Lwów. Sierpień 1918 roku. Samobójstwo czy wyrafinowane morderstwo? Część 4 Willa Riedlów na Zofijówce, fot. Jurij Smirnow / Nowy Kurier Galicyjski

Lwów. Sierpień 1918 roku. Samobójstwo czy wyrafinowane morderstwo? Część 4

7 sierpnia 1918 roku przy ulicy św. Zofii 42 (obecnie ulica Iwana Franki 126) we własnym mieszkaniu znaleziono powieszoną na haku od lampy elektrycznej 26-letnią Olgę Riedlową, żonę Romana Riedla, urzędnika bankowego, matkę dwóch małych dzieci. Co się stało w biały dzień z Olgą Riedlową, jak doszło do morderstwa czy samobójstwa?

Lwowska opinia publiczna była zszokowana. Rodzina Riedlów należała do zamożnych obywateli, była dobrze znana w kołach towarzyskich. Śledztwo bardzo intensywnie prowadziła ekipa policyjno-sądowa. Sprawę osobiście kontrolował dyrektor policji lwowskiej radca dworu dr Józef Reinlender, który niezwłocznie przybył na miejsce głośnego wydarzenia. Osobisty udział w śledztwie brał też prezydent sądu karnego we Lwowie radca dworu Hawel i radca dworu prokurator Rusin. Prowadził śledztwo komisarz policji Kwiatkowski i sędzia śledczy Żarski, którzy mieli pod swoją komendą ponad piętnastu inspektorów i agentów. Publiczność i dziennikarze z niecierpliwością oczekiwali na wyniki śledztwa i wykrycie wszystkich szczegółów morderstwa. Mało kto wierzył w samobójstwo młodej pogodnej kobiety.

Mijały dni, zaś jednoznacznych wyników śledztwa i odpowiedzi na wszystkie pytania policja nie miała. 9 sierpnia przeprowadzono sekcje zwłok, lecz konsylium lekarzy sądowych nie wydało jednoznacznego zdania. „Wiek Nowy” pisał nawet, że „wynik sekcji zwłok utrzymywany jest w tajemnicy. Lekarze spostrzeżeń swoich nie zakomunikowali organom śledczym, twierdząc, że uczynią to dopiero po daniu im możliwości wglądu do aktów policyjnych”. Tegoż dnia organa śledcze wstrzymały pogrzeb śp. Olgi Riedl.

Część opinii publicznej kojarzyła pozycje lekarzy z naciskiem adwokatów Romana Riedla i wpływami rodziny Riedlów. Mówiono też o niewczesnym wystąpieniu pewnego dziennika w obronie jakoby pokrzywdzonej domysłami rodziny Riedlów i o zakulisowych intrygach obrony, o tuszowaniu pewnych kwestii. Inna gazeta rozpowszechniła aluzje „jakoby zmarła miała początki gruźlicy, co jakoby stwierdziła sekcja zwłok”. Tak naprawdę, sekcja nić takiego nie stwierdziła. Tymczasem w prasie  zostały udostępnione informację o pewnych problemach w pożyciu małżeńskim państwa Riedlów. Policja otrzymała też informację, że Roman Riedel od pewnego czasu miał kochankę. Właśnie w tej sytuacji Roman Riedl był głównym podejrzanym w śmierci małżonki. Wszyscy z niecierpliwością oczekiwali na przesłuchanie Romana Riedla przez organa śledcze.

10 sierpnia „wśród niezwykłego napięcia jawi się pośród komisji śledczej wysoka szczupła postać Romana Riedla. Jest zgnębiony, mówi głuchym głosem. Wielu szczegółów nie pamięta (lub ukrywa), niby to uszły jego uwadze wśród strasznych przejść. Opowiada swe wejście do mieszkania. Uderzył go nieład w mieszkaniu. Wszedł do sypialni i tu ujrzał wiszące zwłoki żony. Niósł w ręku flaszkę z naftą, teczkę i gazety, postawił to na stoliku nocnym, poczem pobiegł do sąsiednich pokoi popatrzeć, czy kogo nie ma w mieszkaniu. Wracając zwrócił uwagę na okno otwarte w drugim pokoju i podniósł zdaje się pulares leżący na ziemi, w którym był drugi klucz od mieszkania. Wtedy dopiero przyskoczył do zwłok zmarłej, stanął na krzesełku i scyzorykiem odciął zwłoki. Widział knebel tkwiący w ustach, ale go nie wyjmował. Oddźwięku życia w zmarłej już nie dojrzał. W mieszkaniu żadnego listu zmarłej nie zastał. Wtedy zbiegł szybko na dół, krzycząc, że żona powieszona”. I to wszystko – żadnych szczegółów.

