W dniach 9–11 lipca chutor Gorajec, położony blisko granicy polsko-ukraińskiej, po raz szesnasty na trzy dni i noce przemienił się w krainę Folkowisko – miejsce, gdzie czas płynie zupełnie inaczej. Prawie bez Internetu i zasięgu telefonów komórkowych, za to w festiwalowej, magicznej atmosferze, gdzie wielopokoleniowe środowisko łączą muzyka, dialog, dziedzictwo i społeczność.
Już na parkingu można było zauważyć, że uczestnicy festiwalu zjechali się z całej Polski oraz z sąsiedniej Ukrainy. Nieco później spotkałem na tym wydarzeniu też gości z USA, Wielkiej Brytanii, Niemiec. Miejsca w miasteczkach namiotowych zazwyczaj są rezerwowane prawie rok wcześniej. Przyjeżdżają tu rodziny z dziećmi, grupy przyjaciół. Są to głównie mieszkańcy miast. Wielu z nich dołączyło do akcji „Podaj deskę Folkowisku” – przekazali po 50 złotych za jedną deskę na parkiecie do wspólnego tańca przed Dużą Sceną, gdzie na deskach zostały wpisane ich imiona.
Jeszcze jakieś dwie dekady temu był to „koniec świata”, aż w tej okolicy osiedlił się z rodziną Marcin Piotrowski. Socjolog z wykształcenia i historyk regionalista z zamiłowania, który miał za sobą doświadczenie życia na wsi oraz pracy w Irlandii. Kupił w Gorajcu budynek starej szkoły, wyremontował i przystosował do agroturystyki.

– Szesnaście lat temu Folkowisko zaczęło się jako małe spotkanie przyjaciół świętujących moją rocznicę ślubu – mówi Marcin Piotrowski. – Dziś stało się międzynarodowym festiwalem kulturalnym, ale jego misja pozostaje dokładnie taka sama: łączyć ludzi, chronić dziedzictwo kulturowe i udowadniać, że nawet w miejscach naznaczonych trudną historią wciąż można budować zaufanie, przyjaźń i nadzieję. Kultura nie rozwiązuje wszystkich problemów. Ale to właśnie kultura tworzy relacje, dzięki którym rozwiązywanie problemów staje się możliwe.

Od samego początku inicjatywę wspiera wybitny polski pisarz Andrzej Stasiuk, który jest uważany tu za ojca chrzestnego Folkowiska. Oprócz Marcina kolejną duszą festiwalu jest Robert Korzenowski, wielokrotny mistrz i rekordzista Polski w chodzie na 50 km. Wybitny sportowiec prowadzi otwarte poranne treningi, rozgrzewki oraz warsztaty chodu sportowego i biegu dla uczestników festiwalu, wychodzi na scenę główną, aby podziękować artystom za ich występy, pomaga ekipie technicznej oraz koordynuje logistykę festiwalową.
Łukiem Karpat
Patronat honorowy nad 16. edycją Festiwalu Folkowisko objęła wojewoda podkarpacki Teresa Kubas-Hul.
– Tegoroczny festiwal, który przebiegał pod tytułem „Łukiem Karpat” był wynikiem dziewięciu miesięcy przygotowań niesamowitego zespołu wolontariuszy, koordynatorów, artystów i lokalnych mieszkańców – wyjaśnił Marcin Piotrowski. – Wspólnie stworzyliśmy: dwie sceny muzyczne, scenę debat i pomysłów, warsztaty, przedstawienia teatralne, wystawy sztuki współczesnej, wędrówki górskie, zajęcia edukacyjne, programy dla dzieci, oraz dziesiątki wydarzeń kulturalnych celebrujących różnorodność karpackich terenów przygranicznych. Jednak Folkowisko nigdy nie było „tylko festiwalem”. To żywy przykład tego, jak kultura może budować społeczną odporność. W regionie naznaczonym trudną historią i położonym w pobliżu aktywnego konfliktu zbrojnego decydujemy się inwestować w dialog zamiast podziałów, w relacje zamiast izolacji oraz w kulturę zamiast strachu. Jedną z rzeczy, które najbardziej cenię w Folkowisku, jest to, że każdy wnosi równy wkład. Mistrzowie olimpijscy pomagają w kuchni lub kierują samochodami na parkingu. Profesorowie przenoszą stoły. Muzycy zostają po koncertach, by porozmawiać z uczestnikami przy ognisku. Wolontariusze stają się liderami, a osoby, które przyjeżdżają tu po raz pierwszy, często wracają w następnym roku jako członkowie naszego zespołu organizacyjnego. Nikt nie pyta: „Czy to moja praca?”. Wszyscy pytają: „Jak mogę pomóc?”. Ten duch jest prawdziwym sukcesem Folkowiska.
Dlaczego akurat „Łukiem Karpat”? Tylko na pierwszy rzut oka wydaje się, że Karpaty są stąd daleko, jednak Gorajec, podobnie jak sąsiednie wioski, został założony na prawie wołoskim, a pierwsi osadnicy żyli tu zgodnie ze szczególnym prawem zwyczajowym społeczności pasterskich, które przybyły tu z gór.
Po brzegi została wypełniona przestrzeń przed „Sceną Słowa” podczas spotkania z Ewą Chwałko, pierwszą Polką, która przeszła samotnie Łukiem Karpat. Przez Rumunię, Ukrainę, Polskę i Słowację, głownie szczytami gór, w 84 dni kobieta przemierzyła blisko 2400 kilometrów trasą, którą sama ułożyła, nie korzystając z depozytów i suportu. Opowiadała o tej podróży pełnej przygód, czasem zabawnych, czasem niebezpiecznych. Z kolei historyk Maciej Janowski opowiedział o Karpatach, które mówią wieloma językami.

