Skazani na nienawiść? Mychajło Hruszewski, istpravda.com.ua

Skazani na nienawiść?

Geschichte gibt dem Unbedeutenden einen Sinn – Theodor Lessing (Historia nadaje znaczenie temu, co nieistotne – Theodor Lessing).

Banalność stwierdzenia, że historię piszą zwycięzcy, jest trudna do podważenia, ponieważ przez wieki historia była pisana dla tego, kto po wygranej w walce wewnętrznej aktualnie sprawował władzę. Była pisana zgodnie z wizją panującej siły politycznej, która niepodzielnie dominowała w państwie. Zawsze uwzględniano przy tym wyznanie panujące, które przez długi czas służyło jako ideologia państwowa. Począwszy od XIX wieku, trzeba było także brać pod uwagę doktryny polityczne i ideologiczne, które dominowały w ówczesnych społeczeństwach. Prawie wszystkie te czynniki musieli uwzględniać historycy podczas pisania swoich najbardziej fundamentalnych dzieł.

Dlatego teza Rankego: „pisać, jak to właściwie było”, pozostała nieosiągalnym marzeniem. Wszystko zależało bowiem od tego, kto pisał, o czym pisał, a co najważniejsze, kiedy opisywał wydarzenia historyczne. Innymi słowy, „jakość” dzieła zależała od uwzględnienia wielu kontekstów. To samo dotyczy okresu „romantycznego”, kiedy nacjonalizmy stały się pierwszoplanowym wyzwaniem dla imperiów, a historycy przyjęli rolę proroków nowej nacjonalistycznej „wiary”.

Wraz z pojawieniem się nowoczesnych ruchów narodowych, historiografia radykalnie zmieniła swoją funkcję. Zamiast gloryfikować koronowanych władców, wybitnych dowódców i sukcesy militarne imperiów, historycy zaczęli poszukiwać narodowych korzeni i dostarczać historycznych argumentów uzasadniających istnienie niepodległych narodów i ich prawa do zamieszkiwania określonego terytorium, a tym samym do własnego państwa.

Zmienił się przedmiot opisu, ale nie funkcja służebna. Od tego czasu historiografia stała się narzędziem w rękach narodu. Co więcej, plejada narodowych historyków postawiła sobie za zadanie „unarodowienie” jej jak najdalej w przeszłość. Wydawało się, że ten, kto zdoła wytyczyć linię narodowej „tradycji” jak najgłębiej w dzieje, będzie miał najbardziej przekonujący tytuł historyczny. A roszczenia były nieograniczone.

Nie miało przy tym znaczenia, że w średniowieczu istniała dynastyczna zasada dziedziczenia władzy, która bardzo różniła się od kryteriów XIX wieku. Aby lepiej dopasować się do wersji historii narodowej, nawet książętom z tej samej dynastii stopniowo przypisywano cechy narodów rywalizujących ze sobą w XIX i XX wieku. Dynastyczna zasada przekazywania i dziedziczenia władzy w pracach historycznych ustępowała miejsca opowieści o narodzie. I choć mogło to przeczyć akademickim zasadom badań historycznych, zostało to przyjęte z zadowoleniem przez patriotyczną opinię publiczną jako „prawdziwa” historia narodu, która była ukrywana i fałszowana przez obce elity imperialne.

Wraz z pojawieniem się nowych doktryn ideologicznych i masowej mobilizacji politycznej, pole działania historyków znacznie się rozszerzyło. Zadanie stało się bardziej złożone, ponieważ doszły ważne aspekty społeczne. Oprócz królów, arystokracji, szlachty, wojska, hierarchii kościelnej i burżuazji pojawili się chłopi i robotnicy. Potem pojawili się również „budziciele narodowi” – pisarze, nauczyciele, prawnicy, zawodowi politycy i rewolucjoniści. Odtąd wykład dziejów mógł także zależeć od przekonań politycznych i społecznych historyka. Rzecz jasna, kto pracował na państwowej uczelni założonej przez rządzącego monarchę, miał bardzo ograniczone pole do manifestowania osobistych przekonań politycznych, zwłaszcza rewolucyjnych. Co więcej, istniały prawa, które bezpośrednio ograniczały angażowanie się w pewne doktryny polityczne i ideologiczne.

