„Kurier Stanisławowski” zaczyna rok 1926 Nawet taki klub, jak Rewera, nie miał łatwo w tych latach, fot. strona drużyny na FB

„Kurier Stanisławowski” zaczyna rok 1926

Rok 1926 w Stanisławowie zaczynał się niewesoło: kłopoty w wielu dziedzinach, bezrobocie, podwyżki. Innymi słowy – perspektywy na nadchodzący rok były raczej żałosne. „Kurier Stanisławowski”, najpoczytniejsza gazeta w mieście, nie ukrywała niczego i śmiało piętnowała biedę.

Źle dzieje się w mieście ze sportem. Izydor Falk krytykuje kwestię w artykule „Zarząd miasta – a sport”.

Zajmującym się sprawami z dziedziny wychowania fizycznego młodzieży i sportu nie jest już tajemnicą, że jest w przygotowaniu ustawa, mocą której zarządy miast będą musiały zająć się normowaniem albo powiedzmy pieczą nad ruchem sportowym danego grodu, przez ustanowienie odnośnego referenta czy też komisji, a co bardziej ważne, będą musiały przystąpić do budowy boisk sportowych, których liczba będzie zależała od liczby mieszkańców danego miasta.

Jakkolwiek w niektórych miastach Polski przeprowadzono te reformy przed ukazaniem się wzmiankowanej ustawy, to jednak niektóre zarządy miast przechodzą nad kwestją sportu do porządku dziennego wyczekując zdaje się przymusowego załatwienia sprawy. Do tych nielicznych miast w Polsce, którym brak należytego boiska sportowego należy i Stanisławów. Zbytecznem chyba jest rozwodzić się nad uzasadnieniem konieczności sportu, skoro to co w tym kierunku bądź to sami przeżywamy, bądź też czego świadkami jesteśmy, jest w oczy bijącym argumentem.

Cały świat kulturalny uznał sport za ważny faktor w życiu, który należy do programu zajęć każdego kulturalnego człowieka. Ale biada kiedy nie jest on uprawiany wśród warunków dla jego przebiegu i celu niezbędnych. Wówczas staje się wprost szkodnikiem, staje się elementem, którego działaniu należy albo zapobiec albo wprowadzić na należyte tory.

Dzisiaj nie ulega już żadnej kwestji, że dla nas tylko ta ostatnia droga pozostaje. My musimy stworzyć ku temu warunki, by dać młodszym i starszym w tej dziedzinie to, czego im nieodzownie trzeba t.j. boiska sportowego wybudowanego celowo pod fachowem kierownictwem. Szczęśliwą i dowodem pełnego zrozumienia była myśl, którą zrealizował przed laty Zarząd Kasy Oszczędności, kładąc kamień węgielny we formie dzisiejszego boiska sportowego, a dopełni tej idei Zarząd naszego miasta przystosowując to boisko do obecnych warunków i wymagań w dziedzinie sportu. Już z wiosną powinno być ono oddane do użytku naszych organizacji sportowych, a wtedy dopełni i spłaci Zarząd miasta dług, jaki winien naszej młodzieży i naszym sportowcom.

Przy tej sposobności nie wolno pominąć, że dotychczas nasz „wielki” Stanisławów nie zdecydował się reaktywować dwóch kortów tenisowych, które przed wojną stały do dyspozycji mieszkańców w parku miejskim. Interwencja odnośnego prywatnego komitetu z projektem najmu u p. prezesa Zarządu miasta nie odniosła żadnego skutku, bo skończyło się na planie, że o ile sama gmina tych kortów nie odrestauruje, to odda je do dyspozycji względnie w najem komitetowi odnośnych organizacji. Dzisiaj kiedy zarządy miast zajmują się kwestją budżetową, – niech nam będzie wolno zaapelować do ojców naszego grodu, by w ciasnych ramach budżetu miasta zdobyli się bezwzględnie na rubrykę, której się domaga wszędzie cały kulturalny świat.

