Budowniczowie mostów dobrosąsiedztwa fot. Konstanty Czawaga / Nowy Kurier Galicyjski

Budowniczowie mostów dobrosąsiedztwa

Pod takim tytułem 2 marca we Lwowskim Muzeum Fotografii odbyło się partnerskie spotkanie z Markiem Skulimowskim, prezesem i dyrektorem wykonawczym Fundacji Kościuszkowskiej w Nowym Jorku i Marcinem Piotrowskim, prezesem Stowarzyszenia Folkowisko, społecznikiem z Gorajca koło Lubaczowa w województwie podkarpackim. Wydarzenie zgromadziło przedstawicieli władz obwodowych, środowisk akademickich, kultury, wolontariuszy. Spotkanie zaszczycili swoją obecnością konsul generalny RP we Lwowie Marek Radziwon oraz konsul honorowy Indonezji we Lwowie Andrij Ionow i konsul honorowy Gruzji we Lwowie Jarosław Muzyczko.

fot. Konstanty Czawaga / Nowy Kurier Galicyjski

Polskie wyróżnienia dla Ukraińców i ukraińskie dla Polaków

Na początku odbyła się ceremonia wręczenia nowej nagrody „Mosty”, którą wspólnie powołali Fundacja Humanitarna Folkowisko i Fundacja Kościuszkowska. Marcin Piotrowski wyjaśnił, że jest to wyróżnienie dla ludzi, którzy swoją pracą, myślą i odwagą budują porozumienie między Polską i Ukrainą. Dla tych, którzy w trudnych czasach potrafią mówić językiem dialogu, kultury i wzajemnego szacunku.  Pierwszymi laureatami nagrody „Mosty” 2026 zostali:

Taras Wozniak, fot. Konstanty Czawaga / Nowy Kurier Galicyjski

Taras Woźniak – filozof, publicysta i dyrektor Lwowskiej Narodowej Galerii Sztuki. Od lat promuje dialog polsko-ukraiński, współpracuje z instytucjami kultury w Polsce i buduje przestrzeń do rozmowy o wspólnej historii oraz europejskiej przyszłości naszego regionu.

Bohdan Hud i Darek Bobak, fot. Konstanty Czawaga / Nowy Kurier Galicyjski

Prof. Bohdan Hud – historyk z Uniwersytetu Narodowego im. Iwana Franki we Lwowie, jeden z najważniejszych badaczy relacji polsko-ukraińskich. Jego praca naukowa i działalność publiczna pomagają lepiej rozumieć trudną historię naszych narodów i budować przyszłość opartą na wiedzy i dialogu.

– Od początku pełnoskalowej inwazji bardzo często słyszymy z Ukrainy słowa wdzięczności kierowane do Polaków za pomoc i solidarność – powiedział Marcin Piotrowski. – I choć ta pomoc jest dla nas czymś naturalnym, uznaliśmy, że warto także podziękować ludziom w Ukrainie, którzy są otwarci na Polskę i którzy budują mosty między naszymi społeczeństwami. Bo mosty nie powstają same. Budują je konkretni ludzie. Dziękujemy za tę pracę, za odwagę dialogu i za wiarę, że wspólna przyszłość Polski i Ukrainy może być oparta na współpracy, kulturze i wzajemnym szacunku.

Z kolei w uznaniu zasług na rzecz budowania polsko-ukraińskich mostów współpracy Marcin Piotrowski wraz z Markiem Skulimowskim odebrali wyróżnienia – medale Lwowskiej Rady Obwodowej „30-lecia Niepodległości Ukrainy”. Odznaczenia wręczył Piotr Ceholko, zastępca przewodniczącego stałej komisji ds. kultury, polityki informacyjnej i promocji Lwowskiej Rady Obwodowej.

Spotkanie poprowadził prof. Bohdan Hud z Lwowskiego Narodowego Uniwersytetu im. Iwana Franki, który był pomysłodawcą i głównym organizatorem tego przedsięwzięcia.

