O Zjeździe Organizacji Mniejszości Polskiej na Ukrainie fot. Aleksander Kuśnierz / Nowy Kurier Galicyjski

O Zjeździe Organizacji Mniejszości Polskiej na Ukrainie

Zjazd Organizacji Mniejszości Polskiej na Ukrainie, który odbył się w dniach 2–5 października 2025 roku w Brzuchowicach, swoją obecnością zaszczycili przedstawiciele polskich instytucji państwowych. Prezentujemy wywiady nagrane w trakcie tego wydarzenia, w których rozmówcy opowiadają o znaczeniu wsparcia Polaków za granicą, pielęgnowaniu języka i kultury oraz budowaniu kontaktu z ojczyzną.

Z Marcinem Wojciechowskim, wicedyrektorem Biura Polonijnego Kancelarii Senatu RP, rozmawiała Anna Gordijewska.

Panie Dyrektorze, jakie znaczenie ma to wydarzenie z perspektywy Senatu RP?

To ogromny zaszczyt być na Zjeździe Organizacji Polskich na Ukrainie. Reprezentuję Biuro Polonijne Kancelarii Senatu, którego jestem wicedyrektorem. Nasze biuro w imieniu Senatu ogłasza i organizuje konkurs dotacyjny. To obecnie główne narzędzie wsparcia dla organizacji polskich i polonijnych poza granicami kraju.W tym roku w ramach tego konkursu przyznano dotacje o łącznej wartości ponad 70 milionów złotych. Już pracujemy nad przyszłoroczną edycją, która wkrótce zostanie ogłoszona. Liczę, że rozmowy, spotkania i postulaty, które usłyszę podczas tego zjazdu, pomogą nam jeszcze lepiej dostosować konkurs do realnych potrzeb środowisk polonijnych.

Polacy na Ukrainie od ponad trzech lat żyją w warunkach wojny. Jak z perspektywy Senatu postrzegane jest to zaangażowanie i wytrwałość tych społeczności?

Rzeczywiście, sytuacja Polaków na Ukrainie jest szczególna. Wojna trwa już trzeci rok, a mimo to Polacy trwają i działają. To budzi ogromny szacunek i podziw. Działają właściwie na rzecz dwóch państw, swojej ojczyzny, której są obywatelami, czyli Ukrainy, i jednocześnie na rzecz wspólnoty polskiej. Wielu Polaków na Ukrainie angażuje się w pomoc humanitarną, część walczy, a niestety także wielu polskiego pochodzenia zginęło. To dla nas powód do refleksji i ogromnej wdzięczności. Marszałek Senatu, pani Małgorzata Kidawa-Błońska, napisała dziś w swoim liście do uczestników zjazdu, że to prawdziwa godzina próby. I w pełni się z tym zgadzam.

Jakie konkretne formy wsparcia oferuje dziś Senat RP Polakom na Ukrainie?

Przede wszystkim zachęcamy do korzystania z instrumentów, które są już dostępne, zwłaszcza z konkursu dotacyjnego Senatu. Co prawda, zgodnie z polskim prawem, organizacje zarejestrowane za granicą nie mogą składać wniosków bezpośrednio, ale mogą to robić za pośrednictwem partnerów w Polsce. To rozwiązanie działa bardzo dobrze. W tym roku szereg inicjatyw z Ukrainy uzyskało wsparcie finansowe w ramach tego konkursu. Sam zjazd, w którym uczestniczymy, również jest współfinansowany ze środków Senatu. Uważam, że to doskonały przykład, jak można wspierać integrację środowisk polonijnych, wymianę doświadczeń i budowanie wspólnoty.

Czy takie spotkania, jak Zjazd Organizacji Mniejszości Polskiej, mogą mieć wpływ na przyszłe decyzje dotyczące pomocy Senatu?

Zdecydowanie tak. Właśnie dzięki takim wydarzeniom możemy wsłuchać się w głos środowisk polskich na miejscu. Ukraina to ogromny kraj, bardzo zróżnicowany. Inna jest sytuacja Polaków na zachodzie, inna w centrum, na południu czy wschodzie. Te różnice warto uwzględniać, projektując kolejne programy wsparcia. Zjazd jest dla nas znakomitą okazją, by poznać te lokalne realia, wymienić pomysły i wspólnie szukać najlepszych rozwiązań. Wierzę, że z takich rozmów mogą zrodzić się inicjatywy, które jeszcze lepiej odpowiedzą na potrzeby Polaków na Ukrainie.

Dziękuję za rozmowę.

Z senatorem Ryszardem Majerem, wiceprzewodniczącym Komisji Spraw Emigracji i Łączności z Polakami za Granicą, rozmawiał Artur Żak.