Czytelnik przyzwyczajony był (i jest obecnie), że wszystko drożeje. Ale podwyżka cen papieru gazetowego oburzyła go całkowicie, tym bardziej, że jest to produkt podwójnego użycia…

Co to ma znaczyć!

Fabryki papieru w Polsce podwyższyły z dniem 1 grudnia 1925 cenę za jeden kilogram papieru gazetowego z 53 groszy na 59 groszy. Podwyżka ta była – zdaniem naszem – całkowicie niezausadniona, gdy papier gazetowy jest produktem krajowym, wytwarzanym z surowca krajowego (z drzewa), a wytwarzają go siły krajowe (robotnicy polscy), wreszcie obok drzewa jest jeszcze drugi produkt krajowy do fabrykacji papieru potrzebny mianowicie węgiel.

Mimo to wszystko, że siły krajowe z surowców krajowych wytwarzają produkt krajowy, fabrykanci też krajowi podwyższyli cenę za papier, ponieważ pieniądz zagraniczny, jakim jest dolar, doznał zwyżki! Wszystko to jest bardzo dziwnem. Ale jak nazwać to, iż z dniem 1 stycznia 1926 podwyższają nasi krajowi fabrykanci papieru ponownie cenę za swój wytwór krajowy, a tym razem jeszcze więcej, bo z 59 groszy na 67 groszy za jeden kilogram!!!

W uzasadnieniu tej ponownej, a zarazem tak poważnej podwyżki fabrykanci powiadają, że tłumaczy się ona „podrożeniem celulozy, spowodowanem przez zakup drzewa w walucie dolarowej”.

Zapytujemy wobec tego, czy krajowe drzewo sprzedaje się w kraju za dolary? Zapytujemy powtóre, czy to prawda – o czem w Poznaniu mówią – że fabryka celulozy we Włocławku zakupuje drzewo z lasów państwowych? Czy w takim razie (o ile to prawda), rząd miałby przyczyniać się do wzrostu drożyzny i podkopywania zaufania do złotego, skoro by miał handlować drzewem wewnątrz kraju za dolary?

Sprawa ta wymaga wyjaśnienia ze strony czynników rządowych względnie niezwłocznej a energicznej interwencji wobec fabrykantów papieru.

Sprawy tej dopilnujemy.

Niestety, wszystko drożeje i ulubione czasopisma też, zdjęcie ze źródeł internetowych

Ale wszystko to bajka w porównaniu z Klęską bezrobocia.

Każdy dzień, każdy tydzień przynosi w urzędowym biuletynie hiobową wieść o potęgującej się w całym kraju klęsce społecznej – o wzrastającem gwałtownie bezrobociu. Około 330.000 ludzi zarejestrowanych od miesięcy i tygodni bez pracy, łącznie ze znaczną ilością niezarejestrowanych, stanowią w kraju około pół miljona liczącą armję bezrobotnych. Gdy dodamy do tej cyfry członków rodzin bezrobotnych, wtedy ogrom tej klęski zatrwożyć i zastanowić musi każdego, komu losy kraju naszego i losy ginących z nędzy pracowników fizycznych i umysłowych nie są obojętne. Katastrofalnie po równi pochyłej zbliżamy się do wypadków, których skutków nikt przewidzieć nie może.

Jeżeli uprzytomnimy sobie, że w Polsce kryzys gospodarczy rzucił około 40% robotników fabrycznych (dotychczas) na bezlitosną nędzę i głód, to ogrom tej klęski przeraża swą liczbą i rozmiarami i nakazuje uderzyć w wielki dzwon – nie trwogi – lecz wołania do czynu, wysiłku, poświęcenia. Kraj, w którym praca zanika, który zaprzestaje tworzyć, budować, konsumować, chyli się ku upadkowi, – tam gdzie praca w pełni wrze, gdzie ludność pracą różnorodną rąk i umysłów tworzy bogactwa, konsumuje twory swej pracy i wytwarza nad wartość, tam buduje się przyszłość, tam kroczy się do lepszego jutra całej społeczności.

