Z naszej przeszłości. Ludzie, miejsca, wydarzenia. Lipiec Jacek Malczewski przy sztaludze przed swoją pracownią w majątku Karola Lanckorońskiego w Rozdole. Fot. Edward Trzemeski, ok. 1886.Cyfrowe Muzeum Narodowe w Warszawie. DOMENA PUBLICZNA

Z naszej przeszłości. Ludzie, miejsca, wydarzenia. Lipiec

„Pamięć o przeszłości oznacza zaangażowanie w przyszłość”
Św. Jan Paweł II

Jacek Malczewski „Autoportret z muzą”, 1905, Lwowska Narodowa Galeria Sztuki Borysa Woźnickiego

15 lipca1854 roku, 170 lat temu, w Radomiu urodził się Jacek Malczewski, polski malarz, jeden z głównych przedstawicieli symbolizmu przełomu XIX i XX wieku. Urodził się w starej, ale pozbawionej majątków ziemskich rodzinie szlacheckiej. Był synem Juliana, który wpoił synowi idee patriotyzmu, zamiłowanie do polskiej literatury romantycznej i Marii z Korwin Szymanowskich. Kształcił się w Krakowskiej Szkole Sztuk Pięknych, m.in. pod kierunkiem Jana Matejki. W latach 1875‒1877 uczęszczał do paryskiej Szkoły Sztuk Pięknych. Na jego osobowość artystyczną miały wpływ liczne podróże: do Włoch, Azji Mniejszej, Lwowa, Wiednia, Monachium. To właśnie we Lwowie, w 1903 roku, miała miejsce pierwsza indywidualna „Wystawa stu dzieł Jacka Malczewskiego” zorganizowana przez Towarzystwo Przyjaciół Sztuk Pięknych. Całe swoje twórcze życie artysta związał z Krakowem. Pełnił funkcję profesora, a latach 1912‒1914 był rektorem krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. Jako profesor mawiał do swoich wychowanków: „Malujcie tak, aby Polska zmartwychwstała”. Wieloletnia przyjaźń łączyła go z Karolem Lanckorońskim, wybitnym znawcą i pasjonatem sztuki oraz archeologii, wytrawnym podróżnikiem, zaangażowanym w życie kulturalne i mecenat artystyczny. Malarz wielokrotnie gościł w jego dobrach w Rozdole koło Lwowa. Wykonał tam wiele rysunków i akwarel, składających się na swoistą kronikę życia rezydencji. Zachowały się fotografie zrobione w Rozdole około 1886 roku przez zasłużonego lwowskiego fotografa Edwarda Trzemeskiego. Na jednej z nich malarz siedzi na koniu w grupie innych jeźdźców przed pałacem, na drugiej widzimy go przy sztaludze przed urządzoną dla niego w majątku pracownią malarską. Jacek Malczewski zmarł 8 października 1929 roku w Krakowie i pochowany został w Krypcie Zasłużonych w kościele Paulinów na krakowskiej Skałce. Na krótko przed śmiercią został uwieczniony przez Jana Henryka Rosena na na powstającym wówczas malowidle w lwowskiej katedrze ormiańskiej. Jest tam ukazany w scenie Ukrzyżowania jako św. Franciszek z Asyżu, na kolanach adorujący triumfującego na krzyżu Zbawiciela. Artysta, który niewątpliwie czcił świętego i malując jego obraz w 1908 roku nawet nadał mu własne rysy twarzy, został przez Rosena przedstawiony w habicie franciszkańskim, w którym jako tercjarz, czyli członek III Zakonu św. Franciszka ‒ Franciszkańskiego Zakonu Świeckich, zgodnie ze swoją ostatnią wolą został pochowany. W roku 1936 imię Malczewskiego nadano jednej z ulic na lwowskiej Kastelówce, w pobliżu Wzgórz Wuleckich (obecnie ul. Romanyćkiego).