– Inicjatywa jest z dawna, ponieważ znam dzisiejszych solenizantów od roku 2022 – wyjaśnił dla Kuriera Bohdan Hud. – Od pierwszych dni wojny pełnoskalowej wiem co robili i nadal robią, żeby pomoc Ukrainie. Więc nie zmęczyli się i nie wymagają, żeby mówić im dziękuję cały czas. Więc jak najbardziej wypadało nie tylko powiedzieć im to dziękuję, ale wręczyć odznaczenia naszej Rady Obwodowej, ponieważ mamy najściślejsze kontakty z regionem lubaczowskim. Ponieważ obaj są z tego regionu i właśnie z tych terenów działają, pomagając Ukrainie. Marek Skulimowski jest osobą bardzo publiczną, i to na skalę światową. Brak wiedzy jest chyba w naszym regionie, gdzie nie do końca wiedzą co on robi, czym się zajmuje, jakie koszty kieruje na to, żeby pomagać Ukrainie. Marcin Piotrowski jest znany w pewnych środowiskach, którym też pomaga, ale oczywiście nie jest gwiazdorem, powiedzmy, w naszych mediach i powszechnie o nim się nie mówi. Więc chodziło mi o to, żeby tym ludziom naprawdę podziękować, żeby mieli jakąś pamiątkę o tym „dziękuję”, które Ukraińcy mówią ciągle braciom Polakom.

Wszyscy trzej są bezpośrednio związani z pograniczem, z losami zamieszkałych tam ludzi. Prof. Bohdan Hud pochodzi z ukraińskiej rodziny, która po ustanowieniu powojennej granicy między PRL a ZSRR została przesiedlona z okolic Jarosławia w okolice Brzeżan w obwodzie tarnopolskim. Jako historyk zajmuje się badaniem trudnej przeszłości sąsiadów, Ukraińców i Polaków. Jest specjalistą w zakresie konfliktów i stosunków ukraińsko-polskich. Jego książki są wydane po polsku i po ukraińsku. Wspomniał, jak wszyscy się zapoznali.

– Bałem się dwóch prezentacji swojej książki, we Wrocławiu i w Lubaczowie – powiedział prof. Hud. – Obie były udane. W Lubaczowie spotkanie moderował Marek Skulimowski. Atmosfera była bardzo przyjazna.

Marek Skulimowski, Petro Cehołko, Marcin Piotrowski, fot. Konstanty Czawaga / Nowy Kurier Galicyjski

Marek Skulimowski

– Wiem o czym ci ludzie myślą – wyjaśnił dalej Marek Skulimowski. – Żeby przełamać pewne stereotypy, uprzedzenia, przede wszystkim potrzebna jest wiedza. Wiedza i poznawanie tych ludzi o których chcemy wiedzieć. Ja osobiście dość wcześniej zacząłem jeździć na Ukrainę, bo skoro mam poznać kulturę ukraińską, Ukraińców, trzeba z nimi rozmawiać. Musimy ze sobą rozmawiać. Jeżeli mamy trudny temat, musimy rozmawiać. To nie jest tak, że ja wiem lepiej, moja historia jest lepsza, ja jestem lepszym historykiem, moja książka jest najlepsza. Nie ma takiego czegoś. Nie. Trzeba rozmawiać i debatować i szukać porozumienia. Dlaczego zorganizowaliśmy to spotkanie w Lubaczowie, a nie w Warszawie? Bo w Warszawie wszyscy są wykształceni, wszyscy są jakoś tolerancyjni, orientują się. W Lubaczowie też to zróbmy. Jeżeli będą się denerwować, gorąca będzie dyskusja, to uważam, że tak trzeba robić. Nie było tak. Ci ludzie naprawdę z dużą dozą emocji słuchali na tym spotkaniu. Dodawali. Może było parę trudnych pytań, dodawali swoje wspomnienia, uzupełniali historię, którą usłyszeli na sali od dwóch historyków, polskiego i ukraińskiego, którzy specjalizują się w tym samym okresie i podejmują badania tej trudnej historii.

