„Nasz Święty Mikołaj z Poznania” – tak Polacy we Lwowie i okolicy nazywają Stanisława Łukasiewicza, który razem z wolontariuszami od lat przyjeżdża z prezentami od Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich Oddział w Poznaniu.
– To już czterdziesta akcja charytatywna – zaznaczył Stanisław Łukasiewicz. – Przebiegła bardzo sprawnie. Pomysł tych akcji wypłynął przed laty z Zarządu Głównego. Danuta Śliwińska przekazała nam 10 adresów we Lwowie i prosiła, żeby tymi osobami szczególnie się zainteresować. I tak się zaczęło. Te dziesięć rozrosło się do pięćdziesięciu pięciu, a potem do stu. Potem na liście mieliśmy nawet 160 osób stałych naszych podopiecznych. Dla mnie ta akcja jest spełnieniem pewnego obowiązku. Ja tu mieszkałem. Tu z tymi ludźmi żyłem. Stąd wyjechałem w 1956 roku. I potem Lwów odwiedzałem. Przyjechałem i zobaczyłem, jaką ludzie tu mają biedę. Jak w stosunku do mnie są daleko w tyle, jeżeli chodzi o status materialny – i w domu, i w wynagrodzeniach, i w opiece lekarskiej. To wszystko spowodowało, że trzeba było tym się zająć. I powiedziałem sobie, że tak długo dopóki żyję, dopóki mi zdrowie pozwoli, będę to kontynuował.
– Czy nie baliście się jechać na Ukrainę w czasie wojny? – nie mogłem nie zapytać.
– Ja się nie boję – stwierdził pan Stanisław. – Zawsze zaglądam na lewo, na prawo, czy tam Putin z rakietą nie stoi, ale do tej pory go nie spotkałem, więc się nie boję. W tym roku jestem we Lwowie już po raz drugi, a od kiedy wojna, to już szósty czy siódmy.

Stanisławowi Łukasiewiczowi stale towarzyszy Jacek Kołodziej z Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich oddział w Poznaniu.
– Dziękujemy wszystkim wolontariuszom, siostrom józefitkom ze Lwowa oraz proboszczom parafii św. Stanisława ze Szczerca i św. Marii Magdaleny ze Lwowa za pomoc w przygotowaniu wizyt św. Mikołaja – podsumował Jacek Kołodziej. – Dotarliśmy z pomocą do 109 naszych podopiecznych seniorów oraz ponad 120 dzieci. Święty Mikołaj odwiedził również redakcję Kuriera Galicyjskiego, Towarzystwo Kultury Polskiej Ziemi Lwowskiej i Federację Organizacji Polskich na Ukrainie. Pozostają w pamięci uśmiechy wdzięczności i kolędy najmłodszych, dla których wszystko to robimy. Nie mogło obyć się bez złożenia wiązanki kwiatów i zapalenia światełka pamięci na Cmentarzu Obrońców Lwowa – Cmentarzu Orląt. Do zobaczenia za rok.
Konstanty Czawaga
Tekst ukazał się w nr 23 (459), 17 – 30 grudnia 2024