Funkcjonująca od czasów zaborów ‒ utworzona w 1897 roku i otwarta 10 lat później – Lwowska Galeria Obrazów (obecnie Lwowska Narodowa Galeria Sztuki im. Borysa Woźnickiego) posiada aktualnie w swych zbiorach aż 68 obrazów olejnych pędzla Jacka Malczewskiego (w tym 11 autoportretów) oraz 18 jego rysunków i akwarel. Jest to największa dziś, przechowywana poza obecnymi granicami Polski, kolekcja dzieł malarza. Znalazły się one już wśród pierwszych prac zakupionych do zbiorów Galerii w 1902 roku. W 1908 roku instytucja posiadała 28 obrazów i szkiców malarskich Malczewskiego, a w 1939 roku, tuż przed wybuchem II wojny światowej – 36. Wiele z nich pochodziło z prywatnych (i przekazanych w darze galerii) zbiorów m.in. Piotra Dobrzańskiego, przyjaciela artysty (m.in.: „Poranek, „Portret Piotra Dobrzańskiego”). W 1925 roku galerię wzbogacił „Portret Tadeusza Barącza”, przekazany przez Erazma Barącza. W 1940 roku podczas sowieckiej okupacji, w wyniku przeprowadzanej wówczas „reorganizacji” do zbiorów Galerii włączono m.in. obrazy znajdujące się dotąd w Muzeum im. Lubomirskich stanowiącym część Ossolineum(m.in.: „Pytia”, „Zatruta studnia”) oraz w Bibliotece Baworowskich, obrazy ze zbiorów Bolesława Orzechowicza („Chrystus przed Piłatem”) będące częścią Muzeum Narodowego im. Jana III we Lwowie, płótna (m.in.: „Autoportret z postacią kobiecą”) ze zbiorów hr. Leona Pinińskiego czy Ukraińskiego Muzeum Narodowego we Lwowie. W 1978 roku pozyskano „Portret Antoniego Lanckorońskiego z żoną”, uważany do tamtej pory za zaginiony. Bogaty zbiór obrazów Malczewskiego we Lwowie, obejmujący wszystkie okresy twórczości malarza, stanowi dziś ważne dopełnienie liczącej kilka tysięcy prac kolekcji jego dzieł znajdujących się w kraju.

