Od czterdziestu lat Stanisław Łukasiewicz z poznańskiego oddziału Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich organizuje doroczną akcję charytatywną dla Polaków we Lwowie. Właśnie dlatego wielu mieszkańców Lwowa i okolic nazywa go „Świętym Mikołajem z Poznania”. Przez lata angażował w pomoc młodzież, i to właśnie ona dziś przejęła pałeczkę. Wolontariusze z Poznania odwiedzili również redakcję „Kuriera Galicyjskiego”.
Wśród nich był Jacek Kołodziej, który też od lat przyjeżdża do Lwowa w tych dniach.
– Wydawało się jeszcze niedawno, że ta rzecz, którą rozpoczął ponad czterdzieści lat temu pan Stanisław, że ta akcja zacznie powoli wygasać, bo pan Stanisław ma teraz mniej sił, gdyż jest już wiekowym człowiekiem. Również tych ludzi, do których przez te lata docieraliśmy, siłą rzeczy jest coraz mniej – powiedział Jacek Kołodziej. – W tym roku nam z listy ubyło sześć osób. Zmieniła się też trochę forma samej pomocy. Okazało się jednak, że nie. Pan Stanisław znalazł w sobie jeszcze siłę i założył Fundację. W kwietniu została ona zarejestrowana. Zgłosili się młodzi ludzie. W tej chwili w zarządzie jest pół na pół. Połowa jest starszych ludzi, stare środowisko pana Stanisława. Ale są też młode siły, młode osoby trochę związane z harcerstwem czy uczestniczące wcześniej w innej formie z ramienia Towarzystwa. No i wydaje się, że ta akcja nabiera z nowymi ludźmi nowych sił. Oni wnoszą nowe pomysły, więc jest nadzieja, że to będzie trwało. Że nie stanie się, jak jeszcze niedawno obawialismy się, co dalej. Jest światełko.
Bogna Kilanowska jest teraz wiceprezeską Fundacji „Serce dla Lwowa”.
– W tym roku może to nie jest tutaj odczuwalne ze strony osób, do których przyjeżdżamy, ale prawda jest taka, że formalnie nie jest to akcja organizowana przez Towarzystwo, lecz przez nowo założoną w kwietniu Fundację – wyjaśniła. – Sytuacja wyglądała tak, że pan Stasio zakładając Fundację poszukiwał osób do pomocy. Obdzwaniał wiele osób, prosząc o możliwości wejścia do zarządu. Zadzwonił też do mnie i się zgodziłam. Nie byłam wtedy wiceprezesem. Było kilka innych osób. Ostatnio w związku z rezygnacją dwóch innych pań ja zostałam mianowana dosyć nieoczekiwanie tym wiceprezesem, choć tak do końca nie utożsamiam się z tą rolą, ale w papier oczywiście jestem wpisana w ten sposób. …Zadaniem Fundacji jest organizacja tutaj akcji pomocy dla Lwowa. Docieramy do osób potrzebujących. Z reguły to są starsi ludzie, Polacy, mieszkający we Lwowie. Ich dzieci, wnuki wyjechały do Polski, no i oni zostali tutaj sami. Żyją często w biedzie. Nieraz jesteśmy jednymi z nielicznych osób, a może nawet jedynymi, które gdzieś tam o nich jeszcze pamiętają i odwiedzają te osoby. Zdaję sobie sprawę, że taka jedna paczka na rok to t zdecydowanie za mało w stosunku do tego, jakie są potrzeby takich osób. Ale myślę, że to istotne dla nich, że ktoś jeszcze o nich pamięta. Widzą, że ktoś przyjeżdża do nich rok do roku i zapyta, zobaczy czy jeszcze żyją, jak żyją i zamieni z nimi kilka te słów w tym przedświątecznym okresie… Żeby pozyskać dary dla osób, do których tutaj docieramy, organizowaliśmy zbiórki w sklepach na terenie Poznania i okolic. I do tych zbiórek głównie angażujemy uczniów ze szkół i harcerzy. Oni nam pomogli w tym roku i obstawiali zbiórki darów w sklepach. Także mamy pomoc ze szkół. Pan Stasio także dba o to, żeby znaleźć różnego rodzaju sponsorów. Dzwoni po firmach. Oni często pozwolają nam też dokonać na jakąś kwotę na fakturę zakupy i w ten sposób pozyskujemy różnorakie środki… Za pierwszym razem, gdy jechałam tutaj, nie miałam długiego stażu tak naprawdę w tej akcji w porównaniu do stałych bywalców, takich jak pan Stasiu czy pan Jacek. W 2023 roku jechałam pierwszy raz z obawami, ale widzę, że na zachodzie Ukrainy jest spokojniej. Docierają do mnie informacje, że została zniszczona kamienica. Jednak te doniesienia na tyle rzadko się pojawiają, że jestem w stanie gdzieś tam zaakceptować to ryzyko jadąc tutaj razem z innymi… Jakie pomysły na przyszłość? No, na pewno kontynuować tę działalność póki tu są osoby, które potrzebują, żeby ktoś o nich pamiętał, żeby ktoś o nie zadbał. Nie chciałabym, żeby zostały opuszczone. Jestem z Poznania. Sama też wywodzę się ze środowiska harcerskiego. Będąc harcerką uczestniczyłam w akcji „Serce dla Lwowa”, z koleżankami zbierałam dary w sklepie.
Anżelika Sarna jest młodą dziennikarką i chce napisać o życiu Polaków Lwowa w czasie wojny.
– Ja już od dawna wiedziałam o tym, że pan Stanisław organizuje wyjazdy do Lwowa. Gdy byłam harcerką, jakoś wtedy nie czułam takiej potrzeby – wspomniała. – Ale w 2022 roku, kiedy wybuchła wojna wiedziałam, że chcę pojechać do Ukrainy, zobaczyć jak to wygląda naprawdę, bo też były różne informacje. I wtedy mi się udało załapać na taki wyjazd. Tydzień przedtem zadzwoniłam do pana Stanisława, żeby zrobić wywiad do poznańskiej gazety i pan Stanisław powiedział, że za tydzień wyjeżdża. Powiedziałam, że szkoda że tak późno się dowiedziałam. A pan Stanisław powiedział: no, dobra, to pojedziesz. No i pojechałam. Poznałam Polaków, którzy tutaj mieszkają. Bardzo ujęły mnie te historie, jak żyją. Uważam, że każdy powinien to zobaczyć, szczególnie z młodych osób, bo nie wyobrażamy sobie w jakich warunkach mogą żyć ci ludzie. Na moim wydziale organizowałam zbiórkę na Polaków mieszkających tutaj. No to było dużo głosów, że osoby z Ukrainy mają tak dużo pomocy, że nie chcemy się angażować. Teraz, jak wrócę, chcę pokazać zdjęcia, uświadomić, jak to naprawdę wygląda. Wydaje mi się, że będąc z młodszego pokolenia, szybciej dotrę do osób w moim wieku.
Konstanty Czawaga
Tekst ukazał się w nr 23-24 (483-484), 19 grudnia 2025 – 15 stycznia 2026
