Wielka tragedia Polaków na Podolu

Wielka tragedia Polaków na Podolu

z dr. Piotrem Olechowskim rozmawiał Konstanty Czawaga.

Podczas II konferencji naukowej o Polakach na Ukrainie, która w listopadzie 2025 r. odbyła się w Przemyślu, polski historyk Piotr Olechowski prezentował swoją nową książkę pod tytułem „Skazani za polskość. Działalność radzieckiego aparatu represji przeciwko Polakom w obwodzie kamieniecko-podolskim w latach 1937-1938 i jej następstwa w kolejnych dekadach XX stulecia”. Praca została wydana w Bibliotece Europae Orientalis Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego.

Piot Olechowski. Prezentacja książki w Przemyslu, fot. Konstanty Czawaga / Nowy Kurier Galicyjski

Dr n. hum. Piotr Olechowski jest autorem m.in. monografii „Stosunki polsko-ukraińskie we Lwowie w świetle wspomnień 1918–1939”, „W cieniu dwóch totalitaryzmów. Życie codzienne na ziemi stanisławowskiej 1939–1944”, „Agonia Polaków we Lwowie 1944–1959”.

Niewiele wiemy o masowych represjach w latach 1938–1939 wobec Polaków, którzy w wyniku Traktatu Ryskiego znaleźli się w Związku Radzieckim.

Dotychczas w historiografii, w nauce polskiej jak i ukraińskiej dominuje zdecydowanie tematyka Lwowa, tematyka dawnej Galicji, czyli Małopolski Wschodniej jak było mówione. Tymczasem to, co się działo za rzeką Zbrucz, czyli tą granicą, jaka rozdzielała II Rzeczpospolitą i Związek Radziecki, tak naprawdę w Polsce wiemy bardzo-bardzo mało. Mimo tego, że pewne publikacje powstawały, to nie obejmowały one, jak bym powiedział, w ten sposób całości, czyli nie obejmowały zejścia na poziom najniższy czyli całej polskiej społeczności – od inteligentów, kolejarzy, pracowników aparatu państwowego poprzez rolników, poprzez właścicieli ziem, którzy jeszcze wtedy funkcjonowali, a skończywszy na małorolnych chłopach, których jedyną „winą” było polsko brzmiące nazwisko, a nie potrafili nawet często w języku polskim się podpisać. Nie mówiąc już o władaniu językiem polskim w życiu codziennym, funkcjonowaniu w nim na co dzień.

Polacy na tych terenach pozostali od czasów I Rzeczypospolitej. Tu trzeba powiedzieć o swego rodzaju napływie przede wszystkim tak zwanych Mazurów z dzisiejszego Mazowsza, jacy zresztą do dnia dzisiejszego funkcjonują w okolicach miasta Chmielnickiego, czyli dawnego Płoskirowa. Chociażby taka miejscowość jak Hreczany, czyli Greczany, dzisiaj dzielnica tego miasta jest w dużej mierze zamieszkała przez ludność polską. Oprócz tego oczywiście Kamieniec Podolski, okolice Kamieńca Podolskiego, ale też dalej na wschód takie ośrodki jak Winnica, Żytomierz. Choć przypominam, że te ziemie już ponad 200 lat temu odpadły od państwa Polskiego, lecz do dzisiaj jest tam najwięcej ludności polskiej na terenie całej Ukrainy. To są właśnie te obszary.

„Łącznie w latach 1932–1933 na obszarze całej USRR z głodu zmarło 20,7 tys. Polaków, z czego zdecydowana większość (17,9 tys.) zamieszkiwała obszary wiejskie, zaś jedynie 2,8 tys. miasta. Stanowiło to 1,1% wszystkich ofiar w republice, których liczba przekroczyła 2 mln. ludzkich istnień (według najnowszych badań mogła wynieść nawet ponad 3,5 mln. osób, a niekiedy podawane są również znacznie wyższe cyfry”(„Skazani za polskość”, s. 101).

