A myśmy tyle lat pielęgnowały nadzieję…

Polski Cmentarz Wojenny jako czwarty cmentarz katyński został tam uroczyście otwarty i poświęcony we wrześniu 2012 roku.

„O losach Ojca nie wiedziałyśmy nic, aż do ogłoszenia w 1994 roku ukraińskiej listy katyńskiej, gdzie figuruje w spisie 71/2–57 pod nr 91… Mamy więc dowód, że został stracony przed 25 XI 1940. A myśmy tyle jeszcze lat pielęgnowały nadzieję i stawiały dla Niego talerz przy wigilijnym stole!” – pisze we wspomnieniach prof. Elżbieta Smułkowa, której ojciec Stanisław Baran, inżynier leśnik, wicedyrektor Dyrekcji Lasów Państwowych we Lwowie ma swoją tabliczkę w Bykowni na obrzeżach Kijowa.

Na lewym brzegu Dniepru, w sosnowym lesie koło wsi Bykownia już od końca lat dwudziestych chowano ofiary terroru bolszewickiego. „Wrogów ludu” rozstrzeliwano w więzieniach Kijowa i przywożono potajemnie ciężarówkami. Gdy w 1937 roku zbrodnicza machina osiągnęła apogeum, w podkijowskim lesie na potrzeby organów NKWD wydzielono obszar o powierzchni 5 hektarów i ogrodzono wysokim, pomalowanym na zielono, drewnianym parkanem, który budził grozę wśród okolicznych mieszkańców. Szacuje się, że w Bykowni pogrzebano 115–135 tysięcy osób. To miejsce pochówku największej liczby ofiar NKWD na Ukrainie. Aby zatrzeć ślady, w latach siedemdziesiątych planowano wybudowanie w Bykowni wielkiego dworca autobusowego. W końcu lat osiemdziesiątych na fali przemian na Ukrainie, pod naciskiem społecznym, władze zmuszone były przyznać, że masowe groby w Bykowni nie mieszczą – jak twierdzono przez dziesięciolecia – ofiary hitlerowskich Niemiec i stalinizmu. Ludzie i tak wiedzieli swoje, na drzewach pojawiały się indywidualne znaki pamięci, szarfy w barwach narodowych, zdjęcia, tabliczki. Wśród nich wiele z polskimi nazwiskami. Konsekwentne działania czynników społecznych oraz Instytutu Historii Ukraińskiej Akademii Nauk spowodowały, że w 1994 roku prezydent Leonid Kuczma podjął decyzję o utworzeniu w bykowniańskim lesie „kompleksu memorialnego”, który bez większego rozgłosu otwarto 30 kwietnia następnego roku. Oficjalnym czynnikom ukraińskim nadal bardzo trudno było uporać się ze stalinowską przeszłością. Kolejne ukraińskie śledztwa w sprawie zamordowania w latach 1937–1941 tysięcy ofiar spoczywających w Bykowni umarzano. Bolszewicka Golgota Kijowa stała się szerzej znana, gdy Jan Paweł II podczas pielgrzymki na Ukrainę w czerwcu 2001 roku modlił się tam za ofiary komunistycznego terroru.

Wiele wskazywało na to, że w Bykowni pogrzebano przynajmniej część osób z liczącej 3 435 nazwisk „ukraińskiej listy katyńskiej”, przekazanej stronie polskiej w maju 1994 roku. Świadczyły o tym rzeczy polskiego pochodzenia, na wpół zetlałe mundury wojskowe z polskimi guzikami, obuwie, przedmioty osobistego użytku, znajdowane i przez szabrowników poszukujących złota, i w trakcie robót porządkowo-ekshumacyjnych prowadzonych w 1971 roku i w latach 1987–1989 przez specjalną komisję rządową Ukraińskiej SRR. Prace wówczas przerwano i wokół tej sprawy przez kilka lat panowała głucha cisza. Dopiero w latach 1993–1994 w prasie kijowskiej ukazały się artykuły pod znamiennymi tytułami: „Polski ślad jest jednak w Bykowni, ale o nim wolą milczeć”, „Ukraiński ślad tragedii katyńskiej”. Na polanie wskazywanej jako miejsce pochówku Polaków rozstrzelanych wiosną 1940 roku pojawiła się drewniana tabliczka z wyrytymi niewprawną ręką orłem i krzyżykiem oraz napisem po ukraińsku: Tut buła bratska mogiła polskich wojakiw (Tu była zbiorowa mogiła żołnierzy polskich.) Z czasem tabliczka znikła, a teren obsadzono młodymi brzózkami.

