Przed stu laty rozpoczął się rok 1926. Z Czym Rzeczpospolita wchodziła w ten nowy rok możemy przeczytać w „Słowie Polskim”.
Artykuł redakcyjny dotyczy spraw aktualnych i dziś: „Dokąd idziemy”.
Przy sposobności rozpoczęcia nowego roku, który w umysłach naszych przyzwyczailiśmy się wiązać z pojęciem zakończenia pewnego okresu i wejścia w okres nowy, warto oderwać się od zagadnień chwili i oddać się nieco ogólniejszym rozważaniom. Ma się prawo przypuszczać, że takie rozważania, pozwalające na ogarnięcie szerszych horyzontów, odsłonią prawdziwy obraz naszego stanu i rozwoju. Można też będzie zadać sobie pytanie: dokąd idziemy? Odważmy się stwierdzić, że o ile chodzi o danie odpowiedzi na podobne pytanie, to wypadki i zdarzenia ubiegłego roku dostarczają bardzo dużo materiału.
Chcemy zbudować i budujemy silne państwo, silną Polskę. Rozważamy elementy, jakie się na to składają. Silny rząd, zasobny i dobrze administrowany skarb, sprężysta i kierująca się dobrem ujęciem racji państwowej administracja, pomyślny rozwój gospodarczy, wewnętrzna spoistość, wyrażająca się w silnem przywiązaniu całej ludności do idei państwowej – oto do czego dochodzimy w tych rozważaniach.
Problem silnego rządu, problem centralny dla potęgi państwowej możemy rozwiązać tylko w sposób swoisty na gruncie własnych doświadczeń. Mieliśmy rząd większościowy, następnie rząd pozaparlamentamy oparty już o wszystkie strony Sejmu, wreszcie mamy rząd koalicyjny, w którym te różne strony Sejmu zdecydowały się już otwarcie współpracować. Faktem jest, mimo inne pozory, że każdy z tych rządów oznaczał etap na drodze krzepnięcia idei silnych rządów w Polsce.
Doświadczenie jeszcze nie zamknięte, bo w społeczeństwie jest jeszcze ciągle żywa idea ugruntowania mocnego rządu: nastąpią zatem nowe etapy, ale zasadniczo jesteśmy na dobrej drodze. Rząd koalicyjny dobrze zaczął, bo umiał zdobyć się na posunięcia nawet niepopularne, gdy uznał je za konieczne.
Głównym punktem naszej metody było ustalenie zasady rządów polskiej większości, jako ośrodka krystalizacyjnego. Nie oznacza jednak ta zasada odepchnięcia od wpływu na losy państwa wszystkich tych mniejszości, które staną szczerze na gruncie idei państwowej. Ale wciąganie ich w obręb życia państwowego winno się odbywać stopniowo, organicznie.
Tak się przedstawiają nasze doświadczenia w zakresie twórczości państwowej w ostatnim roku. Są one bogate. Świadczą o żywotności narodu i inicjatywie jego politycznych przewodników.
Na pytanie: dokąd idziemy, dają odpowiedź, że jesteśmy na drodze ciągłego rozwoju w dość wyraźnym kierunku i o wcale mocnych konturach.

Gazeta przypomina o ważnych Datach historycznych w styczniu.
W styczniu rozegrały się dwa z ostatnich aktów tragedii Polski: w dn. 13-go stycznia r. 1772 ukazał się manifest prusko-rosyjski, ogłaszający pierwszy rozbiór Polski, zaś 16 stycznia r. 1793, roku drugiego rozbioru. Prusacy zaanektowali dzisiejszą Wielkopolskę. Dzień 5-go stycznia 1795 r. był dniem trzeciego rozbioru Rzeczypospolitej.
Te same Prusy niespełna półtora wieku po rozgrabieniu Polski, zwyciężono przez koalicję, zasiadły dnia 13 stycznia 1919 r. do rokowań pokojowych, których rezultaty jęły w ramy Traktatu Pokojowego. Traktat został przez nie w rok później tj. dnia 10 stycznia 1920 r. ratyfikowany.
