22 czerwca 1941 Znaczek pocztowy z plakatem z 1941 roku, autor Iraklij Toidze

22 czerwca 1941

W tym roku mija 80 lat od 22 czerwca 1941 roku, dnia w którym wojska III Rzeszy zaatakowały ZSRR i II wojna światowa weszła w swój nowy etap. O początku swej nowej Apokalipsy świat dowiedział się na dwa różne sposoby i z dwóch różnych źródeł.

Pierwszym sposobem była informacja, której niemieckim i „zachodnim” dziennikarzom (oprócz dziennikarzy krajów, z którymi III Rzesza była w stanie wojny) udzielił minister propagandy III Rzeszy – Joseph Goebels. Zaproszeni niedzielnym rankiem do gmachu Ministerstwa dziennikarze wysłuchali oświadczenia Goebelsa (wojna z ZSRR) i pobiegli je przekazać do swoich redakcji. „Ludzie radzieccy” o wojnie dowiedzieli się z kilkugodzinnym opóźnieniem (oczywiście oprócz mieszkańców terenów przygranicznych i mieszkańców bombardowanych miast) z tzw. „Orędzia Mołotowa”. Przyczyną opóźnienia w ZSRR było to, że Stalin, członkowie Biura Politycznego WKPb i komisarze RKL ZSRR, pomimo docierających do nich od samego początku niemieckiej agresji raportów, łudzili się, że to jeszcze nie jest wojna, a jedynie „prowokacja” nieokreślonych, niemieckich „reakcyjnych kręgów”, mająca wywołać radziecką reakcję (kontratak, ostrzelanie samolotów itp.), która z kolei „zmusiłaby” Hitlera do rozpoczęcia „niechcianej przez niego”, pełnowymiarowej wojny. Dopiero wizyta na Kremlu (05:30) ambasadora III Rzeszy w ZSRR (Werner Schulenburg) i „Akt wypowiedzenia wojny” oraz „Memorandum” rozwiały wszelkie wątpliwości – to była wojna.

Jest taki dokument – „Książka odwiedzin” gabinetu Stalina. Z niej można się dowiedzieć, z dokładnością „co do minuty”, kto, kiedy i jak długo – na przestrzeni wielu lat – „u Stalina siedział”. Sam do tej „Książki” nie dotarłem, korzystam więc z wiedzy wielu tych, którym to się udało (od Wołkogonowa i Radzińskiego, poprzez Montefiore i Mleczina, aż po Suworowa). Przez cały dzień 22 czerwca 1941 roku w gabinecie trwała narada. Brali w niej udział Stalin i inni członkowie Biura Politycznego Wszechrosyjskiej Komunistycznej Partii bolszewików, komisarze (ministrowie) Rady Komisarzy Ludowych (rządu) ZSRR i kierownictwo Sztabu Generalnego RKKA (Robotniczo Chłopska Armia Czerwona). Radzili nad tym „co robić”? Niektórzy to wychodzili, to wracali. W tym dniu, z gabinetu Stalina, Mołotow wychodził dwukrotnie – raz o świcie (by przyjąć Schullenburga) i drugi raz, o godzinie 12:05, by odczytać „przez radio” orędzie o początku wojny. Zaczyna się ono tak: „Obywatele i obywatelki Związku Radzieckiego! Radzieckie kierownictwo i kierujący nim tow. Stalin polecili mi złożenie następującego oświadczenia”. Po czym to co w nim najistotniejsze: „Dzisiaj, o czwartej rano, bez wysunięcia jakichkolwiek pretensji do Związku Radzieckiego, bez wypowiedzenia wojny, niemieckie wojska napadły na nasz kraj, w wielu miejscach atakowały nasze granice, a ich samoloty zbombardowały nasze miasta – Żytomierz, Kijów, Sewastopol, Kowno i kilka innych, wskutek czego poległo i zostało rannych ponad dwieście osób. Naloty samolotów wroga i artyleryjski ostrzał były przeprowadzone także z rumuńskiego i fińskiego (o tym fińskim to kłamstwo) terytorium”. Zdecydowałem się zacytować tylko to, co w tym „Orędziu” najistotniejsze – cytowanie całości nie ma sensu gdyż to „Orędzie” jest długie i w całości „nie zmieści” się w felietonie (miejsce!!!), a do tego większość „pozostałego” tekstu stanowią polityczne deklaracje poczynione na ówczesne wewnętrzne potrzeby ZSRR. Mołotow „Orędzie” odczytał i już o godzinie 12:25 wrócił do gabinetu. Te dwadzieścia minut (12:05–12:25 22 czerwca 1941 roku) stało się „granicą” dla milionów ludzi. Od tych „dwudziestu minut” wszystko zaczęło się liczyć zgodnie z nowym kalendarzem: „przed wojną” i „od początku wojny”. Chcę zaznaczyć, że podobne rozgraniczenie co do postrzegania czasu nie jest „patetyczną figurą” – można sprawdzić i spytać żyjących jeszcze weteranów tej wojny. Można spytać tych (już nielicznych) obywateli „byłego ZSSR”, którzy w latach 1941–1945 nie wojowali, ale którym młodość i tak ta wojna ukradła. Właśnie od wysłuchania „Orędzia” Mołotowa dla większości z nich zaczęła sie ta wojna – też można spytać, sprawdzić, porozmawiać, przytulić staruszków…