Panie Senatorze, spotkaliśmy się w ramach pierwszego takiego zjazdu od wielu lat tutaj, w podlwowskich Brzuchowicach, w bardzo przyjemnych okolicznościach i w towarzystwie reprezentującym praktycznie cały przekrój społeczeństwa polskiego na Ukrainie. Czy tego typu spotkania są ważne i czym są dla państwa polskiego, dla narodu polskiego?

Takie spotkania są bardzo ważne. Senat od lat tradycyjnie opiekuje się Polonią i Polakami mieszkającymi za granicą. Stąd obecność senatorów na takim spotkaniu jest istotna – jesteśmy niejako zobowiązani by być, by wysłuchać tego, co macie do powiedzenia. Ale nie chodzi tylko o to, byśmy słuchali was. Równie ważne jest, by organizacje pozarządowe reprezentujące mniejszość polską na Ukrainie mogły wzajemnie się poznać, porozmawiać i sformułować rezolucję, dezyderat – opowiedzieć o najistotniejszych problemach Polaków mieszkających na Ukrainie w bardzo złożonej sytuacji, bo toczy się pełnoskalowy konflikt zbrojny. Ta sytuacja wymaga działań ekstraordynaryjnych. Dobrze by było, aby w trakcie tego wielodniowego spotkania – co też sprzyja głębszemu poznaniu – sformułować postulaty: dla nas, dla siebie i dla nich.

Postulaty dla nas, czyli dla Parlamentu Rzeczypospolitej, ale też dla rządu powinny obejmować kwestie najbardziej bolesne dla was jako Polaków mieszkających na Ukrainie i pozostające w gestii władz publicznych Rzeczypospolitej, które wiedzą o waszym istnieniu i o was pamiętają, ale nie zawsze do końca rozumieją potrzeby – a te się zmieniają, rzeczywistość jest dynamiczna. Inne były rok temu, inne są dziś. Stąd głos ze Lwowa jest dla władz publicznych bardzo istotny.

Drugi element to wzajemne poznanie – kreowanie wspólnoty, którą jesteście. Wzajemne poznanie umożliwia wymianę doświadczeń, umiejętności i formułowanie postulatów najważniejszych dla całego środowiska. Możliwa jest koordynacja działań. Jedna organizacja podejmuje działania A, inna B – można dostrzec i zdiagnozować, czego wam brakuje i jakie są potrzeby poszczególnych członków mniejszości polskiej.

Wreszcie trzeci aspekt: postulaty „dla nich” – dla władz ukraińskich, państwowych i samorządowych. Bardzo ważne, byście byli aktywnymi obywatelami państwa ukraińskiego, byście mogli rozmawiać o problemach Polaków z przedstawicielami władzy ukraińskiej. Z dużą satysfakcją odnotowałem obecność przedstawiciela władz ukraińskich na zjeździe. Myślę, że jeśli sformułujecie postulaty w formie dezyderatu, zostaną one przyjęte zarówno w Kijowie przez władze państwowe, jak i tutaj, w obwodzie lwowskim, który również powinien wsłuchiwać się w głos Polaków.

Żyjemy w czasach wojny i dużego niepokoju – pełnoskalowa inwazja Rosji na Ukrainę. De facto Europa, w tym Rzeczpospolita Polska, znajduje się w trakcie wojny hybrydowej: liczne prowokacje, próby dywersji. Według polskich mediów, Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego ostatnio zapobiegła bardzo poważnemu zamachowi terrorystycznemu. Czy doświadczenie Polaków, którzy pozostali na Ukrainie i w trakcie tej wojny musieli nabyć dodatkowe umiejętności, których w normalnych warunkach większość ludzi nie posiada, można byłoby wykorzystać w Rzeczypospolitej? Nie tylko w walce z dezinformacją, ale także w szeroko rozumianej obronie cywilnej. Wiem, że w Polsce to w pewnym stopniu kuleje na poziomie społecznym – co nie jest dziwne: w warunkach dobrobytu nie bierze się pod uwagę takiej ewentualności. Obywatele Ukrainy musieli się tego nauczyć, nie mieli wyboru. Czy można zaimplementować doświadczenie Polaków z Ukrainy, by przekazać je obywatelom Rzeczypospolitej?

Można i należy to zrobić. Taka implementacja powinna nastąpić. Przypomnę, że Polska jako pierwszy kraj w Europie bardzo mocno opowiedziała się za Ukrainą w momencie wybuchu wojny. Zmobilizowaliśmy inne narody Unii Europejskiej, by włączyły się najpierw w ofensywę dyplomatyczną, a potem militarną – pomoc szeroką falą płynie przez Przemyśl, Rzeszów, wspomagamy Ukrainę. Doświadczenia zarówno Ukraińców, jak i Polaków mieszkających na Ukrainie w toku ostatnich trzech lat wojny są nieocenione dla państwa polskiego. Jestem głęboko przekonany, że wobec narastającego zagrożenia także dla granicy polskiej władze – Ministerstwo Obrony Narodowej, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych – będą sięgały po specjalistów, po Polaków stąd, by przygotować nasze systemy obronne i obrony cywilnej na ewidentnie rosnące zagrożenie ze strony rosyjskiego imperializmu.

