Nie przeczytają państwo tego w żadnym przewodniku, nie wspominają go nawet najstarsi mieszkańcy Stanisławowa, a kolekcjonerzy starych pocztówek nigdy nie widzieli jego zdjęcia. Tym nie mniej istniał i stał przez wiele stuleci – i to nie byle gdzie, lecz w samym centrum miasta. Mowa tu o kościele pw. św. Józefa, po którym nie pozostało nawet śladu, nawet wzmianek. Prawie nic…

Burzliwy rozwój przedmieścia Tyśmienickiego
Ostatni najazd tatarski na ziemie późniejszej Galicji wydarzył się w 1698 r. Wojny oczywiście nie ustały, ale zmienił się ich charakter. Podczas działań wojennych miały miejsce grabieże, gwałty, podpalenia, ale ludzie przestali być żywym towarem i już nie pędzono ich na Krym, aby sprzedawać na rynkach niewolników. Życie stało się bezpieczniejsze i od razu zaznaczyło się to w rozwoju Stanisławowa.

Na początku XVIII w. rozpoczął się rozwój przedmieść. Ziemia wewnątrz murów miejskich stała się droga, gmachy cisnęły się jeden do drugi, a o jakiś ogródkach nie można było nawet marzyć. Na przedmieściach natomiast była przestrzeń – buduj się do woli i nie obawiaj się Tatarów!
Ze wszystkich stanisławowskich przedmieść najszybciej zaczęło rozwijać się Tyśmienickie i niebawem jego powierzchnia przerosłą tę wewnątrz murów. Odpowiednio szybko wzrosła liczba mieszkańców i wszyscy ci ludzie musieli gdzieś się modlić.
Główną wówczas drogą była Tyśmienicka, biorąca swój początek na dzisiejszym deptaku. Na starych mapach Stanisławowa zaznaczone są przy niej dwie świątynie: bardziej na południe, w okolicy liceum muzycznego przy ul. Konowalca stała ukraińska cerkiew Zaśnięcia NMP, którą ludzie określali jako cerkiew św. Barbary. Bliżej do centrum swą fasadą na Tyśmienicką wychodził drewniany kościół pw. św. Józefa.
Kto i kiedy go wybudował?
Świętych wybierano nie przypadkowo
Pierwszy historyk miasta M. Hrybowycz w tej materii był lakoniczny: „Otóż, na Tyśmienickim przedmieściu stał wcześniej drewniany kościół św. Józefa, ale po pożarze w tym miejscu jest ogród, należący do miejscowego poczmistrza”.
Jego kolega po fachu, Alojzy Szarlowski nieco lepiej naświetla tę sprawę. Według niego, świątynia została wybudowana w pierwszej połowie XVIII w. na koszt Józefa Potockiego. Stała na dawnym cmentarzu i jej duszpasterze opiekowali się miejscowym szpitalem. Na utrzymanie proboszcza i szpitala przeznaczano 1179 zł 15 gr. rocznie. Pod koniec tegoż wieku kościół spłonął i już nie został odbudowany.
Na tym by stanęło, gdyby w 1934 r. na łamach „Kuriera Stanisławowskiego” krajoznawca Józef Zieliński nie opublikował sporego artykułu „Kościół św. Józefa na przedmieściu Tyśmienickim”. Zbadał on archiwa kościelne i udało mu się odtworzyć historię świątyni.
Fundatorem kościoła był właściciel miasta Józef Potocki – w tym czasie wojewoda Kijowski. Prace rozpoczęły się około roku 1730, a już 5 lutego 1732 r. nową świątynię dołączono do stanisławowskiej kolegiaty jako kościół filialny. Oficjalnie był pod wezwaniem św. Jozefa, oblubieńca NMP, ale jednocześnie wspominał fundatora.
Pierwszym proboszczem był Józef Vonklofen, członek kapituły stanisławowskiej kolegiaty.

