Tam, gdzie pijano „lamówkę” Ul. Karola Ludwika we Lwowie, koniec XIX w.

Tam, gdzie pijano „lamówkę”

Rozmowa Anny Gordijewskiej z Anną Kozłowską-Ryś, autorką książek o Kresach, m.in. „Lwowa na słodko i półwytrawnie”.

Już dawno nie rozmawiałyśmy o „słodkim” Lwowie. Może znów zajrzymy do jakiejś dawnej lwowskiej cukierni lub kawiarni?

Z przyjemnością! Cofnijmy się więc myślami w odległą przeszłość i udajmy się na dawną ul. Karola Ludwika, pod numer 3–4. Wyobraź sobie, że przechodzimy przez most nad Pełtwią i tuż, o krok wchodzimy do budynku należącego do Galicyjskiego Towarzystwa Zaliczkowego, gdzie od 1867 r. mieściła się cukiernia panów Macieja Kosteckiego i Aleksandra Żmudzińskiego. Siądziemy tuż przy oknie, w sali na lewo od głównej sali cukierniczej i do kawy zamówimy „lamówkę”.

Maciej Kostecki, fot. ze zbiorów Sławy Węgrzyn

„Lamówkę”? A cóż to takiego?

Był to rodzaj alkoholowego koktajlu wymyślony ponoć – jak zapewniał sam Maciej Kostecki – przez publicystę i satyryka Jana Lama, który był tutaj stałym gościem. Lam siadywał w tzw. Kiszce, zwanej przez niektórych „Szyjką” – długim, wąskim pomieszczeniu, pełnym dymu z papierosów i cygar. Było to miejsce południowych spotkań lwowskiej inteligencji, literatów różnej maści i dziennikarzy. Wśród gości dostrzec było można m.in. młodego redaktora „Przyjaciela Domowego” Franciszka Ksawerego Martynowskiego, ale i …piekarza Franciszka Dülla, literata-amatora, który własnym kosztem wydawał dwutygodnik ekonomiczno-społeczno-literacki „Sława”, autora utworów publikowanych w „Dzienniku Polskim”, „Kurierze Lwowskim”, „Przyjacielu Domowym”, „Roczniku Samborskim”, i m.in. zbiorku wierszy „Czem chata bogata” (Lwów 1881) oraz powieści osnutej na tle historycznym XVI-wiecznego Lwowa „Bracia Białoskórscy”. Wspominał swoje spotkanie z Düllem właśnie u Kosteckiego Gustaw Kohn w „Pierwszych wrażeniach z dłuższej wycieczki po kraju”, wychwalając jego bezinteresowną pomoc materialną dla rodziny pewnego ubogiego literata. Towarzystwo krzepiło się kieliszeczkiem „mocnej wzmocnionej” i pasztecikiem lub kanapką. Przychodził tutaj co dnia na kawę Jan Lam, któremu chłopak z drukarni spod rąk wyrywał – jak fama niesie – ćwiartki papieru z poczytnymi kronikami tygodniowymi, pisanymi przez publicystę i satyryka ponoć na kolanie, między jedną kolejką a drugą. W tym względzie jednak musimy zawierzyć wspomnieniom bywalców.

Lam niejednokrotnie wspominał cukiernię Kosteckiego w swoich kronikach a nawet opisał w jednej ze swoich powieści.

Tak, to prawda. I choć zawsze pisał z sympatią, to zdarzało się, że z pewną dozą uszczypliwości. Ot, choćby o ponczu: poncz Kosteckiego jest nektarem dostępnym jedynie dla tych, co okradli jakąś kolej żelazną albo doprowadzili do bankructwa jaką fabrykę papieru w okolicach Lwowa, ale chadzali przy tym zawsze drogami przez oo. jezuitów wskazanymi. Szklanka ponczu winnego u Kosteckiego kosztowała bowiem aż 1 złoty reński i 50 centów!

Czy wiadomo o innych osobach odwiedzających cukiernię Kosteckiego?

Ze wspomnień wiadomo, że bywał tu codziennie na kawie Adolf Dygasiński. A w tzw. kojcu, ostatnim pokoiku cukierni, gromadziło się chętnie towarzystwo – znane z nazwisk – gorąco dyskutujące, zwłaszcza o sprawach politycznych. Stałymi gośćmi byli dziennikarze „Dziennika Literackiego”, załatwiający tu sprawy codziennie o g. 6 popołudniu, bowiem dla oszczędności przestano wynajmować lokal dla pomieszczenia redakcji.

