W tym roku odbyła się 30. jubileuszowa edycja Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Współczesnej „Kontrasty”, który zdobył popularność wśród miłośników muzyki współczesnej. Głównym założeniem festiwalu jest prezentacja muzyki ukraińskiej w kontekście twórczości z całego świata. Wypełnia go głównie muzyka współczesna oraz klasyka XX wieku. Jest to najstarszy tego typu festiwal na Ukrainie. W tym roku, pomimo toczącej się wojny, zorganizowano 12 koncertów, w których połączono zarówno wzorce awangardy, muzyki współczesnej, eksperymentalnej jak też na nowo są wykonywane utwory – Stanisława Ludkiewicza, patrona sali koncertowej Filharmonii Lwowskiej. Powraca też muzyka Borysa Latoszyńskiego i Wasyla Barwińskiego.

– Festiwal „Kontrasty” ma długą już historię, inspiracją był Międzynarodowy Festiwal Muzyki Współczesnej „Warszawska Jesień”. Założyciele Festiwalu to – Roman Rewakowicz, Myrosław Skoryk oraz dyrektor Filharmonii Lwowskiej Wołodymyr Sywochip. Dzięki dobrym kontaktom z „Warszawską Jesienią” przywozili oni partytury, żeby te utwory wykonać też we Lwowie. W tym roku obok ukraińskich muzyków wystąpili również polski dyrygent Vincent Kozlovsky, polska pianistka Emilia Karolina Sitarz oraz niemiecki flecista Norbert Rodenkirchen – mówi Dzwenysława Safjan, rzecznik prasowy Festiwalu. – Nie możemy nie wspomnieć, że festiwal odbywa się dzięki żołnierzom, którzy bronią kraju od wschodu. Organizujemy również zrzutki na muzyków, którzy są w szeregach Sił Zbrojnych Ukrainy – dodaje.
fot. Aleksander Kuśnierz / Nowy Kurier Galicyjski
Na festiwalu miało miejsce wiele wykonań utworów polskich kompozytorów. Tak też było na zakończenie tegorocznej edycji. Udało mi się spotkać i porozmawiać z jednym z najwybitniejszych dyrygentów młodego pokolenia Vincentem Kozlovskym, kierownikiem muzycznym Opery Lubelskiej. Artysta studiował w Akademii Muzycznej im. Krzysztofa Pendereckiego w Krakowie oraz w Conservatorio Giuseppe Verdi di Milano.

Anna Gordijewska: Od czego wszystko się zaczęło?
Vincent Kozlovsky: Zaczęło się pięć lat temu, w 2019 roku, kiedy otwierałem kolejny Festiwal „Kontrasty”. Był to jubileusz 25-lecia Festiwalu. Napisałem z tej okazji „Fanfarę Kontrastów”. Wystąpiłem wtedy na tym festiwalu pierwszy raz. Był taki rok, kiedy podczas jednego festiwalu nawet dwa koncerty dyrygowałem. Jestem z nim bardzo mocno już związany. Trafiłem tu przez Bohdana Sehina, pierwszego mojego ukraińskiego przyjaciela, potem zaczęła się przyjaźń z muzykami z Ukrainy i ze Lwowa. Czuję się już częścią – nie najmniejszą – tego festiwalu.
Wszystkie utwory są współczesne. Co daje ten festiwal?
Profil tego festiwalu jest troszeczkę inny. Nie gramy samych najnowszych utworów i premier. W każdym koncercie pojawia się jakiś kontekst. Utwór już klasyczny z XX wieku – to utwór jednak już z XX wieku. Nie będziemy tutaj grać czy słyszeć Mozarta czy Beethovena. Ale XX wiek już teraz też jest wstecz bardzo mocno. Będziemy dzisiaj grać utwór z lat 70., a to już prawie 60 lat temu, więc nie jest to muzyka najnowsza. Kontekst jest, powiedzmy, muzyki modernizmu z utworami najnowszymi. A z kolei to połączenie, ta dialektyka polskiej i ukraińskiej muzyki jest bardzo silna. Od początku festiwalu, już 30 lat temu ideą Festiwalu Kontrasty było to, że odbywa się tuż po „Warszawskiej Jesieni” – wielkim polskim święcie muzyki współczesnej. Wiele utworów z „Warszawskiej Jesieni” powtarzanych było tutaj. W ten sposób relacja polsko-ukraińska była bardzo silna i bardzo widoczna. A dla nas, Polaków, którzy tu przebywają, to niesłychana okazja zapoznania się z muzyką ukraińską. To zacieśnia też nasze kontakty, przyjaźnie, jakiś ferment artystyczny jest między nami.

Kto z polskich kompozytorów dzisiaj zabrzmi?
Dzisiaj wykonamy jedną kompozycję polskiego autora Zbigniewa Bujarskiego „Musica domestica”. Jest to kompozytor szkoły krakowskiej, utwór powstał w 1977 r., zaraz po premierze został nominowany do Trybuny UNESCO, na której dostał nagrodę. Jest to wspaniały utwór. Zmiana stylistyczna w twórczości kompozytora. Jest to muzyka i od serca, i obrazowa – bardzo piękna kompozycja. Był on moim profesorem, byłem jego ostatnim uczniem, więc mam przyjemność pokazać tę muzykę. Ona już była tu kiedyś wykonywana, bardzo dawno. Myślę, że warto ją przypomnieć.
Zbigniew Bujarski urodził się w 1933 roku w Krynicy, tam wzrastał. Tu też mogą być pewne powiązania z Ukrainą – w tejże Krynicy żył i tworzył słynny Nikifor. Te kultury jednak tam się przenikały. Jest to blisko gór, pasma karpackiego. Muzycy kiedy pracowali nad tym utworem bardzo wyczuli ten wpływ karpacki – trombity, góralskie wiolonczele, dudy z kwintą – myślę, że to jest odkrycie czegoś swojego w cudzej muzyce. Profesor Bujarski był najlepszym przyjacielem Pendereckiego, w nauczanie w Krakowie wkładał całe życie. Był też malarzem. To był wspaniały, bardzo wrażliwy człowiek.
Profesor był kompozytorem – jak większość wtedy – muzyki sonorystycznej. W pewnym momencie powiedział sobie, że nie może tak więcej tworzyć, że coś jest nie tak. Wtedy zaczął tworzyć „Musica domestica”. Dedykowana ona jest żonie i córkom. To miało być coś bardzo delikatnego, osobistego, cichego. On się wsłuchiwał w swój dom – jak ten brzmi, jakie są nastroje, jaki kolor one mu nadają. Jest to bardzo intymna, cicha, wycofana muzyka, w którą trzeba się wsłuchać. Dla mnie jest bardzo wzruszająca.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała Anna Gordijewska


