Jaka była polityka Związku Radzieckiego wobec Polaków na Ukrainie w latach dwudziestych-trzydziestych?

Trzeba powiedzieć, że ta polityka z perspektywy czasu była według źródeł, do których dzisiaj mamy dostęp, dość dziwna i niejednorodna, ponieważ na początku, od połowy lat dwudziestych było budowanie kultury polskiej i tworzenie instytucji oficjalnej w języku polskim. Były sądy, były gazety, szkoły z językiem polskim, Domy Polskie, gdzie posługiwano się oficjalnie polską mową. Marchlewszczyzna to był akurat taki rejon jedyny na terenie Ukraińskiej Republiki Radzieckiej, gdzie to wszystko funkcjonowało w skali masowej. Tam tych Polaków było naprawdę bardzo-bardzo dużo. Ale wspomnę chociażby o planach, które wprawdzie nie doszły do skutku, utworzenia kolejnego rejonu w siedzibą we wspomnianych już Hreczanach w okolicach Chmielnickiego. Tam jednak zadecydowało prawdopodobnie położenie strategiczne w okolicach węzła kolejowego, gdzie nie można było tworzyć tego typu rejonu na wypadek, jak to Sowieci oczekiwali, wojny polsko-radzieckiej. Natomiast w latach trzydziestych polityka zupełnie została jakby odwrócona do góry nogami. Zaczęły się represje przeciwko ludności polskiej. Zaczęło się oskarżanie o współpracę z polskim wywiadem czy o przynależność do tak zwanej Polskiej Organizacji Wojskowej, w tym czasie całkowicie fikcyjnej. Istniała wyłącznie na papierze. I wreszcie w latach 1936-37 mieliśmy do czynienia z masowym terrorem w ramach Operacji Polskiej.

Operacja Polska obejmowała tak naprawdę teren całego Związku Radzieckiego tam, gdzie ludność polska zamieszkiwała. Aczkolwiek najwięcej oczywiście represji miało miejsce na terenach tuż przy granicy polsko-radzieckiej. Zarówno na terenie Ukraińskiej Republiki Radzieckiej jak Białoruskiej Republiki Radzieckiej i na obszarach pogranicznych. Początków należy doszukiwać się jeszcze w połowie lat trzydziestych, kiedy to wszystkie mniejszości narodowe w Związku Radzieckim na skutek ewidentnego odejścia od tak zwanej polityki korenizacji, czyli tworzenia treści komunistycznych narodowych w formie, lecz komunistycznych w treści. Miano stworzyć człowieka radzieckiego, który będzie miał świadomość swojej odrębności narodowej, ale będzie jednoznacznie człowiekiem wyznającym idee i wartości komunistyczne. Ten projekt został załamany w połowie lat trzydziestych. I wówczas mieliśmy do czynienia z tymi operacjami narodowościowymi. Bo pamiętajmy, że Operacja Polska nie była jedyną. Były operacja niemiecka, operacja wymierzona przeciwko przedstawicielom innych narodowości. Była to więc polityka z centrali, zamierzona przez Józefa Stalina, zaplanowana w celu wyeliminowania jednostek mogących stanowić zagrożenie dla rozwoju systemu komunistycznego.

„Ofiary tych działań grzebane były naprędce w zbiorowych i anonimowych mogiłach, zlokalizowanych najczęściej w okolicach istniejących cmentarzy. |Zakwalifikowanie do drugiej kategorii, oznaczającej kilkuletnie zesłanie na Sybir w praktyce również równało się karze śmierci, tyle że odłożonej w czasie. Nieludzkie warunki bytowe w połączeniu z katorżniczą pracą fizyczną przyczyniły się bowiem do śmierci większości zesłańców z tego okresu. Tylko nielicznym udało się przeżyć i ułożyć sobie życie na nowo, najczęściej jednak poza miejscem urodzenia („Skazani za polskość”, s. 15).