Marek Skulimowski urodził się w Lubaczowie. Ukończył amerykanistykę na Uniwersytecie Warszawskim

, pracował w dyplomacji: dwukrotnie był konsulem, w tym zastępcą konsula generalnego RP w Nowym Jorku, oraz pełnił funkcję radcy w Ambasadzie RP w Tel Awiwie. Od grudnia 2016 roku jest Prezesem i Dyrektorem Wykonawczym Fundacji Kościuszkowskiej. W 2019 został powołany do Rady Naukowej Biblioteki Narodowej w Warszawie. Jest przewodniczącym Rady Muzeum Kresów w rodzinnym Lubaczowie.

Lubaczów to typowe miasteczko na pograniczu, gdzie przed II wojną światową mieszkali Polacy, Ukraińcy i Żydzi.

– Rodzina moja pochodzi z Równego – opowiadał dalej Marek Skulimowski. Historia jest jeszcze bardziej skomplikowana, bo dziadek pochodzi z Lubaczowa. Ale dostał pracę w Równem w 1922 roku i tam założył rodzinę. Gdy wybuchła wojna, zostali zesłanie na Syberię. Mój ojciec się urodził na Syberii. Ale przez to, że rodzina dziadka mieszkała w Lubaczowie, to gdy w 1945 roku wojna się skończyła, pozwolono im osiedlić się po drugiej stronie kordonu, w Lubaczowie, gdzie się urodziłem. Pochodziłem z terenu, gdzie moje dziadkowie zajęli ukraiński dom. O Ukraińcach się nie mówiło dobrze. O Niemcach się źle mówiło i o Ukraińcach się źle mówiło. Tak się każdy z nas wychowywał. My tego nie rozumieliśmy. Każde dziecko nie ma wiedzy historycznej. Dużą zmianą był mój pobyt w Izraelu. Zacząłem rozumieć relacje polsko-żydowskie, jak są skomplikowane i zdawałem sobie sprawę, że tak samo skomplikowane są polsko-ukraińskie. Że nic nie jest czarno-białe. Nie ma że Ukraińcy byli źli, a Polacy byli dobrzy i odwrotnie. Tak samo było w relacjach polsko-żydowskich. I postanowiłem sobie nauczyć się więcej na ten temat. I tu z dużą pomocą też i Bohdana. Nasze rozmowy nie były łatwe. Czasami mieliśmy „ciche” dni i tygodnie. Ale wiedza sprawiała, że uczyliśmy się tej historii. I przekonany jestem o tym, jeżdżąc tyle po świecie. Mieszkałem 2 lata w Kanadzie. Mieszkałem 3 lata w Izraelu. No i teraz 25 lat w Stanach Zjednoczonych. Wiemy, że można żyć obok ludzi, którzy mają inną religię, mówią w innym języku, obchodzą inne święta. Można. I można to samo zrobić na terenie pogranicza. Bo zawsze na pograniczu jest konflikt. Zawsze. Niestety. Uznałem, że skoro wywodzę się ze środowiska, skoro w dzieciństwie tyle innej wiedzy dostałem, że chcę wrócić i zmieniać to środowisko. Pogranicze zawsze jest ciężkim terenem.  Zawsze jest terenem pewnych uprzedzeń, pewnej pamięci historycznej. Więc to pozostaje w jakiejś pamięci rodzinnej, w przekazach. Dla mnie najważniejszą jest oczywiście wiedza. Rzetelna wiedza. Jeżeli będziemy dowiadywać się o naszych sąsiadach, o ludziach, którzy mieszkali na tym terenie. To pomaga w przezwyciężeniu pewnych uprzedzeń. Jeżeli ktoś mówi, że Ukraińcy robili to, to zawsze pytanie: „dlaczego oni to robili?” I czy może ta historia nie jest bardziej skomplikowana? Rzeczywiście może nie bronili się, może też jakiś kłopot był z Polakami? Po to jest historia. Czytajmy, uczmy się. Jak powiedziałem, nigdy nie jest czarno-biała. Nigdy nie jest.

