W sobotę, 5 kwietnia, Kabaret „Czwarta rano” zaprosił „leofilów” i „hemarofilów” uczcić 124. urodziny Mariana Hemara. Dawna Jagiellońska, dziś Hnatiuka we Lwowie – tu znajdował się Teatr Żydowski, a później krótko – Teatr Polski. Obecnie tu gra Pierwszy Ukraiński Teatr dla Dzieci i Młodzieży. Od wczesnego dzieciństwa aż do wyjazdu z miasta poeta mieszkał wraz z rodziną w kamienicy pod numerem 11, dlatego dziedziniec teatralny otrzymał nieoficjalną nazwę „podwórko Hemara”.
fot. Aleksander Kuśnierz / Nowy Kurier Galicyjski
W tym roku pogoda nie dopisała, mimo to przyszli stali przyjaciele kabaretu i sympatycy twórczości Mariana Hemara ze Lwowa i z Polski. Trudno o bardziej udany prezent dla autora ponad dwóch tysięcy piosenek niż… piosenka, która zabrzmiała tego dnia. Zbigniew Chrzanowski przeczytał fragment wiersza Hemara „Kto rządzi światem?” z 1961 roku. To był jeden z wierszy, który Hemar napisał do swojej stałej audycji w Radiu Wolna Europa. Natomiast Wiktor Lafarowicz przeczytał wersję ukraińską, której autorem jest Andrzej Karpiński. Wieczorem kabaret zagrał koncert pod motywem przewodnim: „Kto rządzi światem?”.
Marian Hemar
KTO RZĄDZI ŚWIATEM?
Po latach rozmyślań,
niemal u schyłku życia,
dokonałem niezmiernie
głębokiego odkrycia.
Moje wielkie odkrycie
raz na zawsze, niezbicie
rozwiązuje odwieczną
zagadkę, mianowicie,
rozstrzyga nieomylnie,
ustala niezachwianie
ostateczną odpowiedź
na ciekawe pytanie,
co dręczy nas od wieków
i wciąż wraca od nowa:
Kto rządzi światem? Jaka
mafia anonimowa?
Nie wierzcie w bajki.
Nie ma żadnego Synhedronu
sekretnych władców nie ma.
Nie ma „Mędrców Syjonu”.
Więc to bajka. I bujda,
że „światem rządzą kobiety”
i nieprawda, że światem
rządzą Żydzi – niestety.
Nie my, t.j. nie oni.
Nie Żydzi i nie masoni,
nie mormoni, nie kwakrzy
nie fabrykanci broni.
Nie junkrzy, nie sztabowi
wojskowi kondotierzy,
nie monopole, kartele,
bankierzy ni bukmacherzy,
Nie związki zawodowe,
nie „standard oil”, nie Watykan,
nie internacjonałka
kalwinów czy anglikan,
nie międzynarodówka
komuny, czy „kapitału” –
Ktoś inny. Kto? – pytacie.
Zaraz, ludzie, pomału.
Gotowiście na wszystko?
Ha, dobrze, jam też gotów.
Słuchajcie: światem rządzi
wielka zmowa idiotów.
Światem rządzi sekretna
międzynarodówka
agresywnego durnia
i nadętego półgłówka.
Trade union grafomanów,
tajna loża bęcwałów,
klub ćwierćinteligentów,
konfederacja cymbałów,
areopag jełopów,
jałowych namaszczeńców,
pompatycznych ważniaków,
indyczych napuszeńców.
To oni, sprzymierzeni
w powszechnym związku, który
rozstrzyga o powodzeniu
teatru, literatury,
Gramofonowej płyty,
filmu, obrazu, symfonii.
To oni decydują
o kulturze, to oni.
Przydzielają posady
stypendia, nagrody, szanse,
ordery, renumeracje,
bonusy i awanse.
Samym instynktem głupoty
odnajdują się wzajem.
Rozumieją się wspólnym
językiem i obyczajem.
I hasłem, które woła
z ochotą raźną i rączą:
kretyni wszystkich krajów
łączcie się! Więc się łączą.
Przeciw wszelkim ambicjom,
przeciw wszystkim talentom,
przeciwko swoim wrogom,
przeciw nam – inteligentom.
To oni – pan generał,
co dziś rozumie bezwiednie,
jak dziś szach mach, wygrać
wszystkie wojny poprzednie.
To cenzor, który skreśla
wszystkie mądre kawały,
tak, aby w rękopisie
same głupie zostały.
To krytyk, co bełkoce,
chociaż nikt go nie słucha
i czepia się cudzego
pióra, jak wesz kożucha.
Ekonomista, który
kosztem ogólnej nędzy
uzdrowi „wymianę dewiz”
i „pokrycie pieniędzy”.
To polityk, mąż stanu
dyplomata, co wkopie
niewinnych ludzi w Azji,
w Afryce i w Europie
w tak trudne sytuacje,
w tak kręte labirynty,
w tak polityczne kanty
w dyplomatyczne finty,
że z nich jedyne wyjście
na świat i światło Boże –
przez wojnę, której nikt nie chce,
przez rzeki krwi i morze.
No cóż, oni nas trzymają
w ryzach, za twarz i pod batem.
to ONI – i to jest właśnie
ta mafia, co rządzi światem.
A jaka na nich rada?
