Na przełomie XIX–XX wieku w Samborze, należącym do diecezji przemyskiej, po wcześniejszej kasacie zakonów dominikanów, jezuitów, misjonarzy i brygidek przy parafii pw. Ścięcia św. Jana Chrzciciela sięgającą swymi korzeniami XIV wieku pracowali księża diecezjalni. Do pomocy miejscowemu proboszczowi zostali przydzieleni bernardyni, których ostatecznie translokowano do dawnego pojezuickiego kościoła pw. św. Stanisława Kostki.
Sambor był też siedzibą dekanatu, a funkcję proboszcza tutejszej parafii od 1867 roku pełnił zasłużony kapłan, dawny dziekan przemyski ks. prałat Jan Dornwald. Za liczne zasługi na polu religijnym i politycznym został honorowym obywatelem Sambora. Spośród jego zasług należy wyszczególnić przeprowadzony gruntowny remont świątyni po pożarze w 1888 roku. To właśnie jemu zawdzięczamy obecny wygląd świątyni: ołtarz główny i cztery boczne ołtarze. Ponadto przy świątyni w 1903 roku pracowali jako wikariusze: ks. Franciszek Kędzior, Marcin Murdza i ks. Antoni Miętus. W Samborze mieszkało kilku katechetów: inspektor szkolny ks. Herman Kulisz, ks. Aleksy Watulewicz, ks. Władysław Makowiec, ks. Szymon Bienkiewicz i ks. Andrzej Stepek. Przy parafii ciągle też pozostawał bernardyn o. Jan Nowak, mimo że trzech bernardynów pracowało przy dawnym kościele pojezuickim. Wcześniej przy parafii w Samborze pozostawał również kapłan archidiecezji lwowskiej, wykładowca historii na uniwersytecie lwowskim ks. Stefan Dembiński.
W 1895 roku niespodziewanie ze Stanów Zjednoczonych do Sambora przybył dziś całkowicie zapomniany ekssalezjanin ks. Mateusz Grochowski, który, jak informowała „Gazeta Samborska” 1 listopada 1895 roku od emerytowanego kontrolera pocztowego niejakiego Bylenia przy trakcie przemyskim obok c.k. szpitala wojskowego za cenę 10 000 złr. nabył część ogrodu. „Na gruncie tym stanąć ma w p[rzyszłym] roku willa murowana”. Zaś w następnym roku taż gazeta 17 października informowała, że dom księdza Grochowskiego został ozdobiony „piękną kamienną statuą św. Mateusza”, dłuta Wojciecha Serwońskiego, „artysty kamieniarza z Gorlic, mającego zamiar osiąść stale w Samborze”.
Jaki cel przyświecał ks. Mateuszowi Grochowskiemu w Samborze oddaje kolejna wiadomość „Gazety Samborskiej” z 3 lipca 1896 roku, gdzie podawano, że „przy trakcie przemyskim pokryto już blachą piękny budynek o 24 ubikacyach (pokojach) będący własnością ks. Stanisława (właściwie Mateusza) Grochowskiego. Budynek ten, dzięki swemu odpowiedniemu rozkładowi kwalifikuje się znakomicie na umieszczenie w nim szpitala powszechnego, w którym to celu nawiązane zostały w tych dniach między Radą szpitalną a właścicielem owej kamienicy pertraktacye w sprawie wynajęcia budynku tego na dłuższy przeciąg czasu”. Natomiast po wygaśnięciu umowy z radą szpitalną pragnął zaszczepić w mieście działalność księży salezjanów, których wcześniej był kapłanem, a gdy ów plan nie zrealizowano, mienie duchownego zostało nabyte przez Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi, które rozwinęło wybitną działalność opiekuńczą nad dziećmi i młodzieżą żeńską w wieku 6–15 lat w ramach ochronki im. ks. Grochowskiego w Samborze. Z tej też racji postać ta zasługuje na przypomnienie i wydobycie z całkowitego zapomnienia.
Według źródeł był to pierwszy Polak, który w 1876 roku we Włoszech w Turynie wstąpił do Zgromadzenia Księży Salezjanów, powołanego przez ks. Jana Bosko. Mimo licznych luk w biogramie omawianego duchownego, wiadomo, że mógł pochodzić z okolic Poznania, gdzie się urodził w 1839 roku. Mógł też przez pewien czas mieszkać w Lublinie.
Jak sam o sobie pisał, gdy w 1864 roku na terenie Królestwa Polskiego skasowano klasztory, był w nowicjacie u franciszkanów reformatów, pierwotnie w Solcu, a następnie w Kazimierzu. Ponieważ pragnął zostać kapłanem, był zmuszony do poszukiwania odpowiedniego klasztoru i czynnego wyższego seminarium duchownego. Początkowo przybył do Krakowa, gdzie jako kleryk osiadł przy kościele mariackim. Jednak z braku obywatelstwa austriackiego musiał niebawem opuścić Kraków, gdyż nie mógł w Krakowie otrzymać święceń kapłańskich.