Petro Cehołko i Marcin Piotrowski, fot. Konstanty Czawaga / Nowy Kurier Galicyjski

Marcin Piotrowski

Przez Marka Skulimowskiego profesor Bohdan Hud poznał Marcina Piotrowskiego, który pochodzi z okolic Zamościa. Marcin z rodziną osiedlił się w Gorajcu, gdzie wykupił budynek starej szkoły i otworzył tam Centrum Kultury, w którym prawie codziennie organizuje jakieś wydarzenia.

– Nie rozumiem, skąd bierze tyle energii – nie ukrywał swojego zdziwienia profesor Bohdan Hud. –  Bo to nie tylko w Gorajcu. W różnych regionach Polski. Pomaga mieszkańcom Śląska, powodzianom. Prowadzi różne szkolenia. Nadal się uczy i zdobywa drugie wykształcenie. To człowiek, który wybrał drogę dyplomacji kulturalnej. W końcu Marek Skulimowski również jest orędownikiem dyplomacji kulturalnej. Świadczy o tym obecność tutaj ludzi kultury ze Lwowa. Marcin jest bardzo aktywnym działaczem kultury. Wyjaśnij, jak zainteresowała cię ta głucha prowincja? We wsi, która kiedyś liczyła tysiące mieszkańców, obecnie mieszka aż 43 (!) osoby. Ale jest tam wspaniała, odrestaurowana cerkiew, z inicjatywy Marcina. A jego mama jest tam najlepszym przewodnikiem, która emocjonalnie i zrozumiale wyjaśnia znaczenie tego skarbu ukraińskiej architektury drewnianej. W końcu Marina, żona Marcina, która pochodzi z Estonii, również potrafi to wszystko pięknie przedstawić. Ale mama robi to po prostu niepowtarzalnie. Skąd ten wybór? i wybór tej dyplomacji kulturalnej, którą realizujesz od wielu lat? – pytał prof. Hud.

Marcin Piotrowski szczerze wyjaśnił:

– Cóż mogę powiedzieć, nie miałem pieniędzy. Kiedy Polska przystąpiła do Unii Europejskiej, mogliśmy wyjechać za granicę do pracy. Po studiach byłem młodym socjologiem, a moja żona kulturoznawcą. Postanowiliśmy wyjechać gdzieś na wieś i zająć się agroturystyką. Mój ojciec i dziadek byli historykami. Bardzo interesowali się lokalną historią. Nasz dom był jak muzeum, pełen różnych rzeczy. Teraz mój dom wygląda jak muzeum. Pojechaliśmy więc z żoną do Irlandii, która znajduje się po drugiej stronie Europy. Za zarobione pieniądze szybko kupiliśmy dom starej szkoły w Gorajcu. W tej wsi mieszkało 41 osób. Teraz jest nas 43. Zaczęliśmy od remontu domu i wymyśliliśmy festiwal kultury pogranicza. Jest tam cerkiew z XVI wieku, przydrożny krzyż wolności upamiętniający zniesienie pańszczyzny w 1848 roku. Przez wieś przepływa rzeka, która w 1939 roku stała się granicą między Związkiem Radzieckim a Niemcami. Połowę mieszkańców wywieziono na Syberię, do obwodu omskiego. Według profesora Snydera jest to ziemia traumatyczna. Traumy pozostały w głowach i sercach ludzi. Trzeba nad tym pracować. Ziemia ta kiedyś należała do Austro-Węgier, Niemiec i Związku Radzieckiego. Przed II wojną światową w Lubaczowie i okolicach mieszkało 84 tysiące ludzi. Teraz maksymalnie 50. Na przykład była wieś Kowalówka (Freifeld), gdzie mieszkali Austriacy. Cieszanów był miasteczkiem żydowskim – sztetlem. Nasza wieś Gorajec była ukraińska. Dąbrówka to polska wieś. Było tam wiele narodowości. Jest takie miejsce jak Stare Brusno. Była to duża wieś ukraińska, po której pozostał bardzo interesujący cmentarz. Nie jest to zbyt popularne miejsce, ale miejsce dla ludzi, którzy chcą odkrywać historię lub się uczyć. Postanowiliśmy więc zrobić coś, co sprawi, że ludzie będą chcieli do nas przyjeżdżać. Zorganizowaliśmy festiwal „Folkowisko”, na który początkowo przyjechało sto osób. A teraz przyjeżdża ponad tysiąc gości z całej Polski, a także z Portugalii i Hiszpanii. Mamy wolontariuszy z Japonii. Niedawno gościliśmy grupę zagranicznych studentów, którzy przyjechali studiować na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Ugościliśmy ich plackami ziemniaczanymi, pierogami, śpiewaliśmy, tańczyliśmy. Celem naszych festiwali i spotkań jest nie tylko pokazanie naszej kultury, ale także nauka od Ukraińców, Żydów, Białorusinów, społeczności romskiej. Jest to interesujące dla nas, a także dla ludzi, którzy do nas przyjeżdżają. Pogranicze jest bardzo nieznane, ale tez odkrywane. To jest miejsce poszukiwań. To jest miejsce spotkań, styku. Chyba nie ma ciekawszego miejsca, niż pogranicza, gdzie spotykają się kultury, narody historia. Gdzie one się przeplatają. Gdzie są dobre, gdzie są złe momenty, gdzie są trudne momenty. Chyba nie ma ciekawszych miejsc, niż pogranicza, bo na nich można się bardzo dużo nauczyć. Staramy się, żeby była wiedza, ale żeby też była radość, żeby było spotkanie z drugim człowiekiem. Pogranicze to nie tylko przestrzeń. To głównie ludzie, którzy w niej żyją, są razem. Ja zawsze wierzę, że ten, kto zna i szanuje swoją kulturę narodową, nie boi się kultury narodowej innych narodów. Że potrafi się nią dzielić, uczyć się innych narodów, porównywać, szukać podobieństw, szukać różnic. I to jest tak dla mnie ciekawie właśnie w tej strefie naszej pogranicznej. Pomiędzy Polską, Ukrainą, Białorusią. Że są jeszcze ślady tych innych nacji – Niemców, społeczności romskiej, żydowskiej. To wszystko gdzieś w nas jest. Jesteśmy cząstką tego. Płynie w nas zapewne w każdym jakaś drobina wspólnej krwi.

Jak zmieniła się pomoc Ukrainie

– Wierzę, że między Polakami i Ukraińcami, miedzy ludźmi jest gałąź porozumienia, tylko wystarczy ją lekko uruchomić – stwierdził Marek Skulimoski. I to się stało 24 lutego 2022 roku.

Obaj, Marek i Marcin byli w tym dniu na granicy polsko-ukraińskiej i na wszelkie sposoby zaczęli pomagać uchodźcom. Marek Skulimowski organizował także zbiór kosztów w USA. Fundacja Kościuszkowska we współpracy z Fundacją Folkowisko przekazała specjalistyczny sprzęt do lwowskich instytucji muzealnych w celu zabezpieczenia cennych dzieł sztuki.

Obecna na spotkaniu Ołesia Stefanyk, dyrektor Centralnego Państwowego Historycznego Archiwum Ukrainy we Lwowie w wywiadzie dla Kuriera powiedziała:

– Jesteśmy z nimi zaprzyjaźnieni i współpracujemy od 2023 roku. Od ponad trzech lat wykonują ogromną pracę dla Centralnego Państwowego Archiwum Historycznego we Lwowie. Zarówno Fundacja Kosciuszkowska, jak i Fundacja Folkowisko w pełni realizowały wszystkie moje prośby dotyczące potrzeb Archiwum. Przede wszystkim chodziło o pomoc w digitalizacji i cyberbezpieczeństwie. Fundacja Kościuszkowska zakupiła kilka komputerów i drogi ekran ochronny przed cyberatakami. Jest to dla nas bardzo ważne. W celu zabezpieczenia i przechowywania dokumentów zakupiono dla nas drogi metalowy regał o długości ponad trzydziestu metrów. Archiwum jest uzupełniane metrykami greckokatolickimi i rzymskokatolickimi. Dzięki Fundacji Kosciuszkowskiej i Fundacji Folkowisko księgi metrykalne parafii rzymskokatolickich są teraz przechowywane w dobrych warunkach, na nowych regałach. Przed nami jeszcze wiele pracy, a Fundacja Kosciuszkowska jest gotowa nadal nam pomagać. Zastanawiam się, na co należy zwrócić największą uwagę. Ale jestem niezwykle wdzięczna tym dwóm kierownikom, tym dwóm wspaniałym ludziom, Markowi Skulimowskiemu i Marcinowi Piotrowskiemu, ponieważ zwracam się do nich nie tylko jako do kierowników fundacji, ale przede wszystkim jako do wspaniałych ludzi. Ponieważ jesteśmy teraz z nimi dobrymi przyjaciółmi, tak jak przyjaźń między Ukrainą a Polską.

Na początku było tylko Stowarzyszenie Folkowisko, które zajmowało się dorocznym festiwalem oraz innymi imprezami. Z czasem powstała też Fundacja Humanitarna Folkowisko.

– Na początku wojny pełnoskalowej potrzebna była pomoc humanitarna – mówił Marcin Piotrowski. – Teraz sytuacja się zmieniła. Zawsze trzeba pytać: co jest potrzebne? I pomagamy, tak jak w przypadku energetyki. Dziś dostarczyliśmy już czwarty system banków energii i paneli fotowoltaicznych do kolejnego szpitala w Ukrainie. Tym razem wspieramy centrum UNBROKEN Ukraine we Lwowie – działające przy Szpitalu Świętego Pantelejmona we Lwowie. To jedno z najskuteczniejszych miejsc rehabilitacji osób poszkodowanych w wyniku wojny. Każdego dnia wracają tam do życia żołnierze i cywile. Potrzeby są olbrzymie. To tylko kropla w morzu potrzeb. Ale to ważna kropla. To realne światło i bezpieczeństwo w miejscu, gdzie walczy się o sprawność, godność i przyszłość ludzi. Dziękujemy ponad 160 osobom, które dołączyły do zrzutki na banki energii. Solidarność sprawia, że te systemy naprawdę działają. Szczególne podziękowania kierujemy do naszego głównego partnera – The Kosciuszko Foundation – oraz jej prezesa Marek Skulimowski, który dziś również jest z nami we Lwowie. Dziękujemy za zaufanie i wspólne działanie. Przypomnijmy – do tej pory podobne systemy trafiły już do szpitali w Charków, Winnicy oraz do Czerwonego Krzyża w Zbarażu.

Marek Skulimowski zaznaczył, że w Stanach Zjednoczonych prawie 70 procent Amerykanów w dalszym ciągu popiera w tej wojnie Ukraińców i uważa, że Stany Zjednoczone powinny być zaangażowane.

– Ale to, co się działo teraz – sroga zima, bombardowanie infrastruktury krytycznej spowodowało, że natychmiast odezwało się parę osób, że chce wesprzeć i chce pomóc – powiedział. – I dzięki temu udało się zakupić trochę sprzętu, który może da trochę światła elektrycznego, nadziei.

Tymczasem w Gorajcu cały czas coś się dzieje. Nowe pomysły, kolejne akcje humanitarne.