Miłe spotkanie z małżeństwem Kosieków, których poznałem we lwowskim skansenie podczas otwarcia wystawy ze zbiorów Muzeum Kresów w Lubaczowie. Tym razem Daria Kosiek prowadziła na Folkowisku warsztaty pieśni bojkowskich, a Tomasz Kosiek przybliżył szczegóły jagodowego biznesu na Zakarpaciu.
Żywą ilustracją zakarpackiej mozaiki etnicznej był koncert kapeli „Hudaki Village Band” ze wsi Nyżnie Sełyszcze koło Chusta. W ich wykonaniu brzmiała autentyczna, żywiołowa muzyka ludowa Ukraińców, Węgrów, Rumunów, Romów i Żydów – tradycyjne melodie weselne i biesiadne.
W Bieszczadach Zachodnich, na obecnej granicy polsko-ukraińskiej bierze początek San. Grażyna Bochenek, wieloletnia dziennikarka radiowa zwróciła uwagę na losy ludzi zamieszkujących jej brzegi przed II wojną światową oraz w latach powojennych. Opowiadała jak powstała jej książka „San. Rzeka, która łączy. Rzeka, która dzieli”. Jest poruszająca opowieść o pięknie i bólu pogranicza.
Intelektualiści od rana do wieczora dzielili się swoimi osiągnięciami i przemyśleniami, a tymczasem dorośli i dzieci wpisywali się na warsztaty do Gorajeckiego Uniwersytetu Ludowego. Przywracają do życia dawne rzemiosła. Starsi uczestnicy z pełnym skupieniem rąbali drewno na tradycyjnych zajęciach ciesielskich, toczyli gliniane naczynia na kołach garncarskich. Dziewczęta pod okiem mistrzyń uczyły się tworzyć biżuterię z koralików. Z kolei najmłodsi lepili swoje pierwsze pierogi pod okiem gospodyń, a także tworzyli proste instrumenty z patyków i gliny. Cała ta międzypokoleniowa przestrzeń pachniała zapachem świeżych wiórów, ziół i mokrej ziemi.
Kilkadziesiąt metrów dalej szalała Scena Tradycji. W dużej stodole grały zespoły folkowe oraz można było nauczyć się tradycyjnych tańców ludowych. Tańczono też obok stodoły, gdzie jeszcze jedna scena powstała wewnątrz dawnej chałupy, z której pozostało trzy ściany i dach.
Na trawiastych stopniach amfiteatru przy zabytkowej cerkwi, tłum gęstnieje wokół plenerowej Sceny Słowa. Ludzie siedzą tam na prostych ławach, turystycznych krzesłach czy na karimatach, wpatrzeni w drewnianą wiatę sceniczną. Jej sercem jest stary, wiejski spichlerz, który znów karmi ludzi – tym razem nie chlebem, a słowem. Występują tam zaproszeni gości, również można usłyszeć śpiew i pogadanki kobiet z miejscowego Koła Gospodyń Wiejskich.

Festiwal na pograniczu przyciąga coraz więcej uczestników i gości z Ukrainy. Po raz pierwszy spotkałem studentów z Ukraińskiego Katolickiego Uniwersytetu we Lwowie. Wira Branets, działaczka społeczna z Żółkwi, przyjechała specjalnie na Folkowisko, aby zapoznać się z doświadczeniami organizatorów oraz nawiązać kontakty z kreatywnymi osobami.