Bo czuję, moi mili,
że z dziecięcą ufnością
pytacie mnie w tej chwili,
Muszę prawdę powiedzieć,
wbrew ufności dziecięcej:
niestety, nas jest za mało.
Durniów jest znacznie więcej.
My skłóceni, więc słabi.
durnie zgodni, więc silni.
my się często mylimy.
durnie są nieomylni.
My sceptycy, zbłąkani
na ziemi i na niebie.
A ONI tak aroganccy
i tacy pewni siebie
i tacy energiczni,
że serce z trwogi mdleje.
Ach, nie znam żadnej rady.
Mam tylko jedną nadzieję.
Żyję tylko tą drobną
otuchą i nadzieją,
że my umiemy śmiać się.
A durnie nie umieją.
Kto wie… może po wiekach,
kto wie… może w oddali,
to jedno przed durniami
obroni nas i ocali.
Tym śmiechem was zasłonię
i do serca przygarnę.
I może nie pójdziemy
ze wszystkim na he… marne
1961
– Dzisiejsze wydarzenie jest dla nas, lwowiaków, szczególnie bliskie sercu. Kiedy zobaczyliśmy ogłoszenie, że robicie coś takiego, no to skrzydła urosły i trzeba było w tym miejscu w dniu dzisiejszym oczywiście być, a wieczorem na spektaklu. Dla każdego lwowiaka Hemar to jest coś, co trzeba nosić w sercu i my to robimy – powiedział Józef Winiarski, lwowiak, obecnie zamieszkujący na Dolnym Śląsku. – Niezależnie od tego, gdzie się znajdujemy. A na tym podwórku są takie nasze osobiste przeżycia, ponieważ ta klatka, te balkony symbolizują nasze własne podwórka, które my pamiętamy. Podwórka, gdzie mieszkali nasi pradziadkowie i dziadkowie. Jeszcze i my mieszkali, ale później, jak to się mówi, życie porozrzucało. Także to miejsce oddaje szczególną aurę, tą jego obecność. Losy miał, jakie miał, ciężkie, rozrzucone po całym świecie. Mój brat w tym roku był na jego mogile, bo mieszka w Anglii. Zawsze, jak tylko jest okazja, staramy się odwiedzać miejsca, które dla nas lwowiaków są szczególnie bliskie sercu. Także serdecznie wszystkim polecam na przyszły rok tu być, bo ta atmosfera powinna być stale. Pokazując to młodym pokoleniom, zachowujemy naszą lwowską tradycję. No i nasze „ta joj”, żeby wszystko tak się działo, jak jest! – dodał.
fot. Anna Gordijewska / Nowy Kurier Galicyjski
Zapytałam Sławomira Gowina, kierownika kabaretu „Czwarta Rano”, od czego wszystko się zaczęło?:
– Jak zakładaliśmy kabaret „Czwarta Rano”, to pewien przypadek zrządził, że szukając sali do prób, dostaliśmy propozycję, żeby sobie próby urządzać dokładnie w pomieszczeniu, które jest tutaj za mną, za tymi drzwiami. A udostępnił nam tę salę teatr, bo tutaj w tym podwórku cały czas jest teatr, teraz on się nazywa Pierwszy Ukraiński Teatr Dramatyczny. Wówczas zdaliśmy sobie sprawę, że właśnie to jest podwórko, w którym Hemar mieszkał, spędził swoją lwowską młodość do 1925 roku, kiedy wyjechał robić karierę w Warszawie w kabarecie „Qui Pro Quo”.
I tutaj pod jego lwowskimi oknami kabaret „Czwarta Rano” się narodził. Po pewnym czasie doszliśmy do wniosku, że to podwórko trzeba w jakiś sposób przywrócić pamięci i zorganizowaliśmy 118. urodziny Mariana Hemara w roku 2019, bo Hemar urodził się w 1901 r. No i tak się już utarło, że niektórzy to podwórko nazywają „podwórkiem Hemara”, z czego jesteśmy bardzo dumni, bo to nasza inicjatywa i nasza zasługa. Taki skromny kabarecik, można powiedzieć, taki sukces publiczny osiągnął. Natomiast, tak mówiąc bardziej serio, no to później mieliśmy różne przygody, bo była pandemia, teraz wiadomo – jesteśmy w okresie wojennym. Mam nadzieję, że już następne urodziny Hemara będziemy obchodzić w atmosferze bardziej radosnej, festynowej, bo bywało już tutaj, że puszczaliśmy balony do nieba, że otwieraliśmy 120 szampanów. Mam nadzieję, że te dobre czasy wrócą. A tymczasem spotkaliśmy się dzisiaj z okazji 124. urodzin. Pogoda nas tutaj troszeczkę przywołała do porządku, jest słonecznie, ale chłodno. Zaśpiewaliśmy piosenkę, tak symbolicznie spotkaliśmy się tutaj w gronie najwierniejszych leofilów i hemarofilów. Znów pod jego oknami.
Marian Hemar urodził się we Lwowie w 1901 roku, studiował na Uniwersytecie Jana Kazimierza. Po przeniesieniu się do Warszawy zyskał sławę jako autor tekstów między innymi dla kabaretu „Qui pro Quo”. Po II wojnie światowej osiadł na stałe w Anglii, gdzie zmarł w 1972 roku. Tęsknota za Lwowem – miastem dzieciństwa i młodości – to także stały motyw w jego twórczości.
Anna Gordijewska





















