Z dr Urszulą Olbromską, historykiem sztuki, rozmawiała Anna Gordijewska.
W listopadzie 2025 roku ukazała się książka dr Urszuli Olbromskiej O pamięci w kamieniu wyrytej. Polskie mogiły na cmentarzach pogranicza polsko-ukraińskiego, wydana przez Narodowy Instytut Polskiego Dziedzictwa Kulturowego za Granicą Polonika. Publikacja jest efektem blisko dwudziestu lat badań terenowych prowadzonych w latach 2006–2019 i dokumentuje materialne ślady po polskiej społeczności, która przez wieki współtworzyła krajobraz kulturowy dawnego województwa lwowskiego.

Wróćmy do poprzedniej rozmowy. Otóż przy charakterystyce przedstawień figuralnych wspominała Pani o wiankach i bukietach kwiatów, które trzymają figurki dzieci czy anioły. Mogłaby Pani nieco rozwinąć ten temat?
Symbolika ta w rzeźbie funeralnej odzwierciedla chrześcijańskie pojmowanie śmierci jako stanu przejściowego między życiem doczesnym a wiecznym. Rośliny i kwiaty odgrywały i pełnią w plastyce nagrobnej do tej pory podwójną rolę: symboliczną oraz dekoracyjną. Jeśli chodzi o symbolikę kwiatów i nie tylko, to mamy wiele leksykonów, które dokładnie ją charakteryzują, zwłaszcza Kopalińskiego. Tutaj przytoczę tylko kilka znaczeń, najczęściej spotykanych.
Złamany kwiat oznaczał przerwane życie. Taką symbolikę stosowano na grobach młodo zmarłych osób. Najczęściej wśród kwiatów pojawiają się róże i maki. Maki to m.in. metafora snu, nocy, letargu i zapomnienia – ale nie śmierci. Róże są najbardziej znane jako symbol miłości, ale też mają znaczenia przeciwstawne: śmierć i zmartwychwstanie, niezniszczalność i przemijanie. W chrześcijaństwie róża z kolcami stała się symbolem męczeństwa, a jej kolce nawiązują do cierniowej korony Chrystusa. Róże umieszczano przede wszystkim na nagrobkach ludzi młodych, dziewcząt i kobiet. Wspomnijmy jeszcze o lilii, która jest przede wszystkim kwiatem maryjnym (ale też atrybutem św. Józefa i św. Antoniego) i jest symbolem m.in. dziewictwa i czystości duchowej, świętości, ale też zmartwychwstania, przebaczenia win i Opatrzności Bożej. Do plastyki funeralnej wkradła się też symbolika pogańska – baldaszki jarzębiny, której przypisywano w wierzeniach ludowych właściwości odpędzania złych mocy i powstrzymywania duchów zmarłych. To tylko kilka uwag na temat symboliki kwiatów.

Wiele grobów jest ozdobionych nagrobkami przedstawiającymi krzyże z imitacją kory i sęków, ustawione na kopcach z kamieni, z których wyrastają rośliny…
Nagrobki pięknie zdobione kwiatami i roślinami wykonywała przede wszystkim lwowska firma Zagórskiego i Dudy, chociaż rzadko można odnaleźć na nich sygnatury. Była ona naśladowana przez firmy lokalne oraz ośrodek bruśnieński. Takie nagrobki można napotkać na większości cmentarzy, a najwięcej w badanym terenie jest ich w Komarnie. Przeważnie reprezentują one typ krzyża stylizowanego na pień drzewa. Sama idea tego typu nagrobka jest w aspekcie religijnym jednoznaczna: krzyż to drzewo życia wiecznego. Wzmocnieniem takiego znaczenia krzyża jest opracowanie cokołu nagrobka na kształt skałek, przez które przebijają się rośliny: paprocie i barwinek oznaczające nieprzemijające trwanie. Jednym z najbardziej reprezentatywnych jest nagrobek Stanisława Smulskiego w Janowie. Tutaj dodatkowo z pnia wyrasta gałąź dębowa z żołędziami. Dąb to drzewo o bogatej symbolice – tzw. oś świata i drzwi do nieba – oznacza wiarę, długowieczność, nieśmiertelność, a także chwałę i nagrodę; żołędzie na łodygach noszą treści związane z odradzaniem się życia.
A może dowiemy się trochę więcej o symbolice nagrobków niefiguralnych? Bo skoro każdy element ozdobny ma swoje znaczenie, to zapewne sama forma również…
Popularną formą pomnika nagrobnego jest obelisk, który początkowo służył jako upamiętnianie dokonań władców. Funkcję nagrobka zyskał dopiero w wieku XIX i był przypisany osobom z wyższych warstw społecznych, a także zasłużonym w jakiejś dziedzinie życia publicznego bądź wojskowego. Ze względu na wertykalną formę w sensie symbolicznym wyrażał dążenie duszy do doskonałości, a nawet do Boga; był symbolem cnoty, stałości i wytrwałości. Pod koniec XIX stulecia stał się formą powszechnie stosowaną, a jego głębsze treści uległy zatarciu. W badanym terenie obeliski były bardzo popularne. Jednak zaledwie kilka, pochodzących z warsztatów lwowskich, to prawdziwe dzieła sztuki. Najstarszy znajduje się na cmentarzu w Komarnie, na grobie Teresy z Czerwonków Androszoskiej i jej wnuczki Aliny; obie zmarły w 1842 roku. Drugi w Morańcach na grobie Ludwika Borowskiego; kolejny, rozczłonkowany, w Krakowcu. Wyjątkowo piękny, wspomniany już we wcześniejszej rozmowie, zdobiony panopliami, w Komarnie na grobie Romualda Youngi.

