Stanisławowskie fontanny. Część 1 Pierwsza znana fontanna stała w centrum handlowym. Pocztówka z archiwum Polona.pl

Stanisławowskie fontanny. Część 1

Czy wiecie, szanowni Czytelnicy, kiedy miejscowość staje się miastem? Nie, nie – wcale nie z nadaniem magdeburskiego prawa – takich miejscowości w Galicji są dziesiątki, a wiele dawnych „magdeburgów” jest obecnie wioskami. Może wówczas, gdy zjawiają się tam wielopiętrowe osiedla? – I znów nie! Jest wiele osiedli „rodzaju miejskiego” z blokami dziewięciopiętrowymi, ale nadal pozostają tylko „rodzaju”. Tak naprawdę obowiązkowym atrybutem miasta są… fontanny. Im jest ich więcej, tym wyższy jest poziom urbanizacji miejscowości. Ze względu na to, Frankiwsk możemy uznać za miasto w 100%.

Fontanna w pasażu Gartenbergów nie przetrwała I wojny światowej. Zdjęcie z austriackiego archiwum wojskowego

Pierwsza

Pierwsza fontanna pojawiła się w Stanisławowie w dalekim 1905 r. Umiejscowiono ją w arce, prowadzącej do pasażu Gartenbergów. Interesujące jest to, że pasaż otwarto w 1904 r., ale z fontanną nie wypaliło. Cały czas coś się psuło, woda nie tryskała, nie ciekła i dlatego uroczyste otwarcie fontanny miało miejsce dopiero po roku. Może był to zły omen, który prześladował wszystkie miejskie fontanny, od chwili ich pojawienia się. Potwierdzić to przypuszczenie może smutny los tej pierwszej – została zniszczona w latach I wojny światowej i już jej nie odnowiono.

W parku

Druga fontanna powstała dopiero w 1949 r. Wówczas prowadzono wielką rekonstrukcję parku i na głównej jego alei stanął cud hydrotechniki. Początkowo była to zwykła kamienna czasza z odłamkami kamieni wewnątrz, skąd wyrywały się trzy strumienie wody. Na sąsiednim drzewie zawieszono kolorowy reflektor, którym wieczorem podświetlano te bryzgi. Dziś taką „światło-muzyką” nikogo nie zadziwisz, ale w powojennym mieście to było coś!

Fontanna w parku w 1949 r. Zdjęcie z archiwum Wiaczesława Wasagana

Z czasem urbaniści postanowili dogonić (lub nawet przegonić) słynny Peterhoff i na zwałach kamieni ustawili kompozycje figuralną w stylu „horror”: na dole stała na ogonie rybka, którą dosiadał chłopczyk. Przy czym, nie po prostu siedział, ale rozdziawiał pyszczek biednej rybki swymi pulchnymi rączkami, i z tego na poły rozdartego pyszczka tryskał strumień wody. Aż dziw, że dzieci z lat pięćdziesiątych nie bały się tego kamiennego sadysty i chętnie pozowali na jego tle do zdjęć. Na szczęście, w następnych dziesięcioleciach ta fontanna znikła z miejskiego pejzażu

Okrutny chłopczyk i biedna rybka, pocztówka z lat 50. Zdjęcie z archiwum Romana Biłana

Centralna

Kolejna fontanna pojawiła się na pl. Centralnym (ob. Plac Wieców). Otwarto ją na początku lat 1950. i przedstawiała siedmioboczny basen, w centrum którego sterczała czasza z kłosem.

Pierwsza wersja centralnej fontanny, 1958 r. Pocztówka z kolekcji autora

Biedna fontanna przeżyła trzy inkarnacje, pierwszą – pod koniec lat 1960., gdy w tym miejscu wystawiono wysoki gmach stacji telefoniczno-telegraficznej. Wówczas miasto otrzymało olbrzymi prostokątny basen udekorowany siatką z „niegolonymi jeleniami” (bohaterami popularnej piosenki – red.). Był to dość smętny widok, jak na wojewódzkie miasto i wówczas władze postanowiły uświetnić centralny basen. Według architektów miała tu stanąć olbrzymia konstrukcja, składająca się z dwóch czasz na różnych poziomach, udekorowana kutymi postaciami istot morskich.