Reklama cukierni Macieja Kosteckiego

Cukiernia przy ul. Karola Ludwika nie była jedyną, prowadzoną przez Macieja Kosteckiego.

W 1871 r. w gmachu Teatru Skarbkowskiego Kostecki otworzył ze wspólnikiem Aleksandrem Żmudzińskim „Kawiarnię i filię cukierni”, a po ich rozstaniu rok później już samodzielnie kolejną przy ul. Czarnieckiego 1.

Zdaje się, że lwowianom nie tylko podobała się atmosfera cukierni Macieja Kosteckiego, ale cenione były jego wyroby cukiernicze.

Jego wyroby uważane były za smaczne, a także „wytworne i eleganckie”. Nic w tym dziwnego, Maciej Kostecki był uczniem samego Leopolda Rotländera, patrona lwowskich cukierników, legendy lwowskiego cukiernictwa. Kostecki po zakończeniu nauk pracował u Rotländera jako subiekt cukierniczy. Notabene, Rotländer był ojcem chrzestnym jednej z córek Kosteckiego – Stanisławy Marii Kazimiery. Wyroby cukiernicze Macieja Kosteckiego nagradzane były nie raz na wystawach medalami i „dyplomami zasługi”. Przykładowo, podczas Wystawy Pszczelarsko-Ogrodniczej w Jarosławiu w 1879 r. otrzymał dyplom za przerób owoców krajowych w dziale cukiernictwa, doprowadzonego do tego stopnia doskonałości, jaki dotąd był tylko znany w pierwszorzędnych zakładach europejskich i za skuteczne powstrzymanie importu zagranicznego artykułów cukierniczych zbytkowych”. Zachwycano się też wyrobami podczas Pierwszej Wystawy Krajowej Rolniczej i Przemysłowej we Lwowie w 1877 r. Kostecki nie tylko prezentował wyroby cukiernicze, ale i częstował zwiedzających „wybornymi, napełnionymi kremem czekoladkami i innymi cukrami”. Podziwiano stojącą w dużej oszklonej szafie białą piramidę cukrową „w stylu egipskim” ze stojącymi obok wazonami z kwiatami z… cukru i marcepanu. Znane były te cukrowe kwiaty pana Kosteckiego w mieście, podobnie jak inne wytwory cukierniczego kunsztu w kształcie szynek, kiełbas i innych frykasów.

Olga Kostecka z d. Mentschel, fot. ze zbiorów Sławy Węgrzyn

Czy cukiernia Macieja Kosteckiego długo działała?

Niemal 30 lat. Na przełomie lat 80. i 90. interes p. Kosteckiego podupadł i koniec końców zmuszony był pan Maciej ogłosić w grudniu 1891 r. upadłość. Jakie były tego powody, nie wiadomo. Majątek ruchomy i nieruchomy cukierni był wysprzedawany. Nie pomogły też wysiłki synowej pana Macieja Olgi z d. Mentschel. To na jej głowie, a nie na barkach syna Bolesława – mimo że formalnie współwłaściciela firmy – było utrzymanie cukierni i próby jej ratowania. Może Bolesław Kostecki jako że nie był cukiernikiem z zawodu, lecz ajentem handlowym, nie miał serca do ojcowskiego interesu? Chociaż trzeba przyznać, iż próbował swoich sił w handlu słodyczami, bowiem otworzył przy ul. Wałowej 1 Centralę Sprzedaży Cukrów „Pod Kotwicą”, jednak interes nie przetrwał próby czasu. Może p. Bolesław miał za „lekką rękę” w dysponowaniu majątkiem? A może miał za „lekką rękę”? W rodzinie przetrwały skąpe informacje na ten temat. W każdym razie Olga Kostecka opierając się w pewnym sensie na dawnej renomie teścia otworzyła własną cukiernię – na rogu ul. św. Mikołaja i Zyblikiewicza, lokal przy ul. Karola Ludwika zajął na pewien czas cukiernik Marian Lewandowski. Jeszcze podczas słynnej Powszechnej Wystawy Krajowej w 1894 r. pisywano w prasie o cukierni pani Olgi jako „wystawowej”. Jednak cukiernia ta nie przetrwała zbyt długo, a Olga przeniosła się do Krakowa, jak zresztą i jej teściowa. Dość zaskakujące, ale Maciej Kostecki pozostał we Lwowie. Zmarł 8 października 1902 roku w Zakładzie im. Bilińskich. Pisano o nim wówczas w prasie: „właściciel pierwszorzędnej cukierni” i „zacny obywatel, znany ze swojej uczynności”. Dodać jeszcze można również: członek rady „zawiadowczej” lwowskiego Towarzystwa Zaliczkowego, członek lwowskiego Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”, a niewykluczone, że i Bractwa Strzeleckiego, co wnioskowałabym na podstawie zachowanej starej fotografii.

