Boguś Kleban (1961–2021) fot. z Archiwum Polskiego Teatru Ludowego we Lwowie

Boguś Kleban (1961–2021)

Był zawsze Bogusiem – gdy przyszedł do teatru jako 16-latek i potem, kiedy po wojsku, studiach, pracy w przychodni stomatologicznej w Mościskach i nawet kiedy podchował już swoje dzieci – Mariusza i Marzenkę i wreszcie mógł poświęcić więcej czasu teatrowi, to dla wszystkich pozostawał Bogusiem, pogodnym, wesołym i niestrudzonym kawalarzem. Jego opowiastki o praktyce młodego stomatologa warto byłoby wydać jako przykład bezpłatnej służby zdrowia w dawnym „sojuzie”.

fot. z archiwum Polskiego Teatru Ludowego we Lwowie

Pamiętam doskonale jego debiut sceniczny w „Dziadach” Adama Mickiewicza zrealizowanych przez Władysława Łokietkę w szkole nr 24 w szkolnym teatrzyku „AS” (Amator Sceny) i całą burzę w wydziale oświaty, bo wtedy „Dziady” były na indeksie. No i potem Boguś pojawił się u nas na ul. Kopernika 42 – jako aspirujący do naszego zespołu musiał zagrać jakąś scenkę mimiczną zadaną przeze mnie. Zaproponowałem mu aby malował sufit na scenie – no to zaopatrzył się w drabinę (realną), ale pędzel już był wyimaginowany podobnie jak i wiadro. No i zaczął malować – trwało to dosyć długo i już chciałem skrócić te męki, gdy Boguś nieoczekiwanie rozwiązał w sposób doskonały ten problem, bo mu farba (oczywiście wyimaginowana) wpadła do oka. Zrobił to tak doskonale, że nagrodziliśmy go oklaskami. No i tak się zaczęło…

Trudno mi się pogodzić z tym, że nikt już tak nie zagra Jerzego Broda w komedii Mariana Hemara „Dwaj Panowie B”. Jego kreacja z tą „hidżrą” zawsze budziła huragany śmiechu na widowni. A któż teraz przeprowadzi „wolne i demokratyczne” wybory na Mrożkowej tratwie „Na pełnym morzu”, kto sprzeda wonności do grobu Chrystusa w „Historyji o Chwalebnym Zmartwychwstaniu Pańskim” Mikołaja z Wilkowiecka, albo któż tak pięknie opowie o spotkaniu z Chrystusem jako Apostoł Łukasz w tejże „Historyji”. Nawet najdrobniejsze epizody sceniczne zagrane przez Niego czy to w „Szewcach” Witkacego, czy w „Czarującym łajdaku” Pierre’a Chesnota były naznaczone Jego niepodważalnym talentem komicznym.

fot. z archiwum Polskiego Teatru Ludowego we Lwowie

A teraz pisząc te słowa nie wiem, czy to pożegnanie, czy też ogromna wdzięczność za tak radosne chwile, które nam darował. Nie dziwię się, że gdy kondukt wychodził z kościoła św. Antoniego we Lwowie grupa kolegów żegnała go oklaskami.

fot. z archiwum Polskiego Teatru Ludowego we Lwowie

Ci, co nie mogli pożegnać się z Nim we Lwowie zrobili to 29 listopada w Przemyślu na cmentarzu na Zasaniu. Spoczął na wysokim wzgórzu, z którego jeśli wzrok wytężyć to być może i widać Lwów. Żegnało Go liczne grono przyjaciół oraz długoletni proboszcz parafii św. Antoniego na Łyczakowie o. Władysław Lizun, kapela podwórkowa „Tajoj” zaśpiewała mu „Lwowską kołysankę” i „Madonny z Łyczakowa”.

Ta nieoczekiwana wiadomość o śmierci Bogusia dotarła do nas kiedy dosłownie wjeżdżaliśmy do Wiednia po występach na Zaolziu w Wędryni. Przygotowanie do spektaklu trochę nam odsunęło myśli o tym smutnym zdarzeniu. Ale po spektaklu, podczas tradycyjnych ukłonów i oklasków odtwórca roli Beniowskiego Witek Lafarowicz wzruszony powiedział, że ten spektakl poświęcił naszemu Koledze, który niestety opuścił nas na zawsze. Dzieląc się z Czytelnikami „Kuriera” tym wszystkim, ciągle widzę Bogusia Klebana na scenie, za kulisami, przy rozładowywaniu dekoracji… to będzie trwało!

W imieniu kolegów Polskiego Teatru Ludowego we Lwowie

Zbigniew Chrzanowski

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

X