Kolejny typ nagrobka – kolumna, jest symbolem trwałości. Przełamana oznacza przerwane życie. Jest ona niekiedy ozdabiana herbami i elementami dekoracyjnymi o głębszej treści. Z pewnością najstarsza i najpiękniejsza znajduje się na cmentarzu w Sokalu, na obecnie bezimiennym grobie, gdzie – niestety – szczegóły opracowania zatarły się, ponadto nie ma do niej dostępu. Na kolumnach często umieszczano wianek z róż i maków.
Do nagrobków utrzymanych w konwencji klasycyzującej należy zaliczyć urny na cokołach i krzyże ozdobione kirem, często z dodatkiem wieńca z symbolicznych kwiatów. Urna/popielnica to element zaczerpnięty z antyku i powracający w epokach do niego nawiązujących. Znajdziemy je m.in. na cmentarzu polskim w Jaworowie. Natomiast najpiękniejszy krzyż jest w Krakowcu, na grobie Henryka Lubomirskiego. Skromniejszy wznosi się na mogile Zofii Borowskiej w Morańcach.
Niewiele zachowało się, poza krzyżami, nagrobków żeliwnych. Najcenniejszy pod względem artystycznym upamiętnia zmarłe osoby z rodziny Gużkowskich na cmentarzu przykościelnym w Nowym Mieście. Blachy posiadają ornament klasycystyczny i pochodzą z połowy XIX wieku. Interesującą formę ma nagrobek Teresy z Hostrzewskich Tarnawskiej na cmentarzu w Krakowcu, zmarłej w roku 1860. To krzyż z kirem na kolumnie/słupie osadzonej w cokole, wysoki na około cztery metry. Stylistycznie jest on eklektyczny. Zachowała się na nim wzruszająca inskrypcja.

Na cmentarzach lwowskich wiele jest nagrobków o formach neogotyckich. Czy występują one również w terenie?
Nagrobków o formach neogotyckich jest wiele. Styl ten często stosowano w budowie kaplic, a także w żeliwnych nagrobkach kapliczkowych. Jedną z najpiękniejszych realizacji jest wykonany z piaskowca nagrobek Wilhelma Salomona Friedberga i jego żony Leontyny na cmentarzu w Mościskach, powstały po 1875 roku. Jest to dzieło dobrego warsztatu lwowskiego. W tym samym typie został wykonany nagrobek Stanisława Koszowskiego, powstańca i właściciela wsi Łanowice. W stylu neogotyckim odlano nagrobek w kształcie kapliczki znajdujący się na cmentarzu miejskim w Jaworowie. Wewnątrz zapewne znajdowała się rzeźba, obecnie komora jest pusta. Niestety, nie znamy danych dotyczących zmarłego ani odlewni.

