Belweder – kryminalna dzielnica Stanisławowa Początek ul. Belwederskiej, 1905 r., pocztówka z kolekcji Wołodymyra Szulepina

Belweder – kryminalna dzielnica Stanisławowa

W międzywojennym Stanisławowie określenie „batiarski belweder” było synonimem dzisiejszego pojęcia „margines”. Chuligani, złodzieje, prostytutki i cała reszta przedstawicieli przestępczego świata upodobali sobie tę zachodnią dzielnicę miasta, noszącą dumną nazwę Belweder. Główną magistralą tego stanisławowskiego Harlemu była ulica Belwederska.

Droga do pałacyku

Nazwa ulicy nie jest ani polska, ani ukraińska. Jest to wyraz francuski, który można przełożyć jako „piękny widok”. W Europie tym mianem określano pałacyki wniesione na wzgórzach, z których roztaczały się malownicze widoki. Takie pałace znane są w Watykanie i w Warszawie, gdzie mieści się dziś rezydencja prezydenta RP.

Na początku XVIII wieku Potoccy, ówcześni właściciele Stanisławowa, wybudowali na zachód od miasta, w pobliżu Bystrzycy (dzisiejsze okolice szpitala psychiatrycznego przy ul. Młynarskiej) niewielki zamiejski pałacyk.

Trudno powiedzieć, czy stąd miły widok był na fortecę stanisławowską, czy raczej na błotnistą dolinkę Bystrzycy – ale Potoccy mimo to nazwali pałacyk Belwederem, a drogę prowadzącą do niego – Belwederską.

Kompozytor Adam Mitscha, z archiwum Olgi Ciwkacz

Tu dojrzewał kompozytor

Historycy i kronikarze XIX wieku niezbyt interesowali się tymi okolicami. Jako pierwszy opisał je dokładnie polski kompozytor Adam Roman Mitscha (1892-1992). W latach 1908-1910 mieszkał tu u swego wuja Suboty, którego dom stał właśnie przy Belwederskiej. Jego wspomnienia odszukała w warszawskich archiwach historyk z Frankiwska Olga Ciwkacz i opublikowała je w swojej książce „Połączyła ich Ziemia Stanisławowska…”. Adam Mitscha miał lekkie pióro, dlatego Belweder z początku XX wieku jak żywy staje przed naszymi oczyma.

Przejdziemy na tę szczególnie obrzydliwą, ale tak miłą dla mnie ulicę Belwederską. Jest długa i błotnista z wąskim chodnikiem. Po obu jej stronach domki, jeden brzydszy od drugiego. Prawie wszystko to żydowska własność i mieszka tam żydowska biedota. Z rzadka wyskakuje przed nami brzydka kamieniczka, śmierdząca odchodami i moczem. Kanalizacji tu nie ma i wszystkie pomyje wylewane są do rowu, ciągnącego się wzdłuż ulicy. Smród panuje tu zawsze, a gdy gdzieś czyszczą szamba, to trzeba dobrze zatykać nos. Jednak wspominam tę ulicę z wielkim sentymentem, ponieważ pod nr 71 był dom mego wujka Suboty…”.

Dalej muzyk pisze, że dwa lata, które przeżył na Belwederskiej, były jednymi z najmilszych, ponieważ był to okres „dojrzewania i odkrywania nieznanych dotąd uczuć i wrażeń”.

Ul. Belwederską nazywano siedliskiem biedy i przestępczości, NAC

Królestwo świata przestępczego

Za Austrii jedynie początek ul Belwederskiej należał do miasta. Było to prawie centrum. To właśnie tu wybudował swój dom i drukarnię jeden z miejscowych przedsiębiorców Stanisław Chowaniec (Belwederska 8).

Blisko dzisiejszego Miejskiego wydziału policji miasto się kończyło, dalej była już dzielnica Knihinin Wieś, na mapach zaś z 1919 roku dzielnica figuruje jako Knihinin Belweder. To gdzieś tutaj miało swą siedzibę Towarzystwo sportowe „Sokół Belweder”, którego komendantem był Antoni Deblessem – przywódca polskiego powstania przeciwko ZURL.

W czasach II Rzeczypospolitej Belweder stoczył się na prawdziwe dno. W Warszawie ukazywało się popularne czasopismo „Tajny detektyw”, który przedstawiał czytelnikom tajemnice świata przestępczego. W nr 33 za rok 1934 ukazał się artykuł „Podziemny świat Stanisławowa”, w znacznej części poświęcony Belwederowi.

Dzielnica biedy i przestępczości w Stanisławowie, drugim po Lwowie mieście Małopolski Wschodniej, znana jest ze swej nazwy – Belweder. Opuszczając centrum miasta przez plac marszałka Piłsudskiego (ob. Majdan) trafiamy na ul. Belwederską. Wieczorną porą już u jej początku spotykamy pierwsze zwiastuny, dokąd prowadzi nasza droga. W ciemnościach pojawiają się na ulicy całe tłumy prostytutek, których wylęgarnia leży w samym centrum miasta. Przeszedłszy kilkadziesiąt kroków zwracamy uwagę na inne miejsce „rozrywki” o specyficznym wyglądzie. W oknach czerwone latarnie. Pozwala to na różne przypuszczenia, co kryje się wewnątrz, gdyby nie słabo oświetlony szyld: „Kawiarnia. Bar”.

