani grzywną od 2 do 200 koron, względnie aresztem od 6 godzin do 14 dni. Ministerstwo poleciło też ustawienie, gdzie to możliwe, spluwaczek.

Napadu obłąkania dostał wczoraj przedpołudniem na ul. Karola Ludwika właściciel dóbr Z., zamieszkały przy ul. Mochnackiego. Chciał on bić laską przechodniów, czem wywołał wielki popłoch. Nieszczęśliwym zaopiekował się policjant i umieścił go w hotelu Victoria, dokąd wezwano pogotowie ratunkowe, które odwiozło go do rodziny.

Kurier Lwowski
22 lutego 1905
Zbiegłego męża poszukuje za pośrednictwem policji dozorczyni gmachu Skarbkowskiego Maria Cetulska. Pan mąż, któremu na imię Józef, wyrobił sobie paszport do Rosji, wyjął z Kasy oszczędnościowej pieniądze w kwocie 1.080 kor. będące własnością żony i przed paru dniami wyjechał.

Oszust. Słuchacz IV. r. praw Władysław Wierzbicki doniósł policji, że jakiś mężczyzna podszywa się pod jego nazwisko, chodzi po domach i wyłudza od różnych ludzi wsparcia.

Kradzież. Leonowi Mantlowi kupcowi, zam. przy ul. Piastów l. 9 skradziono bieliznę, garderobę i srebra stołowe, wart. około 400 kor.

Kurier Lwowski
23 lutego 1905
Kradzież skórek. Z sklepu Mojżesza Taschmana przy ul. Sykstuskiej l. 2 skradły jakieś dwie żydówki, które udawały kupujące, 10 skórek z baranów krymskich, wart. 320 kor.

Za awantury w szpitalu. Prymarjat oddziału chorób skórnych w szpitalu powszechnym ma bardzo częste kłopoty ze swoimi pacjentami. Indywidua te „z pod ciemnej gwiazdy” wyprawiają ustawicznie awantury, lekceważą a nawet grożą lekarzom i służbie. Onegdaj ukarała policja dwóch chorych, Michała Lampika murarza, który grał po nocach w karty i groził prefektowi oddziału pobiciem, 5 dniowym aresztem, a Dominika Musakowskiego, notowanego złodzieja, 3 dniowym aresztem.

Kurier Lwowski
1 marca 1905
Śmiertelny skok z III piętra. Tragiczny wypadek wydarzył się onegdajszej nocy przed g. 11. w kamienicy przy ul. Jagiellońskie] l. 15. Zamieszkały w tym domu na I. piętrze adwokat kraj. dr. Henryk Gottlieb, wyszedł na III piętro i skoczył stamtąd na kamienne podwórze. Skutkiem pęknięcia czaszki śmierć nastąpiła natychmiast.

Kurier Lwowski
3 marca 1905
Samobójstwo. Donoszą z Tarnopola: 23 letni porucznik 8 pułku ułanów, Stefan H., odebrał sobie życie wystrzałem z rewolweru. Powodem samobójstwa miały być stosunki finansowe. Dał się podobno opętać szajce lichwiarzy, którzy jeszcze na pół godziny przed śmiercią żądali zwrotu długu.

Kurier Lwowski
5 marca 1905
Trup dziecka w kominie. Przy sposobności czyszczenia komina w domu przy ul. Skarbkowskiej l. 3 natrafiono na ślad zbrodni. Znaleziono tam w otworze komina, do którego prowadzą drzwi z sieni 1. piętra, trupa dziecka, owiniętego w koszulkę i poduszeczkę. Wedle orzeczenia lekarza, dziecko liczyło około 2 miesięcy, a straciło życie przed 14. dniami. Na trupie nie było śladu gwałtownej śmierci, nie ulega jednak wątpliwości, że zaszedł tu wypadek zbrodniczy. Zwłoki odstawiono do zakładu medycyny sądowej, a policja prowadzi dalsze śledztwo.

Śmierć skutkiem zaczadzenia. W domu przy ul. Gródeckiej l. 131 uległy wczorajszej nocy zaczadzeniu trzy osoby, mianowicie zarobnik Cieślewicz, jego żona i córka, licząca 5 lat. Wypadek nastąpił skutkiem tego, że zatkano z wieczora za wcześnie piec. Dziewczynkę znaleziono wczoraj rano martwą , rodziców uratowano od śmierci.