„Gazeta Lwowska” pisała, że wiele kwestii nie mogło być wyjaśnionych, bo Roman Riedl pod wpływem silnego wstrząsu nerwowego zeznawał niejasno lub nie przypomina sobie wielu szczegółów.

O komentarz o zaistniałej sytuacji dziennikarze zwróciły się do prokuratora, radcy dworu Rusina. Ten doświadczony fachowca powiedział: „Pracuję 30 lat w sądownictwie, 15 lat jako prokurator państwa, lecz muszę przyznać, że w mej praktyce nie miałem jeszcze tak sensacyjnie tajemniczego wypadku. Same sprzeczności są w dowodach i na morderstwo i przeciw samobójstwu. Dochodzenia i badania szczegółowe w kierunku samobójstwa zdają się zaprzeczać stanowczo faktowi samobójstwa. A jednak równocześnie sekcja zwłok nie wykazuje najmniejszych śladów gwałtu, są fakty przemawiające i przeciw morderstwu. Ten dziwny splot niejasności musi się jednak wyjaśnić”. Po takim wywiadzie prokuratora korespondent „Wieku Nowego” wnioskował, że śledztwo toczy się energicznie dalej. Nie do końca jednak można było zrozumieć, w którą to stronę dąży śledztwo i jaka wersja jest uważana przez policję za główną.

Fragment artykułu w „Wieku Nowym”

Oczywiście policja miała prawo na tajemnicę śledztwa, ale sęk był w tym, że rezultatu nie było. Jak donosiła „Gazeta Lwowska”, z powodu morderstwa Olgi Riedlowej wśród obywateli rosło zdenerwowanie i niepokój. Gazeta między innymi pisała: „Wypadek pełen tajemniczości przy ulicy św. Zofii 42 poruszył całą opinię miasta. Nad zbrodnią tą toczą się ustawiczne dysputy pełne różnych przypuszczeń i komentarzy. Opinia publiczna domaga się jak najenergiczniejszego śledztwa tej sprawy, która wywołała silne zdenerwowanie i pewien przestrach nieokreślony wobec okrucieństwa popełnionego czynu. Fakt, który się zdarzył, przekracza miarę zakulisowych usług obrony, czy tuszowania pewnych kwestii”.

W takiej atmosferze napięcia 10 sierpnia odbył się pogrzeb Olgi Riedlowej na Cmentarz Łyczakowski. Denatkę pochowano na polu nr 75 obok małego synka Jurka (zmarł w 1915 roku w wieku sześciu miesięcy). Prasa donosiła, że „ofiarę tragicznego splotu wydarzeń odprowadzono w smutnym orszaku pogrzebowym, mimo rzęsistego deszczu. Zebrało się sporo tych, co oddać chcieli ostatnią usługę świetlanej, jasnej postaci śp. zmarłej. Spoczęła już w mogile ciemnej, kto wie czy nie zabierając ze sobą do grobu tajemnicy sfingowanej zagadki”.

Niestety reporter prasowy miał racje. Już 11 sierpnia prasa donosiła, że w śledztwie nie widać postępu i policja nie może ogłosić swego werdyktu. Organa śledcze starały się w dalszym ciągu zebrać choćby drobne szczegóły, które by złączyły się w jakąś nową całość. Jednym z takich szczegółów było zeznanie służącej Kuczyńskiej, która twierdziła, że podczas swego pobytu w mieszkaniu zmarłej widziała na stole przygotowany sznur, ten sam, który potem służył jako pętla śmiertelna. Jednak nadal sprawa była zawikłaną i policja nie miała odpowiedzi na najważniejsze zasadnicze pytania.