Idziemy dalej. Rzędy małych domków ciągną się po obu stronach ulicy. To jeszcze śródmieście, ale nie ma tu żadnych widocznych oznak charakterystycznych dla centralnej części miasta. Gdy przechodzień dostanie się już w głąb ul. Belwederskiej, na ulicę Długą, Rejtana (ob. Tyczyny), Nowy Świat (ob. Bohdana Chmielnickiego), otwiera się przed nim jaskrawy obraz nędzy i ludzkiego cierpienia. W tym miejscu wychowują się dzieci i młodzież – nasze przyszłe pokolenie. Wychowują się właściwie same, bo rodzice nie mogą poświęcić im czasu. Dlatego wyrastają na biedotę i ulicznych żebraków, którzy będą siedzieć z wyciągniętą ręką pod murami świątyń i bramami kamienic lub zostaną złodziejami czy też będą prowadzić amoralny tryb życia.

Belweder już od wielu lat jest miejscem, które ma sławę centrum świata przestępczego Stanisławowa. To „królestwo” zebrało wszelkie rodzaje i kategorie przestępstw. Są tu i kasiarze – tzw. przestępcza arystokracja. Po nich różnego rodzaju szachraje i spece: złodzieje sklepowi, włamywacze wszelkiego rodzaju: andruchowcy (domowi), pajęczarze (strychowi), doliniarze (kieszonkowcy), potokarze (złodzieje z wozów) i inni drobni przestępcy, którymi gardzą asy świata przestępczego jako „zarazą”. Nie brakuje tu paserów, trudniących się skupem rzeczy kradzionych. Są nawet fałszerze”.

Poza początkiem ulicy mieszkała tu biedota miejska, NAC

Otóż była to najuboższa dzielnica Stanisławowa, zamieszkała przeważnie przez ludność żydowską. Za Polski po mieście krążyło popularne powiedzenie: „W Warszawie w Belwederze mieszka prezydent, a u nas – Żydzi”.

Chruszczowki wyrosły znienacka

Żydzi jednak nie mieszkali tu długo. W pierwszym roku okupacji Niemcy spędzili całą semicką ludność do getta na Belwederskiej, które zlikwidowano 23 lutego 1943 roku.

Po wojnie dzielnica była słabo zaludniona. Wiele domów, szczególnie w dalszej części ulicy, stało opuszczonych i zrujnowanych. Pod koniec lat 50. rozpoczęła się tu intensywna zabudowa. Stawiano trzypiętrowe bloki, które ludzie określali jako „chruszczowki” lub „chruszczoby”. Nową dzielnicę prasa szumnie nazwała „Stanisławowskimi Czeriomuszkami” – w analogii do podobnej dzielnicy w Moskwie. Zmieniała się też nazwa ulicy: od 1953 roku była Stalingradzką, a od 1961 – Moskiewską.

Pod koniec lat 50. rozpoczęto tu masową zabudowę, zdjęcie z PAIFO

Na początku lat 70. w tej dzielnicy zamieszkał przyszły pisarz Jurij Andruchowycz. Później napisze on wiersz „Belweder”, w którym przekaże prawdziwą atmosferę dzielnicy:

„Ці доми з шістдесятих, такі неживі
й непридатні. Вони
виростали зненацька на тій скам’янілій
рівнині.

То був край пустирів і злодюжок,
дерев’яних ліхтарень, скупих порохнявих
готелів, нічних рівчаків. То був
край землі.

З недалекої річки свистали опівночі.

На тісному єврейському цвинтарі
біло світився фосфор, і заморські наймення
вибухали на плитах вогнем…

А ще – ці розорені вілли
з недосяжними ганками й зимними
бібліотеками, де
так безпечно вмирати або цілуватися
в час нальотів, облав, кулеметних безсонь,
аж не віриться в них… Упирі
завмирали на сходах, припавши
до вогких заплаканих стін.

Кожен мешканець мав старовинного ровера
з лампою.

Уночі по завулках тремтіли хрипкі
колокільця,
і кружала рухомого світла
вимивали з дороги й пітьми
то кульбабу, то кістку, то гільзу…”

W 1990 roku ulicy przywrócono jej historyczną nazwę. Dziś Belwederska przeżywa kolejny boom budowlany. W centralnej części ulicy trwa obecnie przebudowa starych żydowskich domków. Dzięki bliskości Miejskiego wydziału policji całkowicie zanikła przestępczość i teraz jest to dość spokojny i prawie reprezentacyjny rejon Iwano-Frankiwska.

Iwan Bondarew

Tekst ukazał się w nr 19 (383), 15 – 28 października 2021

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*

code

X