Idziemy dalej. Mistrz drzeworytnictwa Grzegorz Ciećka ze Stowarzyszenia Folkowisko przygotował folkowiskową matrycę, z której wzór odbija na koszulkach, torbach, poszewkach dla uczestników festiwalu. Również nie mogłem nie skorzystać z tej miłej okazji.
Dzieciowioska to prawdziwy festiwalowy poligon dziecięcej radości, gdzie maluchy zrzucają buty i natychmiast zapominają o istnieniu smartfonów. Prawdziwe szaleństwo zaczyna się podczas legendarnego konkursu na „Najbrudniejsze Dziecko Festiwalu”, w którym najmłodsi z pełnym zaangażowaniem panierują się w błocie, kurzu, ozdabiają się liśćmi i chwastami, walcząc o ten prestiżowy tytuł. Dopiero gdy wszyscy zawodnicy osiągną stan maksymalnego upaprania, nadchodzi czas na wielki finał: strategiczną, pełną dzikich wrzasków bitwę baloniarską, która służy za najbardziej radosną zmywarkę świata.
Scena Główna to najważniejsze miejsce na Folkowisku, gdzie aż do późnej nocy trwały występy zaproszonych profesjonalnych gwiazd festiwalu i najważniejsze koncerty całego wydarzenia. Jedną z głównych gwiazd tegorocznej edycji była Kapela ze Wsi Warszawa & Bassałyki. Przywieźli swoje popularne programy muzyczne Vołosi, Nicponie & Bum Bum OrkeStar, Wowakin & Nina Kodorska, Sokół Orchestra, Czarnina oraz inne zespoły.
Echa wojny na Ukrainie
Od Gorajca do granicy polsko-ukraińskiej jest zaledwie 15 kilometrów. Tam nad głowami rozciąga się spokojne polskie niebo, a zdecydowana większość uczestników festiwalu nigdy nie słyszała syren alarmowych ani nie doświadczyła strat ludzkich na wojnie. Wszyscy, którzy trafili na teren miasteczka festiwalowego, zwracają uwagę na plansze przydrożne – fragment wystawy „Byłem Polakiem – obywatelem Ukrainy”. Uważnie przyglądają się zdjęciom poległych Polaków – ukraińskich żołnierzy – i czytają ich biografie. Ekspozycja została przygotowana m.in. przez Fundację Wolność i Demokracja we współpracy z Centrum Kultury Polskiej i Dialogu Europejskiego w Iwano-Frankiwsku.

Wśród uczestników festiwalu od razu można było dostrzec również kilku mężczyzn w polowych mundurach ukraińskich żołnierzy. Są to chłopaki z zespołu Joryj Kłoc, który powstał w 2008 roku we Lwowie.
Anton Łubij, wokalista zespołu Joryj Kłoc był na Folkowisku po raz dziewiąty. Tym razem przyjechał z frontu, z Donbasu.
– Nowy skład zespołu jest teraz w Armii Ukraińskiej – wyjaśnił Anton Łubij. – I my wszyscy jesteśmy teraz żołnierzami. Było nam dosyć ciężko tu przyjechać, uzgodnić z naszymi dowódcami i załatwić wszystkie papiery. Również przekonać ich, że kultura jest ważna i musimy ją zaprezentować w tych ciężkich czasach jako żołnierze. Jesteśmy teraz jednostką, która nazywa się „Cultural forces”. Przyjechaliśmy na Folkowisko zagrać nasz nowy materiał muzyczny, podczas licznych spotkań mówimy również o wojnie i o tym co nas łączy, Ukraińców i Polaków, a nie różni. Po prostu chcieliśmy dołączyć do tego klimatu.

Zagrali na Wielkiej Scenie, w cerkwi oraz na Scenie Słowa, gdzie razem z muzykami i żołnierzami mówiliśmy o kulturalnym froncie i o tym jak artyści walczą na wojnie.

Znana polska antropołożka i wolontariuszka dr Olga Solarz zaprezentowała dwa tomy swoich wojennych opowieści pod tytułem „Dzikie Pole”.
11 lipca
W tym dniu uczestnicy Festiwalu uczcili ofiary Zbrodni Wołyńskiej. Deszczowym porankiem, po złożeniu kwiatów przy krzyżu pomordowanych przez ukraińskich nacjonalistów mieszkańców Gorajca Marcin Piotrowski powiedział:
– Dzisiaj jest Dzień Pamięci, 11 lipca. Dzisiaj zatrzyma się Festiwal Folkowisko na minutę milczenia, refleksji, pamięci. Pamiętamy również o mieszkańcach naszej miejscowości, Gorajca, naszego regionu. Zatrzymamy się i oddamy hołd ofiarom Rzezi Wołyńskiej. Ludziom, którzy stracili życie w tej jednej z największych tragedii naszego regionu. Dzisiaj nawet niebo płacze, dzisiaj nawet niebo pamięta. Ale wyciągnijmy z tego wnioski. Pamiętajmy: nigdy więcej! Uczmy się na błędach naszych przodków, ich nie powtarzajmy. To robi Folkowisko. To robi Stowarzyszenie Folkowisko i Fundacja Folkowisko. Bądźmy razem. Budujmy mosty przyszłości!
Częścią upamiętnienia był performance artystyczny przygotowany przez studentów Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach pod kierunkiem doktora Macieja Zdanowicza. Przed cerkwią w Gorajcu rozsypano sól, a na niej niebieskie kwiaty lnu. W południu zabrzmiał dzwon cerkiewny.
Pięknie odnowiona cerkiew greckokatolicka pw. Narodzenia Najświętszej Maryi Panny należy do najcenniejszych zabytków drewnianej architektury sakralnej w Polsce i w Europie. I jest świadkiem tragedii mieszkańców tej miejscowości – Polaków i Ukraińców.

