Adam Wendt: Kultura i sztuka potrafią połączyć ludzi ponad granicami Adam Wendt, fot. Anna Gordijewska / Nowy Kurier Galicyjski

Adam Wendt: Kultura i sztuka potrafią połączyć ludzi ponad granicami

Podczas Lviv Summer Jazz Fest, będącego muzycznym finałem Międzynarodowego Forum Ekonomicznego we Lwowie, odbyła się światowa premiera suity na saksofon i orkiestrę symfoniczną autorstwa Adama Wendta. Po koncercie z wybitnym polskim saksofonistą i kompozytorem rozmawiała Anna Gordijewska.

Anna Gordijewska: Przede wszystkim gratuluję światowej premiery pańskiej suity na saksofon i orkiestrę symfoniczną. To był wyjątkowy koncert, ale również wyjątkowe okoliczności. Czy przekonał się pan na własnej skórze, czym jest życie w mieście, w którym wojna wciąż jest codziennością?

Adam Wendt: Zdecydowanie tak. Już pierwszej nocy po przyjeździe do Lwowa usłyszałem syreny alarmowe. Nie wiedziałem jeszcze, jak się zachować, więc obserwowałem ludzi wokół i czekałem na ich reakcję. Dzisiaj, tuż przed wejściem na scenę, ponownie ogłoszono alarm. Pojawiły się informacje, że wystartowały MiG-i, a organizatorzy przekazywali komunikaty o możliwości zejścia do schronu. Dla mnie było to pierwsze takie doświadczenie. Mogę powiedzieć jedno – ci, którzy nigdy czegoś takiego nie przeżyli, nie powinni łatwo oceniać ludzi żyjących w takich warunkach. Kiedy przed koncertem słyszy się syreny i komunikaty o zagrożeniu, trudno zachować pełen spokój. To naprawdę nie jest łatwe przeżycie.

Dlaczego właśnie Lwów stał się miejscem światowej premiery pańskiej kompozycji?

Od wielu lat przyjaźnię się z ukraińskimi muzykami. Z Alexem Koganem znamy się od blisko trzydziestu lat. Spotykaliśmy się podczas tras koncertowych, graliśmy wspólne koncerty i do dziś utrzymujemy kontakt. W tym roku zaprosiłem go również do Polski na organizowane przeze mnie Zaduszki Jazzowe w Tczewie. Mam przyjaciół zarówno w Kijowie, jak i we Lwowie, dlatego możliwość zaprezentowania nowego utworu właśnie tutaj była czymś bardzo naturalnym. Bardzo się cieszę, że światowa premiera odbyła się właśnie we Lwowie.

Jazz kojarzy się przede wszystkim z wolnością, a orkiestra symfoniczna z dyscypliną. Jak udaje się połączyć te dwa światy?

Często mówi się, że jazz to wolność, ale trzeba pamiętać, że jest to wolność oparta na ogromnej dyscyplinie. To nie jest muzyczna anarchia. Jazz wymaga wiedzy, doświadczenia i doskonałego opanowania warsztatu. Trzeba znać harmonię, akordy, formę, umieć słuchać innych muzyków. Oczywiście podejście do muzyki jest inne niż w klasyce, ale właśnie dlatego lubię łączyć te dwa światy. Zresztą uważam, że łączenie muzyki, podobnie jak łączenie narodów, zawsze przynosi dobre efekty.

Podczas koncertu można było usłyszeć również nawiązania do muzyki barokowej.

To prawda. To był świadomy ukłon w stronę historii. Nie ma niczego naprawdę nowego bez dobrej klasyki. Historia jest fundamentem wszystkiego, co tworzymy dzisiaj.

Jak przebiegała współpraca z orkiestrą INSO-Lviv? Czy muzycy czymś pana zaskoczyli?

Przede wszystkim muszę powiedzieć, że to bardzo dobra orkiestra. Mieliśmy dwie próby i z każdą kolejną wszystko brzmiało coraz lepiej. Pierwszego dnia było poprawnie, ale już drugiego dnia osiągnęliśmy poziom, który mogę określić jako perfekcyjny. Dzisiejszy koncert tylko to potwierdził. Wszystko było bardzo czyste, precyzyjne i muzyczne. Naprawdę chciałbym jeszcze kiedyś z tą orkiestrą współpracować.

Czy Lwów okazał się dla pana inspirującym miejscem?

Artysta wszędzie potrafi znaleźć inspirację. Jeśli jej nie znajduje, to po prostu jej szuka. Ale muszę przyznać, że we Lwowie jest o nią wyjątkowo łatwo. Są tutaj bardzo życzliwi ludzie, niezwykła atmosfera i piękna architektura. Kiedy spaceruje się ulicami miasta i patrzy na te stare, czasem trochę zaniedbane kamienice, trudno pozostać obojętnym. To miasto ma swoją duszę.

