Nieznany świat galicyjskiej fauny i flory Muchomor czerwony. primorski-utrip.si

Nieznany świat galicyjskiej fauny i flory

Media aż „kipią” od barwnej i porywającej umysły czytelników egzotyki. Na każdym kroku znajdujemy w niej fotografie i opisy barwnych zwierząt, lasów, roślin i miejsc, których zwykły śmiertelnik nigdy nie ma szansy zobaczyć za życia. Pasjonuje nas antylopa gnu, słoń, anakonda czy impala. Urzeka nas piękno kigelii afrykańskiej i dżungli amazońskiej, bez zająknienia potrafimy wymienić jednym tchem najbardziej dziewicze i malownicze miejsca na Ziemi. Przejmujemy się komercjalizacją krateru Ngorongoro i Himalajów. Tym samym twierdzimy, że galicyjska fauna i flora jest nieatrakcyjna, szara i monotonna. Szkoda, że mamy o niej takie mniemanie, ale wynika ono jedynie z naszego niedoinformowania, ponieważ polska przyroda – zwłaszcza ta na terenach leśnych – jest wbrew panującej opinii pełna nietuzinkowej egzotyki.

Przykładem owej „deficytowej” i kolorowej egzotyki, ekscytującej dzikości oraz tajemniczości są w Galicji trujące, toksyczne, psychoaktywne zwierzęta, rośliny, a nawet grzyby, które możemy spotkać w większości naszych lasów – nawet tych na terenie dużych aglomeracji miejskich. Na ogół nie zdajemy sobie sprawy z tego, że wokół nas żyją również bardzo rzadkie, a nawet groźne stworzenia i rośliny, które swoje prawdziwe oblicze maskują szarym, nieatrakcyjnym, pospolitym i bardzo przeciętnym wyglądem.

Psychoaktywny świat fauny i flory

Psychoaktywne rośliny, grzyby, zwierzęta, względnie substancje z nich pozyskiwane należą do związków, które są lub mogą być przyjmowane świadomie (względy medyczne) lub nieświadomie w formie prostej, ewentualnie różnego rodzaju mieszanek, aby wpływać na nasze zdrowie, psychikę lub też wywoływać zmiany naszej świadomości. W medycynie ludowej służyły one nie tylko do zwalczania bólu, ale również odurzania zmysłów, tłumienia strachów, stanów lękowych, działały pobudzająco-podniecająco, a niekiedy nawet ożywiały przygaszonego ducha, a to wszystko za sprawą zawartych w sobie różnego rodzaju substancji o charakterze psychoaktywnym. Bynajmniej nie śmiertelnie uzależniających i degradujących organizm narkotyków, ponieważ są one obecne w naszym codziennym życiu tj. w porannej kawie, herbacie, szczypcie pieprzu, aromatycznej akacji, piwie czy nawet popularnej i orzeźwiającej coca-coli.

Rośliny & grzyby

Niezwykłą, a zarazem nader pospolitą rośliną, którą spotkamy na terenie Galicji wszędzie tam, gdzie występuje jakakolwiek woda vel bagno, jest tatarak zwyczajny (Acorus calamus L.). Właściwości lecznicze tataraku są znane w Europie już od końca średniowiecza za sprawą otrzymywanego z niego olejku eterycznego, który był od stuleci antidotum na bezsenność, epilepsję, stany gorączkowe, depresję i neurozę. Swoją uniwersalność i moc w wysokiej dawce zawdzięcza halucynogennym związkom chemicznym, które wywołują w organizmie człowieka zmiany w postrzeganiu świadomości oraz samym usposobieniu. Halucynogeny jak wiadomo należą do środków o charakterze stricte psychotropowym, które jednak stosunkowo rzadko powodują utratę pamięci i dezorientację w stosunku do czasu, miejsca i osób. Nie wywołują one również stanów majaczenia – delirium. Olejek z tataraku zwyczajnego podany w wysokiej dawce – stężeniu – wywołuje głównie stany halucynacyjne o charakterze optycznym oraz podobne do tych po zażyciu LSD (LSD jest dietyloamidem kwasu lizergowego, który już w bardzo małej dawce u dorosłego człowieka wywołuje zmiany postrzegania otoczenia i silne halucynacje). A bezpośrednią konsekwencją częstego stosowania wysokich dawek wyciągu tatarakowego dla organizmu może być zwiększone ryzyko wystąpienia chorób nowotworowych.