Czy wiadomo, gdzie został pochowany Maciej Kostecki?

Niestety, do tej pory nie zostało to ustalone. Wg ksiąg nie ma jego pochówku na Cmentarzu Łyczakowskim. Być może pochowany został na Cmentarzu Janowskim, jako że rodzinną parafią rodziny Kosteckich była parafia św. Anny – tutaj chrzczone były wszystkie dzieci Macieja i Marii Emilli, a także brata Macieja – Kaspra; tutaj stanął na ślubnym kobiercu syn Macieja – Bolesław, poślubiając Olgę Mentschel; a i córka państwa Maciejostwa – Maria stanęła przed ołtarzem tego kościoła u boku Tadeusza Woysyna. Nawiasem mówiąc, ślub panny Marii musiał być ważnym wydarzeniem dla rodziców. W kilku gazetach lwowskich ukazało się zawiadomienie o ich zamierzonym ślubie 2 czerwca 1894 r. Co ciekawe, po raz pierwszy bodajże przy nazwisku „Kostecki” pojawiła się wzmianka o herbie Korczak, a i nazwisko matki oblubienicy Marii Emilii zapisane było w brzmieniu „z Heldów de Hagelshayn”. Na podstawie dotychczas odnalezionych dokumentów wnosić można jedynie, że prawdopodobnie nobilitacja nastąpiła po 1884, a przed 1894 rokiem. W dokumentach Macieja Kosteckiego de facto nigdzie nie pojawiają odpowiednie adnotacje. To taka jedna z wielu zagadek rodzinnych, czekająca na rozwiązanie.

Bolesław Kostecki, fot. ze zbiorów Sławy Węgrzyn

Czy Maciej Kostecki wywodził się rodziny cukierników? Ktoś jeszcze poszedł w jego ślady?

 

Pan Maciej nie był jedynym cukiernikiem w rodzinie, choć nie był to zawód odziedziczony po ojcu. Był nim również jego o kilka lat starszy brat Karol, prowadzący w latach 70. XIX w. własną cukiernię w Czerniowcach. Karol Kostecki, nękany gruźlicą, zrezygnował koniec końców z działalności cukierniczej i wrócił do Sambora, rodzinnego „gniazda” Kosteckich. Zmarł jednak we Lwowie, w 1889 r. w wieku 58 lat. Drugi brat pana Macieja został krawcem, osiadł zresztą również we Lwowie, gdzie założył rodzinę. Tak jak wspomniałam, syn Macieja Kosteckiego, Bolesław nie był cukiernikiem, nie poszli w ślady ojca i pozostali synowie – Zdzisław i Kazimierz.

Widzę, że masz do dyspozycji kilka fotografii rodziny Macieja Kosteckiego.

Tak, udostępniła mi je praprawnuczka pana Macieja, p. Sława Węgrzyn, której jestem za to bardzo wdzięczna. To fotografia Macieja Kosteckiego, na pozostałych zaś są prawdopodobnie jego syn Bolesław i synowa Olga.

Piękne pamiątki. Szkoda tylko, że nie ma fotografii cukierni Macieja Kosteckiego, ale kto wie – może kiedyś odnajdą się w jakieś szufladzie. Dziękuję za kolejną ciekawą historię ze „słodkiego” Lwowa.

Rozmawiała Anna Gordijewska

Tekst ukazał się w nr 12 (448), 28 czerwca – 15 lipca 2024

Anna Gordijewska. Polka, urodzona we Lwowie. Absolwentka polskiej szkoły nr 10 im. św. Marii Magdaleny we Lwowie. Ukończyła wydział dziennikarstwa w Lwowskiej Akademii Drukarstwa. W latach 1995-1997 Podyplomowe Studium Komunikowania Społecznego i Dziennikarstwa na KUL. Prowadziła programy w polskim "Radiu Lwów". Nadawała korespondencje radiowe o tematyce lwowskiej i kresowej współpracując z rozgłośniami w Polsce i za granicą. Od 2013 roku redaktor - prasa, radio, TV - w Kurierze Galicyjskim, reżyser filmów dokumentalnych "Studio Lwów" Kuriera Galicyjskiego. Od września 2019 roku pracuje w programie dla TVP Polonia "Studio Lwów". Otrzymała nagrody: Odznaka "Zasłużony dla Kultury Polskiej", 2007 r ., Złoty Krzyż Zasługi, 2018 r.

X