XI Piesza Pielgrzymka Rzeszów – Lwów

W dniach 25–30 czerwca ponad 250 osób uczestniczyło w XI Pieszej Pielgrzymce z Rzeszowa do Lwowa pod hasłem „Miłość żyje w rodzinie”.

Po przekroczeniu granicy polsko-ukraińskiej pielgrzymów przywitał arcybiskup lwowski Mieczysław Mokrzycki, który o poranku 28 czerwca przewodniczył wspólnej modlitwie w kościele w Mościskach. Natomiast na ostatnim odcinku szlaku do pątników dołączył biskup pomocniczy archidiecezji lwowskiej Edward Kawa, który sprawował Mszę św. w katedrze lwowskiej i wygłosił homilię.

Po spotkaniu z pątnikami z całej Polski bp Kawa określił, że jego zdaniem, jest to Pielgrzymka Ogólnopolska z Rzeszowa do Lwowa. Zauważył też, że podobnie jak w czasie drogi do Jerozolimy nie wszyscy przyjmowali Jezusa i nie wszyscy byli nim zachwyceni, tak nie wszyscy stojący na chodnikach lwowskich ulic chcieli przyjąć z rąk polskich pielgrzymów obrazek z modlitwą.

– Większość była radosna, wykazywała entuzjazm, ale nie wszyscy, i to jest obraz współczesnego świata – wyjaśnił biskup Kawa. – To jest obecna rzeczywistość, w której żyjemy. To jest nasza codzienność. Dlatego takich katolików, takich wiernych dzisiaj potrzebujemy. Tych, którzy nie będą pasywnie milczeć, ale którzy z odwagą, z pasją będą mówić prawdę o Bogu, prawdę o Kościele, prawdę o tym co jest wieczne, czego wszyscy potrzebujemy, abyśmy byli szczęśliwi, abyśmy żyli pełnią życia.

– Raz puszczone w ruch „koło” pielgrzymki do Lwowa nabiera coraz większych obrotów i pewnie tego nie da się powtrzymać – powiedział dla Kuriera ks. Władysław Jagustyn, proboszcz parafii św. Krzyża w Rzeszowie i dyrektor pielgrzymki. – Bo zaczynało się od 70 osób, a w tym roku z Rzeszowa wyszło nas prawie trzysta. Niektórzy na dzień – dwa, z nich zaś 250 osób doszło do Lwowa. Przychodzimy z programem duszpasterskim, który jest też realizowany w Kościele rzymskokatolickim na Ukrainie: zaprosić Świętą Rodzinę do wszystkich rodzin. Dlatego też wołamy tym zawołaniem, które pochodzi z myśli św. Matki Teresy: „Miłość żyje w rodzinie”. Przez to wezwanie modlimy się o pokój na Ukrainie, o jedność, o pokój w rodzinach, o pokój w małżeństwach, o uratowanie każdego małżeństwa, każdej rodziny, o silną wiarę dla młodzieży. Mamy nadzieję, że spotkanie z ludźmi, rozmowa w różnych językach, a nade wszystko wspólna modlitwa jest już widocznym owocem Bożej miłości, która nas umacnia, która pomaga nam podjąć krzyż, przeżyć pokutę. Jest to ekstremalna pielgrzymka, ekstremalna nasza Droga Krzyżowa, ekstremalne misje w drodze. Idziemy dzięki temu, że widzimy ludzi, którzy wiarę zachowują, całymi rodzinami wychodzą na drogę, którzy chcą nam towarzyszyć, błogosławią i, rzecz przedziwna, tak ufają, że przekazują nam prośby w wielorakich intencjach i równocześnie zapraszają na przyszłość – zaznaczył ks. Władysław Jagustyn.

– Szedłem już siódmy raz z Rzeszowa do Lwowa – dodał Józef Pytko z Rzeszowa. – Nie da się opisać tego przeżycia. Po prostu trzeba przejść, pomimo trudów, skwaru. Raz deszcz, raz upał, ale naprawdę nie zamieniłbym tego za najlepszy urlop. Jeżeli chodzi o przyjęcie na Ukrainie, to jesteśmy pełni podziwu i zachwytu. To, jak mówi staropolski obyczaj: „gość w dom, Bóg w dom”. To jest piękna sprawa. Bóg zapłać wszystkim, którzy nas przyjmują, pozdrawiają po drodze. Niesamowite przeżycie.

W Hodowicy koło Lwowa pielgrzymów uroczyście przywitali katolicy dwóch obrządków, Polacy i Ukraińcy. Po wspólnej modlitwie w cerkwi greckokatolickiej wszyscy przyszli pod kościół, gdzie odbyło się spotkanie z mieszkańcami wsi. Ks. Aleksander Kusyj, który dojeżdża tu z katedry lwowskiej, przywitał pielgrzymów i dokonał z księżmi katolickimi dwóch obrządków poświęcenia odnowionego krzyża misyjnego. Młodzież i dzieci przygotowały koncert dla pielgrzymów, a dorośli poczęstowali pątników z Polski. Potem zaprosili na nocleg do swoich domów.

– Osiem lat temu zwrócił się do mnie ksiądz z Nawarii i poprosił, abyśmy przyjęli pieszą pielgrzymkę z Rzeszowa do Lwowa – wyjaśniła dla Kuriera Natalia Spodaryk, mieszkanka Hodowicy, Polka. – Byłam trochę zaskoczona ponieważ nas, rzymskich katolików, jest bardzo mało we wsi, ale, z drugiej strony, podjęłam taką decyzję, że jeżeli to jest wezwanie, to muszę w jakiś sposób na nie odpowiedzieć. Dołączyli do nas też grekokatolicy. Przyszło 90 osób. Wszystkich pielgrzymów przyjęliśmy, nakarmiliśmy, rozmieściliśmy. Oni zadowoleni poszli dalej. I tak co roku przychodzą do nas. To był też impuls dla nas, ponieważ pielgrzymi przychodzili do kościoła, który był zaniedbany, porośnięty krzakami, no i było nam naturalnie wstyd. W 2015 roku uporządkowaliśmy kościół, a od zeszłego roku odprawiamy już tam Msze święte. Cieszymy się, radujemy się, że przyjmujemy pielgrzymów z Polski. Jestem bardzo wdzięczna naszym mieszkańcom, większość z nich to są grekokatolicy Ukraińcy.

– Dla nas wszystkich jest to możliwość zaświadczyć o jedności – powiedział ks. Jurij Cehelskyj, proboszcz greckokatolickiej parafii w Hodowicy. – O jedności jako dzieci jednego Kościoła katolickiego przede wszystkim w modlitwie, również jako świadectwo bliskości naszych narodów. Musimy budować nasze relacje od nowa, od czystej kartki, na prawdziwej miłości, poszukiwać tego, co możemy robić wspólnie, aby służyć Panu Bogu, naszym narodom, ukraińskiemu i polskiemu, przyczynić się do tego, abyśmy wszyscy razem doszli do Królestwa Bożego.

Po Mszy św. w katedrze lwowskiej pielgrzymi, którzy dojechali autokarami z Rzeszowa do Lwowa, odwiedzili też Cmentarz Łyczakowski, gdzie odprawili Drogę Krzyżową.

Konstanty Czawaga

Fot. Konstanty Czawaga

{gallery}gallery/2019/rzeszowska_pielgrzymka_2019_czawaga{/gallery}

X