Tak dużą zwracam uwagę na to, co w tym dniu się działo w Związku Radzieckim i jakim było owo „Orędzie Mołotowa” (później – 3 lipca 1941 roku – było jeszcze i „Orędzie Stalina”) gdyż w latach 1939–1941 skierowanej „na użytek wewnętrzny” propagandzie Związku Radzieckiego udało się osiągnąć niebywały sukces. Otóż, pomimo tego, że faktycznie ZSRR brał udział w II wojnie światowej już od 17 września 1939 roku, to udało się utrzymać obywateli radzieckich w przekonaniu, że ZSRR jest neutralnym, „miłującym pokój” i „śpiącym w poczuciu bezpieczeństwa” państwem. Tymczasem, w latach 1939–1941 ZSRR zdążył „zapisać” na „swoim rachunku” wojnę z Japonią (kulminacja – bitwa nad Chałchin-Goł), wojnę z Polską (tak!, bo to była wojna, a nie „jakiś tam „marsz wyzwoleńczy –obrona Grodna, Szack, walki GO „Polesie”) i aneksję połowy terytorium II RP, wojnę z Finlandią i przyłączenie do ZSRR części jej terytorium, aneksję Litwy, Łotwy, Estonii, Besarabii i Północnej Bukowiny. Niebywałe, ale obywatele ZSRR cały czas żyli w przekonaniu, że ich państwo znajduje sie w stanie pokoju i prowadzi pokojową politykę! Stąd – oczywiście dzień 22 czerwca 1941 roku jest niebywale ważny w historii całego świata, ale uważam, że dla zrozumienia historii ZSRR jest on ważny szczególnie, gdy w latach 1939–1941, kiedy niemal cała Europa była ogarnięta płomieniami wojny, ludzie radzieccy „cieszyli się” pokojem – przynajmniej w ich świadomości. Dlatego też, w odróżnieniu od większości mieszkańców „reszty Europy”, data 22 czerwca 1941 roku wyznaczała dla nich (dla wielu wyznacza nadal) datę „wciągnięcia miłującego pokój i ufnie śpiącego” ZSRR w II wojnę światową. Nawet nie tak! Przecież dla ZSRR dnia 22 czerwca zaczęła się nie „II wojna światowa”, a „Wielka Wojna Ojczyźniana”! Tym samym – a jest to paradoks będący rezultatem przyjętej przez radziecko/rosyjską historiografię, propagandowej wersji historii – ZSRR wcale nie walczył w II wojnie światowej, a jedynie w tej „Ojczyźnianej”. Co ciekawe (pozwolę sobie ironicznie zauważyć), ta sama propaganda, akcentująca wyjątkowość „Wielkiej Wojny Ojczyźnianej” i w znaczącej części odrębność tejże od II wojny światowej, nie widzi problemu w jednoczesnym głoszeniu, że ZSRR jest zwycięzcą (w niektórych wersjach niemalże jedynym) II wojny światowej właśnie!!! Przepraszam, to uwaga „na marginesie” jedynie! Jednym słowem, przez dwa lata jej trwania Europa przyzwyczaiła się już do wojny, a dla ZSRR był to szok!