– Działamy dalej, bo pomaganie ma sens – mówił Marcin Piotrowski. – Co jeszcze możemy zrobić w naszej małej wsi? Nie zajmujemy się teraz agroturystyką. Nie przyjmujemy gości za pieniądze na wypoczynek. Pomagamy matkom i dzieciom rodziców, którzy zginęli na wojnie. Do naszej wsi przyjeżdżają teraz grupy kobiet i dzieci z przyfrontowych regionów Ukrainy. Pamiętam, jak moja babcia i dziadek opowiadali o II wojnie światowej. Tak głęboko zapadła ona w ich serca i umysły, że przekazała się moim rodzicom, a potem nam. To jest trauma. Nie chcę, aby taka trauma związana z obecną wojną była przekazywana w Ukrainie z pokolenia na pokolenie. Zwykłe rany można szybko wyleczyć, ale rany w sercach i głowach pozostają na całe pokolenia ludzi. Trzeba nad tym pracować. I tym właśnie zajmujemy się jako fundacja humanitarna.

Nahaczów

Na sali spotkałem też grupę polskich i ukraińskich wolontariuszy, wspólnie działających w Centrum Edukacji Transgranicznej, które prężnie działa w Nahaczowie koło Jaworowa w obwodzie lwowskim.

– Wszystko zaczęło się w 2022 roku, kiedy pomagaliśmy uchodźcom na granicy – wyjaśnił Marcin Piotrowski.

Wieś Nahaczów znajduje się 10 km od przejścia granicznego w Hruszowie. Pomagali nam lokalni mieszkańcy. W Nahaczowie w dawnym budynku kołchozu urządzono punkt pomocy. Później, dzięki pomocy darczyńców z USA, urządzono tam punkt medyczny. Były jeszcze wolne pomieszczenia, w których po remoncie otworzyliśmy Centrum Edukacji Transgranicznej. Dzieci są naszą przyszłością. Trzeba pracować z młodymi ludźmi i poprzez nich budować mosty.

Darek Bobak, prezes Fundacji Folkowisko często bywa w Nahaczowie.

– Nasze Centrum w Nahaczowie, które na początku było trochę ryzykownym pomysłem okazuje się, że funkcjonuje świetnie – stwierdził Darek Bobak. – Dzieje się tam mnóstwo rzeczy. Odbywają się lekcje języka angielskiego, Warsztaty dla dzieci. Niedawno otworzyliśmy Centrum Multimedialne. Przy sprzęcie nowoczesnym dzieci mogą się zarówno uczyć jak i bawić. Prowadzimy też obozy językowe prowadzone przez wolontariuszy ze Stanów Zjednoczonych. Tak że Nahaczów działa bardzo dobrze. Chcemy go dalej rozwijać. Chcemy, żeby to miejsce stało się lokalnym centrum nie tylko dla Nahaczowa, ale dla całego regionu. Chcemy się rozszerzyć. Chcemy tez nawiązywać kontakty ze Lwowem. Chcemy, żeby działo się więcej i więcej.

W Ukrainie została zarejestrowana organizacja społeczna Folkowisko.UA, którą reprezentowała Mariana Iwanowicz.

– Tak jak Darek już powiedział, dzieje się u nas dużo i prawie każdy tydzień są wydarzenia – zaznaczyła. – Oczywiste, że dalej pracujemy z dziećmi. Dalej prowadzimy dla nich różnorodne warsztaty artystyczne. I wczoraj dobrze się bawili, bo otworzyliśmy Centrum Multimedialne. Mamy super sprzęt – tablice interaktywną. Mamy nowoczesne komputery. Mamy teraz kilka fajnych wspólnot. Na przykład zespół mężczyzn, którzy grają w ping ponga. Mamy chłopaków, którzy przychodzą do nas grać w ping ponga. Mamy zespół dziewcząt, które przychodzą na jogę. I też są mile widziane w naszym Centrum. Teraz już możemy powiedzieć, że ludzi interesuje nasze Centrum. Chcą nas poznać i ciekawi są zobaczyć co się u nas dzieje. Działamy więc bardzo aktywnie.

W wydarzeniu uczestniczyła też Wira Szerszniowa, dyrektor Liceum im. św. Marii Magdaleny we Lwowie.