Jesienią 2001 roku polski Instytut Pamięci Narodowej przekazał Radzie Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa materiały dotyczące masowych mogił w Bykowni. Tego roku na zlecenie Rady dokonano pierwszych pomiarów geodezyjnych oraz sondażowych badań archeologicznych i ekshumacyjnych. Odnalezione przedmioty, m.in. buty wskazywały, że wśród ofiar byli polscy oficerowie i żołnierze. Istnienie polskiego śladu w Bykowni potwierdziły kolejne prace ekshumacyjne prowadzone w latach 2006, 2007, 2011 i 2012 przez specjalistów z polskiej Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa oraz ukraińskiej Międzyresortowej Komisji do Spraw Upamiętnienia Ofiar Wojny i Represji. Wspólną polsko-ukraińską ekipą, złożoną z archeologów, konserwatorów, dokumentalistów i antropologów, kierował prof. Andrzej Kola z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Groby przed laty zostały naruszone i splądrowane, co utrudniało badania. W toku prac zlokalizowano ponad dwieście grobów, a właściwie masowych dołów śmierci, w tym 70 polskich, z których wydobyto szczątki 1 992 osób. Liczbę polskich ofiar określono na podstawie przedmiotów odnalezionych przy szczątkach, przede wszystkim fragmentów polskich mundurów, guzików z orłem w koronie, butów oficerskich, a także medalików, monet, szczoteczek do zębów.

Z ziemi udało się wydobyć dowody niezbicie świadczące o tym, że w Bykowni spoczywają Polacy – ofiary zbrodni katyńskiej z listy ukraińskiej. Znaleziono między innymi nieśmiertelnik starszego sierżanta Korpusu Ochrony Pogranicza Józefa Naglika, uważanego dotąd za zaginionego oraz czarny ebonitowy grzebień z wyrytymi nazwiskami czterech polskich oficerów, osadzonych w więzieniach na terytorium obecnej Ukrainy.

Mimo gruntownych, wieloletnich prac badawczych w Bykowni nie odnaleziono szczątków wszystkich, blisko 3,5 tysiąca osób figurujących na „ukraińskiej liście katyńskiej”. Przypuszcza się, że brakujących około 1,5 tysiąca osób pochowano w innych miejscach na Ukrainie, np. w Chersoniu, gdzie NKWD również więziło wielu Polaków.

Na cmentarzysku w Bykowni odkryto również doczesne szczątki pomordowanych w latach 1937–1938 Polaków z powstałego na Wołyniu w 1925 roku narodowego rejonu autonomicznego. Wykopano m.in. filiżankę z napisem „Marchlewszczyzna”. To ważny ślad, ponieważ ofiary „operacji polskiej” nadal pozostają zapomniane, „…ich tragiczny los i los ich bliskich, którzy zginęli w okresie „wielkiego terroru”, nie jest należycie upamiętniony i nadal w społeczeństwie polskim panuje prawie kompletna niewiedza na temat ich ogromnego dramatu” – podkreśla prof. Nikołaj Iwanow w książce Zapomniane ludobójstwo. Polacy w państwie Stalina. „Operacja polska” 1937–1938.

Po zakończeniu prac archeologiczno-ekshumacyjnych zostały podjęte starania o budowę w Bykowni polskiego cmentarza wojennego. Wmurowanie aktu erekcyjnego z udziałem prezydentów obu krajów odbyło się jesienią 2011 roku. Uczestnikom uroczystości zaprezentowano wtedy koncepcję przyszłego cmentarza. Był to projekt autorstwa architekta Roberta Głowackiego i artysty rzeźbiarza Marka Moderau, wyłoniony w drodze konkursu. Zgodnie z wolą Rodzin Katyńskich bykowniańska nekropolia powinna „zachować jak najwięcej elementów z już istniejących cmentarzy wojennych”. Czwarty cmentarz nawiązuje więc formą architektoniczno-rzeźbiarską do cmentarzy w Katyniu, Miednoje i Charkowie. Przy czym analogiczne elementy wykute w jasnym kamieniu zyskały nową wymowę. Zasadniczą treścią nie jest ból i rozpacz, a wyciszenie. Złożona z czterech granitowych bloków ściana ołtarzowa z 3 435 nazwiskami jest jak otwarta księga. Zwężające się pęknięcie w formie krzyża w jej części centralnej przywodzi na myśl zabliźniającą się ranę. Wraz ze stojącą przed ścianą mensą ołtarzową z narzuconym kirem tworzą przestrzeń modlitewnej zadumy. Cmentarz otoczony jest z obu stron rodzajem granitowej wstęgi złożonej z indywidualnych tabliczek epitafijnych. Mogiła zbiorowa, w której złożono szczątki, to kurhan z dużym poziomym krzyżem. Nie zabrakło też innego elementu katyńskich nekropolii – dzwonu. Ten w Bykowni, umieszczony nad ziemią, otoczony jest granitowymi słupami z symbolami czterech wyznań religijnych: katolicyzmu, prawosławia, judaizmu i islamu. U wejścia widnieją dwa wysokie kamienne pylony, jeden z polskim godłem, drugi z orłem wojskowym. W ceremonii otwarcia i poświęcenia cmentarza udział wzięły rodziny ofiar, dla których był to oczekiwany przez dziesięciolecia symboliczny pogrzeb ich bliskich. Nadal jednak Bykownia pozostaje księgą z wieloma jeszcze niezapisanymi kartami.

Ewa Ziółkowska
Tekst ukazał się w nr 7 (227) za 17-27 kwietnia 2015

X