Chyba że opracowywano koncepcję, którą można było wykorzystać do działalności wywrotowej przeciwko wrogiemu państwu sąsiedniemu. Tak rozpoczęła się kariera naukowa Mychajła Hruszewskiego w 1894 r. na austriackim Uniwersytecie Lwowskim. Był to specyficzny uniwersytet, bo z polskim, a nie niemieckim, językiem wykładowym. Z polskimi profesorami i, co najważniejsze, z zadaniem kształcenia kadr narodowych dla polskiego projektu.

Hruszewski, ze stworzoną dla niego katedrą, uzyskał wyjątkową okazję do stworzenia wielkiej narracji historycznej dla narodu ukraińskiego. To znaczy, położył akademicki fundament pod przyszłą budowę ukraińskiego państwa narodowego. Tutaj kontekst staje się kluczowy. Miał on bowiem stworzyć coś, co było prawie niewykonalne – napisać fundamentalną narrację historyczną dla Ukraińców, która by ich jednoczyła i mobilizowała do przyszłych zwycięstw. Chodziło o zjednoczenie skrajnie odmiennych środowisk ukraińskiej elity kulturalnej z masami chłopskimi poprzez historię. Jak przekształcić chłopów z kategorii „bez wpływu i znaczenia” w ważny czynnik polityczny.

Oznacza to, że centralną postacią w narracji historycznej Mychajła Hruszewskiego mógł być tylko lud, identyfikowany przez niego z narodem. Nie królowie, wysoka arystokracja i szlachta, lecz lud, który przestał znosić ucisk społeczny, religijny i narodowy i chwycił za broń. To, że role narodowe gnębicieli i gnębionych buntowników zostały sztucznie „namalowane” znacznie później, nie miało znaczenia. Bo prace historyczne Mychajła Hruszewskiego i jego szkoły miały przemawiać do milionów chłopów po obu stronach granicy pomiędzy dwoma imperiami: Rosją i Austro-Węgrami. Tam, gdzie pomimo różnic w systemach politycznych i w stosunku do ruchu ukraińskiego, chłopi byli w równym stopniu poddawani wyzyskowi ekonomicznemu przez przeważnie polskich właścicieli ziemskich. Chłopom trzeba było ukazywać przykłady tej narodowej niesprawiedliwości, wzmacniane żywymi opowieściami o ich codzienności.

Dlatego, aby udźwignąć mobilizację narodową i polityczną, trzeba było potępiać „polskich” gnębicieli. Pokazać, że tylko ci, którzy walczyli i nadal walczą z Polakami, mogą nazywać się Ukraińcami. Chociaż zarówno profesor Hruszewski, jak i ukraińskie partie w Galicji miały ograniczone pole działania, unikając w każdy możliwy sposób krytyki Austrii i rzutując swoje modele na ziemie ukraińskie w Imperium Rosyjskim, Lwów pozostał głównym polem bitwy.

Wiedeń, choć najbardziej zainteresowany poszerzeniem bazy ukraińskiego ruchu narodowego w Imperium Romanowów, chcąc je osłabiać od wewnątrz, nie tracił z oczu sytuacji w swojej prowincji galicyjskiej. Tam, dzięki wolnościom konstytucyjnym, ruch ukraiński rozwijał się bardzo szybko. A taktyka przeciwstawiania instytucjonalnie słabego ruchu ukraińskiego polskiemu charakterowi tej autonomicznej prowincji z Wiedniem jako odległym arbitrem, zaczynała zawodzić.

Na przełomie wieków ruch ukraiński w Galicji przeszedł poważną reformę partyjną i polityczną. Rusko-Ukraińska Partia Radykalna, odwołująca się do zasad socjalizmu agrarnego, rozpadła się, co dało początek dwóm nowoczesnym strukturom: Ukraińskiej Partii Narodowo-Demokratycznej oraz Ukraińskiej Partii Socjaldemokratycznej. Połączenie narodowego skrzydła radykałów z raczej amorficznymi, choć bardzo wpływowymi narodowcami, pomogło stworzyć najpotężniejszą ukraińską partię centrową w Austro-Węgrzech. Dzięki szerokiej bazie społecznej, partia zaczęła rozsądnie wysuwać postulaty autonomiczne, takie jak wprowadzenie bezpośredniego prawa wyborczego, podział kraju koronnego na część ukraińską i polską oraz utworzenie ukraińskiego uniwersytetu we Lwowie.