Dla obywateli wszystkich wojujących już krajów, nawet dla Niemców, początek niemiecko-radzieckiej wojny był tylko kolejnym etapem, „nową odsłoną” w trwającym już dwa lata dramacie. Dla ZSRR i jego obywateli było to coś strasznego i niezwyczajnego. Taki „odbiór” początku wojny był w ZSRR (między innymi) rezultatem „pokojowej propagandy” głoszącej, że Związek Radziecki jest „pokojowym państwem”, w wojnie uczestniczyć nie zamierza, że jest „silny i gotowy” i żadna wojna mu nie grozi. Taka była „oficjalna linia partii”, w którą wierzyli lub w którą musieli wierzyć obywatele. Rozmowy, sugestie, pytania, ostrzeżenia, doniesienia i informacje o wojnie były traktowane bądź jako panikarstwo, bądź jako wychwalanie potencjalnego wroga, bądź jako antyradziecka prowokacja. Jest pokój i będzie pokój! Taka „pokojowa” propaganda ZSRR miała zamaskować działania i zamiary kierownictwa. Z analizy faktów i dokumentów wynika, że począwszy od tajnego Plenum BPKC WKPb (18 sierpnia 1939 r.) ZSRR szykował się do wojny. Wtedy zadecydowano o „włączeniu zielonego światła” dla Hitlera (zaproszenie Ribbentropa do Moskwy i „Pakt…”) i rozpoczęciu „tajnej mobilizacji”. Wszystko to oczywiście w tajemnicy i za „propagandowym parawanem”. Pod jego „przykryciem” we wrześniu 1939 r. ZSRR PRZYSTĄPIŁ DO II WOJNY ŚWIATOWEJ JAKO SUJUSZNIK HITLERA, dokładnie realizując ustalenia zawarte w tajnym protokole paktu Ribbentrop – Mołotow. Zaatakował Polskę i anektował jej wschodnią część, stoczył wojnę z Finlandią i „oderwał” od niej Karelię. Posługując się szantażem i manipulacją, „wchłonął” Litwę, Łotwę i Estonię. Używając wojska zajął Besarabię i Północną Bukowinę. Rozpoczął tajną mobilizację. Stan RKKA na sierpień 1939 roku –  ok 1.700 tys. żołnierzy i oficerów. Strukturalnie – mniej niż 100 dywizji, a pośród nich „dywizje kadrowe” (z dowództwem, oficerami, podoficerami i sprzętem, ale bez żołnierzy). Stan RKKA na dzień 21 czerwca 1941 roku – ok 4.800 tys. żołnierzy i oficerów. Strukturalnie – 303 dywizje i 6 brygad.

Co ciekawe, w latach 1939–1941 radziecka propaganda nie krytykowała III Rzeszy. Przeciwnie, w radzieckich gazetach pisano o angielskich i francuskich „zgniłych kapitalistach”, którzy rozpętali wojnę w Europie. Pisano o Polsce jako o „bękarcie Traktatu Wersalskiego”. Pisano o niemiecko-radzieckim „braterstwie broni” – były o tym nawet wiersze i pieśni. Po zajęciu przez Wermacht Paryża, Stalin wysłał Hitlerowi depeszę gratulacyjną (sprawdziłem – była wydrukowana w „Prawdzie”). Także ciekawe, po wybuchu radziecko-niemieckiej wojny z bibliotek konfiskowano te numery prawdy w których dziennikarze i publicyści (bezsprzecznie na polecenie „wyższych instancji”) lżyli aliantów, a wychwalali Hitlera. Co więcej, by ukryć fakt współpracy z Hitlerem w latach 1939–1941, stalinowska propaganda „ukuła” pojęcie „Wieka Wojna Ojczyźniana”. Dzięki niemu można było w świadomości ludzi radzieckich oddzielić „grubą kreską” lata 1939–1949 od lat 1941–1945. „Zapomnieć” o wysłanych do III Rzeszy tysiącach ton węgla, zboża, ropy, metali strategicznych i innych, bez których Hitlerowi nie byłoby tak łatwo pokonać Europy. Zapomnieć o współudziale w „IV Rozbiorze Polski” i utworzeniu nieistniejącej do tego czasu radziecko-niemieckiej granicy. Stąd nie „II światowa”, a „Wielka Ojczyźniana”.

