Pamięć o ofiarach zbrodni w Uryczu. Wrzesień 1939 fot. Igor Rewaga / Nowy Kurier Galicyjski

Pamięć o ofiarach zbrodni w Uryczu. Wrzesień 1939

86 lat temu we wsi Urycz na Bojkowszczyźnie niemiecki Wehrmacht dokonał jednej z największych zbrodni wojennych. Podczas kampanii wrześniowej, w dniu 22 września 1939 r. w stodole spalonych żywcem zostało według różnych źródeł od 73 do 100 wziętych do niewoli żołnierzy 4 Pułku Strzelców Podhalańskich.

W niedzielę, 21 września br. przy mogile zbiorowej Polacy i Ukraińcy uczcili pamięć ofiar tej masakry. Organizatorem obchodów był prezes Regionalnego Towarzystwa Kultury Polskiej w Borysławiu Sergiusz Sylantiew.

O tej tragedii do tej pory wiadomo niewiele. Nie udało się precyzyjnie ustalić liczby ofiar. IPN podaje, że było ich co najmniej 73. Ocalało tylko trzech żołnierzy, z których jeden zmarł wkrótce w wyniku odniesionych ran w szpitalu w Drohobyczu.

W połowie września 1939 roku po ciężkich walkach prowadzonych na linii Sanu rozbiciu uległ polski 4 Pułk Strzelców Podhalańskich, stacjonujący przed wojną w Cieszynie. W niemieckie ręce trafiła duża grupa jeńców, których skierowano w kierunku Drohobycza. 22 września 1939 roku kolumna jeńców znalazła się w położonej nieopodal wsi Urycz (dawne woj. lwowskie, powiat Stryj, obecnie Skole), gdzie niemieccy konwojenci zarządzili postój. Tam oddzielono od grupy wszystkich, którzy podali się za Ukraińców i Ślązaków. Resztę – około 73 do 100 osób zgromadzono w stodole, gdzie – jak podobno ich zapewniono – mieli zanocować. Około godziny 15.00, gdy wszyscy jeńcy znaleźli się w stodole, Niemcy zamknęli bramy, oblali stodołę benzyną czy naftą, po czym podpalili za pomocą granatów ręcznych. Niemal wszyscy jeńcy spłonęli żywcem. Uciekających z płonącej stodoły rozstrzelano z karabinów maszynowych. Jeńcy nie stawiali oporu, nie próbowali uciekać i nie byli wcześniej o nic oskarżani przez Niemców. Do tej pory nie udało się zidentyfikować niemieckiego oddziału, który dokonał tej zbrodni. Ocalały z masakry Antoni Dobija zeznał jedynie, że kierował nią podoficer Wehrmachtu w stopniu sierżanta.

fot. Konstanty Czawaga / Nowy Kurier Galicyjski

Po kamieniach przechodzimy przez potok płynący z gór. Ścieżka przez zarośla prowadzi na stromą górę do starego cmentarzyka w lesie. Wokół zbiorowej mogiły polskich żołnierzy nowe metalowe ogrodzenie. Na wysokim dębowym krzyżu tabliczka z napisami w języku polskim i ukraińskim.

– O tym miejscu dowiedziałem się od śp. pana Adama Chłopka z Drohobycza – wspomnia Sergiusz Sylantiew. – Znalazł pana, który ukazał miejsce i myśmy pojechali raz, a potem drugi już ze zniczami. Wtedy jeszcze stał tu krzyż brzozowy. Później ten krzyż zbutwiał, długo by nie wytrzymał. Pan Adam był już wtedy na tyle chory, że odpuścił to. Jeździłem do pracy do Polski, do Bukowca i szef mi mówi: „Mam znajomego, on tam jeździ do was, to może pojechalibyście razem?”. Zacząłem rozmowę o Uryczu. On powiedział: „Panie Sergiuszu, nie ma sprawy. Zrobimy to. Zorganizujemy zbiórkę by postawić tu zwykły krzyż dębowy, żeby to już było na lata”. I tak z panem Tadeuszem Kusym upamiętniliśmy to miejsce.

Bogusław Kochanowicz, fot. Konstanty Czawaga / Nowy Kurier Galicyjski

W tegorocznych obchodach tradycyjnie uczestniczyła delegacja społeczników z gminy Czarna w województwie podkarpackim.

