Załamać się nad opłatkiem pl.freepik.com

Załamać się nad opłatkiem

Święta za pasem – kolejny rok ma się ku końcowi. Naturalną koleją rzeczy są zaś podsumowania i refleksje, którym tym razem szczególnie trudno nadać optymistyczny ton. Świat, nigdy przesadnie statyczny, a mimo to zmieniający się w pewnych ramach, zdaje się najpierw wyskoczył z nich, a teraz turla się w różnych, trudnych do przewidzenia kierunkach. My, obywatele, możemy tylko spoglądać ze zgrozą, jak na naszych oczach pękają konwenanse, zasady ustępują miejsca frazesom, a wynoszone na piedestał wartości zredukowane zostają do pustych komunałów, którymi tłumaczy się to, co stoi z nimi w sprzeczności. Rok 2025 wystawił na próbę naszą wiarę i kazał nam odpowiedzieć sobie, w co tak właściwie jest ona skierowana.

Na pierwszy ogień – i nie jest to słowo użyte przypadkowo – Ukraina. Kraj, który wbrew wszelkiej logice broni się, choć na przeszkody nie do przebycia natrafiał już więcej, niż jeden raz. Sytuacja Kijowa nie jest dziś łatwa, tak jak nie była ani razu, począwszy od 2022 roku. Z jednej strony mamy idącą jak po grudzie – a mimo to naprzód – armię rosyjską i wszystko to, co się za nią ciągnie (terror, kłamstwa, niewolę), z drugiej zaś Zachód, który może i wcześniej monolitem nie był, ale mimo to działał wokół pewnej osi, zdeterminowanego bronić swojej pozycji Waszyngtonu oraz kryjących się pod jego parasolem demokracji europejskich. Dziś to właśnie z samego jej serca, z Białego Domu, napływają głosy, które brzmią niepokojąco zbieżnie z kremlowską propagandą. Widzimy, jak ekipa amerykańskiego prezydenta daje się nabrać na żenująco proste sztuczki, bądź co może nawet bardziej prawdopodobne, sama prosi się, aby jej je podtykano. Widzimy bowiem konfrontację zupełnie odrealnionego, opartego na niewiedzy oglądu świata z twardym realizowaniem imperialnego interesu. Naprawdę, są dzisiaj za oceanem ludzie, którzy w kapitulacji upatrują sukcesu, w uleganiu pozornej sile siły, a w pomiataniu sojusznikami sprawczości. Stoi za tym bowiem zupełnie odmienna wizja interesu narodowego, który nie uwzględnia już dominującej pozycji jednego państwa. Stany Zjednoczone pod obecnymi rządami celowo zamierzają oddać swoją pozycję hipermocarstwa, celem wycofania się do wykreślonej na kolanie strefy wpływów. Taki format zakłada bowiem, że hipermocarstwa nie ma, jest tylko obcy ideologicznie fantazmat o takowym, którego utrzymywanie jest co najwyżej kosztowne. Z drugiej strony, przekonanie o roli i sprawczości Ameryki, jakie stoi za myśleniem obecnej administracji, oparte jest o hipermocarstwową wszechmoc. To Ameryka decyduje o kształcie światowej polityki, to ona reglamentuje, gdzie ustępuje pola innym. Dochodzimy tu do swoistego rozdwojenia jaźni, w którym z jednej strony koncentrujemy się na stawianiu kontry rosnącej w siłę ChRL, z drugiej zaś stajemy się wobec niej pobłażliwi, sygnalizujemy gotowość do akceptowania rozszerzania strefy wpływów, jak miało to miejsce w przypadku insynuacji urzędującego prezydenta w kwestii Tajwanu. Taka strategiczna niekonsekwencja bronić się może w nurcie krajowej polityki, wytrawni gracze natomiast wykorzystają ją jako platformę do wywalczania dla siebie korzyści. Rosjanie rozumieją bowiem, że racja stanu jest jedna, a wszelkie próby zmieniania jej definicji wbrew faktom kończą się szkodą dla tego, kto je podejmuje. Tu jednak wymagana jest głębsza refleksja, a tej w impulsywnej, krótkowzrocznej rzeczywistości, może zwyczajnie nie być.

Ukraina miała wyjątkowego pecha przekonywać się o tym na własnej skórze, czy raczej na skórze swoich żołnierzy oraz cywilów. Na dodatek, trudności te nakładają się na problemy z mobilizacją, czy utrzymaniem zaangażowania zachodnich partnerów. Do tych należy również Polska, w której nie dzieje się najlepiej. Realizowanie przez zwaśnione obozy odmiennych wizji politycznych, przy tworzeniu rządu przez jeden, a zajmowaniu najważniejszego stanowiska w państwie przez drugi, rodzi konflikty, utrudniające funkcjonowanie w warunkach nadzwyczajnych, które, zdaje się, znaczna część społeczeństwa skutecznie wyparła. Sympatia do Ukraińców w Polsce spada, przyjmują się za to narracje ksenofobiczne, znajdujące odbicie w rozmaitych badaniach opinii publicznej. W siłę rośnie skrajna prawica, także ta ze skrzydła o inklinacjach jawnie prorosyjskich, co również wpisuje się w ogólnoeuropejską tendencję. Obserwujemy zmęczenie starymi siłami politycznymi, często o ugruntowywanych przez dziesięciolecia pozycjach, czego najlepszym przykładem są spadki sondażowe brytyjskiej Partii Pracy, przy równoczesnym wzroście nie odwiecznych rywali, torysów, a przede wszystkim Reform UK Nigela Farage’a, jednego z głównych orędowników wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej.