Deklaracja przed Kongresem amerykańskim prezydenta Wilsona o przyszłych warunkach pokoju wygłoszona została 8-go stycznia r. 1918.
Historia chciała, żeby po zabraniu nam Pomorza przez Prusaków w dn. 13 stycznia r. 1773 r., w 104 lata i 4 dni później wojska polskie objęły znowu w posiadanie tę część Rzeczypospolitej, w dn. 17 stycznia r. 1920 i zatknęły tam znaki polskie. Znaki, którym w dn. 21 stycznia r. 1633 składał hołd książę Brandenburski, a których potęgę ugruntował jeszcze pogromca Krzyżaków spod Płowiec – król Władysław Łokietek, koronując się uroczyście w dn. 20 stycznia tego roku w Krakowie.
Przypominamy również niemniej ważne wydarzenia historyczne, które w różnych latach w styczniu przypadają: 3 stycznia r. 1259 – pierwszy najazd Tatarów na Polskę; 3 stycznia r. 1212 – najazd Litwinów; 6 stycznia r. 1634 – bunt Chmielnickiego, który zapoczątkował krwawy okres wojen kozackich; 9 styczeń r. 1797 był dniem początku tworzenia Legionów Dąbrowskiego; w dn. 11 stycznia r. 1917 ukonstytuowała się Rada Stanu; tego samego dnia, lecz w r. 1807 utworzono pierwszy Rząd Tymczasowy Księstwa Warszawskiego; w nocy z dn. 15 na 16 stycznia r. 1862 rząd rosyjski zarządził brankę młodzieży warszawskiej do wojska; był to moment rozstrzygający w wybuchu powstania; 19 stycznia 1649 r. otwarto pierwszy urząd pocztowy w Warszawie; dzień 20 stycznia r. 1826 jest datą śmierci Staszica; wreszcie w dn. 24 stycznia r. 1566 hetman Jan Zamojski pobił wojska austriackie arcyksięcia pod Byczyną, a nazajutrz jego samego wziął do niewoli; król Stefan Batory zaprowadza i upaństwawia pocztę polską, nadając w dn. 29 stycznia r. 1583 w Niepołomicach przywilej szlachcicowi florenckiemu Sebastianowi Montelupiemu na jej eksploatację.

Odnowienie klasztoru dominikanów we Lwowie szłoby cała parą, gdyby nie… finanse – jak zawsze.
Od 1895 do 1914 r. ciągnęły się prace restauracyjne koło kościoła o.o. Dominikanów, poczem przystąpić miano do konserwacji klasztoru, rażącego zaniedbaniem zewnętrznem. Wojna stanęła temu na przeszkodzie i ledwie tego roku powiodło się Konwentowi podjąć urzeczywistnienie dawnych zamiarów. Prace nie są jeszcze całkowicie przeprowadzone, gdzie główny cel restauracii został już uskuteczniony i to na chlubę zarówno ofiarnego Konwentu, jak i kierownika konserwacji, archit. Wawrz. Dajczaka, dzięki zgodnej opinji, iż raczej konserwować, niż restaurować należy architekturę zabytkową.
Zabiegi ostatnie nie wniosły niczego nowego w dobrze zharmonizowaną całość zabytkową, ograniczając się wyłącznie do odświeżenia, utrwalenia i podkreślenia szczegółów architektonicznych, słabo lub całkiem niewidocznych przed restauracją. – Pod tym względem prace przeprowadzone zostały wzorowo, albowiem z rzetelnem uszanowaniem przeszłości, czego, niestety, nie można powiedzieć o ostatnich restauracjach innych gmachów zabytkowych we Lwowie. Zwłaszcza konsekwentnie pozostawiono kamieniem, co było z kamienia, pokrywając tynkiem tylko cegłę. Przy odbijaniu starej zaprawy, odsłonięte szczegóły kamienne odczyszczono i uzupełniono, nie pokrywając ich już z powrotem. W ten sposób podkreślono imponującą siłę potężnych przypór skośnych, wzniesionych z ciosów kamiennych, widocznych na zewnątrz od placu Dominikańskiego i odkryto daty na nich.