Tym razem wyjechał do Włoch, a przybywszy do Turynu wstąpił do salezjanów. W księdze ewidencji odnotowano, że Grochowski 28 grudnia 1876 roku przybył do Valdocco, choć nie sprecyzowano jego obowiązków. Jako członka zgromadzenia wymieniono go po raz pierwszy w 1878 roku jako nowicjusza, a następnie w 1879 jako subdiakona i profesa wieczystego i już w 1880 roku jako kapłana ciągle w tym samym domu w Turynie. Wiadomo, że święcenia kapłańskie otrzymał w Turynie 7 czerwca 1879 roku.
Po święceniach kapłańskich otrzymał pozwolenie na udanie się w ojczyste strony, celem zbierania ofiar na dokończenie budowy kościoła św. Jana Ewangelisty w Turynie. Mając przy sobie listy polecające przez dłuższy czas przebywał w Polsce, nie dając nic o sobie znać. Do Turynu dotarła wiadomość, że ks. Grochowski przebywał u ojców pijarów w Krakowie, gdyż ks. Gagliero prosił o wyjaśnienia w tej sprawie rektora pijarów, ks. Adama Słotwińskiego. Jednak ks. Słotwiński w odpowiedzi z 25 grudnia 1879 roku napisał: „pytałem na wszystkie strony o wiadomości o ks. Grochowskim. Otóż donoszę wam, że ksiądz z waszego zgromadzenia Mateusz Grochowski już od 14 listopada nie jest obecny w Krakowie. Gdzie mieszka, tego nie wiem”.
Mógł przebywać w Bielsku, gdyż w liście z 13 grudnia 1879 roku ks. Norbert Bontzek z Bielska pytał, czy ks. Grochowski rzeczywiście był wysłannikiem do Polski w celu zbierania funduszy na budowę kościoła. „Czy dom wasz wysłał w nasze strony pewnego księdza nazwiskiem Grochowski, udającego, że jest salezjaninem, aby zbierał pieniądze, z których byłby wybudowany wspaniały kościół poświęcony św. Franciszkowi – pisał ks. Bontzek. Nie chcemy wierzyć świadectwom przez owego młodego człowieka przedstawionym. Lecz jeśli będziemy pewni faktu co do waszego pozwolenia i celu jego wędrówki, bez wątpienia zasób zebranych pieniędzy będzie większy”.
Do Turynu nadszedł też list od anonimowego autora, który informował, że ks. Grochowski przebywa u franciszkanów w Krakowie. W owym liście oskarżano Grochowskiego o różne bezprawia, a zwłaszcza nadużycie zaufania przełożonych oraz zamiar starania się o wystąpienie ze zgromadzenia.
Po tym liście na ks. Grochowskiego nałożono karę suspensy, czyli zakaz wykonywania władzy kapłańskiej. Zakonnikowi nakazano również zwrócić wszystkie listy polecające, które otrzymał w Turynie. Ks. Grochowski broniąc się przed zarzutami obiecał zwrócić pieniądze, których używał, aby żyć, prosił też o zwolnienie z nałożonych kar. Informował również, że pieniądze były dla niego „ochroną przeciw prześladowaniom”. Jednak już niebawem ks. Grochowski skierował do Turynu list, gdzie wyraził prośbę o zwolnienie ze ślubów zakonnych, motywując obowiązkiem opieki nad chorą matką.
Na podstawie tej prośby otrzymał od ks. Jana Bosko dekret wydany w Rzymie z dnia 15 marca 1880 roku zwalniający go ze ślubów z zachowaniem suspensy do czasu inkardynacji do jakiejś diecezji. Takie przyjęcie otrzymał od biskupa diecezji lubelskiej (choć jego nazwisko nie figurowało w schematyzmach diecezji lubelskiej), a 4 lipca 1882 roku jako kapłan diecezji lubelskiej został przyjęty do archidiecezji lwowskiej i mianowany kapelanem sióstr niepokalanek w Jazłowcu, o czym informował „Dziennik Polski” z 12 lipca 1882 roku. Posadę tę objął po ks. Stanisławie Wieruskim, który otrzymał nominację na wikariusza miejscowej parafii jazłowieckiej. Z tego okresu zachowało się pismo Matki Marceliny Darowskiej do Konsystorza Metropolitalnego archidiecezji lwowskiej w którym pisała: „Ks. Stanisław Wierucki, który przez dwa lata pełnił obowiązki Kapelana przy Zgromadzeniu naszym w Jazłowcu, usuwa się na parafię w charakterze wikariusza, a posadę kapelana klasztornego życzy sobie objąć ks. Mateusz Grochowski od paru lat pracujący w diecezji przemyskiej, jak to stwierdza aprobata ordynariatu przemyskiego, którą mi złożył, a którą przy niniejszym załączam. Zanoszę więc prośbę do Najprzewielebniejszego Ordynariatu o łaskawe udzielenie aprobaty swojej ks. Mateuszowi Grochowskiemu na pełnienie obowiązków kapelana w kaplicy naszej, wręczenia Mu upoważnienia do święcenia przyborów kapłańskich i zakonnych, spowiadania uczennic naszych i osób świeckich, a w razie chwilowego wyjazdu naszego Spowiednika, którym jest W. Ks. Proboszcz Turkuł, zastąpienie Go w spowiedziach zakonnych”. Z powyższego pisma wynikało, że ks. Grochowski po otrzymaniu inkardynacji do diecezji lubelskiej mógł przez pewien czas pracować na terenie diecezji przemyskiej, choć i tu nie był wpisywany w schematyzmy diecezjalne.