Tatarak zwyczajny. herbcraft.org

Niewiele gorszy pod tym względem jest również występujący we wszystkich wodach stojących i wolno płynących grzybień (Nymphaea spp. L.), a dokładniej jego pąki i kwiaty. Zawierają one bowiem alkaloidy, z których pozyskują silnie stężony olejek eteryczny o silnie działających właściwościach podniecających vide afrodyzjak. Za tajemnicą magicznych właściwości grzybienia stoi alkaloid nufaryna i glikozyd nymfalina. Odurzenie tą niepozorną rośliną może nastąpić po spożyciu naparu, wywaru lub po spaleniu zaledwie 1-2 suchych pąków i kwiatów, tak jak ma to miejsce w wypadku tytoniu.

Piołun. ziolowyporadnik.pl

Dla odmiany na leśnych polanach, łąkach, nieużytkach, piaszczystych glebach, a często i w pobliżu naszych domostw odnajdziemy bylicę piołun (Artemisia absinthium L.), która do Europy trafiła w okresie wczesnego średniowiecza z Azji. Od samego początku medycy i aptekarze uważali piołun za cudowne panaceum na wszelkiego rodzaju schorzenia i dolegliwości począwszy od żołądkowych, ginekologicznych, a na stanach epileptycznych skończywszy. Później na terenie Europy Środkowej przyjęła się również tradycja mieszania olejku piołunowego z alkoholem, który potęgował jeszcze dodatkowo moc samego alkoholu. Nalewkę tę nazywano absyntem, a jej nadmierne i częste spożycie prowadziło do uzależnienia kończącego się na ogół otępieniem. Dlatego też aromatyzowanie i „wzmacnianie” alkoholu piołunem jest do dzisiaj zabronione w wielu krajach na świecie. Sam olejek piołunowy ma natomiast działanie usypiające, narkotyzujące, a w większych dawkach oprócz bólów i silnych zawrotów głowy może spowodować nawet paraliż ciała.

Bagno zwyczajne (Ledum palustre). fotopyka.cba.pl

W czasach średniowiecza w Europie była również znana jeszcze inna „czarodziejska” roślina (z gatunku wrzosowatych) – bagno zwyczajne (Ledum palustre L.), o której niecodziennych i odurzających właściwościach pisał już w starożytności Pliniusz. Owo magiczne pliniuszowskie „ledum” spopularyzowali w nowożytnej Europie Germanie, którzy używali rośliny jako źródła wyrazistej gorczycy do piwa. Niemniej piwo z domieszką bagna było nie tylko odpowiednio gorzkie, ale również psychoaktywne i często u spożywających wywoływało ataki szału lub majaczenia. Natomiast w medycynie ludowej stosowano je do leczenia krztuścu oraz długotrwałych bólów stawów i kości. Silnie stężony i wyizolowany olejek z bagna pospolitego ma działanie psychoaktywne, odurzające, narkotyczne o charakterze znieczulającym.

Łubin. budujesz.info

Interesująco na tym tle wygląda także bardzo popularny w Europie Środkowej łubin (Lupinus spp. L.), który jest nieodzownym elementem prawie każdych dzikich zarośli. Łubin posiada w sobie wyjątkowy alkaloid – lupinidynę, która w zależności od stężenia dawki działa paraliżująco lub pobudzająco na centralny i wegetatywny układ nerwowy. W dużej ilości wywołuje nudności, wymioty, ślinotok, trudności w przełykaniu oraz zaburzenia rytmu serca. Przedawkowanie lupinidyny powoduje postępujące porażenie, które prowadzi bezpośrednio do śmiertelnego paraliżu oddechowego przy pełnej świadomości poszkodowanego.