Na starym gorajeckim cmentarzu zachowały się kamienne krzyże z napisami w języku ukraińskim i w języku polskim. Nie widać żadnych różnic co do miejsca pochówku ani kształtu krzyża. W 1848 roku, kiedy ten teren znajdował się pod zaborem Austro-Węgier, cała wieś na znak zniesienia pańszczyzny postawiła pamiątkowy krzyż nad potokiem Gnojnik. W połowie maja Stowarzyszenie Animacji Kultury Pogranicza „Folkowisko” organizuje w Gorajcu doroczne obchody Dnia Wolności Chłopskiej.
We wrześniu 1939 roku na podstawie paktu Ribbentrop – Mołotow po tym strumieniu przebiegła granica między III Rzeszą a ZSRR. Wieś Gorajec znalazła się pod okupacją niemiecką, a mieszkańcy założonej zaledwie dwa lata wcześniej kolonii dla polskich osadników Dąbrówki wpadli w ręce sowieckiego okupanta, który w lutym 1940 roku deportował ich na Syberię i do Kazachstanu. Ludność ukraińska przetrwała wojnę, jednak też nie uniknęła tragedii.

Cerkiew w zburzonej doszczętnie wsi Gorajec uratował od zniszczenia ks. Józef Kłos, ostatni przedwojenny proboszcz parafii pw. św. Marii Magdaleny we Lwowie i pierwszy powojenny proboszcz parafii cieszanowskiej. Przeniesiono tam z Majdanu Sieniawskiego dzwonnice drewnianą z 1863 roku. A w 2020 roku dzięki wsparciu ludzi dobrej woli – Ukraińców i Polaków – zostały wykonane i zakupione trzy dzwony, które poświęcił biskup Marian Buczek, urodzony w sąsiednim Cieszanowie. Tak ta prastara świątynia znów stała się miejscem modlitwy, a także koncertów muzyki sakralnej i ludowej. Właśnie z występu w cerkwi Gordiya Starukha, znanego lwowskiego lutnika, multiinstrumentalisty i twórcy unikatowych lir korbowych rozpoczęto tegoroczny Festiwal Folkowisko „Łukiem Karpat”.
11 lipca wieczorny koncert krakowskiego zespołu Tohuwabohu przyniósł głębokie wzruszenie, gdy muzycy sięgnęli po utwór „O drogi Bełz…”. Ta pełna melancholii i bólu aranżacja na moment zatrzymała czas, przypominając zgromadzonej w Gorajcu publiczności o bolesnych stratach i żydowskim dziedzictwie tych ziem.
Wołodymyr Grumet-Olszanski, który przewodniczył grupie studentów Ukraińskiego Katolickiego Uniwersytetu, po powrocie do Lwowa na swej stronie fb napisał: „W drodze powrotnej do Lwowa, wraz ze studentami odwiedziliśmy miejsca pamięci w Gorajcu. Odwiedziliśmy grób polskich ofiar, które zginęły z rąk Ukraińców, a także pomnik poświęcony Ukraińcom, którzy padli ofiarą polskiej przemocy. Miejsca te przypominają nam o złożoności i bólu naszej wspólnej historii, ale jednocześnie o odpowiedzialności za pamięć o każdym ludzkim życiu”.

Folkowisko to nie tylko doroczny festiwal
Emocje związane z festiwalem jeszcze nie zdążyły opaść, gdy ekipa Fundacji Humanitarnej Folkowisko wspólnie z partnerami zorganizowała kolejny obóz „Pod polskim niebem” dla dzieci i matek z Ukrainy, których boleśnie dotknęła wojna.
Po ostatniej serii ciężkich ataków rakietowych na Kijów wiele szkół i osób prywatnych prosi o pomoc we wstawieniu okien. Fundacja Humanitarna Folkowisko dostała ofertę przekazania 200 okien ze szkoły w Katowicach.
Marcin Piotrowski również wezwał rodaków do udziału w drugiej edycji programu Pamięć Pogranicza, która rusza na początku sierpnia.
Konstanty Czawaga
