W Jazłowcu ks. Grochowski miał okazję spotkać się osobiście z bł. Marceliną Darowską, przejętą duchem wychowania dzieci i młodzieży. Spotkał tu również późniejszego świętego abpa Zygmunta Szczęsnego Felińskiego, który w 1883 roku poświęcił posąg Matki Bożej zwanej Jazłowiecką. Z Jazłowca ks. Grochowski wyjechał po roku, gdyż zgodnie z wiadomością zawartą w „Przeglądzie Katolickim” nr 8 z 1888 roku jeszcze w 1883 roku funkcję kapelana sióstr Niepokalanek w Jazłowcu objął zmartwychwstaniec ks. Michał Brzeziński (1846–1888), który „mimo cierpień, pełnił je ochoczo aż do chwili, kiedy tyfus rzucił nim o łoże”. Kapłan ten przybył do Jazłowca po skończonej misji w Chicago, a jego opowieści o Polakach w Stanach Zjednoczonych mogły zachęcić ks. Grochowskiego do podjęcia duszpasterstwa za oceanem, choć pierwotnie ks. Grochowski mógł mieć inne plany co do swojej przyszłości, gdyż „Wiadomości Katolickie” nr 21 z 13 października 1883 roku informowały, że ks. Mateusz Grochowski „dotychczasowy kapelan pp. Immakulatek w Jazłowcu, wstępuje do zakonu OO. Franciszkanów”. Najprawdopodobniej nie został przyjęty lub też sam zaniechał udania się do franciszkanów, a jeszcze tego roku wyjechał do Francji, a następnie do Stanów Zjednoczonych.
Na nowym kontynencie początkowo pracował jako wikariusz parafii polskiej pw. św. Stanisława Kostki w La Salle County w Stanie Illinois. Następnie od 14 kwietnia 1885 do 15 maja 1889 roku był pierwszym proboszczem polskiej parafii św. Józefa w Monistee.

Na temat jego działalności w tej parafii zachowała się następująca relacja: „Dotychczas parafia św. Józefa posiadała tylko kościół, a innych budynków jeszcze nie było; pierwszym teraz nieodzownym najpotrzebniejszym budynkiem była szkoła, bo dzieci polskie chodziły albo do szkoły francuskiej, gdzie się wynaradawiały, albo co gorsza uczęszczały do szkół publicznych, gdzie nie tylko się wynaradawiały, ale i wiarę świętą gubiły; dlatego też ówczesny proboszcz żywo zabrał się do tej naglącej sprawy i dzięki ofiarności parafian, już w pierwszym roku swego duszpasterstwa, roku 1885 wybudował szkołę polską. Na nauczycielki zaś sprowadził siostry felicjanki z Detroit, którym też wystawił dom mieszkalny tego samego roku. Przez pobudowanie szkoły polskiej w Monistee zapewniono przyszłemu pokoleniu młodemu: wiarę, polskość i świetną przyszłość parafii św. Józefa. Teraz już posiadano wszystkie potrzebne budynki parafialne, oprócz plebanii, dlatego proboszcz mieszkać musiał w prywatnym domu, wynajmowanym na ten cel przez parafian. Każdy widział, że taki sposób gospodarki nie tylko był niewygodnym dla wszystkich parafian, ale też wielce przykrym dla proboszcza, a kosztował wiele, dlatego w krótkim czasie, bo w następnym roku 1886 pobudowano plebanię. W stosunkowo więc krótkim czasie Polacy tutejsi mieli wykończone wszystkie zabudowania parafialne, mianowicie kościół, szkołę, dom sióstr i plebanię”.
Jako proboszcz polskiej parafii św. Józefa w Monistee w USA ks. Mateusz Grochowski zajął się upiększeniem świątyni. Wybudował zatem dwie wieże kościelne, trzy ołtarze oraz upiększył świątynię malowidłami. Jednak niebawem został przez część parafian oskarżony o defraudację pieniędzy, więc odczuwając niezadowolenie z niewdzięczności parafian postanowił zrezygnować z pracy duszpasterskiej przy tej parafii.
Następnie został przydzielony na tymczasowe zastępstwo do parafii św. Jacka w Chicago, po tym jak ówczesny proboszcz ks. Zygmunt Woźny „wyjechał do Kaliformii dla poratowania zdrowia”. Po kilku miesiącach ks. Woźny powrócił i „dowiaduje się, że większość parafian życzy sobie, aby ks. Grochowski pozostał proboszczem. Biskup rozporządził, że ks. Woźny ma pozostać, a ks. Grochowski ma opuścić parafię św. Jacka. Z tego powodu w parafii powstały zatargi i nieporozumienia”.
Marian Skowyra
Tekst ukazał się w nr 6 (490), 31 marca – 16 kwietnia 2026