Uwagi dla „czytających inaczej”. Nie jestem rusofobem. Nie czas o tym przekonywać, ale tak właśnie jest. Nie chcę usprawiedliwiać i nie usprawiedliwiam agresji III Rzeszy na ZSRR. Opisuję sekwencje zdarzeń, ich przyczyny i skutki. Dokładniej – wiem, że słowo „zrozumieć” ma dwa znaczenia, które niczym (w piśmie i w mowie) się od siebie nie różnią. Stąd są one często interpretowane niezgodnie z intencją ich używającego. Pierwsze znaczenie, najprostsze: posiąść wiedzę i zrozumieć co, jak, dlaczego, kto, kiedy i co z tego wynika (wynikło). Drugie: zrozumieć, czyli uznać za właściwe, usprawiedliwione, zaakceptować. To co piszę ma na celu osiągnięcie tego pierwszego stanu umysłu. Opisuję fakty pozostawiając oceny czytelnikom – nic więcej. Dodatkowo „uroczyście oświadczam, że wszystko o czym piszę (ludzie, daty, liczby, wydarzenia) nie jest efektem jednostronnego spojrzenia na sprawy. Przytaczane informacje to efekt wieloletnich studiów (tak!) nad historią II wojny światowej. Zostały one znalezione i sprawdzone w „bardzo różnych” źródłach. Dawno przyjąłem zasadę, że jeśli nie znajdę potwierdzenia czegoś minimum w trzech z nich (niezależnych od siebie), to traktuję to jako „prawdopodobne”, a nie „stuprocentowe” i nadal szukam potwierdzenia lub negacji – w moich tekstach tego nie używam. To tyle!

Jestem pewien, że począwszy od sierpnia 1939 roku (tajne Plenum BP KC WKPb) ZSRR szykował się do wojny „o Europę”. Do „sowietyzacji” Europy. Żeby to dokładniej wyjaśnić muszę nieco „cofnąć się w czasie” – do początku lat dwudziestych XX w. Podczas i zaraz po bolszewickim przewrocie (bo to przewrót był, a nie „rewolucja”!) w Rosji, w kierownictwie Rosji Radzieckiej (wtedy jeszcze nie było ZSRR) wynikł spór ideologiczno-teoretyczny. „Główni rewolucjoniści” tych czasów (Lenin, Trocki, Zinowiew, Antonow-Owsijenko, Kamieniew, Stalin, Rykow, Bucharin, Dzierżyński i inni) spierali się o to czy rewolucja może zwyciężyć tylko w jednym państwie i na tym poprzestać, czy dla zwycięstwa i przetrwania rewolucji konieczne jest jej zwycięstwo w wielu państwach (czytaj – całej Europie). Pochodną tego sporu był kolejny spór – jeśli rewolucja ma mieć „europejski wymiar”, to w jaki sposób jej ten „wymiar” nadać? Jak wspierać europejskich rewolucjonistów, jak rewolucję „eksportować”? Niestety, muszę jeszcze dalej odejść od tematu. Otóż w pierwszym kierownictwie „Rosji bolszewików” od samego początku trwała „wojna podjazdowa” pomiędzy Leninem i Trockim. Wojna o „rząd dusz”. W tej wojnie Lenin, jak się okazało sprytniejszy od Trockiego, sam przeciwko niemu nie występował. On do zwalczania Lwa „używał” Stalina, zachowując w ten sposób pozycję „rozjemcy” między nimi – czyli „ustawiając się” ponad Trockim i Stalinem. Tak więc, jeśli Trocki był „za”, to niemal stuprocentowo Stalin był „przeciw”. Tak było i w przypadku „rewolucji permanentnej”. Trocki był jej płomiennym głosicielem – Stalin przeciwnikiem. Nie, wcale nie dlatego, że uważał tę teorię za błędną, a dlatego, że jej współautorem i głosicielem był „znienawidzony” Trocki. Teraz to co najistotniejsze – po pokonaniu i wygnaniu Trockiego Stalin spokojne „przejął” wiele z jego idei. Najjaskrawszym przykładem tego jest sprawa kolektywizacji rosyjskiej wsi. Póki był Trocki – Trocki był „za”, Stalin „przeciw” kolektywizacji. Trocki „zniknął” – Stalin brutalnie i bezlitośnie kolektywizację przeprowadził. Podobnie było z ideą „rewolucji permanentnej” oraz „eksportu rewolucji” – po pokonaniu Trockiego, Stalin stał się ich wyznawcą. Stalin i jego „współpracownicy” doskonale wiedzieli – Europa i Rosja to „różne światy” i nie będzie łatwo „zrobić rewolucję” w Europie. Opór przeciwko dewastacji dotychczasowych w niej porządków da się pokonać tylko wtedy, gdy społeczeństwo zostanie doprowadzone do biedy i rozpaczy, pozbawione nadziei, tradycyjne związki i zależności zostaną rozerwane, a struktury państwa osłabione. Inaczej – rewolucja ma tam niewielkie szanse na zwycięstwo (dowiodły tego historie rewolucji w Niemczech w latach 1918–1919 roku i .rewolucja na Węgrzech w 1919). Dlatego, by rewolucja zwyciężyła, trzeba „utorować jej drogę” i „przeorać” stabilne państwa – najlepiej wojną. Tak, wiem – to teoria Wiktora Suworowa i jego książka „Lodołamacz”. Przyznaję, jego książka była pierwszą, która zmusiła mnie do innego spojrzenia na politykę ZSRR w latach 30–40. XX w. Jednakże Suworow to raczej publicysta, a nie historyk i nie był on dla mnie jedynym źródłem inspiracji. Znalazłem wiele teorii – potwierdzeń jego teorii – u innych pisarzy i w innych książkach oraz dokumentach. W wielu książkach i dokumentach – czasami nawet „między ich wierszami”…