Wszędobylska purchawka (Lycoperdon spp. L.) wcale nie wypada gorzej pod tym względem na tle ww. poprzedników. Ten niepozorny, kulisty, brązowo-oliwkowy, ze słabym odcieniem, jadalny grzyb, którego bez problemu spotkamy w każdym jasnym lesie, polanie i na łące wiedzie narkotyczny prym wśród swoich pozostałych leśnych braci. Purchawka ma właściwości narkotyczne, które sprzyjają długim snom, stanom półsnu lub snu na jawie. Pod wpływem purchawek można słyszeć także różnego rodzaju „niesłyszalne” na co dzień głosy, które mogą być nawet poczytywane za prorocze wizje.

Purchawka. atlas.grzybland.pl

Najstarszym znanym halucynogennym grzybem leśnym stosowanym od czasów epoki kamiennej jest pospolity w kraju muchomor czerwony (Amanita muscaria L. ex Fr.). Muchomor ten jest wręcz „nafaszerowany” substancjami czynnymi takimi jak: kwas ibotenowy, muskaryna, muscymol, muskazon, butylotrójetyloamina, acetylocholina oraz posiada pierwiastki śladowe wanad i selen. W medycynie naturalnej ludów zamieszkujących Syberię podawano go w stanach skrajnego osłabienia, a macerat z zalanych zimną wodą suszonych owocników stosowano jako antidotum przy ukąszeniach jadowitych węży. W homeopatii był uniwersalnym środkiem w zaburzeniach całego systemu nerwowego oraz zapobiegał nadpobudliwości. Ponoć spożycie 10 owocników muchomora czerwonego ma być śmiertelne dla dorosłego człowieka, ale brakuje na to do dzisiaj wyczerpujących danych naukowych. Pewne jest natomiast działanie silnie halucynogenne grzyba, po którym okres odurzenia trwa ok. 5-6 godzin.

Zwierzęta

U zwierząt podobnie jak u roślin i grzybów spotyka się również pojedynczo alkaloidy halucynogenne, które stanowią o egzotyce tych gatunków, jak również to, że znalazły one zastosowanie w medycynie. Najważniejsze zwierzęce halucynogeny wykazują strukturalne pokrewieństwo z wieloma hormonami mózgowymi i fizjologicznie czynnymi substancjami, które mają istotne znaczenie w przebiegu dużej ilości procesów biochemicznych związanych na stałe z funkcjami psychicznymi. Większość halucynogenów zawiera azot i należy do grupy zwanej alkaloidami, które obejmują organiczne związki azotowe o charakterze stricte zasadowym, których poszczególni przedstawiciele różnią się od siebie pod względem budowy chemicznej. O ile właściwości halucynogenne wielu gatunków roślin i grzybów były już znane w zamierzchłej przeszłości, to halucynogeny pochodzenia zwierzęcego zaczęły być poznawane dopiero dzięki rozwojowi chemii na przełomie XIX i XX w.

Ropucha szara. przyroda.mazury.pl

To właśnie jednym z takich gatunków zwierząt jest ropucha szara (Bufo bufo L.), która należy do największych płazów jakie występują na terenie kraju. Ropucha szara zamieszkuje wszystkie biotopy lądowe od nizin do wysokości ponad 2000 m n.p.m. Długość ciała ropuchy może dochodzić nawet do 20 cm, natomiast ubarwienie grzbietu, które może być od szarego do brązowego, jest uzależnione od środowiska. Skóra płaza jest chropowata i pokryta brodawkami. Ropuchy szare żyją głównie w lasach, parkach i ogrodach, nierzadko w pobliżu siedzib ludzkich. Specyficzna wydzielina z gruczołów ropuchy – bufotenina – została po raz pierwszy wyizolowana przez H. Handowskiego dopiero w 1920 r. Substancja ta jest jak się okazało izomerem psylocyny i ma duże właściwości halucynogenne oraz podnosi ciśnienie krwi. Osoby, które znalazły się pod wpływem bufoteniny uskarżały się na krótkotrwałe reakcje w formie złudzeń przypominające błyski płomieni lub snop iskier. Oprócz tego działa żrąco, podrażnia błony śluzowe jamy ustnej i nosa. Już 0,05 mg/kg ciała daje działanie silnie halucynogenne. Bufotenina może również działać w sposób znieczulający, dzięki czemu może być ona stosowana terapeutycznie zwłaszcza przeciw nowotworom występującym w obrębie gardła i nosa.