A czy udało się odnaleźć jakieś nagrobki figuralne odlewane z żeliwa?
Tak, chociaż niewiele. Na cmentarzu w Krakowcu zachowała się figura Maryi z Dzieciątkiem na grobie Stefanii Broszko zmarłej w 1915 r. Ta „postrzelana Madonna” ma swoją lokalną historię. Na cmentarzu w Sokalu są dwa nagrobki z figurą aniołka. Analogiczne, ze znakami wiedeńskimi, znajdują się na cmentarzu Głównym w Przemyślu.
Myślę, że poruszyłyśmy w naszych rozmowach najważniejsze zagadnienia zawarte w Pani książce, choć z pewnością nie wyczerpałyśmy tematu. Proszę wobec tego powiedzieć pokrótce, w jaki sposób prowadziła Pani prace.
Rozpoczęłam je w 2006 roku. Od lat 90. XX wieku prace takie prowadziło Biuro Pełnomocnika Rządu do Spraw Polskiego Dziedzictwa Kulturowego za Granicą w ówczesnym Ministerstwie Kultury i Sztuki. Pierwszą inwentaryzację zlecił mi nieżyjący już Jacek Miler, ówczesny dyrektor Departamentu ds. Polskiego Dziedzictwa Kulturowego w tymże ministerstwie, osoba niezwykła jeśli chodzi o badania nad polskim dziedzictwem na terenie obecnej Ukrainy. Później były one koordynowane przez Dorotę Janiszewską-Jakubiak, pracownicę departamentu, a następnie założycielkę i dyrektorkę Instytutu Polonika, nie tylko znawczynię, ale pasjonatkę Kresów. Prace prowadziłam samodzielnie, z pomocą rodziny – nie miałam do dyspozycji studentów, ani zawodowego fotografa. Rozpoczynałam je w czasie, kiedy przejazd na Ukrainę przez granicę w Medyce/ Szegini trwał nieraz kilkanaście godzin, a poruszanie po terenie odbywało się marszrutkami. Nie było wykazu cmentarzy, musiałam ich szukać według zdobytych informacji. Pomagali mi w tym Kresowiacy, czyli członkowie towarzystw z Przemyśla – Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich, Towarzystwa Przyjaciół Mościsk i Kresów Wschodnich, a zwłaszcza Towarzystwa Przyjaciół Dobromila i Regionu. Prezesi tego ostatniego – nieżyjący już Tadeusz Pstrąg i Tadeusz Zubik – kilkakrotnie jeździli ze mną do swoich rodzinnych miejscowości. Oni to przekazali mi swoją pasję poprzez swoje zaangażowanie wynikające z pamięci lat dziecinnych i chęci upamiętnienia swoich przodków.

A jak odbywały się prace już na miejscu, na Ukrainie?
To rejon przygraniczny, aby wejść na niektóre cmentarze musiałam mieć zgodę administracji ukraińskiej. W tym pomagali mi miejscowi Polacy, przeważnie działający w lokalnych oddziałach Towarzystwa Kultury Polskiej Ziemi Lwowskiej. Oni też, w przypadku kilkudniowych pobytów, wyszukiwali mi miejsce na nocleg, ale przede wszystkim oprowadzali po cmentarzach i dzielili się wiedzą na ich temat. Wspominam do tej pory PP. Wójcickich w Sądowej Wiszni, PP. Wójcików w Chyrowie, w Jaworowie Zosię Michniewicz, a w Niżankowicach – Zabłotcach P. Sławkę. Trudno przecenić pomoc księży, chociażby w Sokalu, Stojańcach, Niżankowicach, ale przede wszystkim księdza Krzysztofa Jamro, ówczesnego proboszcza w Nowym Mieście.
W swojej książce przedstawiłam stan badań z lat, kiedy prowadziłam je na cmentarzach. Ze względu na trwającą od 2022 roku pełnoskalową wojnę nie przeprowadziłam ich weryfikacji. Cmentarze w początkowych latach mojej inwentaryzacji były w dużej części bardzo zaniedbane, zarośnięte. W późniejszych uległo to zmianie, gdyż z pomocą przyszły wolontariaty, ale też dużym zaangażowaniem wykazują się niektórzy księża.