Chcąc walczyć o przetrwanie i rozwój komunizmu („jego” komunizmu) już w końcu lat dwudziestych Stalin planował sowietyzację całej Europy! Rozumiał, że najpierw konieczne jest zbudowanie potencjału militarnego ZSRR, następnie znalezienie (lub rozpętanie) ogólnoeuropejskiej wojny która „połamie stare porządki”, a wreszcie „wyzwolenie i przyniesienie pokoju” udręczonym wojną ludziom – to tak upraszczając i w wielkim skrócie. Aby zbudować potencjał militarny potrzebne były: kolektywizacja, elektryfikacja, industrializacja – wszystko to pod płaszczykiem czynienia „dobra” obywatelom „najszczęśliwszego na świecie kraju”. Tymczasem większość zakładów przemysłowych zbudowanych w latach 20–30. albo produkowała uzbrojenie, albo na tę produkcję mogła się bez problemu „przestawić”. Prąd (np. Dnieproges) był potrzebny, by te zakłady funkcjonowały. Kołchozy – to kontrola wsi i jej produkcji. Wielki głód to „złamanie” chłopstwa i środki na industrializację. Rozbudowa sił zbrojnych – początkowo spokojna, z czasem nabrała tempa (patrz oficjalne statystyki RKKA 1926–1941). Brakowało jednego – ogólnoeuropejskiej wojny. Aby ta „wybuchła” w dogodnym momencie Stalin najzwyczajniej postanowił ją zaplanować. W dużym uproszczeniu plan był prosty. Najpierw, znając obsesje i przewidując plany Hitlera, „dać zielone światło” Hitlerowi w Europie. To powinno zachęcić go do wojny z Polską. Wojna III Rzeszy z Polską oznacza (tak był zbudowany ówczesny system bezpieczeństwa w Europie) wojnę z Francją i Anglią. W rezultacie, Niemcy albo pokonają Francję (o Polsce zaatakowanej z dwóch stron nie warto mówić), albo w niej na długo „ugrzęzną”. Wtedy zaś ZSRR „uratuje” udręczone przez Hitlera narody Europy i „uderzając w plecy” III Rzeszy uwolni je od faszyzmu, nazizmu, antysemityzmu i wojny, a przy okazji od kapitalizmu. Stąd – najpierw decyzje podjęte (oznajmione raczej) na Plenum BP KC WKPb, praktycznie zwrot o 180 stopni w polityce zagranicznej i Ribbentrop w Moskwie, stąd niebywała mobilizacja i tworzenie kolejnych dywizji, stąd przestawienie wielu kolejnych przedsiębiorstw na produkcję zbrojeniową, stąd zmiana tonu w propagandzie i sztuce.