Po olbrzymim pożarze miasta 1527 r. okazała się potrzeba gruntownego przebudowania klasztoru, a następnie i zwiększenia w postaci dwupiętrowej części z osobnym dziedzińcem i szczegółami architektonieznemi w stylu renesansu (16–17 w.). Z powodu pożarów i może niezbyt dobrze związanych nowych części ze staremi okazała się potrzeba wzmocnienia murów potężnemi przyporami ciosowemi, które po części wytrzymać mają też napór sklepień. W okresie budowania kościoła w połowie 18 w. przybyło też niejedno w klasztorze, o tyle okazałym wewnątrz, o ile skromnym na zewnątrz.
Współczesną kościołowi jest też dekoracja zakrystji. Na piętro prowadzą z westybulu o trzech filarach schody, ujęte w przepiękną balustradę kamienną z cechami rokoka. Rokokową jest również dekoracja stiukowa kaplicy zakonnej nad zakrystią, chociaż portal skarbca na tem samem piętrze jest renesansowy razem z innemi dwoma, jako świadectwo pochodzenia tej znów części budynku z 16–17 w.
Do klasztoru należy też sąsiednia w zaułku ormiańskim kamienica, posiadająca w parterze piękne sklepienie gotyckie z wydatnem żebrowaniem a ozdobiona nad wejściem herbem Dominikanów (pies z pochodnią) z datą: „A. D. 1741 D. 24 Junji”, która oczywiście wskazuje tylko na jakąś gruntowniejszą restaurację, ponieważ architektura dołu pochodzi z epoki wcześniejszej. Z tej kamienicy prowadzi wyjście na ul. Skarbkowską z fasadą klasztoru, wznoszącą się ongiś nad fosą obronną i dlatego tak skromną i z oknami dolnemi, wysoko umieszczonemi.
Osobliwością wnętrza klasztoru oprócz wspomnianego krużganka, refektarza, zakrystji, wspaniałych korytarzy i przepięknej klatki schodowej jest jeszcze skarbiec, archiwum i niezwykle akustyczna sala na piętrze dzwonnicy, słynna z tego, iż szept w jednymi rogu dochodzi do uszu w drugim, jako głośna rozmowa. Akustyczność tę zawdzięcza sklepieniu żaglowemu i kształtowi kwadratowemu.
W podziemiach kościoła mieści się drugi niejako kościół, wypróżniony z trumien w czasie epidemii cholery w 1831 roku, do którego w każdym Wielkim Tygodniu odprawiano tu nabożeństwa żałobne przy nieistniejącym już dziś ołtarzu. W podziemiach tych ukrywa się pięć alabastrowych pomników rycerzy (16–17 w.) dłuta rzeźbiarzy lwowskich ze szkoły Jana Phistera. Kaplica ta pozostaje od dawna w zaniedbaniu, chociaż ze względu na piękną architekturę i owe pomniki stanowczo powinne być uporządkowane i udostępniona.
Konwent pragnie i z tem się uporać, ale sprawa ta i odwilgocenia klasztoru od strony arsenału to twardy orzech do zgryzienia w czasach obecnej sytuacji finasowej.
Kronika Stanisławowska informowała o wydarzeniach w tym regionie:
Pomyślny objaw. Od kilku tygodni wychodzi tutaj nowy organ ruski „Seljanskij Prapor“. Pismo prowadzone rozsądnie i trzeźwo, nie zapełnia szpalt swych napaściami na Polskę i dlatego też i rzecz prosta lwowskie „Diło“ w numerze z dnia 3 stycznia 1925 w artykule wstępnym poświęca całą niemal stronę „Seljanskiemu Praporowi”. Ton artykułu naturalnie wybitnie napastliwy, z którego aż nazbyt wyraźnie przeziera obawa, że pismo to może odebrać herojom z UNDO niejednego zwolennika, znudzonego bezpłodna polityką swych przewódców. Dodajemy przytem, że za miesiąc odbędzie się w Stanisławowie kongres ruskich włościan organizowanych przez „Selański Prapor”, co także „Diło” przyprowadza o rozpacz.