Warto przypomnieć, że wszystko to działo się w prowincji austriackiej, mającej status polskiej autonomii narodowej. Nic dziwnego, że każda próba wzmocnienia i instytucjonalizacji pozycji Ukraińców była postrzegana przez Polaków z wrogością. Mówiąc wprost, przyszłe plany Polaków i Ukraińców były ciasno splecione konfliktem, ponieważ obie strony rościły sobie prawa do tego samego terytorium, opierając się na tych samych historycznych narracjach. Dla Polaków były one o tyle korzystniejsze, że dawna Rzeczpospolita postrzegana była jako państwo polskie, a administracja Galicji składała się wyłącznie z Polaków. W Wiedniu funkcjonował specjalny minister do spraw Galicji, który również był Polakiem. Większość urzędników stanowili Polacy, a ludność miejska składała się głównie z Polaków i Żydów. Krótko mówiąc, polski projekt narodowy, dążący do odrodzenia państwa, stanowił bezpośrednie zagrożenie dla Ukraińców w Galicji i nie proponował im niczego poza powolną integracją (asymilacją) lub zapobieżeniem nieuchronnej klęsce.

Istniała jednak jeszcze jedna, najbardziej pokojowa i ewolucyjna opcja. Była nią zmiana reguł gry politycznej poprzez wprowadzenie powszechnych wyborów, zarówno do parlamentu, jak i do galicyjskiego sejmu krajowego. Miało to zwiększyć udział polityczny Ukraińców w zarządzaniu regionem i państwem. Planowano także zwiększenie liczby ukraińskich urzędników państwowych na wszystkich szczeblach. Utworzenie ukraińskiego uniwersytetu miało na celu intensywne kształcenie kadr i intelektualistów. Pomimo oporu Polaków, te tendencje były wyraźnie widoczne po 1907 roku, kiedy odbyły się pierwsze wybory parlamentarne po zniesieniu systemu kurialnego i wprowadzeniu powszechnych, bezpośrednich wyborów. Brutalnie przerwał je wybuch I wojny światowej w 1914 roku.

W międzyczasie, instrumenty polityczne dostępne Ukraińcom obejmowały masowe strajki rolne i obietnice dla Wiednia, że wraz ze swoimi braćmi znad Dniepru, z którymi tworzą jeden naród, mogą zniszczyć państwo Romanowów. Dlatego Wiedeń zaczął zwracać coraz większą uwagę na ruch ukraiński. Przerażała go jednak popularność radykalnych idei socjalistycznych wśród ludności ukraińskiej.

W tym kontekście interesujące jest to, że „narodnicka” koncepcja historyczna Mychajła Hruszewskiego, oparta na chłopskich i kozackich buntach, niemal ignorowała odniesienia do szlachty i demokratycznego charakteru dawnej Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Ta wizja musiała wejść w konflikt z kulturą polityczną galicyjskich Ukraińców. I to nie tylko z powodu niezgodności historycznych, takich jak „prawosławie” Kozaków i powszechna przynależność Ukraińców galicyjskich do Cerkwi greckokatolickiej. Ten konstrukt nie mógł być czynnikiem jednoczącym, z wyjątkiem jego wyraźnie antypolskiej części.

Narracja stworzona przez profesora Hruszewskiego była sprzeczna z naturą ukraińskiego ruchu politycznego w Galicji. Opierała się na powstaniach, przemocy i nielegalnym przejmowaniu władzy i majątku. Rewolucyjny charakter tej narodowej narracji historycznej był zasadniczo sprzeczny z kulturą polityczną galicyjskich Ukraińców. Wynikało to z tego, że kierownictwo wszystkich trzech partii politycznych było zdominowane przez prawników, zwłaszcza czynnych adwokatów. Dla nich jedynie istniejąca władza mogła być źródłem kolejnej. Oznaczało to: żadnego obalania władzy rewolucyjnie, żadnych nielegalnych ekspropriacji, a zwłaszcza terroru zbrojnego.

Ten mentalny konflikt między Mychajłem Hruszewskim a ukraińską polityką galicyjską ciekawie ujawnia się w historii jego relacji z Iwanem Franką i w jego ocenach Ukraińskiej Partii Narodowo-Demokratycznej. O ile w 1899 roku Hruszewski brał aktywny udział w przygotowaniu dokumentów programowych UNDP, o tyle zaledwie kilka lat później bezlitośnie je krytykował. Skrytykował program i taktykę partii oraz wszedł w niemal bezpośredni konflikt z Franką, który pozostał wierny stanowisku narodowemu.