Eurosceptycy mogą czuć się o tyle pewniej, że zza oceanu wyłonił się im nowy protektor. Władze Stanów Zjednoczonych krytykują ostatnimi czasy wspólnotę bardziej, niż Rosję, zarzucając jej między innymi stosowanie cenzury, czy wyzbywanie się swoich kulturowych korzeni, poprzez napływ migrantów z Afryki i Bliskiego Wschodu. Posługują się przy tym narracją i retoryką żywcem wyjętą z internetowych dyskusji zwolenników skrajnej prawicy, stanowiących zlepek uprzedzeń, teorii spiskowych i wyolbrzymiania faktów. Słuchając niektórych wypowiedzi czołowych przedstawicieli amerykańskiej administracji, można by odnieść wrażenie, że poprawność polityczna Brukseli stanowi dla świata większe zagrożenie, niż imperializm rosyjski, który wszak odwołuje się do „tradycyjnych wartości”. Przy czym, zarówno w jednym, jak i w drugim przypadku, mówimy o wartościach zinstrumentalizowanych, naginanych do woli i pod dyktando nieznoszącej sprzeciwu, skrajnej interpretacji.

W samej Rosji nie dzieje się lepiej. Owszem, kraj i jego mieszkańcy pozostają w nacjonalistyczno-wojennym amoku, współistniejącym z typowym dla niego i ich marazmem, jednak nie jest tak, jak chciałaby to widzieć rządowa propaganda. Zamiast zwycięskiego marszu od miasta do miasta, mamy krwawą kampanię w Donbasie i gigantyczne straty. Wraz z nią, dziesiątki tysięcy – jeżeli nie więcej – inwalidów, ludzi o skrzywionej psychice i byłych więźniów, którzy wywalczyli sobie ułaskawienie. Wszyscy oni wracają do rzeczywistości, która nie ma im za wiele do zaoferowania – ani terapii, ani wysokich zarobków, ani prestiżu… Ani niczego innego, poza alkoholem i narkotykami. Kreml wie, że już w tym momencie zafundował sobie olbrzymią rzeszę nieodnajdujących się w nowym świecie, zbiedniałych weteranów, z doświadczeniem w zabijaniu i głowami przepełnionymi wielkoruskimi hasłami. Zdaje się jednak, że póki co odwraca od tego wzrok, przekładając zdobycie Pokrowska nad zapanowanie nad tym, w co może odkształcić się społeczeństwo. Zwłaszcza, gdy gospodarka – wbrew temu, co twierdzą niektórzy eksperci – trzeszczy i łapie zadyszkę, przestawiona na tory wojenne i z perspektywą tego, że kiedyś znów będzie musiała stać się cywilną. Z jednej strony więc, dla rządzących w Moskwie kontynuacja wojny byłaby błogosławieństwem, z drugiej zaś trudno powiedzieć, ile ta Rosja jeszcze wytrzyma. Profilaktycznie więc Kreml idzie po swoje dwutorowo, równocześnie wzmagając presję militarną na Ukrainę i dyplomatyczną na Zachód, zwłaszcza na jego najsłabsze ogniwo, Amerykanów. Niespodziewanie, okazało się, że wymusić ustępstwa może być łatwiej na hipermocarstwie, niż na kraju, który miał się wcale nie bronić – ba, miało go nawet nie być.

Trudno w tym wszystkim widzieć świat – a już tym bardziej przyszłość – w różowych barwach. I choć to nie o różowe chodzi, to jednak dobrze by było, by obraz nasz nie był ciemniejszy, niż jest w rzeczywistości. To, czy poddajemy się, chylimy głowy i oczekujemy najgorszego, czy utrzymujemy silną wolę i chociażby tylko trzymamy pion na froncie wojny informacyjnej, ma w makroskali fundamentalne znaczenie. Złamanie społeczeństw Polski i Ukrainy, jak i całego Zachodu, jest jednym ze strategicznych celów Rosjan. Chociaż tego starajmy się im nie ułatwiać, a zasiadając do wigilijnej kolacji pamiętajmy o tym, że w trudnych czasach głos oraz myśli każdego z nas ma znaczenie. Oraz że, na przekór wszystkiemu, pozostajemy wspólnotą. I o tym nie wolno nam zapomnieć. Mimo wszystko, może nawet wbrew wszelkiej logice – nie załamujmy się. Świat zawsze jest gotów nam dać ku temu okazję i to od nas zależy, czy poddajemy się, czy idziemy dalej.

Maciej Serżysko

Tekst ukazał się w nr 23-24 (483-484), 19 grudnia 2025 – 15 stycznia 2026

X