Odezwa. Wydział T-wa Teatru im. Moniuszki wydał odezwę do ogółu mieszkańców miasta z prośbą o poparcie interesów Twa przez wpisywanie się na członków T-wa. Inicjatywa ta zasługuje na pełne poparcie ze strony obywateli miasta, którzy chyba dobrze rozumieją jak dalece ważną placówką kulturalną jest w naszem mieście teatr.
Kronika Przemyska donosi miedzy innymi o skradzeniu bielizny…
Z „Sokoła”. „Teatr amatorski Sokoła” rozpoczął drugi rok swej pracy scenicznej 3-aktową sztuką Winawera „Znajomek z Fiesole”. Tak dużo dobrej woli, tyle zapału, taką moc sił wkładają członkowie i członkinie w umiłowaną przez siebie scenę, że, choćby się im czasem co nie najzupełniej powiodło, niepodobna przyganiać. Znajomość amatorów ze „Znajomkiem” T. Winawera nie spotkała się z uznaniem publiczności więc trudno ich tu chwalić, chociaż p. Łazot. jako Derka, p. Nowakowa, Jafica byli „pierwszą klasą”, inni panowie zanadto trzymali się budki suflerskiej – panie zaś – Makuszówna i Westfałewiczówna na razie muszą się zadowolić zachętą do dalszych występów.
Okradziony, Wieczorem dnia 2, bm. nieznany sprawca włamał się do mieszkania urzędnika poczty Osowskiego, przy ul. Grunwaldzkiej 1. 56 i zabrał dwa zegarki, garderobę i trochę gotówki.

Ponieważ jest zima, więc moda sportowa Na narty.
Ostatni czas pomyśleć o wykończeniu i uzupełnieniu zimowego stroju sportowego, gdyż pierwsze dnie stycznia stanowią najmilszy okres dla wszelkich sportów zimowych. Tak narciarze, jak saneczkarze, a nawet zwykli spacerowicze, cenią sobie bardzo te mroźne, a jasne przeważnie i pogodne dnie.
Przyjemność i używanie wtedy dopiero osiągną szczyt, gdy strój sportowy będzie bez zarzutu, to jest, gdy będzie miał te wszystkie zalety, jakich od niego wymagamy. Przyozdobienie zaś go wcale nie wymaga wielkich kosztów, trzeba jedynie uważać, aby żaden szczegół nie wykraczał przeciwko ściśle sportowemu charakterowi takiego odzienia.
Zwykle wystarczy poprostu odświeżenie zeszłorocznej garderoby i uzupełnienie jej jakimś nowym szczegółem. Nowy sweter w jednym z modnych obecnie kolorów, szykowna czapeczka skórzana lub wełniana, kilka par barwnych skarpetek do wkładania na botki, albo też jaskrawy szal – nadadzą starszemu nawet ubiorowi cechy nowości i oryginalności.
Barwa materjału powinna być „neutralna”, by nie podlegać tak bardzo wahaniom mody, wtedy ubiór ten nie będzie noszony zawsze i przez cale dnie, więc powinien przetrwać kilka sezonów. Kolorami godnymi polecenia są: szary, drap, lub szaro-zielony, krój winien być prosty, nieskomplikowany.
Spódnica ma z przodu bardzo głęboki odwrócony kontrafald. Jest to bardzo praktyczna nowość, gdyż pozwala chodzić swobodnie i poruszać się w głębokim nawet śniegu. Zwracamy uwagę na jeden szczegół tego stroju, a mianowicie, że brzeg czapeczki ma deseń w szachownicę i ten sam wzór, w tych samych kolorach, powtarza się na wyłożonym brzegu skarpetek.
Wszelka zwolenniczka sportów nosi pod takim kostiumem szerokie spodenki w kratkę i jednostajny, zwykle wyciągany przez głowę sweter tego samego koloru co kratka spodenek. Spodenki są u dołu wąskie, a w górę mające kształt spodni do konnej jazdy, czyli typu „breeches‘ów”.
