Blokada ukraińskiego marszu w Przemyślu

W niedzielę, 26 czerwca, w Przemyślu ukraiński przemarsz uliczny z katedry grekokatolickiej na Ukraiński Cmentarz Wojenny, gdzie miała być odprawiona panachyda – modlitwa za pochowanych tam strzelców siczowych, został zablokowany na ulicy Słowackiego przez ok. 20 młodych Polaków, którzy w ten sposób zareagowali na wyszywaną koszulę w kolorach czerwono-czarnych jednego z uczestników marszu.

Interweniował specjalny oddział policji w hełmach i z gładko lufowymi karabinami, który po kilku minutach zepchnął z ulicy na chodnik i otoczył kordonem grupę młodych mężczyzn. Kilkudziesięciu innych młodzieńców stało spokojnie z drugiej strony ulicy z transparentami potępiającymi „banderowców” (OUN-UPA) za ludobójstwo dokonane na Polakach. Wkrótce pochód ruszył dalej, ale już z funkcjonariuszami policji na czele.

W pochodzie, obok kilku greckokatolickich duchownych z arcybiskupem Eugeniuszem Popowiczem na czele, szli Ukraińcy z Przemyśla i okolic – członkowie Związku Ukraińców w Polsce z prezesem Zarządu Głównego Petrem Tymą z Warszawy, jak również orkiestra wojskowa ze Lwowa oraz liczni członkowie tamtejszych organizacji Ukraińców wysiedlonych z powojennej Polski. W marszu uczestniczyli też przedstawiciele ukraińskich władz obwodowych oraz miejskich ze Lwowa, Tarnopola i szeregu pomniejszych miast. Obecny był m.in. Światosław Szeremeta, sekretarz generalny Państwowej Międzyresortowej Komisji Ukrainy ds. Upamiętnienia Uczestników Antyterrorystycznej Operacji, Ofiar Wojen i Represji Politycznych.

Tymczasem osoby pokojowo protestujące na chodniku z drugiej strony ulicy przyłączyły się do marszu ze swoimi antybanderowskimi transparentami. Grupa młodych mężczyzn w czarnych koszulkach z przekreśloną podobizną Stepana Bandery i napisem „precz z Banderą”, niosła ogromny kilkumetrowy transparent z napisem: „Ludobójstwo banderowców – pamiętamy, potępiamy”. Inni uczestnicy protestu nieśli banery z napisami: „Banderowcy i ich zwolennicy – precz z Polski”; „11 Lipca – rocznica ludobójstwa na Wołyniu dokonanego przez OUN-UPA” oraz (w języku ukraińskim) „Kto chwali faszystę Stepana Banderę – sam staje się faszystą”.

Kilkanaście dni wcześniej przemyskie organizacje kombatanckie i patriotyczne bezskutecznie apelowały w swojej petycji do władz miasta o zakaz ukraińskiego marszu ulicami Przemyśla i tym samym ograniczenie ukraińskiej uroczystości do panachydy na Ukraińskim Cmentarzu Wojennym. Władze miasta odpowiedziały, iż ten uliczny przemarsz nie podlega przepisom ustaw „Prawo o zgromadzeniach” oraz „Prawo o ruchu drogowym”, ponieważ został zgłoszony przez parafię archikatedralną obrządku greckokatolickiego jako procesja religijna i jako zgromadzenie odbywane w ramach działalności tego Kościoła.

W uroczystości na Ukraińskim Cmentarzu Wojennym wznoszono modły za strzelców siczowych i składano wieńce pod upamiętniającym ich wielkim krzyżem stojącym na wysokim kurhanie. W przemówieniach ograniczano się do przypominania, że żołnierze sojuszniczej Armii atamana Petlury razem z polską armią marszałka Piłsudskiego walczyli o wolność nie tylko Ukrainy, ale także Polski i całej Europy. Mówcy powstrzymali się od potępiania incydentu na ul. Słowackiego, jedynie prezes Petro Tyma wspomniał o „kryzysie” ostatnich lat, który „próbuje od nowa postawić mur pomiędzy Polakami i Ukraińcami”, natomiast prezeska przemyskiego oddziału Związku Ukraińców w Polsce Marija Tucka dziękowała policji za ochronę marszu.

W przeciwieństwie do szeregu lat poprzednich, wśród uczestników uroczystości nie było ani jednego Ukraińca w mundurze UPA, nie było też czerwono-czarnych flag banderowskich, a w przemówieniach nie wspominano o pochowanych na tym samym cmentarzu kilkanaście lat temu ponad pięćdziesięciu bojownikach UPA. Po uroczystości nie składano też, jak w latach poprzednich, wieńców na grobach upowców. Jedynie poszczególni uczestnicy, w tym także Światosław Szeremeta i Marija Wahiło – dyrektor Departamentu Wewnętrznej i Informacyjnej Polityki Lwowskiej Obwodowej Państwowej Administracji, zapalili znicze na grobach UPA i się modlili.

Światosław Szeremeta powiedział dla Gazety Polskiej Codziennie (GPC), że winę za ten incydent na ul. Słowackiego ponoszą „polskie władze, które powinny zabezpieczyć normalny przemarsz kolumny pochodu. Było tam tylko 8 czy 10 policjantów, kiedy ci prawo-radykalni, czy lewo-radykalni młodzi ludzie zaczęli prowokację. Jestem przekonany, że Putin zapłacił im, i Kreml zapłacił im za tę prowokację”.

Przedstawiciel protestujących w anonimowej wypowiedzi dla GPC podkreślił, że „ten ukraiński przemarsz ulicami Przemyśla w istocie nie jest obrzędem religijnym, tylko akcją społeczno-polityczną organizowaną dla upamiętnienia nie tylko strzelców siczowych z lat 1918-20, ale także pochowanych na tym samym ukraińskim cmentarzu wojennym kilkudziesięciu banderowców z UPA, którzy mordowali bezbronną ludność polską oraz parokrotnie atakowali garnizon Wojska Polskiego w Birczy. A skoro polskie władze miejskie i państwowe pozwalają na takie ukraińskie marsze w Przemyślu, to my musimy się temu przeciwstawić, bo kto się przeciwstawi, jak nie my”.

Jacek Borzęcki
Tekst ukazał się w nr 12 (256) 30 czerwca – 14 lipca 2016

X