Tadeusz Sendzimir. Fot. IPN/YouTube

15 lipca1894 roku,130 lat temu, we Lwowie urodził się Tadeusz Sendzimir, wybitny polski inżynier, metalurg i przedsiębiorca, odnoszący znaczne sukcesy głównie w USA, znakomity wynalazca, który zrewolucjonizował światowe stalownictwo. Przyszedł na świat w rodzinie Kazimierza Sędzimira herbu Ostoja, wysokiego urzędnika państwowego we Lwowie i jego żony Wandy, w kamienicy przy położonej nieopodal Politechniki ul. św. Teresy 12. Ukończył znajdujące się w pobliżu kościoła św. Marii Magdaleny renomowane IV Gimnazjum Klasyczne (jego absolwentami byli m.in. pisarze Kornel Makuszyński, Jan Parandowski, polityk Maciej Rataj, bp metropolita lwowski Bolesław Twardowski, czy kardynał krakowski Adam Stefan książę Sapieha). W wieku chłopięcym rozmiłował się w polskiej literaturze romantycznej i „Trylogii” Henryka Sienkiewicza (swemu pierworodnemu synowi nada potem imię Michał Jerzy na cześć Wołodyjowskiego). Rozwijał jednocześnie swoje zainteresowania chemiczne dzięki wsparciu wuja – Tadeusza Tołłoczki – profesora chemii nieorganicznej na Uniwersytecie Lwowskim im. Jana Kazimierza. W latach 1912–1914 studiował na Wydziale Mechanicznym Politechniki Lwowskiej. Podczas I wojny światowej pracował w kijowskich warsztatach samochodowych, a następnie w Rosyjsko-Amerykańskiej Izbie Handlowej, gdzie płynnie opanował język angielski oraz rosyjski. Pod koniec wojny wyjechał przez Władywostok do Szanghaju, gdzie założył fabrykę śrub, drutu i gwoździ. W 1929 roku zamknął fabrykę w Chinach i na krótko wyjechał do USA, gdzie zaprojektował linię galwanizacyjną w Butler w Pensylwanii. W 1930 roku wrócił do Polski. W 1932 w Nowym Bytomiu uruchomiono walcarkę według jego pomysłu, a w 1933 roku w Kostuchnie pod Katowicami – pierwszą na świecie linię ciągłego walcowania i cynkowania blach stalowych. W maju 1934 roku opracował i uruchomił w Hucie Pokój oryginalną linię produkcyjną do ciągłego walcowania blach cienkich na zimno wedle własnego pomysłu. Linia pracowała przez kilkadziesiąt lat, produkując początkowo 400 ton blachy miesięcznie, by po ulepszeniach osiągnąć tuż przed wybuchem wojny wydajność 1000 ton. Zrewolucjonizowanie w latach 30. XX wieku technologii obróbki stali było pierwszym wyjątkowym osiągnięciem inżyniera Tadeusza Sendzimira. Jego wynalazki zapewniły także rozwój technologii wykorzystywanych przez wojsko: dzięki bardzo cienkim blachom przemysł zbrojeniowy mógł zbudować pierwsze radary lotnicze. Był posiadaczem 120 patentów w górnictwie i metalurgii, z czego 73 w USA. Wspierał finansowo wiele instytucji i organizacji polonijnych w USA. Wspomagał Fundację Kościuszkowską, od 1964 roku był członkiem jej rady nadzorczej, stworzył przy niej fundację własnego imienia. Był też m.in. prezesem Rady Polskiego Instytutu Nauk i Sztuk w Nowym Jorku. Rodzinny Lwów, który opuścił mając 21 lat w czasie pierwszej wojny światowej, odwiedził w międzywojniu i na krótko przed śmiercią, w 1989 roku. Będąc już w sędziwym wieku, zarządzanie firmą przekazał swojemu pierworodnemu synowi Michałowi, który rozwinął ją w koncern o światowym zasięgu. Zmarł 1 września 1989 roku w swojej letniej rezydencji w miejscowości Jupiter koło Palm Beach na Florydzie. Pochowano go w trumnie z ocynkowanej stali, sporządzonej ściśle według jego technologii, na cmentarzu w Bethlehem pod Waterbury, gdzie od 1974 roku mieściła się główna siedziba Sendzimir Engineering Corporation (obecnie firma nazywa się Sendzimir Innovation by Design). W czasie uroczystego pogrzebu odegrano polski hymn oraz „Marsz żałobny” Fryderyka Chopina. W latach 1990–2004 imię wybitnego inżyniera ze Lwowa nosił zakład przemysłowy w Krakowie (w dzielnicy Nowa Huta) Huta im. Tadeusza Sendzimira, będąca niegdyś jednym z największych producentów stali w Polsce.

Huta im. T. Sendzimira w Krakowie. Fot. Anna Kaczmarz / Polskapresse / Dziennik Polski
Stanisława Korwin Szymanowska. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