– Pierwszy nasz kontakt był z panem Sergiuszem Sylantiewym – powiedział w wywiadzie dla Kuriera Galicyjskiego Bogusław Kochanowicz. – Pan Tadeusz Kusy z naszej gminy jest społecznikiem, który zainicjował te działania. Ustawiliśmy ten krzyż w miejscu pomordowanych żołnierzy. Byłem kiedyś wójtem tej gminy, więc tez byłem zaangażowany w takie działania. Nawiązaliśmy kontakt także z powiatem cieszyńskim. Mieszkamy kilkadziesiąt kilometrów w linii prostej od Urycza, ale w tej chwili dzieli nas granica. Jesteśmy tu co roku, mimo tej wojny na Ukrainie. Raz tylko nam się nie udało dojechać ze względu na ograniczenia z powodu covidu. Bardzo dobrze, że możemy być, uczestniczyć, wspólnie się pomodlić.

– Z wykształcenia jestem prawniczką – powiedziała Wira Andrejkiw, starosta Urycza i dwóch wsi sąsiednich. – Gdy zabija się bezbronną osobę, jest to przestępstwo. Co innego, gdy żołnierze giną z bronią w ręku na polu bitwy, w powietrzu lub na morzu, a co innego, gdy są po prostu paleni lub torturowani bez broni i nie mogą się bronić – to jest jednoznacznie przestępstwo. Wtedy takie przestępstwa popełniali Niemcy, a teraz Moskale.

Wira Andrejkiw, fot. Igor Rewaga / Nowy Kurier Galicyjski

Polacy i Ukraińcy wspólnie złożyli kwiaty i zapalili znicze. Wspólną modlitwę poprowadzili ks. Krzysztof Łabędź CMF z Drohobycza i o. Mykoła, miejscowy proboszcz greckokatolicki.

Konsul RP Bartosz Szeliga i starosta wsi Urycz Wira Andrejkiw, fot. Igor Rewaga / Nowy Kurier Galicyjski

W obchodach uczestniczył również Bartosz Szeliga, konsul Konsulatu Generalnego RP we Lwowie.

– Uroczystości w Uryczu tradycyjnie odbywają się już od kilku lat – zaznaczył Bartosz Szeliga. – Inicjatorem tego jest Sergiusz Sylantiew z Borysławia. Trzeba przyznać mu wielkie słowa uznania za to, że dba o to miejsce. Dba o pamięć tutaj pochowanych żołnierzy. W bestialski sposób zostali spaleni w stodole. Uratowało się ich trzech i dzięki relacjom tych uratowanych wiemy co się tutaj wydarzyło i znamy to miejsce. Trzeba też wielkie słowa uznania oddać przedstawicielom gminy Czarna, którzy rok rocznie przyjeżdżają i wspomagają pana Sergiusza w opiece nad tym miejscem. Dzięki nim mamy ten piękny dębowy krzyż. Dzisiaj zawisł na nim orzeł, taki jak ci żołnierze nosili na swoich czapkach. Miejsc pochówku żołnierzy z 1939 roku na terenie II Rzeczypospolitej jest wiele. Wiele tych miejsc jest nam nieznanych, nieoznaczonych. Ale są osoby, organizacje, które żmudnie szukają te miejsca, oznaczają, aby w przyszłości można było je upamiętnić i oddać hołd. Jedni ginęli w boju, inni tak jak tutaj zostali bestialsko zamordowani. Muszą otrzymać godny pochówek i pamięć – zaznaczył polski dyplomata.

To miejsce zasługuje na bardziej godne uporządkowanie, łatwiejsze dojście do mogiły, a także ustalenie nazwisk spalonych żywcem polskich żołnierzy oraz poszukiwanie ich krewnych – dzielili się swoimi refleksjami członkowie delegacji z gminy Czarna. Życzliwość miejscowych ukraińskich samorządowców zapowiada pomyślność w tych działaniach. Pani starosta Wira Andrejkiw zapewniła, że jest otwarta do współpracy.

Konstanty Czawaga

Pamięci żołnierzy września

Przez całe życie pracuje jako reporter, jest podróżnikiem i poszukiwaczem ciekawych osobowości do reportaży i wywiadów. Skupiony głównie na tematach związanych z relacjami polsko-ukraińskimi i życiem religijnym. Zamiłowany w Huculszczyźnie i Bukowinie, gdzie ładuje swoje akumulatory.

X