A jeżeli zdarzą się czasem jakieś zarządzenia, to wyglądają one nieraz na drwiny z głodujących rzesz bezrobotnych, tak a nie inaczej nazwać można n.p. akcję stanisławowskiego Urzędu Pośrednictwa Pracy i Funduszu Bezrobocia, w którym panują tego rodzaju stosunki, że najpoważniejsi ludzie ze sfer naszego społeczeństwa muszą składać swoje mandaty współpracy, nie chcąc brać wobec społeczeństwa odpowiedzialności za działalność tego Urzędu. Chociaż bezrobotnym, którzy nie mają prawa do zasiłków lub go już wyczerpali (a jest takich 90%) należy się pomoc w naturze, Urząd ten dotychczas niczego nie uczynił, by fundusze na ten cel z Centrali w Warszawie uzyskać.

Jedynie Magistrat stanisławowski posiada opracowany i przygotowany program inwestycyjne na bieżący rok, który oczekuje wpływu dochodów miejskich, a w większej jeszcze mierze zasilenia kredytowego z zewnątrz, by mógł być w czyn w prowadzony bezzwłocznie. Niestety i w tym kierunku wykazała dyskusja na ankiecie, że władze centralne nie tylko, że nie przychodzą czynnikom samorządowym z pomocą, ale co gorsze w bardzo przyspieszonym tempie ściągają pożyczki udzielone Gminie w ubiegłym roku, ogałacając w ten sposób do dna kasę miejską.

Jeżeli tedy jasną zdaje się być rzeczą, że pomoc rządowa jest w obecnych warunkach arcywątpliwa, społeczeństwo i czynniki obywatelskie naszego grodu powinny i muszą same zdobyć się na energję i czyn decydujący!

Bank Mieszczański przy ul. Sapieżyńskiej, fot. Zbrucz

Niestety, nie był to jak lepszy okres nawet dla banków. Świadczy o tym Stan likwidacji Banku Mieszczańskiego w Stanisławowie.

Przed przeszło czterema laty odebrał obecny komitet likwidacyjny po ustąpieniu poprzednich likwidatorów Banku Mieszczańskiego ciąg dalszy likwidacji. Zadaniem nowego zarządu było ściągnąć długi, wypłacić wierzytelności i ewentualnie przy sprzyjających okolicznościach uruchomić Bank.

Zamierzenia te w miarę obniżania się wartości waluty markowej stawały się coraz trudniejsze do spełnienia, gdyż wierzyciele wzbraniali się w zdewaluowanej walucie markowej przyjmować wierzytelności i mimo, że stan czynny bilansu markowego z końcem roku 1924 wynosił 4 miljardy 287,611.727 mk. 68 f., zaś sam zysk 4 miljardy 287,105,646 mk. 56 f., natomiast zobowiązania 726.977 koron 24 halerzy.

W myśl ustawy o waloryzacji z 1924 r. jako też ustawy o sporządzaniu bilansu złotowego, przedłożył komitet likwidacyjny bilans złotowy, który został przez Walne Zgromadzenie członków zatwierdzony.

Poza bilansem zostały długi niepewne t.j. wekslowe, które jednak likwidacja realizuje w drodze sądowej wzgl. ugodowej. Także w bilansie zlotowym uwzględniono ewentualność ponownego uruchomienia Banku.

Wkładki oszczędności zwaloryzowano do sumy w koronach austr.

Gdy jednakże zaczęły wpływać długi niepewne, uzupełniono pierwotną kwotę zwaloryzowanych a niewypłaconych wkładek oszczędności w koronach austr. pozostałej wkładki oszczędności. Pieniądze na wypłatę wkładek oszczędności lokowane są w miarę wpływów w Banku Gospodarstwa Krajowego i tamże w miarę zgłaszania są wypłacane wierzycielom przez Bank Mieszczański w likwidacji ul. Sapieżyńska 8 I. p. za pomocą czeków.

