22 lipca Wołodymyr Zełenski podpisał ustawę ograniczającą autonomię dwóch kluczowych instytucji antykorupcyjnych – Narodowego Biura Antykorupcyjnego Ukrainy (NABU) oraz Specjalnej Prokuratury Antykorupcyjnej (SAP), oddającą kontrolę nad ich działaniami głowie państwa. Powodem jej przygotowania miały być wpływy rosyjskie w tych organach, co uwiarygodniały przeprowadzone dzień wcześniej przez ukraińskie służby przeszukania i aresztowania. Podobno w NABU i SAP znaleziono zdrajców i przyjaciół Rosji.
Informację na temat zmian w prawie zamieszczono na oficjalnej stronie parlamentu, po czym została z niej usunięta. Powróciła i zniknęła ponownie, zmuszając do zastanowienia, czy naprawdę prezydent Ukrainy zdecydował się na taki krok, a jeśli tak, to dlaczego? I dlaczego Rada Najwyższa zagłosowała za zmianami w kodeksie postępowania karnego, podporządkowującymi obie instytucje Prokuraturze Generalnej Ukrainy? I czy naprawdę wszystko to należy łączyć z zatrzymaniem przez SBU osób pracujących w instytucjach antykorupcyjnych? Może w takim razie źle się tam dzieje i zmiany są potrzebne, a może Zełenski doskonale wie o bezprawnych praktykach i w ten sposób będzie próbował je kryć? A może wykonał taki ruch, ponieważ dowiedział się, że NABU ma zamiar skontrolować Timura Mindicza, współwłaściciela „Studia Kwartał 95”? Albo chodziło o śledztwa wobec Czernyszowa i jego otoczenia, przez niektórych typowanego na nowego premiera, w których funkcjonariusze dotarli do bliskiego otoczenia prezydenta?
Ostatnie wątki były podnoszone zwłaszcza przez osoby zauważające, że błyskawiczny proces legislacyjny poparły między innymi parlamentarne sieroty po Partii Regionów, za to Europejska Solidarność Poroszenki zagłosowała przeciw. Pytania mnożono tak w Ukrainie, jak i poza jej granicami. Były one o tyle istotne, że powstanie w 2014 roku NABU było jednym z warunków współpracy Kijowa z Unią Europejską i Międzynarodowym Funduszem Walutowym w ramach liberalizacji procedur wizowych między Ukrainą a UE. Tymczasem prezydent zdecydował się zniszczyć infrastrukturę antykorupcyjną, co mogło zaważyć nie tylko na sytuacji wewnętrznej, ale i na relacjach z Brukselą i zachodnimi partnerami. Czy podczas wojny tworzenie tego rodzaju konfliktów i obniżanie wiarygodności na arenie międzynarodowej były mu potrzebne? Czyżby uznał, że Ukraina i tak jest w swoim proeuropejskim kursie spisana na straty, nie jest postrzegana na zachodzie jako partner i nie ma żadnych szans na eurointegrację, więc nie ma sensu szarpać się o to, by nikt „nie brał w łapę”? W końcu wciąż panuje zastój w negocjacjach z UE. Liczono na otwarcie przynajmniej dwóch, może trzech klastrów, tymczasem za sprawą Węgier cały proces wyhamował. Elity zapewne czują, że UE nie chce Kijowa, jednak czy mają jakąkolwiek alternatywę dla tej drogi?
Nikt chyba nie postawił tezy, że to ruch prorosyjski, choć komentatorzy oskarżali polityka o odejście od zasad demokracji, ale najważniejszym efektem decyzji Zełenskiego było pojawienie się wielotysięcznych demonstracji. Ukraińcy żądali zawetowania ustawy, protestujący krzyczeli, że zła demokracja jest lepsza niż autorytaryzm, domagano się „oddania Ukrainy”, mówiono o zdradzie tych, którzy giną na froncie w czasie, gdy rządzący chronią korupcję. „Ustawa nr 12414 to prosta droga do Rosji” pisano na transparentach, a wiele osób porównywało tę sytuację do roku 2013, kiedy to Janukowycz zdradził obywateli w ich prozachodnich dążeniach.
Zełenski nie odniósł się ani do tych protestów, ani do słów krytyki. Nie pozostał jednak na nie głuchy, być może też przypomniał sobie Euromajdan. Po dwóch dniach, 24 lipca, oznajmił, że wycofuje ustawę budzącą tak wielkie kontrowersje, a projekt nowej, konsultowanej z zagranicznymi partnerami i uwzględniającej ich sugestie, trafił do parlamentu. Przywraca ona gwarancje niezależności NABU i SAPO, ale też wprowadza środki bezpieczeństwa mające zapobiegać nadużyciom oraz zewnętrznym wpływom na działalność organów. Rozszerza też obowiązek poddania się badaniu wariografem przez osoby, które mają dostęp do informacji niejawnych o funkcjonariuszy policji i Państwowego Biura Śledczego, co ma zapewne dowodzić, że władze państwowe traktują problem poważnie i od początku zależało im tylko na polepszeniu sytuacji. Przedstawiciele NABU i SAPO oświadczyli, że aprobują nowe zapisy, a Zełenski oświadczył, że „ważne jest, aby szanować stanowisko wszystkich Ukraińców i być wdzięcznym każdemu, kto wspiera Ukrainę”. Tu zapewne miał na myśli unijnych partnerów kraju.
Ci zareagowali błyskawicznie. Wypowiadali się w tej sprawie przedstawiciele Estonii, Polski, Niemiec, Grupy G7, komisarz ds. rozszerzenia UE Marta Kos, czy Ursula von der Leyen, która przebywając w Azji zadzwoniła do Zełenskiego by mu przypomnieć, że praworządność i walka z korupcją są „kluczowymi elementami” procesu akcesyjnego. Prezydent dostał ostrą reprymendę, pojawiły się głosy, że przelicytował.
Ale czy na pewno? A gdyby tak przyjąć, że ta przedziwna gra antykorupcyjnymi instytucjami była obliczona na wysondowanie reakcji Zachodu i przypomnienie sojusznikom, na czym naprawdę zależy obywatelom Ukrainy? W chwili, gdy pojawiły się głosy, iż USA chciałyby „pozbyć się” Zełenskiego, demonstracje przeciw jego decyzji tak naprawdę pokazały, że Ukraińcy nie chcą jego obalenia. Na ulice nie wychodzono po to, by doprowadzić do upadku przywódcy kraju, protesty nie miały barw żadnej partii. Były po prostu wyrazem troski o kraj, były proukraińskie i zarazem prozachodnie.
Ukraińcy doskonale wiedzą, jakie korzyści daje bycie częścią Zachodu, wejście do Unii Europejskiej i NATO. Młode pokolenie zna Europę i świat, potrafi się z nim porozumieć, nie tylko za sprawą znajomości języków obcych, ale przede wszystkim dlatego, że dzieli wspólne wartości z rówieśnikami z innych państw. Stając na ulicach, tak jak przed laty ich rodzice czy dziadkowie, Ukraińcy udowodnili nie tylko żywotność tradycji majdanów, ale przede wszystkim przypomnieli, jaki, prócz wygranej wojny, jest ich cel. I może wcale nie przypominali o tym swoim politykom, a światu, który wciąż zapomina o co toczy się ta gra.
Agnieszka Sawicz
Tekst ukazał się w nr 14 (474), 39 lipca – 28 sierpnia 2025