Salamandra plamista. loswiaheros.pl

Podobnie jest w przypadku naszego największego płaza ogoniastego – salamandry plamistej (Salamandra salamandra L.), zamieszkującej wilgotne i cieniste lasy liściaste w górach do wysokości 1800 m n.p.m., której w społeczeństwie przypisywano od zawsze fałszywe i niesłuszne, a co za tym idzie krzywdzące opinie. Salamandra plamista osiąga maksymalnie długość do 28 cm. Była ona wielokrotnie „czarną” bohaterką wielu legend i baśni, a wielu znachorów uważało, że można zgasić ogień wrzucając weń te zwierzęta. W wydzielinie skórnych gruczołów jadowych, z których uwalniana jest ona w wyniku mechanizmu obronnego pod wpływem bodźców mechanicznych stwierdzono obecność licznych alkaloidów chinolizydynowych: salamandrynę, samandaron i samandarydynę. W zamierzchłych czasach często wkładano żywe salamandry do wysokoprocentowego alkoholu i marynowano. Praktyki takie można spotkać jeszcze i dzisiaj, ale już nie w Polsce, a w Słowenii, gdzie nadal w myśl tradycji produkuje się halucynogenną wódkę. Salamandryna działa na centralny system nerwowy podwyższając ciśnienie krwi, a zewnętrznie ma działanie silnie drażniące błony śluzowe.

Egzotyka „magicznych” substancji chemicznych nie ominęła również przedstawicieli krajowej ichtiofauny. Nikt nie zdaje sobie sprawy z tego, że w Polsce są ryby, po zjedzeniu których mogą wystąpić nie tylko klasyczne zatrucia pokarmowe, ale również objawy zaburzenia świadomości połączone z utratą kontroli nad pracą naszego organizmu. Poważne zatrucie pokarmowe może wystąpić po zjedzeniu popularnej makreli, która ma w sobie trującą skombrotoksynę, będącą mieszaniną wielu związków chemicznych powstających w czasie bakteryjnego rozkładu tkanki skórnej i mięśniowej. Zatrucie skombrotoksyną powoduje kołatanie serca, silne bóle głowy, wymioty oraz wysypkę skórną, a dolegliwości w zależności od indywidualnych cech organizmu mogą występować nawet do 8 dni od chwili zatrucia. Dlatego uważa się, że makrele powinny być natychmiast zamrażane po złowieniu.

Jeżeli chodzi o ryby słodkowodne, to jedynie mięso brzany (Barbus barbus L.) wykazuje niecodzienne właściwości toksyczne, ale wyłącznie w okresie tarła, które przypada na czerwiec. Brzana ma również trującą ikrę, a de facto jej otoczkę.

Brzana. wedkuje.pl

Toksykolodzy zaobserwowali, że objawy zatrucia na co dzień jadalnym mięsem ryby występują w przedziale od kilku minut do nawet kilkudziesięciu godzin. Początkowym symptomem jest zawsze swędzenie w okolicach warg i języka, rozprzestrzeniające się następnie na dłonie i stopy. Potem następuje powolne odrętwienie całego ciała, które jest podobne do takiego, z jakim mamy do czynienia po zażyciu silnego środka narkotycznego, z tą tylko różnicą, że po jego zakończeniu mogą wystąpić dodatkowo jeszcze silne bóle brzucha i wymioty.

Voodoo & zombie

Zagadką toksycznych substancji w mięsie europejskich ryb przy okazji badań prowadzonych w Ameryce Południowej oraz na Haiti nad substancjami halucynogennymi wykorzystywanymi w obrzędach zombie i haitańskim kulcie voodoo zainteresował się w ostatnim czasie znany amerykański etnobotanik z Harvardu Wade Davis. Davis badając znane już doskonale znane ichtiologom toksyczne substancje pojawiające się okresowo w mięsie brzany odkrył jeszcze jeden dziwny związek chemiczny, który po przedostaniu się do ludzkiego krwioobiegu powoduje osłabienie wszystkich mięśni. Substancja podana w dużym stężeniu prowadzi również do krótkotrwałego paraliżu, ale z zachowaniem pełnej świadomości vide przy obrzędach zombie, ponieważ ofiara jest sparaliżowana, ale w pełni świadoma co się z nią dzieje. Amerykańscy toksykolodzy, którzy widzieli zombie twierdzą, że rytuał ten nie polega na wskrzeszaniu umarłych, a raczej wprowadzaniu w nieznany rodzaj letargu lub śpiączki wywołanej przez nieznaną substancję, która może powodować również przy przedawkowaniu poważne uszkodzenia partii mózgu z ośrodkami mowy i woli. Substancja podana w dużym stężeniu prowadzi również do krótkotrwałego paraliżu, który maksymalnie może trwać nawet do ok. 72 godzin, ale z zachowaniem pełnej świadomości.