O ile najbliższe Walne Zgromadzenie uchwali uruchomienie Banku Mieszczańskiego, instytucja ta może się z resztek kapitału pozostałego po wypłaceniu lub złożeniu do depozytu z końcem grudnia 1926 dorabiać na nowo lub złączyć się z inną instytucją, w razie zaś dalszej likwidacji także i resztki majątku Banku będą przelane na konto pozostałych wkładek oszczędności.

Dłużników, którzy w przeciągu 12 lat mieli czas i sposobność wyrównać swe zobowiązania, będzie likwidacja bezwzględnie ścigać sądownie.

Godziny urzędowe codziennie z wyjątkiem niedziel i świąt od 4 do 6 popołudniu w lokalu Banku ul. Sapieżyńska 1. 8 I. p.

Antoni Adamiak, likwidator.

A jednak mimo to wszystko kobiety stanisławowskie z optymizmem patrzyły w przyszłość:

Z życia Narod. Organ. Kobiet w Stanisławowie

Wionął jakiś ożywczy wiatr i rozsiał myśl zdrową, doniosłą dla przyszłości, myśl – co jak świt jaśniała przeobrażona w rozumny czyn, w czyn niebywały dotychczas na gruncie naszego miasta. Był nim „Wieczór Opłatka” urządzony staraniem Narodowej Organizacji Kobiet dnia 10. b. m. dla członkiń i tych Polek, które przy każdej sposobności chętnie składają swą pracę na ołtarzu pracy społecznej i narodowej.

Zaiste – oryginalny był to wieczór! Sala przystrojona i oświetlona, trzy rzędy stołów pokrytych bieluchnemi obrusami – zastawione skromnie. Dookoła nich siedzi około dwieście kobiet; reprezentowane są wszystkie sfery i wszystkie stany. Wszystkim swojsko i dobrze, bo miano Polki daje tę radość, budzi to zrozumienie, że wobec obowiązków dla Ojczyzny jesteśmy wszyscy równi jak wszyscy potrzebni i że właśnie taki węzeł zacieśnić się musi wśród nas.

Pod ścianą drzewko wspaniale i promienne jako symbol jasnej i potężnej przyszłości, która od naszych rąk zależy. Krótka chwila oczekiwania. – Padają słowa zagajenia uroczystości przez p. Kerekjar – to w zastępstwie chwilowo niedysponowanej przewodniczącej p. Stachiewiczowej – i wśród ciszy słychać trzask łamanego opłatka z księdzem prałatem Piaskiewiozem, a potem słowa prośby o błogosławieństwo Boże dla zbożnej, organizacyjnej pracy. Rozbrzmiały nasze rodzime kolendy odśpiewane z werwą przez Chór Organizacji Dziewcząt polskich i rozmowa towarzyska potoczyła się ochoczo, przerywana mowami i toastami tak proszonych gości: ks. prałata Piaskiewicza, prezesa Powiatowej Organizacji Narodowej p. Warzkowicza, prezesa Sokola IL Górka p. Firicha, jak i członkiń Narodowej Organizacji Kobiet – pań: Baczyńskiej, Bonikowskiej i Kajetanowiczówny.

Drugą część wieczora wypełniła subtelna, pełna indywidualnego ujęcia gra fortepianowa p. Ostafińskiej, piękny śpiew solowy p. Kajetanowiczówny i kolendy śpiewane chóralnie przez wszystkie uczestniczki. Był to naprawdę wieczór, który poza tradycją tkał nić czynu dla przyszłości. Oby stała się ona trwałą i wiodła szybko do celu. Dzielnym pracownicom sekcji przedsiębiorstw paniom: Baczyńskiej, Baryczowej, Bączalskiej, i innym „Szczęść Boże” w dalszej pracy.