Czy ustalono, ilu Polaków zginęło w wyniku  represji NKWD?

Statystyki w historii zawsze są niejednoznaczne. Dotychczas w polskiej historiografii czy w literaturze funkcjonowała liczba 111 tysięcy ofiar, cyfra zdecydowanie zaniżona. Ostatnie badania historyków polskich, jak i ukraińskich mówią już o co najmniej stu kilkudziesięciu tysiącach, niekiedy nawet pod dwieście tysięcy porównując to chociażby ze Zbrodnią Wołyńską. Natomiast ja powiem tyle, że dokładnych statystyk nie poznamy jeżeli chodzi o całość Związku Radzieckiego do czasu otwarcia zamkniętych na dzień dzisiejszy archiwów rosyjskich i białoruskich.

Czy są dostępne materiały archiwalne dotyczące prześladowań Polaków, szczególnie teraz, podczas wojny na Ukrainie?

Na terenie Ukrainy zdecydowanie można było pracować jeszcze do niedawna spokojnie w Archiwum Służby Bezpieczeństwa Ukrainy zarówno w Centralnym Archiwum tej jednostki w Kijowie, jak i w archiwach lokalnych położonych w każdym mieście obwodowym na terenie Ukrainy. Ja akurat w mojej pracy, jaką dzisiaj prezentuję, korzystałem w dokumentów, znajdujących się w archiwum  w Chmielnickim, czyli Państwowym Archiwum Obwodu Chmielnickiego, gdyż tam jest położony Kamieniec Podolski. Czyli ten obszar, jakiemu poświęciłem moją pracę, jaką dzisiaj tutaj trzymam przed sobą. Generalnie problemów jako takich nie było. Można powiedzieć, że dostęp był powszechny przed oczywiście rokiem 2022. Później archiwa SBU były nieczynne z wiadomej przyczyny.

„Na posiedzeniu 20 września 1938 r. Bolesław Piotrowski, Antoni Uroda oraz Marcin Michalec zostali uznani za szpiegów-dywersantów i członków antypaństwowej organizacji POW. Całą trójkę skazano więc na śmierć przez rozstrzelanie, a także konfiskatę majątków. Decyzję wykonano 13 października 1938 r. na terenie więzienia wewnętrznego NKWD w Płoskirowie, gdzie zapewne i pogrzebano ciała w zbiorowej, bezimiennej mogile. O takim zakończeniu sprawy nie poinformowano nikogo z członków rodziny („Skazani za polskość”, s. 201).

Jak przebiegała Operacja Polska?

Musimy zaznaczyć, że Rozkaz 00485, czyli ten, który rozpoczynał oficjalnie Operację Polską w roku 1937, przewidywał podział ludności polskiej zasadniczo na dwie kategorie. Kategoria pierwsza to były osoby przeznaczone do rozstrzelania, czyli kary śmierci poprzez rozstrzelanie. Kategoria druga to byli ci, którzy dawali jeszcze pewną nadzieje na „nawrócenie się” na obywatela radzieckiego, jak to wówczas podkreślano. I te osoby nie były „karane” śmiercią, tylko były zsyłane na okres wówczas już zazwyczaj 10 lat, co w praktyce oznaczało wyrok śmierci również, tyle że jedynie wydłużony w czasie.