Komisja lekarska w tym dniu wydała trochę bardziej zdecydowaną opinię, że w wypadku przy ulicy św. Zofii 42 wszystko przemawia za samobójstwem, nie zaś morderstwem. Jednak to twierdzenie lekarskie nie wyklucza morderstwa i dlatego właśnie uzasadnione jest dalsze energiczne śledztwo władz policyjnych. Innymi słowy komisja lekarska nie podała jednoznacznej odpowiedzi i wszystko zostawiła pod znakiem zapytania.

Tegoż dnia „Wiek Nowy” ze smutkiem konstatował, że śledztwo zawiodło. Tajemniczość i zagadkowość tego mordu (lub samobójstwa) zbiła z tropu nawet śledztwo policyjne, które nie ma zdecydowanej opinii. Drobne szczegóły podawane przez nowych świadków nic nie dodały do ogólnego obrazu wydarzenia, tak samo jak i kolejna wizja lokalna w mieszkaniu Riedlów, która miała raczej charakter formalny.

Publiczność z niecierpliwością czekała na kolejne doniesienia prasy w tej sprawie, zaś prasa nie miała żadnych nowości od władz śledczych. Artykuły na kształt „nigdy jeszcze żadna sprawa kryminalna nie obudziła tak bezgranicznego zainteresowania, jak sprawa powyższego zajścia”, nie mogły zaspokoić opinii publicznej i krewnych śp. Olgi Riedlowej. Publiczność rozchwytywała dzienniki, omawiała wszystkie szczegóły, snuła w rozmowach kawiarnianych różne domysły, ale to wcale nie przybliżało wyników śledztwa.

Dnia 13 sierpnia „Gazeta Lwowska” podała w sprawie śmierci Olgi Riedlowej tylko krótką informację, mianowicie: „W sobotę po południu o godz. 4.30 odbyła się na miejscu tragicznego zajścia w mieszkaniu p. Riedlów ponowna wizja lokalna przy współudziale lekarzy, pierwszego prokuratora państwa dra Rusina, komisarza policji Kwiatkowskiego i sędziego śledczego Żarskiego. Wizja lokalna trwała do godz. 8 wieczorem. Śledztwo w tej sprawie toczy się jeszcze w dalszym ciągu”. „Wiek Nowy” też podał tylko krótki reportaż: „Dochodzenia organów śledczych w sprawie tajemniczego zgonu śp. Olgi Riedlowej toczą się dalej. Jak się okazało, przesłuchanie pewnych świadków w Przemyślu nie dało konkretnego rezultatu. W ostatnich dniach przesłuchano szereg osób z otoczenia rodziny Riedlów, tudzież spośród mieszkańców kamienicy, w której wydarzył się ten tragiczny wypadek (…) Śledztwo trzymane jest na razie w tajemnicy”.

Otóż żadnych odpowiedzi na najważniejsze bolesne pytanie – co się stało z Olgą Riedlową, było to samobójstwo czy morderstwo? Kto był sprawcą tak wstrząsającego czynu?

Po krótkich informacjach z dnia 13 sierpnia, dzienniki lwowskie nie opublikowały więcej żadnego słowa na ten temat. Kropka. Pełne milczenie. Sprawa tajemniczego wypadku (morderstwa, samobójstwa) została niewyjaśniona, zaś opinia publiczna nie dostała żadnego objaśnienia tak dziwnego postępowania organów śledczych.

Na zakończenie można tylko dodać, że Roman Riedl, podejrzany w zamordowaniu (lub organizacji zamordowania) własnej żony przeżył jeszcze 28 lat i zmarł we Lwowie 4 maja 1946 roku w wieku 63 lat. Według ksiąg cmentarnych został pochowany na Cmentarzu Łyczakowskim na polu nr 5 w grobowcu rodziny Schrammów.

Jurij Smirnow

Lwów. Sierpień 1918 roku. Samobójstwo czy wyrafinowane morderstwo? Część 1

Lwów. Sierpień 1918 roku. Samobójstwo czy wyrafinowane morderstwo? Część 2

Lwów. Sierpień 1918 roku. Samobójstwo czy wyrafinowane morderstwo? Część 3

X