Doniosła Uczestniczka Wieczoru Opłatka

Na karnawale obowiązywały eleganckie kreacje, NAC

Styczeń jest miesiącem karnawałowym, więc ludzie jednak bawią się. Oto kilka informacji karnawałowych:

Pożegnanie Księcia Karnawału, to będzie ostatnia sensacja karnawałowa bieżącego roku, a mianowicie we wtorek, dnia 16. lutego. Cały Stanisławów będzie poruszony aktualnością pomysłów i niezawodnie każdy uzna za stosowne być między szczęśliwcami, którym dane będzie dzielić humor i dobrą zabawę z innymi.

Reduta „Rach-ciach ciach” Sokoła II. Górka w Stanisławowie w dniu 1. lutego 1926 zapowiada się niesłychanie, zapewniony tłum masek, dominów i naprawdę niezwykłe atrakcje, – pozostałe jeszcze zaproszenia wstępu za ścisłem wylegitymowaniem się do nabycia codziennie w kancelarji Sokola II. Górka w godzinach od 6–8 wieczór. Cały dochód przeznaczony jest na urządzenie boiska sokolego.

Wielką loterję fantową urządza Komitet budowy kościoła i ochronki w Knihininie Górce dnia 2. lutego w sali Sokoła II. (Górka) na dochód budowy kościoła i ochronki. Początek o godz. 5. Doborowa muzyka kolejowa, bogato zaopatrzona loterja, liczne niespodzianki zachęcą zapewne – znanych z gorliwości, gdy chodzi o tak wzniosły cel – mieszkańców Stanisławowa – do wzięcia udziału w zabawie.

Podwieczorek z tańcami dnia 1. lutego w Sokole-Macierzy zapowiada się świetnie. Komitet dokłada wszelkich starań, aby to zebranie przy minimalnych wydatkach gości miało charakter prawdziwie staropolskiej, ochoczej zabawy. Budzi ona wielkie zainteresowanie w mieście, a jak słuchy dochodzą, mnóstwo osób weźmie w niej udział. Kto przez przeoczenie nie otrzymał zaproszenia, raczy się zgłosić do kancelarji Sokoła- Macierzy.

Wieczór taneczny pod protektoratem JWPP. Podpułkownikowej Pileskiej i podpułkownika Sopotnickiego Dowódcy 11. p. a. p. urządza Korpus podoficerów zawodowych 11. pułku a. p. dnia 2, lutego b. , r. w sali Sokoła-Macierzy. Wstęp za zaproszeniami. Początek o godzinie 20.

Na wynajęciu takiego umeblowanego pokoju można było nieźle zarobić, fot. histmag.org

Gazeta zamieszczała i takie Ostrzeżenia.

Ostrzegam przed wzięciem od pp. Michała Lucaciu lub Marji Lucaciu w najem lub podnajem lub w ogóle w posiadanie mieszkania, położonego na półpięterku w mej realności w Stanisławowie przy ul. Kazimierzowskiej 1. 86. Przeciw nazwanym uzyskałem do ts. lcz. V III 1/26 tymczasowe zarządzenie przez zakaz odnajmywania, podnajmywania lub odstępowania praw najmu powyższego mieszkania.

– Osoby, które bez mej wiedzy i zezwolenia wezmą powyższe mieszkanie w najem lub podnajem lub w ogóle wejdą w posiadanie lub dzierżenie pod jakimkolwiek bądź tytułem, narażają się na przymusowe usunięcie i koszta tudzież na utratę swych świadczeń, a ewentualnie także na dochodzenia karne z powodu udaremnienia egzekucji.

Podpisane: Karol Friebes

Została zachowana oryginalna pisownia

Opracował Krzysztof Szymański

Tekst ukazał się w nr 2 (486), 20 stycznia 2025 – 12 lutego 2026

X