Bezwzględnie – w 1941 roku Stalin planował atak na III Rzeszę. Zainteresowanych zapraszam do zapoznania sie ze słynnym „Planem Burza” (ros. Groza) w jego wszystkich pięciu wersjach (ostatnia – maj 1941), dyslokacją (w czerwcu 1941) jednostek RKKA w nadgranicznych Okręgach Wojskowych, raportami z tych jednostek, wreszcie – stosunkiem sił III Rzesza – ZSRR nad granicą (wszystko to jest dostępne „w internecie”). Stalin szykował się do wojny w lipcu 1941 roku. Proszę uznać to za udowodnione – nie zamierzam nikogo do tego przekonywać, a proponuję by każdy sam przeanalizował informacje.

Żeby było jasne – odkrycie tego jak cyniczną i podstępną politykę w latach 1939–1941prowadził Stalin i ZSRR było dla mnie bardziej jak niemiłe. Kiedy, a to już prawie dwadzieścia lat temu, w wyniku analizy wielu źródeł i wielu dokumentów byłem zmuszony zmienić swoje przekonania – zabolało, O wiele mi milsze, wygodniejsze i bezpieczniejsze było „trzymanie się oficjalnej, „radzieckiej” wersji historii. Tyle tylko, że po „dotarciu” do kolejnych informacji zrozumiałem, iż ta „oficjalna historia”, akurat w przypadku ZSRR i jego roli w II wojnie światowej ma tyle wspólnego z „historią” co świnka morska z morzem. Dlatego właśnie, szukając „historycznej prawdy” „wyszedłem z ciepłego i bezpiecznego kąta” stereotypowej, „oficjalnej” wiedzy i zacząłem wędrówkę po niezbadanych ścieżkach prawdy. Proszę uwierzyć – są fascynujące!

Hitler „wyprzedził” Stalina. Jeszcze 18 grudnia 1940 roku Adolf Hitler, Fuhrer (prezydent+kanclerz) III Rzeszy Niemieckiej i najwyższy zwierzchnik niemieckich sił zbrojnych zatwierdził tzw. „Dyrektywę nr 21”, inaczej: plan „Operacji Barbarossa”. Był to plan ataku na ZSRR. Początkowo przewidywał on rozpoczęcie wojny w maju 1941 roku. Jednak konieczność zaangażowania Wermachtu w Grecji i Jugosławii poskutkowała przesunięciem terminu. Pomijając wszelkie bezsensy i błędy zapisane w tej „Dyrektywie nr 21”, przy analizowaniu decyzji Hitlera i planów generalicji III Rzeszy warto zwrócić uwagę na dwie sprawy. Decyzja o ataku na ZSRR, niezależnie od ogromu nieszczęść które przyniosła, z punktu widzenia III Rzeszy nie była jedynie rezultatem (jak utrzymuje „oficjalna wersja”) obłędu i obsesji Hitlera, chęci zdobycia „terytoriów na wschodzie”, zniszczenia bolszewizmu czy też antysemityzmu. Po pierwsze, zarówno Sztab Generalny Wermachtu, jak i sam Hitler już od wiosny 1940 roku otrzymywali informacje o niebywałej rozbudowie RKKA i o tworzeniu nowych jej jednostek (chociażby – radzieckie Korpusy Zmechanizowane) przy granicy. Także – o przemieszczeniach i dyslokacji jednostek wojskowych z głębi ZSRR. Ktoś, nie wiadomo czy to nie sam Hitler, a może któryś z jego generałów, w połowie 1940 roku nie tyle „przejrzał” plany Stalina, co zorientował się jakie „za plecami” Wermachtu narasta niebezpieczeństwo. Dalej już wszystko jest proste – reakcja, czyli początek prac nad „Dyrektywą nr 21”. Po drugie – Anglia. Była ona ostatnim (na europejskim kontynencie) krajem stawiającym opór III Rzeszy. Hitler (nie bez podstaw) uważał, że Anglia „nie wychodzi” z wojny i nie prosi o pokój licząc na to, że ZSRR do wojny „wejdzie” i zaatakuje III Rzeszę, tym samym ratując Anglię właśnie. Angielska dyplomacja, nie znając planów Stalina, od lata 1940 roku ze wszystkich sił starała się skłonić ZSRR do przyłączenia sie do wojny przeciwko III Rzeszy. Wiedząc o tym Hitler uznał, że tylko zniszczenie ZSRR pozbawi Anglików ostatniej nadziei na pomoc i stąd „Dyrektywa nr 21”. Dla spokoju sumienia ponownie powtarzam – nie usprawiedliwiam Hitlera, a opisuję sytuację.