Polscy i ukraińscy artyści od lat pozostają sobie bliscy, mimo trudnej historii i politycznych sporów. Czy muzyka jazzowa może być językiem porozumienia ponad granicami?

Myślę, że nie tylko jazz. Każda sztuka jest nośnikiem dobra. A dobro oznacza pokój, dialog i porozumienie. O polityce nie chciałbym się wypowiadać, bo każdy ma swoje zdanie, ale jestem przekonany, że właśnie kultura i sztuka potrafią budować mosty między ludźmi znacznie skuteczniej niż politycy.

Po kilkudziesięciu latach kariery i współpracy z najwybitniejszymi muzykami świata co nadal daje panu największą satysfakcję z grania?

Nie ma jednej odpowiedzi na to pytanie. Największą satysfakcję daje mi spotykanie nowych ludzi i poznawanie ich muzycznej wrażliwości. Każdy muzyk ma coś własnego do powiedzenia. To właśnie jest piękne w jazzie – każdy inaczej rozumie wolność, ale wszystkich łączą zasady muzyki: harmonia, melodia, rytm. To nieustannie inspiruje. Wielką inspiracją była dla mnie również współpraca z dzisiejszym dyrygentem. Dawno nie pracowałem z kimś tak otwartym i tak znakomicie przygotowanym. Kiedy spotyka się takich ludzi, człowiek sam chce być jeszcze lepszy.

Na jednej scenie spotkali się polski solista, gruziński dyrygent i ukraińska orkiestra.

I właśnie to jest najpiękniejsze. Muzyka nie zna granic. Liczy się wspólna praca i wzajemny szacunek. To był naprawdę wyjątkowy koncert.

Czy będzie pan rozwijał ten projekt?

Mam taką nadzieję. Każdy koncert z orkiestrą symfoniczną jest dla mnie wielkim wyzwaniem i ogromnym zaszczytem. Tutaj było to szczególnie ważne, bo mogłem za granicą wykonać własną kompozycję. Kiedy wszedłem na pierwszą próbę, orkiestra przywitała mnie brawami i stukaniem smyczków o pulpity. To był piękny gest. Już pracuję nad kolejną kompozycją na taki skład i bardzo chciałbym ponownie wystąpić z INSO-Lviv.

Jakiej muzyki słucha Adam Wendt, kiedy odkłada saksofon?

Ostatnio najczęściej wracam do piosenek z lat sześćdziesiątych. Nie tylko polskich, ale także angielskich i amerykańskich. Odnajduję w nich spontaniczność i prawdziwe emocje. We współczesnej muzyce rozrywkowej wszystko jest perfekcyjnie wyprodukowane, ale często brakuje właśnie tej naturalności i autentyczności, którą słychać w nagraniach sprzed kilkudziesięciu lat.

Z jakim przesłaniem chciałby pan zostawić publiczność Lviv Summer Jazz Fest?

Chciałbym, żeby ludzie jak najczęściej obcowali ze sztuką – słuchali muzyki, czytali poezję, oglądali obrazy. To właśnie kultura pomaga nam przetrwać najtrudniejsze chwile. Kiedyś usłyszałem bardzo ciekawą refleksję dotyczącą Polski pod zaborami. Zastanawiano się, co sprawiło, że naród przetrwał ponad sto lat bez własnego państwa. Nie była to polityka ani biznes. Odpowiedź brzmiała: sztuka. Ludzie w różnych zaborach czytali Mickiewicza i Słowackiego, słuchali Chopina. To właśnie kultura podtrzymywała wspólnotę. Myślę, że ta prawda pozostaje aktualna również dzisiaj.

Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję i pozdrawiam Czytelników Nowego Kuriera Galicyjskiego!

Rozmawiała Anna Gordijewska

Międzynarodowe Forum Ekonomiczne we Lwowie

Anna Gordijewska. Polka, urodzona we Lwowie. Absolwentka polskiej szkoły nr 10 im. św. Marii Magdaleny we Lwowie. Ukończyła wydział dziennikarstwa w Lwowskiej Akademii Drukarstwa. W latach 1995-1997 Podyplomowe Studium Komunikowania Społecznego i Dziennikarstwa na KUL. Prowadziła programy w polskim "Radiu Lwów". Nadawała korespondencje radiowe o tematyce lwowskiej i kresowej współpracując z rozgłośniami w Polsce i za granicą. Od 2013 roku redaktor - prasa, radio, TV - w Kurierze Galicyjskim, reżyser filmów dokumentalnych "Studio Lwów" Kuriera Galicyjskiego. Od września 2019 roku pracuje w programie dla TVP Polonia "Studio Lwów". Otrzymała nagrody: Odznaka "Zasłużony dla Kultury Polskiej", 2007 r ., Złoty Krzyż Zasługi, 2018 r.

X