17 lipca 1884 roku,140 lat temu, w Orłówce (Orłowa Bałka koło Jelizawetgradu, dziś Kropywnycki) urodziła się Stanisława Korwin Szymanowska, polska śpiewaczka, sopran liryczno-koloraturowy, siostra wybitnego kompozytora Karola Szymanowskiego, prawykonawczyni i jedna z najlepszych interpretatorek jego dzieł wokalnych. Przez trzy lata (1903–1906) we Lwowie uczyła się śpiewu pod kierunkiem Zofii Kozłowskiej. 23 października 1906 odbył się jej debiut sceniczny. Na scenie Teatru Miejskiego (obecnie Opera) we Lwowie zaśpiewała w „Opowieściach Hoffmanna” Offenbacha. W roku 1909, we Lwowie, w prywatnej kaplicy arcybiskupa ormiańskokatolickiego Józefa Teodorowicza, Stanisława wzięła ślub z „Neczkiem”, Stefanem Bartoszewiczem, przemysłowcem naftowym, absolwentem Politechniki w Karlsruhe, który w Szwajcarii uzyskał stopień doktora nauk technicznych. Po zamążpójściu nie zaniechała kariery, poświęcając się również pracy pedagogicznej. W Teatrze Miejskim łącznie występowała przez cztery sezony artystyczne. Była znakomitą interpretatorką i popularyzatorką pieśni brata. Już po śmierci kompozytora, w 1938 roku, tuż przed swoim przedwczesnym zgonem opublikowała cenne wskazówki „Jak należy śpiewać utwory Karola Szymanowskiego”. Dla niej, prócz perfekcjonizmu warsztatowego, było oczywiste, że „Szymanowskiego nie wolno śpiewać bez wzruszenia”. To właśnie Stanisławie, która z całej rodziny była mu najbliższa, zadedykował Szymanowski kilka utworów: pieśń „Daleko został cały świat” z cyklu 6 pieśni op. 2, „VierGesänge” op. 41, a przede wszystkim „Słopiewnie” op. 46. Stasia wykonała partię Roksany w premierowej inscenizacji „Króla Rogera” w warszawskim Teatrze Wielkim w 1926 roku. Śpiewała zawsze z pamięci, w kilku językach – francuskim, niemieckim, włoskim, rosyjskim, hiszpańskim, czeskim i oczywiście polskim. Jej repertuar obejmował dzieła około stu kompozytorów, od Monteverdiego do Brittena. Miała nienaganną dykcję. W ciągu trzydziestu lat intensywnej kariery śpiewała na scenach teatrów muzycznych i filharmonii w takich miastach, jak Paryż, Wiedeń, Praga, Mediolan, Rzym, Berlin, Ryga, Bukareszt, Liége i wielu innych. Jako pedagog pracowała w konserwatoriach i szkołach muzycznych w Warszawie, Wilnie, Lublinie, Katowicach.

Rodzeństwo Szymanowskich (od lewej): Stanisława, Feliks, Karol i Anna, lata 90. XIX wieku, fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Życie nie szczędziło jej bolesnych ciosów. Tragedia dotknęła jej rodzinę w 1925 roku. Śmiertelnemu wypadkowi uległa wówczas we Lwowie jej czternastoletnia córka, Alusia Bartoszewiczówna. Na dziewczynki, bawiące się w ogrodzie runęła kamienna figura. Do zdarzenia doszło w czasie rekreacji na terenie gimnazjum sióstr Sacré Coeur przy Pl. św. Jura, do którego uczęszczała córka Stanisławy Korwin Szymanowskiej. Załatwianiem formalności pogrzebowych zajął się brat Karol, przebywający w tym czasie we Lwowie. Zwierzył się Jarosławowi Iwaszkiewiczowi, że był to najtrudniejszy okres w jego życiu. Stanisława z powodu doznanego wstrząsu straciła dziecko, które nosiła pod sercem. Karol Szymanowski cykl pieśni do słów Kazimiery Iłłakowiczówny, „Rymy dziecięce”, dedykował „Pamięci Alusi”. Pamiętał również o siostrze, pogrążonej w bólu i żałobie po śmierci dzieci. Kiedy zginęła Alusia, Szymanowski pracował nad utworem zamówionym przez przemysłowca Bronisława Krystalla, który chciał uczcić pamięć zmarłej młodo żony. Kompozytor zmienił plany i zamiast Mszy żałobnej – Requiem napisał „Stabat Mater” – „Stała Matka Bolejąca” do pięknego przekładu autorstwa pochodzącego z Oszmiany wileńskiego poety Czesława Jankowskiego. Utwór, gotowy w 1926 roku, trzy lata czekał na prawykonanie. Odbyło się ono w warszawskiej filharmonii 11 stycznia 1929 roku. Stanisława zaśpiewała partię sopranu, a dyrygował Grzegorz Fitelberg. Transmisji radiowej tego koncertu przysłuchiwał się wzruszony Karol, przebywający wówczas w Austrii na kuracji w sanatorium w Edlach. Rok po warszawskim prawykonaniu utwór zabrzmiał we Lwowie.