W wyniku prowadzonych badań nad tą tajemniczą substancją udało się także Davisowi ustalić, że ma ona nie tylko toksyczny, ale również stricte halucynogenny wpływ na ludzki organizm. Dowodem na to są zaburzenia w odbiorze rzeczywistości, które polegają na tym, że osoba będąca pod jej wpływem zupełnie nie rozpoznaje wrażeń o charakterze termicznym. Objawia się to w tym, że przedmioty gorące postrzegane są jako zimnie i odwrotnie.

Tajemnicza substancja, która została wykryta w ciele brzany przez W. Davisa do złudzenia przypomina tę, której używają szamani w pierwszym etapie rytuału zombie. Następnie ujawnia ona swoje halucynogenne działanie, które powoduje, że człowiek ma problem z interpretacją zjawisk termicznych. Tezę o tym, że tajemnicza substancja toksyczno-halucynogenna pochodząca z otoczki ikry brzany jest bardzo podobna pod względem swoich właściwości do tych, jakie od zawsze wykorzystywane są w obrzędach zombie i voodoo, potwierdza prof. Peter C. Wainwright z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Davis. Niestety, pełny powrót do zdrowia po takim skomplikowanym zatruciu przebiega nader powoli i trwa z reguły kilka tygodni.

Inna trucizna, nazywana toksalbuminą lub ichtiotoksyną znajduje się w krwi węgorza i lina. Powoduje ona rozpad czerwonych ciałek w momencie przedostania się bezpośredniego do krwiobiegu.

Przeprowadzone badania naukowe wykazały, że przyczyną wielu zatruć prowadzących do niebezpiecznych powikłań jest spożywanie ryb, które zjadły bardzo małe pierwotniaki (o wielkości od 0,05 do 0,15 mm), zawierające w sobie bardzo silną truciznę o nazwie gambiertoksyna. Trucizna ta dla odmiany jest zupełnie nieszkodliwa dla spożywających ją ryb, ale w ich przewodzie pokarmowym, gdzie zostaje poddana działaniu skomplikowanych procesów trawiennych przekształca się dodatkowo w jeszcze bardziej toksyczną substancję – ciguatoksynę, która niestety odkłada się i kumuluje w mięsie ryb. Stężona ciguatoksyna w proporcji 10 mikrogramów przypadających na jeden kilogram ryby stanowi już dawkę niebezpieczną dla dorosłego człowieka.

Chrząszcz pryszczel lekarski. kobieta.pl

Ostatnim z tej grupy zwierząt jest chrząszcz pryszczel lekarski (Lytta vesicatoria L.), który żywi się głównie liśćmi, pyłkiem i nektarem, a najchętniej przebywa na jesionach i suchych, kwitnących łąkach. Główną substancją czynną owada jest kantarydyna, która już w starożytności była stosowana jako środek leczniczy o charakterze przeciwbólowym. Najczęściej stosowano ją przy chorobach reumatycznych i nerwobólach, a w homeopatii suszone i sproszkowane chrząszcze stosowano w chorobach dróg moczowych. Wyizolowana kantarydyna, której w ciele pryszczela jest od 0,5 do 1% (wszystkich płynów ustrojowych) powoduje silne stany zapalne skóry, błon śluzowych lub po podaniu doustnym wywołuje silne zatrucie w całym układzie moczowo-płciowym. Jej produkcja odbywa się w stawach kolanowych odnóży owada, kiedy zostanie on zaniepokojony lub silnie przestraszony przez intruza. Dla człowieka niebezpieczna dawka kantarydyny wynosi zaledwie 0,03 g.

Przemysław Miller

Tekst ukazał się w nr 1 (269) 17–30 stycznia 2017

X