Rozpoczęta 22 czerwca 1941 roku „wojna na froncie wschodnim” była straszna, krwawa, bezlitosna i barbarzyńska. Ogrom nieszczęść, morze krwi, zgliszcza i ruiny. O jej przebiegu, nawet w pierwszych jej dniach – pisał teraz nie będę. Szczerze? Chciałbym, ale i tak już bardzo „przesadziłem” z wielkością tekstu. Dlatego – tylko 22 czerwca 1941 i do tego bez opisu walk. Przepraszam i obiecuję – napisze o tym jeszcze.

Hitler był zbrodniarzem. Jego generałowie i żołnierze (wielu) byli zbrodniarzami. III Rzesza zdradziecko napadła na ZSRR. Dlaczego piszę, że „zdradziecko”? Nie, to nie jest mój „ukłon” w stronę radzieckiej/rosyjskiej propagandy. To tylko beznamiętna analiza faktów – atakując ZSRR III Rzesza „złamała” dwie nadal „ważne” umowy: jedną o „nieagresji” (sierpień 39) i drugą „o przyjaźni i dobrym sąsiedztwie” (wrzesień 39). Hitler zaatakował bez uprzedniego „wypowiadania” tych umów. To jak III Rzesza prowadziła tę wojnę, większość czytelników dobrze wie – powtarzam to, pisząc dziś tylko o 22 czerwca 1941 roku.

Reasumując – 22 czerwca 1941 roku jeden zbrodniarz uprzedził drugiego zbrodniarza i napadł wcześniej. Tak w moich oczach mają się sprawy. Obydwaj zbrodniarze mieli ideologie, plany i metody. Niektóre podobne, niektóre nie. Realizacja zarówno jednych jak i drugich przyniosłaby Europie nieszczęścia. Już sama próba ich realizacji takie nieszczęścia przyniosła. Co ciekawe, obydwaj zbrodniarze przegrali. Tak! Obydwaj! Pierwszy w „krótszej”, drugi w „dłuższej” perspektywie. To jak „skończyła” III Rzesza i jej „Führer” wiedzą wszyscy. Nie ma ani Hitlera ani III Rzeszy. Co ciekawe, ZSRR też już nie ma. Znowu – uprzedzając wszelkie nadinterpretacje – niczego nie porównuję –konstatuję fakty jedynie!

Podzielę się z czytelnikami pewną teorią. Uważam, że o ile ZSRR zwyciężył w „Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej”, o tyle w II wojnie światowej przegrał – tak przynajmniej by wynikało z analizy tego jakie cele Stalin wytyczył dla obydwu wojen i jakie zostały zrealizowane. Otóż w planach ZSRR przyłączenie się do II wojny światowej miało skutkować „wyzwoleniem” i sowietyzacją całej Europy. Przecież zgodnie z teorią „permanentnej rewolucji” tylko tak można było zabezpieczyć zwycięstwo i przetrwanie komunizmu i ZSRR. Cel ten Stalin zrealizował jedynie częściowo, a i to (co niebywale ważne) w nieodwracalny sposób. Zsowietyzowane kraje (prawda, że dopiero po ponad 40 latach) ostatecznie odrzuciły „kuratelę ZSRR”, a i w końcu sam ZSRR przestał istnieć. Niezrealizowane cele strategiczne, cele operacyjne – tylko częściowo i niedostatecznie, cele taktyczne co prawda zrealizowane, ale nie tak, by „zabezpieczyć” ostateczne zwycięstwo. Przegrana wojna… Zaś „Wielką Wojnę Ojczyźnianą” ZSRR bezsprzecznie wygrał! Jej celem była obrona ZSRR, zwycięstwo nad III Rzeszą, ukaranie niemieckich zbrodniarzy, stanie się światowym mocarstwem – co się dokonało.

Na zakończenie (napisałem już tak dużo, że Przezacna Maria – mój Szef i Anioł Stróż w Redakcji Kuriera – pewnie mnie „zabije”) jedna jeszcze uwaga. Propagandyści radziecko/rosyjscy (i nie tylko oni) wymyślili i używają dwóch krzywdzących terminów. Pierwszy z nich to „przepisywanie historii”. W ich pojęciu jego użycie sugeruje, że ten który krytykuje, koryguję lub w ogóle odrzuca ich historyczne brednie – fałszuje historię. Starają się oni by tak ten termin („przepisywanie historii”) był rozumiany. Przepisuje = fałszuje! Hola szanowni! To nie tak! Jeśli prostowanie propagandowych kłamstw i poszukiwanie oraz głoszenie historycznej prawdy chcecie nazywać „przepisywaniem historii” to proszę bardzo! Tak, to jest „przepisywanie” – ale jedynie w technicznym tego słowa znaczeniu. W miejsce Waszych bzdur „wpisywana” jest prawda – nic więcej! Ot, jakie to jest „przepisywanie”!