W 1904 roku Hruszewski napisał artykuł zatytułowany „Galicja i Ukraina”, w którym stwierdził, że droga ukraińskiego ruchu galicyjskiego jest błędna i niezgodna z ruchem nad Dnieprem. Doszedł do wniosku, że jeśli ruch ten nie zostanie zunifikowany, w pewnym sensie „zukrainizowany”, to powstaną dwa odrębne narody, jak w przypadku Serbów i Chorwatów, którzy mieli wspólne korzenie etniczne, lecz religia, historia i różne praktyki polityczne doprowadziły do ich rozdzielenia. Innymi słowy, dla Hruszewskiego galicyjscy Ukraińcy byli zbyt mało rewolucyjni i marnowali cenny czas na swoje legitymistyczne „zabawy”.

Wygląda na to, że zarówno koncepcja historyczna stworzona przez Hruszewskiego dla narodu ukraińskiego, jak i jego poglądy polityczne były wyraźnie antypolskie. Należy ostrożnie oceniać koncepcje Hruszewskiego oraz jego wyraźnie socjalistyczne przekonania. Wydaje się, że nie mogły być inne, przynajmniej w kontekście tego, że musiał stworzyć ukraińską metanarrację, skierowaną do ogromnej, lecz jednolitej grupy społecznej – chłopstwa. Stąd ludowy charakter tej koncepcji i socjalistyczne poglądy Hruszewskiego.

Jednak w tym kontekście nie można przemilczeć zgodności jego idei z głównymi założeniami rosyjskiej historiografii imperialnej, która również miała wyraźnie antypolski charakter. To „zakodowało” ruch ukraiński do walki z Polakami, pozbawiając Ukraińców prawa do historii przedrozbiorowej Rzeczypospolitej. Usunięto z niej miejscową szlachtę i sprowadzono historię Ukraińców niemal wyłącznie do „nieudaczników i rezunów”.

W ten sposób ukraińska walka o państwowość została zamknięta w schematach klasowych. Redukcja do nich miała przekonywać, że ukraińskie aspiracje państwowe są daremne, ponieważ nie sposób stworzyć państwa opartego wyłącznie na jednej klasie społecznej – chłopach. Trudno sobie wyobrazić sprawiedliwość społeczną i funkcjonowanie takiego państwa. Dlatego, pomimo koncepcji „bezklasowości” narodu ukraińskiego i teorii „jednolitego nurtu”, sowiecka historiografia i propaganda łatwo wdrożyły narrację Hruszewskiego, nieznacznie ją korygując w kontekście walki klasowej. Stąd zgoda na nazywanie powstań kozackich walką narodowowyzwoleńczą narodu ukraińskiego. Stąd też „na zawsze razem” w postaci Rady Perejasławskiej. To „na zawsze razem” należy interpretować jako zawsze razem z Rosjanami przeciwko Polsce i znienawidzonemu Zachodowi, z ich demokracją, nienaruszalnością własności prywatnej, prymatem prawa oraz poszanowaniem praw człowieka i obywatela.

Koncepcja ta wyklucza Ukrainę z kontekstu europejskiego i skazuje ją na życie w ramach autorytaryzmu i despotyzmu. Dlatego też Ukraińcy powinni natychmiast rozpocząć rekontekstualizację swojej historii. Jest to niezwykle trudne w kontekście krwawej wojny o własne istnienie. Trudność ta wynika także z faktu, że znaczna część historyków (jeśli nie większość) myśli w kategoriach historii zinstrumentalizowanej. Kiedy historia nie jest w pełni nauką, lecz środkiem edukacji patriotycznej, współcześni mają wpatrywać się w postaci historyczne z przeszłości i zawdzięczać im swoją teraźniejszość, zapominając, do jakich kłopotów może doprowadzić ślepe trzymanie się ideologicznych doktryn oraz bezkrytyczne obstawanie przy narodowej narracji historycznej.

Więcej o wpływie rewolucyjnych Naddnieprzan na legitymistów galicyjskich, pojawieniu się idei radykalnych nacjonalistów na zachodniej Ukrainie oraz przyczynach ich antypolskiej orientacji w kolejnych artykułach serii.

Wasyl Rasewycz

Artykuł został przygotowany w ramach projektu „Ukraińsko-polska przeszłość: rekontekstualizacja i wyzwania czasu”.

Projekt dofinansowany przez Centrum Mieroszewskiego w ramach II Otwartego Konkursu.

źródło: iq.net.ua

X