A jak wyglądały prace? Otóż każdy grób czy nagrobek trzeba było przemierzyć, sfotografować i usytuować na planie cmentarza. No i spisać inskrypcje, co nie zawsze kończyło się powodzeniem, gdyż duża ich część była uszkodzona, a inne nagrobki powalone. Cmentarze były w większości zarośnięte, trzeba się było często przedzierać przez chwasty, a nawet chaszcze, by odnaleźć groby. Niejednokrotnie zastawał nas przy pracy deszcz, do niektórych cmentarzy trzeba było dochodzić pieszo, bo nie było dojazdu.
O najcenniejszych nagrobkach rozmawiałyśmy już. Większość z nich wykonana jest z trwałego materiału, myślę tutaj o kamieniu naturalnym i sztucznym. Ale i one niszczeją. A co z oznakowaniami nietrwałymi? Drewno próchnieje, metal ulega korozji, cementowe nagrobki rozpadają się. To naturalna kolej rzeczy…
Ich przechowaniu w pamięci służą prace inwentaryzacyjne i książki podobne do mojej. Ja jednak jako historyk sztuki i muzealnik chciałabym, aby przetrwały też w sposób materialny. Dlatego też apelowałam i apeluję o to, by znaleźć na cmentarzu miejsce (np. nieużywany grobowiec) na przechowywanie tablic, starych krzyży, żeliwnych kapliczek z krzyży (takich jakie były jeszcze np. w roku 2008 w Krukienicach), zdejmowanych z grobów bruśnieńskich krzyży i innych nagrobków. Przecież to nasze dziedzictwo! Czas płynie, potomkowie wymieniają pomniki na nowe, to naturalne. Ale pamiętajmy też o tym, że skoro nasi przodkowie czuli się Polakami i na grobie zapisano ich „najkrótszy życiorys” po polsku, to uszanujmy ich wolę i zachowajmy język inskrypcji. Dużo polskich grobów nie ma opiekunów, wolontariusze posprzątają je, ale szybko zaniedbanie powraca – więc trzeba dokonywać prac na bieżąco. Jeśli jest możliwość, to pamiętajmy też o takich grobach, również bezimiennych. A jeżeli cmentarz jest grodzony, to nie wolno na nim wypasać zwierząt, gdyż to miejsce jest święte. Najbardziej bolesne jest, że niektóre groby, zwłaszcza w ogrodzeniu, zamieniane są na wysypiska śmieci. Zazwyczaj dzieje się to, mimo zakazu władz, na dużych miejskich cmentarzach. Trzeba jakoś temu zaradzić. W takim zarośniętym, otoczonym skorodowanym ogrodzeniem placu, w 2013 roku w Rawie Ruskiej znajdował się nagrobek uczestnika powstania w 1863 roku Hipolita Odrowąża Milewskiego.
Na koniec może trochę optymizmu. Wspominała Pani o tym, że obecnie poprawia się, mimo wojny, stan zadbania cmentarzy. Czy może podać Pani jakieś budujące przykłady?
Dla mnie takim przykładem jest polski cmentarz w Jaworowie. Pamiętam go sprzed 2010 roku. Do tej pory został on ogrodzony od strony drogi lokalnej, oczyszczony z chwastów, nagrobki zostały w miarę możliwości scalone, krzyże bruśnieńskie odkopane i ustawione, część mogił oznakowana jednolitymi krzyżami, utworzono (odtworzono?) zarysy kwater wojennych, wreszcie zostały dokonane nasadzenia z kwiatów. Konserwacji poddano dwa z najcenniejszych nagrobków. W Mościskach natomiast, poza na bieżąco prowadzonymi pracami restauracyjnymi, zwłaszcza na grobach zmarłych znaczących dla polskiego dziedzictwa kulturowego, utworzono kwaterę nieznanych polskich żołnierzy poległych w walkach o Lwów 12–22 września 1939 roku. W Nowym Mieście, w obrębie nieoznakowanej kwatery zmarłych w obozie w Przedzielnicy więźniów politycznych, postawiono w 2015 roku pomnik z tablicą, na której wymieniono wszystkich pochowanych tam Polaków.
Czy może ma Pani jakieś specjalne życzenia skierowane do naszych Czytelników?
Naturalnie, mam wiele pytań, na które nie udało mi się znaleźć odpowiedzi. Poszukuję m.in. informacji o rodzinie Kiślewiczów, której dwa nagrobki znajdują się na cmentarzu polskim w Jaworowie. A co za historia wiąże się z Elżbietą H. z domu Paar spoczywającą na cmentarzu miejskim w tej samej miejscowości? Ciekawa jestem też, czy może ktoś z mieszkańców Czyszek koło Nowego Miasta pamięta nazwisko księdza z nagrobka na cmentarzu przy spalonym kościele. Są tam też dwa nieoznakowane nagrobki prawdopodobnie właścicieli miejscowości. Co to za cmentarz „za wsią” w Sąsiadowicach, a „za miastem” w Nowym Mieście?…
Dziękuję za wszystkie rozmowy. Zainteresowanych zachęcam do zapoznania się z wydaną w 2025 roku Przez Instytut Polonika książką „O pamięci w kamieniu wyrytej… Polskie mogiły na cmentarzach pogranicza polsko-ukraińskiego”.
Rozmawiała Anna Gordijewska
Tekst ukazał się w nr 5 (489), 17 – 30 marca 2026