Z senator Haliną Biedą, członkiem Komisji Spraw Emigracji i Łączności za Granicą rozmawiała Anna Gordijewska.

Pani Senator, bierze Pani udział w historycznym spotkaniu przedstawicieli organizacji polskich  na Ukrainie. Jak Pani postrzega znaczenie tego wydarzenia?

Bardzo się cieszę, że mogę uczestniczyć w tym wyjątkowym, historycznym momencie. To pierwszy taki zjazd przedstawicieli mniejszości polskiej na Ukrainie i myślę, że jego znaczenie jest ogromne. Zobaczymy, jakie wnioski państwo wypracują, czy powstanie wspólna rada lub organizacja koordynująca działania. Z ankiety, którą mieliśmy okazję przeanalizować, wynika, że część uczestników uważa ten pomysł za dobry kierunek.

Mam nadzieję, że te trzy dni spędzone razem pozwolą lepiej się poznać, wymienić doświadczeniami i zobaczyć, jak różnorodne są działania poszczególnych organizacji. Widzę tutaj zarówno młodsze, jak i starsze pokolenie, to rzeczywisty przekrój środowiska Polaków na Ukrainie.

Wojna wschodniej części Ukrainy wpływa na codzienne życie wszystkich obywateli, także Polaków. Państwo funkcjonują w bardzo trudnych warunkach, co oczywiście utrudnia realizację wielu inicjatyw, zwłaszcza tych w przestrzeni publicznej. Ale jednocześnie mam wrażenie, że w takich momentach ludzie jeszcze bardziej się mobilizują, wspierają i trzymają razem. Wierzę, że ten trudny czas uda się dobrze przetrwać. Sam zjazd może w tym pomóc, a mianowicie może wyznaczyć nowe kierunki działań, zachęcić do wspólnych projektów i dać impuls do współpracy mimo niesprzyjających okoliczności.

Jakie obszary wspierania polskości na Ukrainie uważa Pani za priorytetowe?

Zdecydowanie najważniejsze jest utrzymanie i rozwijanie nauczania języka polskiego. Język to coś więcej niż tylko narzędzie komunikacji. Jest to spoiwo wspólnoty, nośnik kultury, modlitwy i myśli. Bez języka trudno zachować tożsamość narodową.

Kolejnym priorytetem jest podtrzymywanie kultury i kontaktów z Polską. Warto wspierać przyjazdy młodzieży i potomków Polaków do kraju ojczystego, aby mogli na własne oczy zobaczyć, skąd pochodzą ich korzenie. Wiem też, że duże zainteresowanie budzą kwestie związane z ustawą o repatriacji czy Kartą Polaka. O tych tematach również trzeba rozmawiać.

Jaką rolę mogą odgrywać polskojęzyczne media na Ukrainie?

Media polskojęzyczne pełnią ogromnie ważną rolę. Nie tylko informacyjną, ale też edukacyjną. Mogą pomagać w nauce języka polskiego, promować kulturę i integrować środowisko. Dzięki nim można też pokazywać działalność lokalnych organizacji, budować więź z Polską i wzajemnie się poznawać.

Czy docierają do Pani polskie media z Ukrainy, w tym „Kurier Galicyjski”?

Tak, „Kurier Galicyjski” dociera do mnie różnymi drogami, zarówno pocztą, jak i osobiście podczas spotkań. Co ciekawe, ostatni numer otrzymałam w Rumunii, na Bukowinie, właśnie od Polaków z Ukrainy! To pokazuje, jak szeroki zasięg ma Państwa gazeta.

Jak Pani ocenia naszą działalność wydawniczą?

Uważam, że „Kurier Galicyjski” spełnia wszystkie funkcje prawdziwego medium. Jest opiniotwórczy, informacyjny i edukacyjny. Docieracie państwo do wielu środowisk i macie realny wpływ na podtrzymywanie polskości. Życzę redakcji dalszego rozwoju, nowych pomysłów i jeszcze szerszego grona czytelników.

Czy chciałaby Pani przekazać coś naszym Czytelnikom?

Chciałabym podziękować wszystkim Polakom na Ukrainie za wytrwałość, zaangażowanie i pielęgnowanie polskości mimo trudnych czasów. Proszę pamiętać, że Polska,  zarówno Senat, jak i cały kraj  jest z państwem. Wspieramy was nie tylko dlatego, że to nasz obowiązek, ale także dlatego, że to płynie z serca.

Dziękuję bardzo!

Zjazd Organizacji Mniejszości Polskiej na Ukrainie

X