Wersja druga – blaszane jelenie, 1970 r. Zdjęcie ze strony FB Ретро Франківськ Group

Uroczyste otwarcie miało odbyć się jesienią 1979 r., ale i tu wtrącił się wspomniany omen. Z powodu różnych perypetii fontanna trysnęła dopiero 9 maja 1981 r. Jej sceneria była na tyle udana, że w 1983 r. Ministerstwo łączności ZSRR wydało specjalną widokówkę, nazwaną „Fontanny na placach Zwycięstwa”. Wydrukowano ją w liczbie 100 tys. egzemplarzy. Teraz cały Związek mógł zobaczyć frankiwskie cudo.

Fontanny na placu Zwycięstwa, 1983 r. Pocztówka z kolekcji autora

Zmieniły się czasy i co dobre było wówczas, stało się niemodne dziś. Na początku XXI w. rozpoczęto wznoszenie czwartej fontanny w tym miejscu. Projekt opracował architekt Orest Kos, a w jej budowie brało udział kilka firm. Budżetowi miasta kosztowała ona 3 mln hrywien. Powiadali, że gdy fontanna była gotowa w 90% uderzył mróz i popękały rury, doprowadzające wodę, a były już wmurowane w konstrukcję fontanny i obłożone granitowymi płytami. Na najbliższą wiosnę trzeba było zaczynać wszystko od początku. Zwykli podatnicy stracili wtedy niemałe koszty, ale niezbyt tym się przejmowali.

Aktualna ozdoba placu Wieców. Pocztówka z kolekcji autora

Aż nareszcie wytężona praca wydała owoce – 21 sierpnia 2004 r. mieszkańcy naszego miasta otrzymali swoją główną fontannę: z górnej czaszy woda spływa do trzech mniejszych basenów. Dzieje się to w rytm muzyki, która zsynchronizowana jest z ciśnieniem wody. Wieczorem cały kompleks jest podświetlany. Ponadto można wejść pod czaszę i obserwować grę wody od wewnątrz. Nie każde miasto może pochwalić się takim „rodzynkiem”, dlatego ta świecąca i grająca fontanna figuruje w każdym przewodniku po naszym mieście.

Gipsowe łabędzie na Rynku, 1960 r. Zdjęcie ze strony FB Ретро Франківськ GroupKoło Ratusza

Centrum miasta nie ustępuje Rynek. W 1959 r. w Ratuszu otwarto Muzeum krajoznawcze i niebawem przed wejściem zbudowano fontannę. Mieszkańcy i goście Stanisława ujrzeli okrągły basen z dwumetrową kolumną pośrodku, po której bokach stały gipsowe łabędzie. Autorzy obrali nie najlepszy materiał na tego rodzaju elementy wodotrysku, z czego skorzystali miejscowi wandale, odbijając dzioby, skręcając szyje i obtłukując skrzydła dumnym ptakom. Zniszczone ptaki usunięto, zaś stojąca samotnie kolumna przez trzy lata pełniła funkcję fallicznego symbolu, konkurującego z Ratuszem.

Fontanna z Zodiakiem, lata 80. Zdjęcie z archiwum Myrosława Bojczuka

W 1974 r. na pocztówkach pojawiła się fontanna w kształcie trapezu z poziomą rurą po środku. Rurę obito blachą z wytłoczonymi 12 znakami Zodiaku. Nie wiadomo, kto z rządzących pasjonował się astrologią, ale gwiazdy okazały się nieprzychylne dla tego wodotrysku i przez 25 lat stał on bez zmian i uzupełnień.

Fontanna z jajkiem ustawionym w 2000 r. Zdjęcie z archiwum Wasyla Iwanoczki

Na przełomie stuleci miasto jako fontannę otrzymało pęknięte jajo. Już niebawem zaczęło obrasta legendami. Kojarzą je z zamachem na Wiktora Janukowycza, lub z kurzą fermą w Zagwóźdźcu, a nawet sugerowano tu wpływ zastępcy mera. Uważam osobiście, że jajo jest jednak kurze, a nie ludzkie i kategorycznie odrzucam wersje wysoko postawionej osobistości, jako modela.

Iwan Bondarew

Tekst ukazał się w nr 20 (480), 31 października – 13 listopada 2025

X