O Marii Sabatowicz i jej odnalezionych braciach

O Marii Sabatowicz i jej odnalezionych braciach

87-letnia Maria Sabatowicz z przysiółku Zagora wsi Żurów koło Rohatyna po prawie 80. latach odnalazła braci, których nigdy nie widziała i nie znała. Chętnie opowiada historię odnalezienia krewnych. Jej opowieść jest zawiła jak serial.

Była niechcianym dzieckiem. Urodziła się jako nieślubne dziecko, a na wsi był to wielki wstyd. „W latach 20. XX wieku Polak Michał Bartosz i Ukrainka Melania Dmytriw zakochali się, – opowiada historię wójt wioski Podmichajłowce Mykoła Hryniow. – Chcieli się pobrać. Ale na przeszkodzie stanęli rodzice chłopaka. Musiał posłuchać ich i ożenić się z Polką z wioski Korolówka Franciszką Majdańską. Z tego związku na świat przyszło trzech synów. Melania urodziła dziewczynkę, ale musiała zostawić dziecko i wyjechać za chlebem do Ameryki”.

Dziewczynkę wychowywali dziadkowie i ciotka. Była bardzo podobna do ojca, we wsi przezywano ją – „mała Bartoszycha”. Ojciec w miarę możliwości pomagał dziecku. Miał mądrą żonę, nie miała pomocy za złe, a jej synowie bawili się z przyrodnią siostrą. Bracia Michała również nie opuścili dziecka w potrzebie, więc dziewczynka miała wszystko. Razem z braćmi chodziła do kościoła. Czasy były ciężkie. Michał poszedł na wojnę, a Franciszka z trzema synami na początku lat czterdziestych wyjechała w głąb Polski, jej mąż po wojnie wrócił do rodziny. Osiedlili się pod Lesznem. Tam też osiedliły się i inne polskie rodziny z Żurowa. Maria pozostała w swojej wsi. Ojciec zostawił jej kawałek ziemi.

Maria Sabatowicz (czwarta od lewej, w drugim rzędzie) pomiędzy braćmi (Fot. z archiwum Marii Sabatowicz)Po wojnie Maria nigdy nie widziała ani ojca, ani braci i nic o nich nie wiedziała. Po latach z Ameryki powróciła matka, za mąż nie wyszła i więcej dzieci nie miała. Maria poznała sympatycznego chłopaka z rodzinnej wsi, Wołodymyra Sabatowicza. Urodziła mu dwóch synów. Jednego z nich już pochowała, ale ma wnuki i prawnuki. Ciężko pracowała w kołchozie, prowadziła gospodarkę. W tym samym czasie pod koniec lat czterdziestych w małżeństwie Michała i Franciszki na świat przyszli kolejni synowie: Michał i Eugeniusz. Mieszkają w Polsce, a trzej bracia z Żurowa już nie żyją. Michał i Eugeniusz nic o siostrze nie wiedzieli.

Jakiś czas temu na polskiej stronie internetowej, gdzie kontaktują się mieszkańcy miejscowości rozrzuceni po całym świecie, pojawił się apel młodej Polki Anny Bartosz. Poszukiwała kościelnego świadectwa ślubu swego dziadka Michała Bartosza z Franciszką Majdańską. Wpis zobaczył Mykoła Hryniow – zna język polski, bo współpracuje z Polską. Okazało się, że Maria mieszka w dawnym domu swego ojca Michała Bartosza.

Anna Bartosz jest córką jednego z synów Michała, urodzonego po wojnie. Nawiązała kontakt z krewną. Michał i Eugeniusz przyjechali do siostry na Ukrainę. Łzy lały się jak rzeka. Bracia mają żal, bo ani rodzice, ani bracia nigdy nie powiedzieli im, że mają na Ukrainie siostrę. Maria ze smutkiem powtarzała: „Braciszkowie moi kochani, braciszkowie moi nieznani! Dlaczego spotkaliśmy się tak późno?”.

Bracia Bartoszowie zaprosili Marię Sabatowicz do Polski, ale ze względu na podeszły wiek kobieta boi się podróży. – Niech jadą tam dzieci i wnuki – mówi. – A na braci zawsze z radością czekam w naszym domu.

Sabina Różycka
Tekst ukazał się w nr 15 (187) 16 – 29 sierpnia 2013

X