Trzeba rozpocząć od tego, że ci ludzie bardzo często nie wiedzieli na jakiej podstawie byli skazani, co było przyczyną wszczęcia procesu karnego. Nie możemy w tym przypadku używać pojęć typowo prawniczych. To było po prostu postępowanie. To nie był proces karny, chociażby z tego powodu, że osoby te nie mały prawa do adwokata, do obrony własnej niewinności. Chociaż jeżeli weźmiemy pod uwagę dokumenty, jakie przetrwały do czasów współczesnych, zdarzały się nieliczne co prawda, ale jednak przypadki, gdy dana osoba, jeżeli była w stanie zaprzeczać, wytrzymać tortury, wytrzymać cały przebieg tego śledztwa, była wypuszczana na wolność. Oczywiście jest to margines błędów, margines bardzo-bardzo wąski. Zdecydowana większość Polaków, obywateli radzieckich podpadała pod pierwszą czy druga kategorię, a więc albo pod karę śmierci, albo zesłanie na wieloletnie więzienie. Natomiast bardzo interesującym wątkiem jest kwestia tego co się działo po śmierci Józefa Stalina w roku 1953, a w zasadzie od połowy lat 50., czyli tak zwane rehabilitacje ludności niesłusznie skazanej. Najczęściej jednak występowały o to rodziny, ponieważ sami zainteresowani albo już nie żyli, albo byli na tyle schorowani, że nie byli w stanie samodzielnie sporządzić tego typu dokumentacji, występując oficjalnie do władzy radzieckiej o przyznanie pośmiertnej czy też jeszcze za życia rehabilitacji co do niesłusznego skazania, co jest szczególnie bulwersujące. Trzeba zauważyć, że o ile sam fakt rehabilitacji został wówczas udowodniony czy jakby przyznany oficjalnie, to w przypadku osób już nieżyjących rodziny otrzymywały informacje, że dana osoba na przykład zmarła w roku 1942. Była podana data dzienna tej śmierci oraz przyczyna, czyli całkowicie zmyślona choroba, jaka rzekomo miała doprowadzić do zakończenia życia. Tymczasem w rzeczywistości taka osoba nie żyła już od roku 1937 bądź 1938, kiedy została po prostu rozstrzelana jak większość Polaków, zakwalifikowana do tej pierwszej kategorii. Natomiast na poznanie pełnej prawdy przyszło czekać do upadku Związku Radzieckiego, czyli do roku 1991.

„W sytuacji, gdy choć jedna osoba uległa i zaczęła, na skutek tortur, potwierdzać przygotowaną zawczasu przez funkcjonariuszy NKWD wersję wydarzeń, jej słowa w protokole zeznań w zupełności wystarczyły, aby do odpowiedzialności karnej pociągnąć wszystkich pojawiających się w sprawie. Doprowadziło to do śmierci wielu osób, których nierzadko jedyną „winą” było polsko brzmiące nazwisko lub podanie polskiej narodowości w oficjalnych dokumentach” („Skazani za polskość”, s. 210).

Jaką metodę stosował Pan w badaniach archiwalnych, również w opracowaniu tych materiałów?

Na pierwszym miejscu stawiam dokumenty. Nie chciałbym się angażować emocjonalnie, bo wiem, że byłoby to ryzykownie. Więc to co się udaje odczytać, odnaleźć w dokumentach, oczywiście po dokonaniu stosownej krytyki naukowej, odpowiedniego podejścia badawczego, można zestawiając z innymi dokumentami, zwłaszcza tymi wydanymi drukiem w Polsce, jak i na Ukrainie, dojść do bardzo interesujących wniosków. A uważam, że takie podejście bez zaangażowania emocjonalnego powinno cechować zawodowego historyka, który nie może utożsamiać się z bohaterami swoich prac, ponieważ wtedy tracimy dystans naukowy i nie będziemy obiektywni.

Po tylu latach, porównując tę pracę np. do pracy naszych kolegów-mediewistów czyli tych, którzy zajmują się jeszcze starszymi dziejami, to tu nie minęło nawet stu lat, więc jak najbardziej dokumenty są dostępne w całkiem niezłym stanie, czego nie można powiedzieć np. o materiałach z lat II wojny światowej. W naszym przypadku dokumenty znajdują się tam, gdzie zostały wytworzone, analogicznie do dzisiejszych granic obwodów na terenie Ukrainie. W stolicach tych obwodów, w archiwach państwowych możemy tego typu dokumenty odnaleźć. Zazwyczaj są one kompletne. Jedynie czego brakuje, to oczywiście fotografii operacyjnych, jakie były wówczas i tego, co zostało zarekwirowane czyli nie było włączane do akt.