Stanisława była stałą uczestniczką koncertów kompozytorskich brata we Lwowie, poczynając od pierwszego, który odbył się 25 marca 1912 roku. Wykonała wówczas przy współudziale Artura Rubinsteina po raz pierwszy w historii „Barwne pieśni” op. 22 Szymanowskiego. Osiem lat później, 17 marca 1920 roku w sali Polskiego Towarzystwa Muzycznego (obecnie sala Filharmonii) w kolejnym koncercie kompozytorskim brata, zaśpiewała z jego towarzyszeniem w roli akompaniatora jego pieśni. 17 stycznia 1922 roku we Lwowie doszło do prawykonania przez Stanisławę Korwin Szymanowską skomponowanych do słów Jarosława Iwaszkiewicza „Pieśni muezzina szalonego” op. 42 i dwóch pieśni z cyklu „Słopiewnie” op. 46 (bis) do słów Juliana Tuwima.

Mieszkała we Lwowie przy ulicy Batorego 32 (obecnie Kniazia Romana), gdzie wielokrotnie odwiedzał ją brat, z którym toczyła ożywione dysputy na tematy muzyczne. Przyznawała, że „Karol był dla mnie czymś więcej niż ukochanym bratem, on był światłem mojego całego życia, on był jak cieplarnia, w której rozwinęły się moje uczucia, moje poglądy, moja sztuka wokalna, mój gust muzyczny”. Była obecna przy jego śmierci w Lozannie 29 marca1937 roku. Towarzyszyła mu w klinice w ostatnich chwilach życia, trzymała go za rękę, czytała mu, mówiła do niego aż do ostatniego tchnienia – zmarł 15 minut po północy. Potem jechała z Szwajcarii przez pół Europy, w wagonie przewożącym trumnę z jego ciałem do Ojczyzny. Zmarła niespełna dwa lata po nim 7 grudnia 1938 roku w Katowicach w wieku 54 lat. Została pochowana w grobowcu rodzinnym Bartoszewiczów na Cmentarzu Łyczakowskim, obok tragicznie zmarłej córki Alusi. Dzięki interwencji warszawskiego muzykologa, badacza muzycznego dziedzictwa Lwowa, dra Michała Piekarskiego, który zwrócił uwagę na pogarszający się stan grobowca, w 2022 roku został on odnowiony w ramach prac renowacyjnych, prowadzonych co roku na Cmentarzu Łyczakowskim przez Narodowy Instytut Polskiego Dziedzictwa Kulturowego za Granicą POLONIKA.

Odnowiony grobowiec Bartoszewiczów na Cmentarzu Łyczakowskim we Lwowie, w którym spoczywa Stanisława Korwin Szymanowska. Fot. Kazimierz Świetlicki, 2024.

 

Ryszard Filipski jako wachmistrz Soroka w „Potopie” Jerzego Hoffmana. Fot. Filmweb

17 lipca 1934 roku, 90 lat temu, we Lwowie urodził się Ryszard Filipski, polski aktor i reżyser filmowy i teatralny. Był dyrektorem Teatru Ludowego w Nowej Hucie (1975–1979), następnie kierownikiem Zespołów Filmowych „Kraków” (1980–1981) i „Iluzjon” (1982–1987). Jako aktor najbardziej kojarzony jest z filmową rolą majora Henryka Dobrzańskiego, w filmie Bohdana Poręby „Hubal” (1973). Został także zapamiętany jako wachmistrz Soroka, przyboczny Kmicica z „Potopu” (1974) w reżyserii Jerzego Hoffmana. Zmarł 22 października 2021 roku. Został pochowany na cmentarzu parafialnym w Żukowie (powiat grodziski). Janusz Majewski, polski reżyser urodzony we Lwowie, w książce „Ostatni klaps. Pamiętnik moich filmów” wspominał Ryszarda Filipskiego następująco: „Był on, w moim przekonaniu, jednym z najlepszych, najbardziej filmowych aktorów, jacy pojawili się w Polsce. Był kimś takim jak kiedyś Jean Gabin czy Spencer Tracy lub teraz Gérard Depardieu. Sama prawda, silna osobowość, budzący zaufanie zabijaka. Emanowała z niego siła i wiarygodność, niezależnie od tego, czy grał postać pozytywną, czy negatywną”.