– Dzisiaj była mowa o mostach dobrosąsiedztwa – powiedziała Wira Szerszniowa. –  Takie Centrum to są właśnie mosty. Jest to ważne dla mnie osobiście jako dyrektora szkoły. Pracujemy z młodzieżą. W Nahaczowie też fundacja pracuje z młodzieżą. Młodzież to nasza przyszłość. Jeżeli młodzież w Nahaczowie i w naszej szkole, do której przyjeżdżają trenerzy z Nahaczowa, będzie wychowywana w duchu dobrosąsiedztwa, to mamy przed sobą przyszłość. I Polska i Ukraina. To co dzieje się w Nahaczowie jest naprawdę fantastyczne. I dla społeczności lokalnej w Nahaczowie, i dla nas. No i oczywiście wsparcie, które otrzymujemy, jest bardzo ważne – podkreśliła.

Profesor Bohdan Hud w podsumowaniu rozmowy rozważał:

– A co mamy zrobić z historią, skoro ta wojna pokazuje zarówno okrucieństwo, jak i to, że wszystko jest dalekie od jednoznaczności? Na ile realna jest zmiana podejścia obu stron do dziedzictwa historycznego, aby ludzie w końcu zrozumieli, że Marek Siwiec, były szef  Biura Bezpieczeństwa Narodowego w administracji prezydenta Polski Kwaśniewskiego miał rację, gdy w jednym z wywiadów powiedział, że jeśli będziemy bez końca wyjaśniać, kto pierwszy zaczął, kto ponosi większą winę, kto przelał więcej krwi, zmarnujemy naszą szansę na znalezienie godnego miejsca w Europie i świecie, a nasze dzieci nam tego nie wybaczą.

Z kolei Marek Skulimowski zaznaczył:

– Wspieram wiele inicjatyw edukacyjnych. Fundacja Kościuszkowska jest fundacją edukacyjną. Dużo robimy rzeczy, których na co dzień nie widać. Bardzo dużo stypendium rozdajemy, zapraszamy też historyków do Stanów Zjednoczonych. Organizujemy spotkania. To możemy robić, ale też wiemy dlaczego w dalszym ciągu pomagamy. Jest bardzo prozaiczny powód. Widzicie, że obok jest sąsiad, którego spotkała tragedia. I jemu pomagacie po prostu. Inaczej sobie nie wyobrażam. Ja byłem tak wychowany. Często pytają, dlaczego ty jeszcze pomagasz? Bo tak zostałem wychowany. Czy wy inaczej byliście wychowani? I będę pomagał dopóki będę miał pieniądze, będę miał czas, środki i zdrowie, będę pomagał. Drugi powód, który czasami staram się wyłożyć w sposób bardzo prozaiczny – taki jest interes kraju, w którym się urodziłem. Przed Moskalami barierą w tej chwili jest Ukraina. Polacy powinni być wdzięczni każdego dnia. Ukraińcy zatrzymują Moskali, którzy w każdym stuleciu przychodzili. Mordowali nas, wywozili.

– Niestety, nie każdy to rozumie – zauważył profesor Bohdan Hud.

Było to kolejne wydarzenie w Lwowskim Muzeum Fotografii poświęcone stosunkom polsko-ukraińskim. Fundacja Humanitarna „Folkowisko”, Centrum Integracji Polaków w Ukrainie, które działa w Nahaczowie oraz Fundacja Kościuszkowska w Nowym Jorku zapewniły tam pokaz filmu „Trudne braterstwo”, który powstał przy udziale prof. Bohdana Hudia. Również prezentowano jego książki. Odbyły się też spotkania z polskimi pisarzami z pogranicza.

Konstanty Czawaga

Przez całe życie pracuje jako reporter, jest podróżnikiem i poszukiwaczem ciekawych osobowości do reportaży i wywiadów. Skupiony głównie na tematach związanych z relacjami polsko-ukraińskimi i życiem religijnym. Zamiłowany w Huculszczyźnie i Bukowinie, gdzie ładuje swoje akumulatory.

X