Próba rekonstrukcji
Artyści jakoś omijali stary Stanisławów z daleka, dlatego widoków miasta z okresu fortecznego praktycznie nie ma. Stąd istnienie kościoła św. Józefa w grafice lub rysunku jest mało prawdopodobne.
A jednak byłoby interesujące zobaczyć jak kościół wyglądał. Architekt-restaurator Zenowij Sokołowski zrobił próbkę graficznej rekonstrukcji świątyni, opierając się na wyglądzie tradycyjnych rzymskokatolickich świątyń Galicji. Jako analogiem posłużył się drewniany kościół w miejscowości Rybne w rej. kosowskim. Niestety, również ta świątynia już nie istnieje – spalono ją w 1944 r.
Przy rekonstrukcji pomocny był spis inwentarza kościoła z 1799 r., na który natrafił Józef Zieliński. Otóż świątynia była drewniana i miała dwa wejścia – główne i boczne. Wewnątrz mieściły się trzy ołtarze: główny św. Józefa i dwa boczne poświęcone NMP i Jezusowi. Poza kościółkiem Józef Potocki wystawił również plebanię i zabudowania gospodarcze. Wokół kościoła był cmentarz, gdzie grzebano mieszkańców Tyśmienickiego przedmieścia obrządku łacińskiego. Kościół stał do roku 1784, kiedy to Austriacy pozamykali wszystkie miejscowe nekropolie i w okolicy miasta założyli wielki cmentarz chrześcijański – ten za dzisiejszym hotelem „Nadija”.
Na mapie z 1792 r. dobrze widoczny jest stary cmentarz, już zamknięty, ale jeszcze nie zlikwidowany. Wskazana jest plebania z sadem wokół. Całość jest zamalowana na zielono – czyli jest z drewna.
Finanse i obowiązki
Według ówczesnej tradycji, każda świątynia otrzymywała od fundatora tzw. „fundusz”. Mogły to być pieniądze, wioski, młyn czy tartak, z których dochody szły na utrzymanie parafii. Kościół św. Józefa swój fundusz otrzymał dopiero po pięciu latach – aktem Potockiego z dnia 6 maja 1737 r. magnat ograniczył się dość skromnym funduszem 6 tys. zł. Wprawdzie do bożego dzieła dołączyli też inni dobroczyńcy. Na przykład, syn twórcy stanisławowskiej fortecy, kasztelan warszawski i chorąży kołomyjski Paweł Benoit i nadworny lekarz Potockiego Pietro Petacci zapisali na kościół po 3 tys. zł. każdy. Wraz z innymi dotacjami była to niebagatelna suma 20 tys. polskich florenów. Złożono je w banku, a odsetki (właśnie te 1179 zł. 15 gr.) szły na utrzymanie księdza i szpitala. Oprócz tego kapłan chrzcił, udzielał ślubów, grzebał i zaspokajał inne potrzeby wiernych mieszkańców Tyśmienickiego przedmieścia i jasne, że nie tylko za „Bóg zapłać”. Z tych dochodów ¼ zostawiał sobie, resztę przekazywał do kasy kolegiaty.
Potoccy powierzyli również księdzu pewne obowiązki. Przede wszystkim była to opieka nad szpitalem dla ubogich, leżącym w pobliżu bramy Halickiej. Dożywali tam wieku samotni żołnierze stanisławowskiego garnizonu, kalecy i bezdomni starcy. Również co tygodnia kapłan miał odprawić trzy Msze św. – w intencji fundatora, jego dwóch małżonek i zmarłych sponsorów: Pawła Benoit i Pietro Petacci.
Ponadto wieczorem każdego piątku ksiądz wraz ze swymi podopiecznymi miał przejść w procesji od szpitala do kolegiaty i tam przed ołtarzem Chrystusa odśpiewać oficjum za zmarłych fundatorów i pomodlić się za żyjących.
Uciążliwa spadkowość
Jak widać obowiązki proboszcza były niezbyt uciążliwe i żyło mu się nieźle. Aż do chwili gdy Galicję zajęli Austriacy i zaczęli masowo zamykać świątynie, szpitale i cmentarze. Stanisławowska kolegiata została zdegradowana do zwykłego kościoła parafialnego, probostwo św. Józefa zlikwidowano. A jego fundusze znacjonalizowano za długi kolejnego właściciela miasta Prota Potockiego. W inwentarzu z 1799 r. zapisano, że świątynia jest w opłakanym stanie, dach przecieka, a jej ogólna wartość nie przekracza 200 austriackich florenów. Istnieć kościołowi pozostało już niedługo.
Jeżeli na mapie z 1800 r. kościół jeszcze figuruje, to na kolejnej – z 1805 r. – już go nie ma. Józef Zieliński uważa, że został rozebrany, chociaż historycy XIX w. jednogłośnie twierdzą, że kościół spłonął. Według przekazów ludowych trafił w niego piorun.
Mieszkańcy Stanisławowa nie zapomnieli jednak o świątyni i sąsiedniej niewielkiej uliczce nadali imię św. Józefa. Obecnie jest to początek ul. Szaszkiewicza, do skrzyżowania z deptakiem

W 1821 r. resztki plebanii i zabudowy gospodarczej wykupił poczmistrz Jan Knorek. Stawiać budynek na cmentarzu było złym znakiem, ale poczmistrz na to nie zważał i wybudował sobie dom. W czasie marmoladowego pożaru w 1868 r. dom spłonął i na nim pożar zatrzymał się. Potomkowie Knorka przekazali ziemię burmistrzowi Ignacemu Kamińskiemu, który wystawił tu elegancki hotel. Ale klątwa tego miejsca dawała o sobie znać. Z czasem, po skandalu korupcyjnym i spłaceniu adwokatów, gmach wystawiono na sprzedaż. Kolejni właściciele zmieniali się – w kamienicy mieściły się różne zakłady, ale zły omen tego miejsca nie opuszcza .

W 1993 r. gdy w gmachu działał teatr lalek, zawalił się balkon – zginęła młoda kobieta. Komisja uznała budynek za awaryjny i szybko go rozebrano. Przez dłuższy czas było tam pustkowie, a w 2002 r. wybudowano tu siedzibę „Ukreksimbanku”. Tym razem tynk dziwnie nie trzymał się podłoża, puchł i odpadał – fasadę naprawiano trzykrotnie.
Iwan Bondarew
Tekst ukazał się w nr 15-16 (451-452), 30 sierpnia – 16 września 2024