 

Arcybiskup Józef Teodorowicz, Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

25 lipca 1864 roku,160 lat temu, w Żywaczowie koło Horodenki urodził się Józef Teofil Teodorowicz, polski duchowny katolicki, arcybiskup lwowski obrządku ormiańskiego w latach 1902–1938, teolog, polityk, poseł na Sejm Ustawodawczy, a następnie w latach 1922–1923 senator I kadencji w II RP. Był znakomitym mówcą, a z racji zainteresowania sprawami narodowymi zyskał przydomek „drugiego Skargi”. W takiej roli dał się poznać już jako młody duchowny w 1891 roku w Brzeżanach podczas obchodów stulecia uchwalenia Konstytucji 3 maja, gdy wygłaszając wówczas mowę, przypominał o utraconej niepodległości, o tęsknocie za wolnością i polską państwowością, o misji Rzeczypospolitej jako przedmurza chrześcijaństwa, apelował o pojednanie między Polakami i Ukraińcami, zachęcał do pracy nad wykorzenieniem wad oraz do wytrwałej modlitwy za Ojczyznę. Już wtedy wierzył w rychły powrót Polski na mapy świata. W latach 1908–1930 przeprowadził gruntowną renowację katedry ormiańskiej we Lwowie, którą z jego inicjatywy wybitny artysta z Krakowa Józef Mehoffer ozdobił w 1913 roku mozaikami, a ponad dekadę później Jan Henryk Rosen, odkryty przez niego młody artysta z Warszawy, wypełnił słynnymi dziś malowidłami. Na jednym z nich („Ukrzyżowanie”) Rosen ukazał swego dobroczyńcę dwukrotnie – jako św. Grzegorza Oświeciciela i jako św. Tomasza z Akwinu. Arcybiskup Teodorowicz zmarł w 1938 roku we Lwowie. Przeżył 74 lata, w tym 52 lata kapłaństwa i 37 lat biskupstwa. Pochowany został na Cmentarzu Obrońców Lwowa wśród lwowskich orląt.

Fragment malowidła ściennego „Ukrzyżowanie” autorstwa Jana Henryka Rosena (1927–29) w katedrze ormiańskiej we Lwowie, na którym zostali przedstawieni Jacek Malczewski (jako św. Franciszek – klęczący na pierwszym planie) i inicjator powstania malowideł abp Józef Teodorowicz (jako św. Grzegorz Oświeciciel – trzeci od prawej w górnym rzędzie i jako św. Tomasz z Akwinu –pierwszy po prawej na pierwszym planie, w habicie dominikańskim). Fot. Kazimierz Świetlicki, 2024

Po II wojnie światowej (prawdopodobnie w 1971 roku), w obawie przed profanacją ciała hierarchy współpracownicy i wychowankowie Teodorowicza przenieśli je po kryjomu do grobowca jednej z rodzin lwowskich. Według innej wersji wydarzenie to miało mieć miejsce już w 1940, a więc w czasie pierwszej okupacji sowieckiej. Od 1991 środowisko ormiańskie w Polsce czyniło starania o godny pochówek ostatniego arcybiskupa ormiańskiego, ale sprawa ta długo nie mogła znaleźć swojego szczęśliwego finału, choć dawny grobowiec Teodorowicza na Cmentarzu Orląt został odnowiony w ramach prac renowacyjnych, prowadzonych przez śp. min. Andrzeja Przewoźnika, sekretarza Rady Pamięci Miejsc Walk i Męczeństwa. Ostatecznie starania te zostały uwieńczone sukcesem i po dwudziestu latach od ich podjęcia 7 czerwca 2011, arcybiskup Teodorowicz spoczął w miejscu pierwotnego pochówku – na Cmentarzu Obrońców Lwowa.

Przygotowała Joanna Pacan-Świetlicka

Tekst ukazał się w nr 13 (449), 16 – 25 lipca 2024

X