Czy na Podolu zachowała się pamięć o miejscowych Polakach, którzy padli ofiarą NKWD?

Na tych terenach pamięć jak najbardziej funkcjonuje. Zwłaszcza po powstaniu niepodległego państwa Ukraińskiego w roku 1991. Są stosowne tablice, są wspomnienia, są odprawiane Msze święte w rocznicę tych tragicznych wydarzeń. Natomiast tego typu pamięci jakoś nie widzę w Polsce. Nie widzę tego w Polsce, co można zestawić ze Zbrodnią Wołyńską, która jest bardzo znana, jest rozpoznana, funkcjonuje, krótko mówiąc w obiegu publicznym. Tutaj jest to spowodowane faktem, że zarówno ofiary jak i ich potomkowie nie wyjechali do  dzisiejszej Polski, ponieważ nie mieli takiego prawa. Stąd też ta pamięć „pozostała” na tym obszarze, gdzie te tragiczne wydarzenia miały miejsce”.

Dziękuję za rozmowę

Rozmawiał Konstanty Czawaga

Tekst ukazał się w nr 2 (486), 20 stycznia 2025 – 12 lutego 2026

Nowe badania Piotra Olechowskiego przyciągnęły uwagę i zdobyły już uznanie w polskich i ukraińskich środowiskach akademickich.

Prof. dr hab. Helena Krasowska ze Studium Europy Wschodniej oraz Instytutu Slawistyki PAN, która była jednym z recenzentów tej książki zaznaczyła: „Dzisiaj często można usłyszeć, że „polskość” nie jest w modzie, że przecież jesteśmy Europejczykami i nie jest ważna narodowość. Kiedy jednak sięgamy do źródeł historycznych i do historii mówionej i dowiadujemy się o tym, że tysiące Polaków oddało życie właśnie za tę polskość, wówczas inaczej patrzymy i rozumiemy samo pojęcie „polskości”. Książka potwierdza tragiczne losy Polaków w ZSRR. Zasługuje na bardzo wysoką ocenę, zwłaszcza za bogactwo materiałów archiwalnych, stanowiących efekt długotrwałych kwerend w miejscowych archiwach. Zgromadzone materiały i ich analiza są bezcennym dokumentem uświadamiającym dramat świata, w którym Polacy oddawali swe życie tylko ze względu na Wiarę i narodowość”.

Znany ukraiński historyk prof. Jurij Szapował, który również był recenzentem książki Piotra Olechowskiego dodał, że wybitny austriacki filozof specjalizujący się w filozofii nauki i filozofii społeczno-politycznej Karł Popper wyśmiał kiedyś tych, którzy wierzyli, że istnieje historia „przeszłości takiej, jaka rzeczywiście się wydarzyła”. „Możliwe są jedynie interpretacje historyczne, z których żadna nie jest ostateczna. Jednocześnie każde pokolenie ma prawo tworzyć własną interpretację”. To prawda, ale nowe interpretacje powinny należeć do kompetentnych osób, które nie instrumentalizują historii, nie manipulują cierpieniem swojego narodu, lecz profesjonalnie analizują przyczyny i skutki tego cierpienia. Piotr Olechowski należy do takich badaczy” – zaznaczył prof. Jurij Szapował.

Przez całe życie pracuje jako reporter, jest podróżnikiem i poszukiwaczem ciekawych osobowości do reportaży i wywiadów. Skupiony głównie na tematach związanych z relacjami polsko-ukraińskimi i życiem religijnym. Zamiłowany w Huculszczyźnie i Bukowinie, gdzie ładuje swoje akumulatory.

X