Drobne wiadomości. Dorożkarz parokonny nr. 69 jechał Rynkiem podczas największego ruchu szybko i skutkiem tego potrącił zarobnika Wasyla Łakocina, który odniósł uszkodzenie w nogę. Pogotowie ratunkowe udzieliło mu pomocy. Niejaką Paraśkę Różycką, wydaloną na zawsze ze Lwowa przez policję za rozmaite zbrodnie, aresztowała policja w Rynku w chwili uwijania się wśród przekupniów. Prowadzona do policji obmyśliła skrytkę dla swoich pieniędzy, które ukryła w ustach. Ajenci byli jednak sprytniejsi od niej, bo pieniądze znaleźli, a niebezpieczną zbrodniarkę zamknięto w areszcie. Fatalne zdarzenie miała na ul. Żółkiewskiej zarobnica Anastazja Koń. Oto w chwili, gdy przechodziła ulicą, niosąc kilka kóp jaj, najechał na nią wozem Szulem Feller, potrącił w plecy i stała się katastrofa, mianowicie na środku ulicy powstała jajecznica. Na szczęście Anastazja wyszła z tej katastrofy cało. Ze strychu p. Ant. Parysowej przy ul. Gródeckiej l. 11 skradziono bieliznę. Panna Wanda Lilienówna zgubiła na ulicy sznurek korali jasno różowych ze złotym zameczkiem. Zbłąkane źrebię oddała policja komisariatowi II. Dzielnicy.

Kurier Stanisławowski
5 marca 1905
Zamach morderczy i samobójstwo. W piątek dnia 3. b. m. rozegrał się w korytarzu tut. budynku pocztowego niezwykły dramat, który wywołał w mieście naszem niebywałą dotąd sensację. Oto spensjonowany za różne szacherki były dyurnista kolejowy Mieczysław Chrószczyński, zięć tut. grabarza miejskiego Luksa, strzelił około godziny 11 min. 30 przedpołudniem w budynku pocztowym do żony swej Marji, usiłując odebrać jej list, który ta przed chwilą w oddziale wydawania tzw. listów poste restante, od pewnego lekarza z Monasterzysk otrzymała. Chrószczyński nie mogąc żonie podejrzanego listu odebrać, dwukrotnym strzałem z 12 kalibrowego rewolweru ranił ją lekko w szyję, zaś palacza pocztowego Wasyla Bałahutraka, który z polecenia praktykanta pocztowego p. Jelluka usiłował Chrószczyskiego rozbroić, ranił śmiertelnie w głowę. Następnie skierowawszy lufę rewolweru ku sobie, dwukrotnym strzałem ranił się ciężko w lewą pierś. Pierwszej pomocy udzielili ciężko rannym lekarz miejski dr Rubinstein, poczem zabrano wszystkich troje do szpitala; rewolwer zaś i sztylet, który przy Chrószczyńskim znaleziono, zabrała policja. Powodem rozpaczliwego czynu Chrószczyńskiego miało być złe pożycie małżeńskie, oraz fatalne stosunki finansowe. Chrószczyński bowiem jako emerytowany dyurnista kolejowy pobiera 16 kor. miesięcznie. Bliższe szczegóły wyjdą zapewne na jaw w czasie śledztwa, które prowadzi dr. Kowszewicz. W jaki czas później jawiła się na miejscu wypadku komisja sądowa złożona z wiceprez. Sądu p. Fangora, star. prokuratora p. Kiliana, sędziego śledczego p. dr. Kowszewicza, i insp. policji miejskiej p. Wojtasiewicza i komisarza pol. p. Janickiego.

Zabójstwo na weselu. W gminie Czerwiejowie odbywało się dnia 21 bm. wesele u włościanina Hrynia Kryweńkiego. W czasie uczty przyszło pomiędzy Kryweńkim a jego gośćmi, między którymi znajdował się również 50 letni Tomasz Gach, do kłótni, a następnie do bójki, w której Gach otrzymał tak znaczne obrażenia cielesne, że niebawem zakończył życie. Tutejsza prokuratoria państwa zawiadomiona o wypadku, poleciła w tej sprawie wdrożyć dochodzenia karno-sądowe.

Kurier Stanisławowski
12 marca 1905
Krwawy dramat rodzinny. Ofiary krwawego dramatu, który miał miejsce zeszłego tygodnia w budynku pocztowym żyją, a życiu ich nie zagraża już żadne niebezpieczeństwo. Sprawca Chrószczyński jako względnie wyleczony, przewieziony został do aresztów śledczych tut. sądu, żona już przedtem jako zupełnie zdrowa opuściła szpital; zaś stróż Bałahutrak, niewinna ofiara tego dramatu, powraca również do zdrowia i pozostanie mu tylko pamiątka – dziura w podniebieniu i kula rewolwera w żołądku (podaje bowiem, że kulę połknął).

Co ciekawe sprawa ta znalazła swój finał sądowy, o czym donosił Kurier Stanisławowski w dniu 1 czerwca 1905 r.: Józef Chruszczyński, który przed kilku miesiącami strzelał na poczcie do swej żony, podejrzewając ją o wiarołomstwo, stanął we czwartek przed tut. sądem jako oskarżony o zbrodnię ciężkiego uszkodzenia ciała. Po przeprowadzonej rozprawie, uwolnił Trybunał, któremu przewodniczył zastępca prez. p. Fangor, Chruszczyńskiego, uważając, że w danej chwili działał w stanie zupełnej niepoczytalności.

Adam Kaczyński
Tekst ukazał się w nr 1 (317) 18-31 stycznia 2019

X