Górną cześć tego stroju stanowi żakiet skórzany, przybrany futerkiem z opossum.
Wiadomości bieżące
– Nieznany cykl A. Grottgera. Wiosną 1925 odnalazły dwie Polki, p. J. Umińska i Miss Kennedy, znane tłumaczki „Nieboskiej Komedji” Krasińskiego na język angielski, w zbiorach Victoria and Albert Museum w Londynie, nieznany dotychczas cykl A. Grottgera „Warszawa II” z r. 1862, zawierający 7 plansz, z których cztery są zupełnie nowe, trzy zaś przekomponowane gruntownie i postawione na znacznie wyższym poziomie artystycznym. Cykl ten wydala obecnie Książnica-Atlas T.S.N. w opracowaniu Dra M. Tretera. Jedną z reprodukcji z tego cyklu zamieszczamy w dzisiejszym dodatku ilustrowanym „Słowa Polskiego”.

– Budka na cele lotnictwa. Koło Kawiarni wiedeńskiej po stronie pomnika Sobieskiego zwraca od kilku dni uwagę budka, ozdobiona emblematami lotniczemi, ze śmigą, sterczącą na wieżyczce budki. Budka ta to owoc zabiegów obywatelskiego komitetu obrony państwa dzielnicy IV, który jako komitet powiatowy wojewódzki Ligi O.P.P. pod przewodnictwem prof. Boreckiego stara się przysporzyć dochodów także drogą sprzedaży dzienników i drobiazgów. W budce tej oprócz wszystkich dzienników krajowych i zagranicznych, nabywać można papier, słodycze, widokówki itp. Spodziewać się należy, że publiczność otoczy stałą opieką wspomnianą budkę, i w ten sposób tanim kosztem, bo tylko pamięcią, by tu zaopatrywać się w dzienniki i drobiazgi, przyczyni się do rozwoju lotnictwa polskiego.
– Gorliwość konduktorska. Na mocy uchwały Rady miejskiej obowiązuje na MKE taryfa ulgowa (15 gr. z przesiadką) do godziny 7.30. Niektórzy konduktorzy nie chcą tego uznawać i odmawiają biletów ulgowych przed 7.30, chociaż konduktor widział, na którym przystanku pasażer wsiadł i o której godzinie. Dyrekcja MKE pouczy niezawodnie konduktorów o wykonywaniu przepisów, a czytelników przestrzegamy, aby w godzinach rannych żądali biletu natychmiast po wejściu do wozu tramwajowego.
– Co podkopało autorytet szkoły. Szkoła polska w ciągu 5-letnlego istnienia nie potrafiła się zdobyć na nic oryginalnego swojskiego mimo, że ma wspaniałe wzory własne, dziedziczone po Komisji Edukacyjnej. Ten i ów był zagranicą i zobaczył coś nowego w szkolnictwie, oczywiście nowego „na pokaz” dla obcych, wróciwszy do kraju, zaczął reformować nasze szkoły i czynić eksperymenty. Pomysły Ellen Key, Karin Micnaehs, Montessori znajdują u nas chętnych zwolenników, najbardziej jednak olśnił nas Kersthtnstemer swojemi wycinankami i malowankami. Te nieszczęsne wycinanki pochłonęły już olbrzymie sumy na specjalne kursy dla nauczycieli, utrzymywane od kilku lat w Warszawie kosztem rządu, wprowadziły ferment w gronach nauczycielskich gimnazjów, gdzie niejeden profesor od wycinanek ma taką samą płacę jak dyrektor.
Najwięcej jednak wywołały niezadowolenia wśród rodziców, którzy w wycinankach żadnej korzyści nie widzą, przeciwnie muszą ciągle łożyć koszta na nożyczki, papier, klej itp. Byłby naprawdę ostatni czas, aby tę niepopularną kosztowną zabawkę zaliczono do przedmiotów nadobowiązkowych.
Została zachowana oryginalna pisownia.
Opracował Krzysztof Szymański
Tekst ukazał się w nr 1 (485), 16 – 29 stycznia 2026