Drugie pojęcie to „historia alternatywna” lub „historyk alternatywny”. Tymi określeniami „są raczeni” wszyscy, którzy ośmielają się głosić historię różną od tej „uznanej” i „oficjalnej”. Co w tych określeniach złego? Ano, tak się złożyło, że większość ludzi zna takie pojęcie jak „medycyna alternatywna”. W świadomości wielu (nie ważne czy jest to usprawiedliwione czy nie) „medycyna alternatywna” jest albo mniej warta od „medycyny”, albo nawet „niepoważna”. Tak więc jest to taki „psychologiczny chwyt” propagandystów – poprzez użycie składowej „alternatywna/alternatywny” chcą przelać zwątpienie i lekceważenie związane z pojęciem „medycyna alternatywna” na krytykujących ich propagandę historyków. Przy tym liczą na to, że nikt nie zauważy tego, iż owi „alternatywni historycy” potrafią logicznie udowodnić swe „alternatywne teorie”, gdy w odróżnieniu od nich „historycy oficjalni” (przynajmniej ci z nich, co propagandzie służą) opowiadają oczywiste banialuki. Dlatego mam prośbę, by pokrzyżować propagandystom i lizusom plany nazywając tych, których oni zwą „historykami alternatywnymi” i to co nazywają „historią alternatywną” – „historykami niezależnymi” i „historią niezależną”. Przecież tak jest naprawdę!

Chcę się ustrzec przewidywanych oskarżeń, więc nie ukrywam, że w znacznej części mogłem napisać ten tekst dzięki lekturze prac „historyków niezależnych” i autorów „przepisanej historii”: Suworow, Sołonin, Bieszanow… Ale nie tylko tych! Także książek Montefiore, Daviesa, Radzińskiego, Irwinga, Kernshawa, Wołkogonowa… Dzięki wysłuchaniu wywiadów Żukowa (Andrieja), Mleczina, Isajewa. Nawet dzięki przeczytaniu generalskich i marszałkowskich pamiętników: Żukowa (Georgija), Rokossowskiego, Mansteina, Bagramiana, Guderiana, Riabyszewa. Także wspomnień Bereżkowa. „Wspierając się” na nich i korzystając ze zdrowego rozsądku jestem gotów KULTURALNIE, LOGICZNIE i RZECZOWO o każdej z tez mego tekstu rozmawiać, dyskutować i się o nie sprzeczać. Chętnych (po raz kolejny) na kawę do Drohobycza zapraszam. Redakcja Kuriera wie, gdzie mnie można znaleźć…

Artur Deska

Tekst ukazał się w nr 11 (375), 15 – 28 czerwca 2021

Artur Ryszard Deska (1964). Niemłody i brodaty wielbiciel fajki, dobrych książek, filozofii oraz historii. Poeta. Pasjonat zdrowego rozsądku i bezkompromisowy krytyk panoszących sie i rozdętych: relatywizmu tudzież poprawności politycznej. Jesienią 2003 roku, po kolejnym kryzysie (nadciśnienie, serce i cukrzyca) postanowił „dożyć swoich dni inaczej” – złożył w kościele „śluby prywatne”, wyjechał z Polski, osiadł w Drohobyczu i zajął się działalnością charytatywną. Od listopada 2003 roku zastępca Dyrektora Caritas Samborsko-Drohobyckiej Diecezji UGKC. Założyciel i wieloletni Dyrektor Centrum Wolontariatu Caritas w Drohobyczu. „Ojciec” i wychowawca wielu pokoleń wolontariuszy. Współzałożyciel Ukraińskiej Grupy Humanitarnej. Od 2014 roku – opiekun „drohobyckiej” wspólnoty Tatarów krymskich. Mimo cyklicznie powtarzanych i apokaliptycznych diagnoz lekarzy – wciąż żyje i walczy. Motto: „Bóg kocha wariatów...”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

X